Czas: Poranek po tamtym wieczorze.
Miejsce: Pokój Erena.
P.o.v.: autor.
Kagami: To... Może ja... Zrobię śniadanie? Ekhem. - czerwonowłosy odchrząknął nerwowo i spojrzał ostatni raz na siedzącego na łóżku Erena, kierując się do drzwi i wymijając przy tym Ayato szerokim łukiem.
Eren: J-jasne. Niedługo przyjdę. - odparł brunet, lekko się uśmiechając i spoglądając na wychodzącą z pokoju tygrysicę wraz ze swoim panem.
Gdy tylko para wyszła z jego sypialni i zamknęła za sobą drzwi, Eren od razu odetchnął głęboko i wypuścił z siebie całe powietrze, chcąc dosłownie zapaść się pod ziemię. Ta noc... Co to było? Jak do tego w ogóle doszło? On i Kagami... Uprawiali razem seks. I to jeszcze kilka razy! Niemożliwe, nie... To nie może być prawda. To był tylko jeden z tych bardzo realistycznych snów, co nie? Tak, to musiał być tylko sen. W końcu, Kagami nic nawet nie wspomniał o tym, jak się obudzili, więc... Może nic nie miało miejsca? Może tylko mu się wydaje? Był strasznie pijany, pewnie sobie coś ubzdurał i tyle.
Wtedy, Eren podniósł delikatnie kołdrę i spojrzał pod nią, a jego oczom ukazał się widok jego nagiego członka i pogniecionego, poplamionego białym płynem prześcieradła. W tym momencie, brunet zdał sobie sprawę, że to nie był tylko sen... I na prawdę przespał się ze swoim współlokatorem, a na dodatek ze swoim przyjacielem...
Eren: O mój Boże... - westchnął złotooki, momentalnie się rumieniąc i chowając twarz w dłonie.
Ayato: Co jest? Eren, co tak dziwnie pachnie? - odparł wilk, wskakując na łóżko i wąchając brudną pościel, zbliżając się przy tym powoli nosem do jego krocza.
Eren: Nie, nie, nie, przestań! - wykrzyknął nagle chłopak, zatrzymując pupila poprzez złapanie go za głowę. - T... To nic takiego! Um... Ayato, mógłbyś podać mi moje spodnie?
Ayato: Spodnie? Ok! Spooodnie, gdzie jesteście? - wilk nadstawił uszy i zeskoczył z łóżka, zaczynając szukać ubrania swojego pana na podłodze z machającym się ogonem. - O, spodnie! Tu są spodnie! - psowaty znalazł w końcu to, czego szukał, i ponownie wskoczył na łóżko, podając dla Erena jego spodnie wraz z bokserkami w swoim pysku.
Eren: Uh, dzięki...
Po tym, brunet założył swoje bokserki i dresy pod kołdrą, a następnie wstał z łóżka, czując pulsujący ból w dolnych częściach swojego ciała. Chłopak syknął na to i zmarszczył brwi, a potem odetchnął głęboko, próbując się uspokoić. Chwilę później, podszedł do swojej szafy i wyjął z niej czyste ubranie i bieliznę, chcąc jak najszybciej skierować się do łazienki, by zmyć z siebie wszystkie pozostałości z tamtej dziwnej, lecz jakże gorącej nocy. Zanim wyszedł jednak z pokoju, jego uwagę ponownie przykuła pognieciona, leżąca na łóżku pościel, która wymagała natychmiastowego mycia, przez co mężczyzna znów poczuł to ściskające jego serce zakłopotanie i niezręczność, wiedząc, że jeszcze długo się ich nie pozbędzie.

Po chwili, Eren znalazł się już w łazience, zamykając za sobą szybko drzwi i zsuwając się po nich na podłogę, przytulając przy tym czyste ubrania do swojej piersi. Przez jego głowę zaczęły przewijać się obrazy z tamtego wieczoru... Jak Kagami płakał po zerwaniu z Ash, jak sam go pocieszał, jak pili shoty raz po raz.. Jak zaczęli się całować i... Poszli razem do sypialni... I ten jego ruch, kiedy go przyciągnął do siebie i zaczął go rozbierać... Choćby dla tego jednego ruchu, mógłby się nawet skurwić, by tylko móc poczuć to drugi raz. Ten jego dotyk, to ciepło... Jego usta... Jego. Po prostu jego i jego ciało.
Eren otworzył wtedy oczy i spojrzał w bok, zaczynając wpatrywać się w ścianę obok niego, z dużym rumieńcem na twarzy. Natomiast palcami swojej jednej dłoni zaczął wędrować od swojej szyi, po obojczyk i ramię, aż do ręki, tym samym przypominając sobie ten delikatny i ciepły dotyk Kagamiego na swojej skórze, jaki mógł czuć tamtej nocy. I jak bardzo on się różnił od dotyku Mikasy lub chociażby... Ryu. Jej dotyk był pewny i ograniczony, jego - ostry i gwałtowny, a Kagamiego? Czuły i taki delikatny... Jakby dotykało go samo niebo.
Eren: Nie, nie, nie! - szepnął nagle do siebie brunet, klepiąc się po twarzy i kiwając przecząco głową. - Nie mogę tego tak rozpamiętywać, bo się jeszcze nakręcę...
Lecz jego ciało i tak już było nakręcone.
Eren: O Boże... - szepnął ponownie, patrząc na wybijającego się pod spodniami członka.
''Nie, nie! Powinienem o tym zapomnieć. To była tylko jedna noc. Kagami zerwał z Ash i był smutny... I też dużo wypiliśmy. To tyle. To nic nie znaczyło. Eren, to nic nie znaczyło! Po prostu obaj byliście pijani i spragnieni! Kagami też potrzebował pocieszenia... Tak, to nic nie znaczyło. Przestań o tym myśleć i po prostu o tym zapomnij! Tak będzie najlepiej.'' - pomyślał.
''Ale ten seks był tak cudowny... Nie, Eren przestań! Ostatnio to się bardzo źle skończyło, nie chcemy tego powtarzać!''
Eren: Ah, jak ja siebie nienawidzę... Co ja sobie wtedy myślałem... - szepnął do siebie ponownie, uderzając tyłem głowy o drzwi i tym samym przypominając sobie wydarzenia z przeszłości.
~ Flashback ~
Czas: Kilka lat temu.
Czarnowłosy mężczyzna uśmiechnął się zadziornie i zaśmiał się pod nosem, popychając przy tym Erena dosyć mocno i przyszpilając go do ściany.
Ryu: Hah... Nie udawaj teraz niewiniątka, kochany. Wiem, że tego chcesz tak bardzo, jak ja. - szepnął niskim głosem różowooki, wpatrując się w oczy bruneta i w jego usta.
Eren: Nie, odsuń się. - brunet powiedział niepewnie, próbując odciągnąć od siebie napierającego na niego chłopaka.
Ryu: Co jeśli odmówię?
Ryu przejechał językiem po swoich zębach i podniósł jedną brew do góry, nie ruszając się o krok i wciąż pozostając w tej samej pozycji, wiążąc Erena między swoimi ramionami.
Eren: Nie powinniśmy tego robić, mam dziewczynę... To... Złe. - szepnął cicho ciemnowłosy, trzymając swoją jedną dłoń na jego torsie.
Ryu: I co z tego?
Eren: Jak to, co z tego?
Ryu: No, co z tego, że masz dziewczynę. Ja jej tu nie widzę.
Eren: Co? - odparł Eren, szczerze zaskoczony i zdezorientowany jego wyjebaniem, ponownie próbując go odepchnąć, tym razem z pozytywnym skutkiem. - Co jest z tobą nie tak?
Ryu: Ze mną? Wszystko. I szczerze, gówno mnie to obchodzi - powiedział, pewny siebie, obczajając przy tym partnera od góry do dołu i wypychając swój policzek od środka językiem. - I tak i tak się już przelizaliśmy, więc... Jakie to ma znaczenie?
Eren: Przelizanie się, a seks to są dwie różne rzeczy, Ryu.
Ryu: Może. Ale i tak i tak już ją zdradziłeś, więc czemu by nie zrobić tego efektownie, skoro i tak jest już po fakcie.
Eren: Czy ty w ogóle siebie słyszysz?
Ryu: Tak. Głośno i wyraźnie. - wtedy, czarnowłosy ponownie popchnął Erena do ściany i znów uwięził go między swoimi ramionami, zbliżając się do niego niebezpiecznie. - Pizdą jesteś? Co cię niby powstrzymuje?
Eren: Chociażby podstawowe zasady moralne. I to, że ją kocham.
Ryu: Ha... Hahaha! Dobre! - różowooki zaśmiał się, nieco spuszczając głowę.
Eren: Co jest w tym niby tak śmiesznego?
Ryu: Może to, że obaj jesteśmy demonami, a ty pierdolisz o jakiś zasadach moralnych i miłości. - szepnął niskim głosem, zbliżając się jeszcze bardziej do niego. - Słuchaj, lisku. I tak i tak obaj będziemy smażyć się w piekle, więc... Trzeba wykorzystać życie jak najbardziej, nie sądzisz? Skoro bycie dobrym w tym świecie i tak nie popłaca, to po co się w ogóle starać. Trzeba myśleć przede wszystkim o sobie i o tym, czego się chce. A ja już dobrze wiem, że tego chcesz.
Eren: Gówno prawda, nic o mnie nie wiesz.
Ryu: Hm. Wiem o tobie wystarczająco. - szepnął zmysłowo, spoglądając przelotnie na jego dolne części. - Może i jesteś mocny w gębie i pierdolisz od rzeczy, ale... Ciało nigdy nie kłamie.
Wtedy, Ryukishiro przeniósł swoją jedną rękę na tors bruneta i zjechał nią pewnie do jego krocza, zaciskając się na nim. Eren na to uchylił lekko usta i wziął raptownie powietrze do płuc, otwierając przy tym szerzej oczy, zarumieniony.
Eren: R-Ryu! Przestań!
Ryu: Na pewno chcesz, bym przestał? - szepnął cicho, wpatrując się prosto w jego bursztynowe oczy i zaciskając mocniej swoją dłoń na jego spodniach.
Eren: ... - złotooki zamilkł, niezręcznie odwracając wzrok.
Ryu: Tak myślałem, hah.
Eren: Ja-... Nie... Nie powinniśmy tego robić. Puść mnie. Proszę... - brunet złapał nagle jego nadgarstek i ponownie na niego spojrzał, nieco marszcząc brwi.
Ryu: Gówno mnie obchodzi, że nie powinniśmy tego robić, Eren. Pomyśl czego ty chcesz, a nie czy jest poprawne, czy nie.
Eren: ... - spojrzał na niego ponownie, zagubiony, nieco rozluźniając swój uścisk.
Ryu: Po prostu rozluźnij się i oddaj się przyjemności... Daj mi sobą poprowadzić. - szepnął, delikatnie odciągając jego rękę od swojego nadgarstka. - Nie myśl o tym, co się potem stanie... Nie myśl o niej. Skup się na tym, co jest teraz. Teraz jesteśmy tylko my. Tylko ty i ja... To się teraz liczy. - różowooki spojrzał mu w oczy ostatni raz i przeniósł się później do jego ucha, zaczynając szeptać do niego zwodząco. - Raz w życiu zrób to, czego na prawdę chcesz... Nie to, co podpowiada ci sumienie lub każe ci twój ojciec... Tylko to, czego pragniesz ty, w głębi serca... Ona i tak bardzo cię zraniła... Nie ufa ci... Dlaczego więc masz przejmować się nią i tym, co czuje? Ja akceptuje cię takiego, jakim jesteś... Akceptuję wszystkie twoje strony. Nie to, co ona. Baw się, ciesz się życiem i... Bądź wolny, Eren. Czy nie tego właśnie pragniesz?
Eren: Mm... - brunet wypuścił powietrze z płuc i odchylił lekko głowę do tyłu, przymykając oczy i marszcząc brwi podczas, gdy Ryu zaczął obcałowywać i pogryzać zmysłowo jego szyję.
Powinien go odepchnąć... Nie powinien tego robić. Wie, że to jest złe i niepoprawne. Ona go znienawidzi, jak się o tym dowie. Ale... Ryu go akceptuje, w pełni. Nie ma pretensji, nie wytyka mu błędów, na które i tak nie ma wpływu... W końcu czuje, że komuś na prawdę zależy na nim i na tym, jak on się z tym wszystkim czuje... Nawet jak jest to zwykła gra aktorska i wytwór jego wyobraźni... W końcu czuje się... Wolny. Jakby wyleciał z klatki i w końcu mógł rozwinąć skrzydła.
Co powinien teraz zrobić? Jeden ruch i wszystko się zmieni... Wszystko przepadnie i runie razem z nim na dno. Czy to wszystko jest warte dla tego momentu? Ale... W końcu, ona nie musi o tym wiedzieć... Prawda? Jeśli się nie dowie, nic się nie stanie... I wszystko będzie w porządku. Wszystko zostanie na swoim miejscu...
Tylko ten jeden raz... Tylko ten jeden raz puści wodze i zrobi to, co chce... Tylko raz...
Wtedy, chłopak przestał się opierać i próbować trzymać go na dystans. Jego ciało momentalnie się rozluźniło, ręka przestała napierać na jego klatkę piersiową, a oddech się uspokoił, co nie uszło uwadze Ryu. Czarnowłosy odessał się więc na chwilę od jego szyi i spojrzał mu prosto w oczy, nawiązując z nim kontakt wzrokowy, z rosnącym, triumfalnym uśmiechem na twarzy.
Eren: Nienawidzę cię. - szepnął do niego, rzucając się na jego usta i oplatając swe ramiona wokół jego szyi.
Ryu: Hahaha... Wiedziałem, że nie będziesz w stanie się mnie oprzeć. - szepnął między pocałunkami, wsadzając ręce do tylnych kieszeni jego jeansów i przyciągając go bliżej siebie.
~ Koniec ~
_________________________________________________________________________________
Czas: Wieczór; impreza.
Miejsce: Dom Amarina.
P.o.v.: autor.
(jak coś to to będą bardziej urywki niż typowo liniowa akcja; może być niekiedy trochę chaotycznie, ale who cares)
Po wyjściu z taksówki, Eiji i Kagami skierowali się prosto do drzwi wejściowych domu, w którym miała rozgrywać się ta słynna impreza z okazji zaręczyn Amarina i jego, już narzeczonej, Zirhael. Eiji zadzwonił bez wahania dzwonkiem i oparł się bokiem o ścianę, czekając na gospodarza imprezy, by otworzył im drzwi. Po chwili, duże drzwi frontowe otworzyły się, ukazując tym samym czarnowłosego, ubranego w czarne jeansy i lekko rozpiętą, podwiniętą do łokci koszulę, Amarina, który uśmiechnął się na widok dwóch mężczyzn, zapraszając ich do środka.
Amarin: Oh, Eiji! Kopę lat, ty stara dupo! - powiedział z entuzjazmem czerwonooki, od razu ''rozpoznając'' Eijiego po jego uśmiechu i wzroku, przytulając go tak ''po męsku''.
Eiji: Tak, tak, też się cieszę, że cię widzę. - odparł z uśmiechem, klepiąc go po plecach, a potem odsunął się od przyjaciela, przedstawiając mu Kagamiego. - Nie wiem, czy mieliście okazję się poznać podczas tych królewskich schadzek czy coś, nie wiem nie znam się, ale... Kagami, Amarin. Amarin, Kagami.
Amarin: Cześć. Miło mi. - powiedział czarnowłosy, wyciągając do niego rękę na powitanie.
Kagami: Miło mi cię poznać, Amarin. - Kagami popatrzył na Amarina i uśmiechnął się, a następnie uścisnął jego dłoń, patrząc na mężczyznę, który wyglądał bardzo młodo.
Po chwili, za plecami ciemnowłosego gospodarza pojawiła się białowłosa dziewczyna z opaską na oczach, która uśmiechnęła się lekko, obejmując przyszłego męża za ramię.
Zirhael: Cześć! Zaprosiłeś już gości do środka? - zapytała z uśmiechem i pocałowała jego policzek.
Amarin: A to moja narzeczona, Zirhael.
Kagami: Miło mi. - czerwonowłosy powiedział z uśmiechem, lekko się kłaniając.
Zirhael: Mi również! Chodźcie. Zaraz podam wam coś do picia. Alkohol? Sok? Kawa, herbata? Co chcecie? - zaśmiała się i ustawiła głowę w ich stronę, idąc głębiej w stronę salonu.
Eiji: Ja poproszę kawę na razie.
Kagami: Ja herbatę poproszę.
Zirhael: A ty, kochanie?
Amarin: Kawę. Dzięji, słonko. - powiedział z uśmiechem, całując ją od tyłu w policzek. - Siadajcie, pogadamy chwilę. Do oficjalnego rozpoczęcia mamy tak z... Godzinę koło, więc... Rozgośćcie się.
Eiji: Oooo tak! Drugi raz nie musisz mi tego powtarzać. - ciemnowłosy powiedział z entuzjazmem i walnął się na kanapę, odchylając głowę do tyłu na oparcie.
Amarin: Dobra, opowiadajcie, co u was słychać? - zapytał gospodarz, siadając na fotel obok.
Eiji: Zależy kogo pytasz. Za Erena i innych się nie wypowiem, ale u mnie personalnie to jest całkiem spoko.
Amarin: Woah woah, czekaj, czekaj-... - czarnowłosy zmarszczył brwi, nieco zdezorientowany, porozumiewając się wzrokiem z Eijim i przelotnie spoglądając na Kagamiego, który, jak było wcześniej ustalone, rzekomo miał się nie dowiedzieć o rozdwojeniu jaźni chłopaka.
Eiji: Spokojnie, Kagami już wie o wszystkim. - rzucił uspokajająco brunet, widząc zakłopotanie przyjaciela i rozumiejąc aluzję.
Amarin: Oh, serio? A to nie miał być sekret na razie?
Eiji: Cóż. Tak jakoś wyszło. - brunet zaśmiał się cicho i podniósł się, lekko klepiąc siedzącego obok niego przyjaciela po ramieniu. - Średnio umiem trzymać język za zębami, więc... Ups? Ale Kagami to dobry ziom, nic się nie stanie.
Amarin: Nie neguję tego. Ale wiecie, że Eren będzie wściekły, co nie?
Kagami: Cóż... Zdaję sobie z tego sprawę, ale postaram się trzymać język za zębami. Chociaż nie lubię kłamać... - dodał, a potem podrapał się lekko po karku.
Eiji: Nie będzie wściekły, jak się nie dowie! Ha!
Amarin: Ah, czuję, że to się źle skończy...
Wtedy, do pokoju wróciła Zirhael, kładąc na stoliku napoje. Potem usiadła obok narzeczonego, zakładając nogę na nogę i złapała lekko dłoń chłopaka, patrząc na gości.
Amarin: Dziękuję, kochanie. - Amarin podziękował swojej narzeczonej i pocałował ją delikatnie w usta, następnie biorąc kubek z kawą i upijając jej łyk.
Eiji: Ahh, Zirhael... Piękna i cudowna jak zwykle. - rzekł wniebowzięty i rozmarzony pyszną kawą dziewczyny brunet, komplementując ją.
Amarin: E, nie zarywaj do mojej dziewczyny, co, spryciarzu? - powiedział żartobliwie Amarin, kładąc kubek z powrotem na stół i gładząc dłoń białowłosej.
Eiji: Ja? Nie śmiałbym! - powiedział z uśmiechem Eiji, podnosząc ręce do góry i opierając się wygodniej o oparcie.
Amarin: Haha! Kagami, a jak u ciebie? Co tam słychać?
Kagami: Dużo pracy miałem. Teraz na szczęście mam więcej wolnego czasu. - powiedział. - I cieszę sie, że Eren... To znaczy Eiji... Mnie zaprosił... - dodał, uśmiechając się.
Amarin: To dobrze. Przyjaciel mojego przyjaciela też jest moim przyjacielem, więc... Cieszę się, że mogę cię tu gościć.
Eiji: Dobra, dobra. Dość tych farmazonów i słodkości. Ja mam ważne pytanie. - mężczyzna machnął ręką i aż wyprostował się na kanapie, przenosząc swój wzrok na Zirhael i jej brzuch. - What is thissssssss! - powiedział z entuzjazmem, wskazując na ciężarny brzuszek białowłosej.
Zirhael popatrzyła na Eijiego i położyła blade dłonie na swój brzuszek, głaszcząc go z uśmiechem. Kagami wpatrywał się za to w ciążowy brzuszek, rumieniąc się delikatnie, a później spojrzał na Eijiego, uśmiechając się. Cudownie jest patrzeć, jak rodziny się powiększają w takim szczęściu.
Zirhael: Ah... Tak... Amarin, chcesz się pochwalić, czy mam to ja powiedzieć? - zapytała.
Amarin: Ah, tak. Spodziewamy się dziecka, chłopca. Termin jest za 5 miesięcy. Planowaliśmy dzisiaj wam powiedzieć. - rzekł mężczyzna, spoglądając z miłością na swoją przyszłą żonę.
Eiji: Woooooaaaaaah! - Eiji powiedział z entuzjazmem, mając wręcz gwiazdki w oczach, i klasnął w dłonie, podchodząc bliżej Ziry i kucając przy jej fotelu, by wpatrywać się w jej brzuszek. - Woah... Gratulacje! Czyli będę wujkiem? - spojrzał z radością na Zirę i Amarina.
Zirhael: Jeżeli Amarin się zgodzi, to oczywiście, nawet możesz być ojcem chrzestnym. - zaśmiała się słodko, kładąc dłonie po bokach swojego brzuszka.
Kagami siedział nieco pochylony, patrząc na swojego przyjaciela, który wpatrywał się w brzuch jak w największy skarb. Zaśmiał się cicho, a potem poprawił swoje włosy. Uważał, że Eiji był uroczy, jak przyglądał się tak jej brzuchowi...
Amarin: Cóż, bezpieczniej będzie jak to Eren będzie prawdziwym chrzestnym, z wiadomych dla nas przyczyn, ale... Nie mam nic przeciwko, byś był jego wujkiem.
Eiji: Yaaas! Cudownie! - brunet powiedział z uśmiechem i wrócił na kanapę, biorąc kolejnego łyka kawy, czując przy tym przez ten cały czas na sobie wzrok czerwonowłosego. - A ty co się tak na mnie patrzysz, hmm? - powiedział do niego ciszej, z zadziornym uśmiechem na ustach.
Kagami: Bo mam oczy, to patrzę. A mam na co. - powiedział z uśmiechem, cicho się śmiejąc i trącając go lekko ramieniem.
Eiji: Oho... - Eiji westchnął z uśmiechem i zaśmiał się pod nosem, lekko się rumieniąc.
---
Po parudziesięciu minutach spędzonych na luźnej rozmowie i pogawędkach, reszta gości zaczęła się powoli schodzić, wypełniając puste przestrzenie ogromnego domu, dzięki czemu impreza zaczęła się dosyć szybko rozkręcać. Kagami i Eiji pomogli w ostatnich przygotowaniach gospodarzom, cały czas przy tym ze sobą rozmawiając, a następnie zaczęli zapoznawać się z resztą gości, pijąc z nimi pierwsze kolejki. Zirhael natomiast przeniosła się ze swoimi przyjaciółkami i koleżankami na górę, spędzając czas w dużo spokojniejszej i przyjaznej atmosferze, a Amarin znajdował się z resztą gości na dole, tworząc w ten sposób coś w rodzaju przedwczesnego wieczoru panieńskiego i kawalerskiego.
Eiji: Kaagaaaami! - powiedział nagle Eiji, będąc już po koło 3 shotach, wypitych z kolegami, nawalając się przy tym bez skrupułów na ramię czerwonowłosego. - Idziemy po jakiegoś drinka? Podobno Amarin zamówił jakiegoś barmana. - brunet spojrzał na niego z uśmiechem, klejąc się policzkiem do jego ramienia.
Kagami popatrzył na Eijiego, który był już trochę wstawiony, a potem zaśmiał się cicho i pokręcił głową.
Kagami: Możemy, chodź. Tylko się nie wywróć, błagam cię. - zaśmiał się cicho i ruszył z nim do barmana, który był dość mocno oblegany.
Eiji: Ja? No co ty, za kogo ty mnie masz. Ja się dopiero rozkręcam. - odparł z uśmiechem, czekając razem z Kagamim w kolejce.
Po paru minutach spędzonych na luźnej pogawędce, w końcu nadeszła ich kolej. Mężczyźni podeszli więc do blatu, za którym stał barman, patrząc na tabliczkę z drinkami i zastanawiając się, co chcą zamówić. Wtedy, Eiji przeniósł wzrok na barmana, chcąc powiedzieć ich zamówienie, lecz ku jego zdziwieniu, znalazła się tam znajoma dla niego twarz, co nieco wytrąciło go z równowagi.
Eiji: Oho! Proszę, proszę, kogo my tu mamy? Co za spotkanie! - powiedział entuzjastycznie, z zadziornym uśmiechem, opierając się przy tym przedramionami o blat i wpatrując się prosto w blondwłosego barmana.
Barman (Yoshi): Huh? Eiji? Ty tutaj?
Eiji: Taak, ja we własnej osobie. Wiem, wiem, tęskniłeś za mną. - dodał, ''dramatycznie'' przerzucając rozpuszczone włosy do tyłu. - Co tam u ciebie słychać, słonko?
Yoshi: Ah, całkiem spoko, nie narzekam. A jak u ciebie?
Eiji: Wyśmienicie. Haha! - brunet zaśmiał się cicho i wyprostował się ponownie, strzykając kośćmi w swojej szyi i nie zdejmując przy tym wzroku z blondyna. - Dobra, pogadamy później, bo widzę, że masz branie, haha! To ja poproszęę... Sex on the beach. A dla ciebie, kotku? - długowłosy zwrócił się w końcu do Kagamiego, kładąc dłoń na jego ramię.
Kagami: Poproszę to samo. - dodał, uśmiechając się zadziornie, a potem lekko uszczypnął go w udo, gdy barman zaczął robić dla nich drinki. - A potem się zwiniemy gdzieś na kanapę. Albo gdzieś bardziej oddaleni... - szepnął mu do ucha, śmiejąc się.
Eiji: Oho... Kusząca propozycja...
Chwilę później, Yoshi podał Kagamiemu i Eijiemu ich drinki, a oni podziękowali mu i zaczęli oddalać się w stronę bardziej odosobnionych i spokojniejszych pokoi. W salonie, przez który przechodzili, był tzw. kącik rekreacyjny, czyli tłum ludzi, którzy pili shoty na potęgę lub bawili się w różne, przedziwne gry po pijaku. Było tam zdecydowanie za głośno i za dużo osób wkoło, by spędzić trochę czasu ''na osobności'', więc mężczyźni skierowali się do biura Amarina, które było nieco oddalone od całej zgrai. Na ich szczęście, nikogo tam nie było, więc obaj weszli do środka bez wahania, zamykając za sobą drzwi.
Pomieszczenie było dosyć duże, pięknie oszklone i dosyć bogato wystrojone. Ciemne meble, ogromne regały z książkami, masywne biurko z komputerem oraz wygodna, średnich rozmiarów kanapa, stojąca przy ścianie, która nadawała mu na prawdę dostojnego i klimatycznego wystroju.
Eiji: Mmm... - mruknął z lekkim zachwytem Eiji, wchodząc głębiej do pokoju ze swoim drinkiem w ręce i rozglądając się dookoła. - Bardzo podoba mi się ten pokój. Jest taki... Dostojny. Zawsze podziwiałem gust Amarina w tych sprawach... - powiedział spokojnie, przejeżdżając delikatnie palcami po krawędzi biurka i upijając przy tym łyk swojego drinka.
Kagami uśmiechnął się lekko, rozglądając się i podziwiając otoczenie. Było na prawdę piękne. Jednak po chwili, jego wzrok i uwagę przykuł widok towarzyszącego mu mężczyzny, który wyglądał w jego oczach tak zjawiskowo i przystojnie, gdy jechał delikatnie i z gracją swoimi palcami po biurku... Wyglądał, jakby był jakimś nadzianym typem, który dokładnie ogląda dom w celu jego kupna.
Kagamiemu bardzo się to podobało... On mu się podobał... I szczerze, chłopak miał na dzieję na coś więcej. Szczególnie po tym, co się wydarzyło dzisiaj między nimi. Ale czy to tak wypada...? Tutaj, w czyimś domu, w miejscu, w którym ktoś pracuje?
Kagami: To prawda. Te miejsce jest eleganckie. Widać, że dba o to miejsce. - rzekł z uśmiechem, stojąc na środku pomieszczenia.
Eiji: Mhm... - brunet mruknął, uśmiechając się kątem ust, a potem przeniósł wzrok na stojącego obok niego partnera, kładąc swój kieliszek na blat. - Hah... Stoisz tak, jakbyś nie wiedział, co masz ze sobą zrobić. Rozluźnij się, w końcu jesteśmy teraz sami... - odparł, cicho się śmiejąc pod nosem, i delikatnie zabrał szkło z ręki mężczyzny, kładąc je również na znajdujący się obok niego stół.
Kagami widząc, jak ten zabrał mu drinka, zamrugał oczami w zaskoczeniu, a potem uśmiechnął się lekko. Następnie, chłopak położył swoje obie ręce na blacie, zamykając go między nimi, i zaczął wpatrywać się mu w oczy, nie umiejąc oderwać od niego swojego spojrzenia.
Kagami: Może wiem... Może nie... - szepnął, zagryzając wargę i przenosząc jedną dłoń na jego biodro.
Eiji: Hmhm... - Eiji zaśmiał się bezgłośnie, przenosząc wzrok na tors chłopaka.
Jego ręce zaczęły wędrować po jego klatce piersiowej aż do szyi i ust, później znów jadąc w dół, delikatnie, opuszkami palców, do jego torsu i umięśnionego brzucha, rysując na nim różne linie i kółka. Atmosfera zaczęła się robić przez to coraz gorętsza... Może to przez alkohol, może przez elegancki i dostojny wystrój pomieszczenia, albo przez to, co się wcześniej między nimi stało... Jednak nie potrzeba było słów, by poczuć, że napięcie między nimi wzrasta z minuty na minutę, z każdym dotykiem, z każdą minutą wpatrywania się sobie w oczy...
Po chwili, chłodne i mięknie dłonie Eijiego wkradły się pod koszulkę chłopaka, lekko go łaskocząc po boku, by na końcu owinąć się wokół jego talii i przytulić się do jego torsu, przymykając oczy. Szybkie bicie serca i te ciepło... Tak przyjemnie...
Eiji: Jesteś taki ciepły... - szepnął, po chwili przenosząc swój wzrok w górę, na jego twarz, opierając się przy tym podbródkiem o jego klatkę piersiową i uśmiechając się od ucha do ucha. - Cudownie pachniesz... Uwielbiam te perfumy... Tylko skąd ja je znam... - dodał cicho, wtykając nos w jego klatkę piersiową, by ponownie powąchać cudowny, lecz dziwnie znajomy zapach perfum.
Kagami zaśmiał się cicho, a potem pogłaskał jego włosy. Uważał, że skoro nie jest on hostem, na pewno potrzebuje dużo czułości, więc pocałował go lekko jego czoło, delikatnie gładząc go po biodrze.
Kagami: Używam ich już od bardzo, bardzo dawna.... Kilkanaście lat co najmniej. - powiedział. - Jesteś słodki, wiesz?
Eiji mruknął na to potwierdzająco, przymykając oczy i wciąż wtulając się w pierś Kagamiego. Ten zapach... Co jest z nim nie tak? Jest taki słodki... Taki... Znajomy. Tylko skąd? Ma to na końcu języka, lecz nie może sobie przypomnieć, co to dokładnie było...
~ Flashback ~
Eren: Nie! Zostaw mnie! Nienawidzę cię, rozumiesz?! Nienawidzę cię! - brunet krzyknął głośno, odpychając od siebie różowookiego partnera. - Wszystko zniszczyłeś! Czemu ja ci w ogóle zaufałem?! Czemu byłem tak cholernie głupi?!
Ryu: Eren-... - czarnowłosy próbował złapać go za rękę, lecz złotooki odtrącił go ponownie, odpychając go od siebie.
Eren: Nie! Łapy precz ode mnie! Nie dam się więcej nabrać na te twoje gierki! Nie-
Wtedy, czarnowłosy szybko i zwinnie chwycił jego nadgarstek i przyciągnął go do siebie z siłą, przez co Eren wylądował gwałtownie na jego klatce piersiowej.
Eren: Nie! Zostaw mnie!
Chłopak próbował się wyrywać i szarpać, lecz Ryukishiro szczelnie objął go w talii, oplatając swoje całe ramiona dookoła niego i zamykając go przy tym w szczelnym, mocnym objęciu, przez co chłopak nie miał się jak nawet ruszyć.
Ryu: Ciiii... - szepnął spokojnie czarnowłosy, całując go delikatnie w głowę. - Uspokój się... Błagam cię...
Eren otworzył na to szerzej oczy, które zeszkliły się od przeżywanych, silnych emocji. Tak bardzo chce się wyrwać, ale... Nie... Nie. Wcale, że nie... Kogo on oszukuje? Chciałby zostać w tym objęciu na zawsze... Lecz jego serce bije tak równo. Normalnie. W ogóle nie przyspiesza... To tylko utwierdziło go w przekonaniu, że wpadł jak śliwka w kompot. Tak łatwo dał się zwieść. Był taki głupi! Tak cholernie głupi... Ale to ciepło, płynące może nie z jego serca, ale z samego jego ciała... Te silne ręce, ten uścisk, który nie pozwalał mu odejść, choć wiedział, że musi spierdalać jak najdalej... I te piękne perfumy... Słodkie, orzeźwiające... Pachną jak...
~ Koniec ~
Trawa cytrynowa.
Eren otworzył powoli oczy, wracając do świadomości. Wszystko znów zaczęło robić się wyraźne, a gęsta mgła zniknęła, ponownie odsłaniając mu prawdziwą rzeczywistość, w jakiej się znajduje.
Czuł... Ramiona wokół siebie... I ciepło. Słyszał serce... I na dodatek, czuł te piękne, orzeźwiające perfumy... Znajome, bardzo znajome perfumy...
Ryukishiro.
Eren: Zostaw mnie! - brunet krzyknął nagle, odpychając od siebie chłopaka.
Przed jego oczami jednak stanął nie kto inny, jak Kagami, który spojrzał na niego, mocno zdezorientowany i trochę zaskoczony jego nagłą reakcją, od razu zabierając od niego ręce w przerażeniu i mrugając kilka razy oczami.
Eren: O mój Boże, przepraszam, ja-... - mężczyzna wytrzeszczył oczy i zakrył usta dłonią, patrząc na swojego przyjaciela, zaskoczony. - Ja... Nie... - szepnął, próbując zebrać słowa, lecz w sumie nie wiedząc, co ma dokładnie powiedzieć.
Kagami: Nic wielkiego.... Trochę wypiłeś, przytuliłeś się tylko. - powiedział i zaśmiał się cicho, mimo wszystko się uśmiechając. - Coś nie tak...? Za mocno przytuliłem? - zapytał go.
Wiedział, że to już nie był Eiji... To na pewno był Eren... Tylko, czemu tak nagle krzyknął i odepchnął go? Co się w ogóle stało?
Eren: Ja... Eee... Um... Huh? - brunet spojrzał na niego zmieszany, odsuwając się nieco do tyłu i wpadając tyłkiem na biurko.
Wtedy, brunet rozejrzał się dookoła, zauważając stół stojący za nim. To nie był jego pokój. Nie był w ich mieszkaniu. Ciemne meble... Ten rozkład... Gabinet... Gabinet Amarina... Czyli jest już na imprezie? To która jest godzina? Jak długo go nie było? Co się stało? Ostatnie, co pamięta, to był film, który oglądał z Kagamim, a potem... Pustka. I te perfumy, które nagle go przywołały, jakby rozbudzając go ze snu i przypominając mu wydarzenia sprzed roku.
Eren: Uh... - Eren westchnął ciężej, czując jakby jego klatka piersiowa zapadała się pod siebie, a ręce zaczynają mu drżeć. - Amarin... Gdzie... Łazienka... Muszę iść... Do łazienki... - rzucił hasłowo, błądząc wzrokiem po podłodze i oddychając coraz szybciej, następnie powoli kierując się do drzwi.
Kagami widząc, jak ten zaczął dygotać jak szalony, poszedł od razu za nim. Nie mógł go tak zostawić... Chyba... Była już podobna sytuacja. Mężczyzna złapał go pod ramię, idąc z nim do łazienki. Tam posadził go na podłodze, opartego o ścianę, a potem zamknął drzwi i klęknął przed nim.
Kagami: Eren...? Co się dzieje?
Eren: Ja... Byłem święcie przekonany, że to jest on... Wybacz... To wszystko przez te perfumy... O mój Boże... Nie mogę oddychać... - odparł między szybkimi oddechami, nie mogąc spojrzeć Kagamiemu w oczy.
Kagami: Spokojnie. - powiedział, a potem złapał jego dłonie, gładząc delikatnie je swoimi palcami. - Oddychaj ze mną... Dobrze? Wdech... I wydech... Eren... - szepnął, zbliżając się do niego lekko, aby poczuł, jak oddycha.
Eren wtedy spojrzał w jego oczy, zauważając, zamiast tych przerażająco jaskrawych, różowych ślepi, te piękne, rubinowe oczy, które patrzyły na niego z taką czułością i zmartwieniem... Z takim ciepłem...
Chłopak rzucił się w ramiona czerwonowłosego, chowając twarz w jego ramieniu, by powstrzymać swoje łzy oraz wszelkie złe myśli i napływające do jego głowy wspomnienia... Liczy się tylko on. I ta chwila... Jego już nie ma, to przeszłość... Którą ma już dawno za sobą. Tamto już minęło... I nigdy nie wróci...
Eren: Przepraszam... Tak bardzo cię przepraszam... - szepnął, wtulony w jego ramię, powoli się uspokajając i zaciskając ręce na jego koszulce, wciąż się lekko trzęsąc.
Kagamiego zaskoczył ten gest, jednak uśmiechnął się potem pod nosem i objął go mocno, przytulając go do swojego torsu. Pogłaskał go lekko po włosach, dając mu odpocząć od tego, co go męczyło, a po chwili odetchnął z ulgą, że było z nim wszystko w porządku i że zaczął się powoli uspokajać.
Kagami: Za co mnie przepraszasz, Eren...? Coś nie tak? - szepnął. - No już... Spokojnie... Spokojnie... - dodał, gładząc go czule po plecach z uśmiechem. - Mogę tak ciebie przytulać, ile tylko potrzebujesz... Jestem tu... - szepnął.
Eren: Dziękuję... Zostańmy tak jeszcze chwilę... Proszę... - szepnął, przymykając oczy i uspokajając swój oddech. - Po prostu... Pomyliłem cię z kimś... Okropnym. Jak mogłem cię z nim pomylić? Jesteś o sto razy lepszy... Ale te perfumy... Do dziś pamiętam ich zapach...
Kagami: Kim jest ta okropna osoba, o której mówisz? - szepnął, a potem zamrugał oczami zaskoczony.
Czerwonowłosy przytulił go mocniej do siebie, otwierając nieco szerzej powieki z lekkim uśmiechem na twarzy, nie chcąc wręcz go puścić ze swoich ramion... Eren uspokajał się przy nim... To było naprawdę niesamowite, czuł się z tym tak dobrze.
Eren: Mój były... No, powiedzmy, że jest moim byłym... To skomplikowane... Długa historia. - szepnął, puszczając jego koszulkę, lecz wciąż opierając się o jego ramię, czując się tak bezpiecznie w jego objęciu.
Kagami: Dobrze... Rozumiem. Nie musisz mi nic więcej mówić. - powiedział, tuląc go nadal do siebie. - Jestem tutaj zawsze dla ciebie. Zawsze, wiesz...? - powiedział z uśmiechem.
Eren: Wiem... Dziękuję... Jesteś na prawdę dobrym przyjacielem, Kagami... - szepnął cicho, powoli otwierając oczy. - K... Którą mamy godzinę? - szepnął, spoglądając kątem oka na swoją wciąż, lecz już znacznie mniej, drżącą rękę.
Znów to dziwne uczucie... Jakby jakby jego własna ręka nie należała do niego. Jakby te ciało nie było jego własnym, tylko był tam kimś... Obcym. Po dziś dzień przeraża go to. Poczucie utraty czasu, życia, samego siebie... Jakby wszystko go omijało, a on sam był gdzieś dalej... Gdzieś daleko. Sam nie wie do końca gdzie, ale na pewno nie w tej rzeczywistości, w jakiej znajduje się fizycznie.
Ale czemu akurat teraz? Niech to po prostu przejdzie... Niech to zniknie jak najszybciej. W końcu, Kagami jest tu obok. Nie może się o niczym dowiedzieć.
Jednak po chwili, mimo wszystko, czerwonowłosy dostrzegł, jak ten patrzył na swoją dłoń. Delikatnie więc ją złapał w swoją rękę, a potem położył ją delikatnie na ziemi, zakrywając ją swoją.
Kagami: Impreza trwa dość długo... - powiedział i popatrzył na zegarek. - No, jest 22:43, tak dokładnie. - dodał z uśmiechem, z nadzieją pocieszenia go.
Eren: Oh... - chłopak westchnął i wytrzeszczył lekko oczy na wiadomość o godzinie, a potem spojrzał Kagamiemu w oczy, próbując się chociaż lekko uśmiechnąć. - Wiesz... Nie musisz tu ze mną siedzieć. Ja się uspokoję i ogarnę za parę minut i będzie ok... Nie martw się o mnie.
Kagami: Będę się martwił. Jesteś moim przyjacielem i nie zostawię ciebie. Odpocznij, jak chcesz, przytul się mocno. Nie odsunę się nawet na milimetr. - szepnął.
Eren: Mhm... - brunet mruknął i uśmiechnął się szerzej, nieco spuszczając głowę.
''Nie odsunę się nawet na milimetr. Nie zostawię ciebie.''
To go mocno uderzyło, w tym dobrym sensie.
Parę minut później, Eren uspokoił się całkowicie i wrócił już do swojego normalnego stanu. Chłopak ponownie wstał na nogi z drobną pomocą Kagamiego, a później umył swoją twarz lodowatą wodą, by się trochę odświeżyć i obudzić. Po ogarnięciu się i głębokim wdechu, obaj mężczyźni w końcu wyszli z łazienki, zamykając za sobą drzwi. Lecz ku ich zaskoczeniu, praktycznie od razu, jak wyszli, wpadli na kogoś, zaskakując zarówno samych siebie, jak i jego. Był to krótkowłosy brunet, który chyba miał zamiar skierować się do łazienki, nie wiedząc, że była wcześniej przez nich zajęta. Mężczyzna wzdrygnął aż, gdy nagle przed nim otworzyły się drzwi, lecz później uśmiechnął się szeroko, rozpoznając znajomą twarz, która należała do jego kolegi.
Reki: ... - ciemnowłosy uśmiechnął się szeroko, machając Kagamiemu na powitanie.
Kagami, widząc przed nimi chłopaka z policyjnej rejestracji, zaśmiał się cicho i rozczochrał mu lekko włosy, witając się z nim.
Kagami: A co ciebie tutaj przywiało, Reki? - zaśmiał się. - Reki, to Eren. Eren, to Reki. - powiedział do obu mężczyzn, patrząc na nich z szerokim uśmiechem na twarzy.
Eren: Hej, miło poznać! - powiedział z uśmiechem brunet, wyciągając do niego rękę na powitanie.
Reki: ... - mężczyzna ukłonił się lekko i odwzajemnił powitalny uścisk, uśmiechając się szczerze, lecz wciąż milcząc. - ''Mój przyjaciel jest znajomym Amarina, więc przyszedłem tu razem z nim. A ty?'' - ''powiedział'', używając migowego języka i różnych gestów.
Kagami: Oh, rozumiem. Amarin jest przyjacielem Erena, więc... Też jestem tutaj jako towarzysz. - czerownooki spojrzał na niego z uśmiechem, cicho się śmiejąc pod nosem.
Eren: Huh? - Eren podniósł jedną brew, zaskoczony, spoglądając na Kagamiego w zagubieniu.
Kagami: Reki używa języka migowego. A ja, pracowałem długo jako wolontariusz w szpitalach i w ośrodkach dla osób z niepełnosprawnościami, stąd znam język. - powiedział z szerokim uśmiechem na twarzy.
Eren: Oh, rozumiem. Dobra, to nie będę wam przeszkadzać. Bawcie się dobrze, ja i tak muszę znaleźć Amarina. - odparł złotooki z uśmiechem, klepiąc swojego przyjaciela po ramieniu.
Kagami: Na pewno już wszystko w porządku?
Eren: Tak, tak, dzięki. Nie martw się.
Kagami: Dobra. To jak coś to dzwoń, ok? Od razu przyjdę jak coś się będzie dziać. - dodał, głaszcząc lekko Erena po głowie z uśmiechem.
Eren: Jasne!
Wtedy, mężczyźni poszli w swoją stronę - Kagami z Rekim gdzieś w ustronniejsze miejsce, by porozmawiać w spokoju i nadrobić parę spraw, a Eren do salonu, gdzie rozgrywała się główna część imprezy i jego znajomi chlali na potęgę.
Gdy brunet wszedł do pomieszczenia, od razu zauważył mały tłum ludzi siedzący na i wokół kanapy oraz multum szklanek, kieliszków i butelek po alkoholu, porozrzucanych po wszystkich kątach pokoju. W powietrzu unosił się za to ciężki zapach trunku i potu, od którego aż kręciło się w głowie i było strasznie duszno. Cóż, niby minęło dopiero parę godzin, a niektórzy już się mocno ścieli i zgonowali.
Eren już miał zamiar wejść głębiej do pokoju, przeciskając się przez stojących wokół ludzi, rozglądając się za swoim przyjacielem, aż nagle, ktoś wpadł na niego, lądując na jego klatce piersiowej, co go trochę zaskoczyło i od razu przykuło jego uwagę.
Mikasa: Oh, przepraszam, tyle tu ludzi, że-... - czarnowłosa powiedziała głośniej, łapiąc się za głowę i spoglądając w górę, by zobaczyć, na kim wylądowała tym razem. - Eren?
Eren: Mikasa? Co ty tu robisz? Myślałem, że jesteś zajęta i nie możesz przyjść.
Mikasa: Aa... Nie pisałam ci, że jednak odwołałam plany?
Eren: Co? Kiedy niby?
Mikasa: Dzisiaj rano chyba?
Eren: Aa... To nie widziałem. Wybacz.
Mikasa: Whatever. Chodź się przewietrzyć, bo tak mi się kręci w głowie, że zaraz chyba zwymiotuję. - powiedziała, łapiąc go za rękę i prowadząc go na ganek, który znajdował się przy frontowych drzwiach. - O matko! W końcu świeże powietrze! - odetchnęła z ulgą, po wyminięciu dziesiątek ludzi w korytarzach i wychodząc przed frontowe drzwi, wciąż jednak trzymając rękę chłopaka.
Eren: Mhm... - brunet mruknął cicho, spoglądając po chwili na ich złączone ręce, z lekkim rumieńcem na twarzy. - Ekhem.
Mikasa: Co? - czarnowłosa spojrzała na niego, nie ogarniając, że wciąż trzyma jego dłoń.
Eren: ... - brunet nic nie powiedział, tylko spojrzał przelotnie na ich złączone ręce, z rosnącym uśmiechem na twarzy.
Mikasa: Huh? Oh! Sorki! To z przyzwyczajenia! - kobieta od razu zabrała swoją rękę, rumieniąc się dosyć mocno na policzkach. - Boże, Mikasa, opamiętaj się... Przecież nie jesteście już razem. - szepnęła jakby do siebie i uderzyła się dłonią w czoło, nie zdając sobie sprawy, że mówi to na głos.
Eren: Hah... Haha! - złotooki zaczął się głośniej śmiać, patrząc na jej uroczą reakcję i te czerwone jak burak policzki.
Mikasa: Co? Z czego się śmiejesz?
Eren: Z niczego. - odparł i machnął ręką, wciąż lekko się podśmiechując.
Mikasa: Halo! Wiem, że się ze mnie śmiejesz! Nie śmiej się ze mnie! - powiedziała, nadąsana, uderzając go dosyć mocno w ramię.
Eren: Auuuć. - syknął cicho, wciąż się podśmiechując. - Akurat to za tymi ciosami, to nie tęskniłem. Moje ramię... Ty to masz przyłożenie. - szepnął ciszej, ''rozcierając'' rękę, by ból szybciej minął.
Dziewczyna spojrzała wtedy na niego, milcząc i przybierając poważny wyraz twarzy, a później odwróciła wzrok, zaczynając wpatrywać się w widok przed sobą. Wiatr rozwiał jej włosy, podobnie jak Erenowi, wywołując dodatkowo dreszcze na jej karku. Kobieta zaczęła się zastanawiać: powiedzieć, czy nie? Zapytać, czy nie? Czy to jest odpowiedni moment? Może nie... Ale jeśli nie teraz, to kiedy? Jeśli ona nic nie powie i nie zapyta, to on przemilczy całą sprawę i pójdzie ona w zapomnienie... A nie może zmarnować takiej okazji. Nie może po prostu od tak zapomnieć i udawać, że nic się nie stało...
Mikasa: Eren...
Eren: Hm?
Mikasa: Jeśli chodzi o tamten pocałunek... Czy on coś dla ciebie znaczył? - powiedziała nagle, całkiem poważnie, patrząc na niego niby to z nadzieją, niby to z zastanowieniem.
Eren: Huh? - brunet spojrzał na nią, lekko zdziwiony jej nagłym pytaniem, unosząc przy tym jedną brew do góry, a jego uśmiech nieco zbledł.
Mikasa: Czy on coś dla siebie znaczył? Czy to było po prostu... Pod wpływem chwili i tyle?
Eren: Eee... - chłopak zająknął się, wpatrując się w jej w jej szarawe ślepia.
Wtedy, pod dom Amarina przyjechał czarny mercedes, zatrzymując się na chodniku, co momentalnie przykuło uwagę Erena i Mikasy. Po chwili, z auta wyszedł nie kto inny jak gospodarz domu wraz z ich wspólnym przyjacielem - Takeshim, zauważając od razu stojącą na ganku parę.
Amarin: Ey, Eren! Pomożesz nam? - krzyknął z oddali czarnowłosy, kierując się do bagażnika i go otwierając.
Eren: Jasne! - odpowiedział prawie że od razu brunet, dziękując wszystkim bogom, że Amarin zjawił się w tak idealnym momencie i uratował go od tej niezręcznej sytuacji. - Pogadamy o tym później, dobra? - rzucił do niej, uciekając na razie od odpowiedzi.
Mężczyzna w mgnieniu oka zbiegł po schodach i podbiegł do samochodu Takeshiego, witając się z nim i ''ponownie'' z Amarinem, a następnie spojrzał w stronę bagażnika, zauważając stojące w nim kosze z alkoholem i różnego rodzaju żarciem.
Eren: Oo kurwa, na bogato! - powiedział, zaskoczony i zdumiony, uśmiechając się szczerze.
Amarin: Wiadomo! Nie ma co się pierdolić w tańcu!
Takeshi: Dobra, gdzie to zanosimy? - rzekł białowłosy, biorąc w obie ręce jeden z koszyków.
Amarin: Dawajcie wszystko do kuchni na razie, później się pomyśli, co dalej.
Eren: Robi się, szefie! - odparł entuzjastycznie, podnosząc kolejny koszyk.
Amarin: W ogóle, co to były za dzikie rozmowy z Mikasą, co? - rzucił, również biorąc jeden z koszyków z bagażnika i doganiając swoich przyjaciół, następnie kierując się razem z nimi w stronę domu.
Eren: Eee, nic takiego.
Takeshi: Jasne, jasne. A później ''ja też cię nadal kocham'' i kierunek łóżko.
Eren: Well...
Amarin: Nie zaprzeczył, haha!
Eren: Dobra, dobra, do roboty, a nie będziecie mnie tu podpuszczać!
Takeshi: A jak się rumieni! Widzisz to, Ama-chan!
Amarin: Noo! Eren się rumieni! Eren się rumieni! Haha! - powiedział żartobliwie, udając zachowanie małych dzieci.
Eren: Argh! Jak ja was nienawidzę! - odparł, również się śmiejąc i przyspieszając kroku, by wejść pierwszy do domu.
Sasha: Hey, chłopcy! - powiedziała z uśmiechem ciemnowłosa, mijając wchodzących do domu mężczyzn i wychodząc na ganek obok Mikasy.
Takeshi, Eren i Amarin: Yoo!
Sasha: Haha! Co tam, kochana? Coś się stało? Wyglądasz jak dupa srając.
Mikasa: Dzięki?
Sasha: Przecież wiesz, że żartuję. Ale serio, co się dzieje? Widziałam, że gadałaś z Erenem przed chwilą. Jak poszło?
Mikasa: Ta...
Sasha: To znaczy?
Mikasa: Sama nie wiem... Nadal nie potrafię wywnioskować, co on o mnie myśli. A wiesz, Eren to Eren. Mówi jak najogólniej się tylko da i trzeba ciągnąć go za język. Albo ucieka, jak teraz.
Sasha: A może czuje się tak, jak ty, tylko boi się tego przyznać?
Mikasa: Nie wiem, może? A może ja coś sobie po prostu ubzdurałam? Ah, sama już nie wiem. Skomplikowane to wszystko...
---
Czas: Kilkadziesiąt minut temu.
Mikasa: Kurwa mać. - powiedziała nagle dziewczyna, dochodząc razem ze swoją przyjaciółką do przystanku autobusowego.
Sasha: Co jest?
Mikasa: Widzisz to? - powiedziała, wskazując na billboard wywieszony przy przystanku.
Sasha: No? Billboard z Erenem, jakich pełno w mieście? Co w tym dziwnego?
Mikasa: Nie o to chodzi. Po prostu kurwa ostatnio, gdziekolwiek nie pójdę, to wszędzie go widzę i to już mnie tak denerwuje!
Sasha: No, no shit Sherlock. Twój boy jest jednym z popularniejszych modeli, duh? Oczywiście, że będzie go pełno na reklamach i billboardach.
Mikasa: Nie jest już ''moim boyem'', ok?
Sasha: Ta, a spędzanie z nim wieczorów, to tak ''po przyjacielsku tylko'', mm?
Mikasa: N-nie wiem o czym mówisz. To są po prostu zwykłe wyjścia ze starym przyjacielem i tyle... Nic szczególnego.
Sasha: Mhm, który jest przy okazji twoim ex, z którym byłaś 4 lata.
Mikasa: Ale teraz jesteśmy tylko przyjaciółmi i tak na razie pozostanie.
Sasha: Mhm, a szkolenie odwołałaś, bo tak bardzo chciałaś pogratulować Amarinowi i Zirhael, a nie dlatego, że będzie tam Eren, co nie?
Mikasa: Ja-... Ah, kurwa, kogo ja oszukuję... Tak cholernie się stresuję tą całą imprezą.
Sasha: Czemu niby?
Mikasa: No bo Eren tam będzie.
Sasha: No i co z tego? Przecież gadacie ze sobą już od jakiegoś miesiąca i mówiłaś, że na razie jest między wami ok? To niby czego masz się bać?
Mikasa: No nie wiem, może tego, że ostatnio się przelizaliśmy i nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć, bo jeszcze o tym w ogóle nie rozmawialiśmy od tamtego czasu?
Sasha: WAIT WHAT?! I ja nic o tym nie wiem?!
Mikasa: Nie mówiłam ci?
Sasha: Nie?? Halo??
Mikasa: No... Oglądaliśmy razem film, piliśmy też wino i... Była hot scena.. No i... Tak jakoś wyszło.
Sasha: Detale, kochana, detale! Chcę znać szczegóły!
Mikasa: Ah...
~ Flashback ~
Wieczór, po 22. Salon w mieszkaniu Mikasy. Zgaszone lampy, tylko ekran telewizora daje jakiekolwiek oświetlenie. Na stole - przekąski i kieliszki z winem, a na kanapie - Eren i siedząca obok niego Mikasa, wpatrzona w ekran z zaciekawieniem, podobnie jak ciemnowłosy.
Film trwał już od godziny - dramat, przeplatany ze scenami akcji. Dziewczyna po pewnym czasie zaczęła się coraz mocniej wiercić, nie mogąc ułożyć się wygodnie na kanapie. Eren za to siedział w rogu, z łokciem ułożonym na oparciu sofy, wpatrując się uważnie w telewizor.
Po chwili wiercenia się, czarnowłosa spojrzała na swojego ''przyjaciela'', chwilowo tracąc zaciekawienie filmem, zaczynając obserwować bacznie jego piękne rysy i skupioną twarz oraz opadające na ramiona i plecy włosy, ułożone w nieładzie. Zdawała sobie sprawę z tego już wcześniej, ale... Rzeczywiście wyglądał jak książę, praktycznie perfekcyjnie, bez skazy. Tak, jak mówił fotograf - nawet nie trzeba się wysilać, bo i tak z każdego profilu wygląda perfekcyjnie.
Eren: Hm? Co tam? - powiedział nagle, odwracając swoją wzrok na dziewczynę, czując na sobie jej oczy.
Mikasa: Nic... Będziesz mieć coś przeciwko jak się tak trochę oprę o ciebie? - dodała, zbliżając się do niego i kładąc swoją głowę na jego ramię.
Eren: I tak już to zrobiłaś, hah.
Mikasa: Cóż, ale zapytałam, nie? - dodała z uśmiechem, ponownie przenosząc swój wzrok na lecący na telewizorze film.
I tak, para ''przyjaciół'' ponownie zaczęła skupiać się na filmie, pozostając w ciszy. Po parunastu minutach, napięcie między bohaterami zaczęło wzrastać, a sceny robić się coraz gorętsze, aż w końcu - para na ekranie pocałowała się, zaczynając się obściskiwać jak szaleni.
Eren: Hah. - brunet westchnął, przygryzając swój palec i patrząc w ekran.
Mikasa zaczęła po chwili słyszeć, jak jego serce przyspiesza, podobnie z resztą jak jej. Wydawałoby się, jakby zaraz miało wyskoczyć z piersi, napędzane dodatkowo jego ciepłem i bliską obecnością. Kobieta spojrzała wtedy na bruneta, zwracając przy tym jego uwagę, lecz jednak nic nie powiedziała, tylko po prostu patrzyła się w jego oczy. Chyba oboje wiedzieli, o co chodzi i nikt nie musiał nic mówić. A przynajmniej tak jej się wydawało.
Oboje zaczęli wpatrywać się w swoje oczy, a atmosfera między nimi zaczęła się robić coraz bardziej napięta. Po tuzinach przemyśleń i zawahań, chłopak w końcu zaczął zbliżać się do niej, nieco się schylając, lecz zatrzymał się tuż przy jej ustach, czekając na jej aprobatę bądź odepchnięcie. Czarnowłosa nie miała jednak nic przeciwko, a nawet lepiej - sama tego chciała, więc w mgnieniu oka złączyła z nim swoje usta, zatapiając się w długo wyczekiwanym pocałunku. Tak bardzo tęskniła za tymi ustami... I za nim samym... Za tą bliskością, którą kiedyś mieli.
Po chwili spędzonej na obcałowywaniu się, kobieta odciągnęła na sekundę swoje usta, by zaczerpnąć powietrza, a następnie wyprostowała się, siadając na jego udach i opierając się swoimi rękoma o jego ramiona.
Para zaczęła ponownie wpatrywać się w swoje oczy, czując jak wino zaczyna uderzać im do głowy, a następnie ponownie złączyła ze sobą usta, w głębszym, ostrzejszym pocałunku.
Eren: Mikasa, ja-
Mikasa: Cii, nic nie mów... - kobieta szepnęła między pocałunkami, uciszając swojego partnera i ciesząc się spontaniczną chwilą.
~ Koniec ~
Sasha: Już zaczęłam serio ci wierzyć, że nic do niego nie czujesz, a tu proszę.
Mikasa: Bo sama nie jestem do końca pewna, czy nadal coś do niego czuję, czy nie.
Sasha: Taaa, a to przelizanie się to co było?
Mikasa: No tak, ale-... Ah, po prostu chodzi o to, że nie wiem, czy nadal kocham go, czy samą ideę bycia z nim... O to mi chodzi.
Sasha: To znaczy?
Mikasa: Długo by gadać.
Sasha: I tak musimy czekać na autobus, więc...
Mikasa: No bo... Cały czas zastanawiam się, czy tęsknię za nim konkretnie, czy za tym, co mieliśmy kiedyś? Wiem, że w ostatnich miesiącach nam się nie układało, ale... Ale to nie zmienia faktu, że byliśmy ze sobą 4 lata... Więc bardzo się do niego przywiązałam. Myślałam nawet, że... Może to jest ''to'' i się nawet pobierzemy? Uważałam, że on jest tym jedynym... I za każdym razem teraz, jak spędzamy czas we dwoje, to przypominają mi się te wszystkie momenty, kiedy jeszcze byliśmy razem. I wracają do mnie te wszystkie uczucia i emocje, które wtedy czułam... Ale jak pomyślę i uświadamiam sobie, że to już jest przeszłość i to wszystko już dawno minęło i nawet nie wiem, czy kiedykolwiek wróci, to czuję się taka... Pusta. Jakby mi czegoś brakowało. A jak już jestem obok niego... To to wszystko magicznie znika. I nie wiem po prostu, czy to konkretnie dlatego, że on jest obok, czy... Czy dlatego, że po prostu przypomina mi się przeszłość? I chciałabym, by to wróciło?
Sasha: Cóż... Zawsze możesz z nim o tym porozmawiać i spróbować ponownie? Chociaż ja sama nie wiem, czy to jest dobry pomysł...
Mikasa: Ja też nie. Nawet jeśli, czuję, że to nie będzie to samo... Eren zmienił się od czasu powrotu ze szpitala.
Sasha: Co masz przez to na myśli?
Mikasa: Nie wiem, jak to wyjaśnić... Po prostu, jak patrzysz w jego oczy, to... Wydaje się, jakby miał inne spojrzenie... Niby to wciąż jest on, ale... Już nie potrafię stwierdzić, co myśli lub czuje, jak na niego patrzę... A kiedyś mogłam czytać z niego jak z obrazka. Jest taki bardziej... Zdystansowany, bym powiedziała. I zdecydowanie mniej mówi.
---
Czas: Wznowienie teraźniejszej akcji, paręnaście minut później.
Ciemna atmosfera, jeden z pokoi gościnnych w domu Amarina, a w nim - trójka przyjaciół, siedzących w ciszy, tylko muzyka przebija się przez drzwi i cienkie ściany.
Amarin: Trzymaj. - rzucił nagle czarnowłosy, podając Erenowi coś w rodzaju papierosa.
Eren: ... - brunet spojrzał na skręta, a później przeniósł wzrok na przyjaciela, nieco marszcząc brwi. - Przecież wiesz, że nie powinienem...
Amarin: Daj spokój, to nie jest nic mocnego. Nic ci się nie stanie.
Eren: Ale-...
Takeshi: Alkoholu też teoretycznie nie powinieneś pić, a napierdalasz równo. - rzucił białowłosy, śmiejąc się cicho pod nosem i zapalając ''papieros''.
Eren: Tsh. Demoralizujecie mnie. - zaśmiał się długowłosy, biorąc jointa od czerwonookiego do ręki. - Jak coś to zwalam winę na was.
Amarin: O jasne, jakbyś ty już nie był zdemoralizowany, świętoszku. - zaśmiał się, rzucając mu zapalniczkę.
Eren złapał ją jedną ręką i podpalił skręta, po chwili wydychając dym. Wie, że nie powinien tego robić, ale... Chyba już od dawna potrzebował takiego odprężenia.
Takeshi: Dobra, to teraz opowiadaj.
Eren: Opowiadać o czym?
Takeshi: No, jak tam z Mikasą, duh?
Eren: Hah... - brunet zachichotał cicho, kładąc się plecami na łóżko i zaczynając wpatrywać się w sufit. - A co mam mówić, jest spoko... Raczej.
Amarin: Rozmowny jak zwykle.
Eren: No bo... Sam do końca nie wiem, co jest teraz między nami, więc co mam mówić?
Takeshi: No nie wiem, na przykład czemu tak szybko spierdoliłeś, jak przyjechaliśmy?
Eren: O Boże, nie...
Amarin: Dawaj dawaj.
Eren: Ah... Po prostu kilka dni temu się całowaliśmy i pytała mnie, co o tym myślę.
Takeshi: I co powiedziałeś?
Eren: Właśnie wtedy spierdoliłem.
Takeshi: Aha. To wiele wyjaśnia.
Amarin: A co o tym myślisz?
Eren: Właśnie o to chodzi, że nie wiem, co mam o tym myśleć.
Amarin: Jak to ''nie wiesz''?
Eren: No... Nie wiem, po prostu. Z jednej strony mi się podobało, ale z drugiej... Wiem, że po tym, ona prawdopodobnie znów zacznie coś do mnie czuć i mam wrażenie, że robię jej złudne nadzieje i... Źle się z tym czuję. - powiedział, wzdychając, i ponownie zaciągnął się jointem. - Myślałem o tym dużo... Bardzo dużo... Ale i tak i tak, nieważne, ile o tym myślę, to wciąż nie wiem, co mam zrobić... I jak mam traktować ten pocałunek. Wtedy, to wydawało się to poprawne, ale z perspektywy czasu, to nie wiem, czy to był taki dobry pomysł.
Amarin: Ale to czujesz coś do niej nadal, czy nie?
Eren: Nie jestem pewien. Ciężko stwierdzić jednoznacznie.
Takeshi: Jak to ''ciężko stwierdzić'', chłopie? Byłeś z nią przecież 4 lata. To w chuj czasu.
Eren: Wiem, ale... To już nie jest to samo, co kiedyś. Poza tym, od naszego rozstania minął rok, więc nie oszukujmy się, trochę czasu minęło. Nie wiem, czy mógłbym teraz stwierdzić w stu procentach, że ją kocham, ale na pewno wciąż coś do niej czuję. Ale czy konkretnie dlatego, że to
ona, czy dlatego, że podoba mi się sama
idea bycia z nią? A to jest duża różnica. Może po prostu tęsknię za tym, co kiedyś było i tyle?
Amarin: A myślałeś, by spróbować od nowa i zobaczyć, czy wam wyjdzie? Może uda wam się wrócić do tego, co było dawniej, kto wie?
Eren: Zastanawiałem się nad tym, bo zostanie przyjaciółmi na dłuższą metę w sumie nie wchodzi w grę. Bo z jednej strony, jak spędzamy razem czas, to wszystko do mnie wraca i przypominam sobie, jak jeszcze byliśmy razem... I nie powiem, kusi i ciekawi mnie, czy dalibyśmy radę po tym wszystkim. Ale z drugiej strony, nie wiem, czy jestem w stanie i czy chcę znów wkręcać się w jakąkolwiek poważniejszą relację. Przynajmniej na razie.
Amarin: Czemu nie?
Eren: Bo... Po integracji z Matsu, czuję, że jedyna stabilna rzecz we mnie to jest moje imię. Tak w skrócie.
Amarin: A w rozwinięciu?
Eren: Cóż... Czasem czuję się, jakbym był w jakiejś innej rzeczywistości niż wszyscy i wszystko dookoła mnie. Czasami nawet nie mam pojęcia, kim jestem. Jakby, dosłownie. Bywają dni, że mam takie jazdy, że nie rozpoznaję siebie w lustrze albo wydaje mi się, że to, co się dzieje, jest snem... Chociaż wcale tak nie jest. A na dodatek, ostatnio zacząłem mieć halucynacje i... To na pewno mi nie pomaga.
Takeshi: Wait, what?
Eren: Ta... Nie mam pojęcia, co to jest. Jeszcze... Ale i tak to teraz nieistotne.
Amarin: Rozmawiałeś o tym z twoim lekarzem?
Eren: Nope. Później się z nim skontaktuję, jak będę bardziej pewny. Ciężko mi powiedzieć cokolwiek, jak sam nie wiem, o co chodzi.
Amarin: Kumam... A myślałeś o powiedzeniu w końcu Kagamiemu o swojej chorobie? Może będzie ci łatwiej, jak on będzie o tym wiedział? W końcu mieszkacie razem.
Eren: Kagami to inna kwestia... Nie jestem chyba jeszcze gotowy, by mu to powiedzieć... Z resztą, to i tak nie jest najlepszy moment.
Takeshi: Dlaczego?
Eren: Eeee... - brunet zająknął się, lekko się rumieniąc, a przez jego głowę przeleciały niedawne wspomnienia z tamtej nocy. - To... To skomplikowane. Może zmieńmy temat, co? A nie cały czas pierdolimy tylko o mnie. Ty lepiej powiedz, jak tam z Zirą, Amarin.
---
Czas: Kilkadziesiąt minut później.
Po dosyć długiej rozmowie, Amarin, Takeshi i Eren postanowili wyjść w końcu z pokoju, by zobaczyć, co się dzieje w innych częściach domu i czy wszystko jest w porządku. I tak, trafili do przepełnionego ludem salonu, w którym ich znajomi grali w różne, dosyć ''ciekawe gry'' po pijaku.
Hachiro: Ooo, patrzcie, kto w końcu przyszedł! - rzucił podpity już mężczyzna, zauważając wchodzącą do pokoju trójkę.
Amarin: Matko, jak duszno. Co się tu dzieje? Co robicie? - dodał z uśmiechem Amarin, kładąc obie dłonie na ramiona chłopaka, stając za nim przy sofie.
Kimiko: Gramy w ''nigdy nie'' z shotami. Dołączacie się?
Takeshi: Pytasz dzika, czy sra w lesie. Jasne! - rzucił entuzjastycznie białowłosy, wskakując zwinnie na kanapę.
Kagami: Eren! - krzyknął nagle czerwonowłosy, zwracając uwagę swojego przyjaciela, który i tak rozglądał się za wolnym miejscem do siedzenia.
Eren spojrzał w kierunku, z którego dobiegał znajomy dla jego uszu głos, i od razu podszedł tam, zauważając siedzącego przy oknie Kagamiego.
Eren: Heej... - powiedział z uśmiechem, siadając obok.
Od mężczyzny czuć było świeżo spryskane perfumy, o zapachu bzu, oraz lekką, lecz wciąż wyczuwalną nutę jakiegoś zioła. Dodatkowo, jego oczy były lekko zaczerwienione, a włosy zmierzwione, co nie uszło uwadze czerwonookiego.
Kagami widząc, że Eren chyba był na haju, zaśmiał się cicho, a potem rozejrzał się po towarzystwie i -przeciągnął się lekko, drapiąc się po karku.
Kagami: Ładnie tu pachnie, w sumie interesujące. Eren, dobrze się czujesz? - zapytał go, widząc jego oczy.
Eren: Mhm... Czemu pytasz? - spojrzał na niego z uśmiechem, przygryzając lekko wargę.
Kagami: Masz czerwone oczy głuptasie. - zaśmiał się. - Za dużo dymu? Czyżby? - zapytał go, a potem oparł się o kanapę.
Eren: Mhmhm! Tylko trochę... To wszystko przez niego! - zaśmiał się, pokazując te ''trochę'' palcami, a później wskazał palcem na Amarina, który uniósł ręce do góry i również się zaśmiał, ''umywając'' się od swego czynu. - A jak z twoim kolegą? Tym, co tak rękoma ruszał... Jak mu było... Re... Re... Reki?Kagami: Tak, Reki. I jest okay. Poszedł ze swoim znajomym gdzieś. Pomyślałem, że może się stęskniłeś. - zaśmiał się i spojrzał na niego, a potem napił się trochę picia ze swojego kubka.
Eren: Za tobą? Zawsze... Kaga-chan! - dodał z uśmiechem, lekko szczypiąc go w policzek.
Hachiro: Dobra, wóda rozlana. Gramy?
Isao: Dawaj, zaczynasz.
Hachiro: Dobra. Nigdy nie... Hm... - mężczyzna przystopował na chwilę, zastanawiając się nad dobrym zdaniem. - Ale dajemy jakieś zwykłe, czy dajemy z grubej rury?
Kimiko: Dawaj z grubej rury, co się będziemy pierdolić.
Hachiro: Ok. Nigdy nie... Miałem z kimś numerku.
Po pytaniu, dużo osób w pokoju wypiło shota, w tym Eren, który szybko go wyzerował, krzywiąc się na końcu.
Eren: O matko, mocne to. - szepnął, odkładając kieliszek.
Kagami zaśmiał się cicho, widząc, jak Eren wypił shota, a on zaraz po nim. Zdarzyło się to może z raz, ale było! Uśmiechnął się lekko, a potem popatrzył na dziewczynę, która siedziała obok chłopaka, który pierwszy zadawał pytanie.
Kimiko: Hm... Nigdy nie... Uprawiałam seksu w kiblu na imprezie.
Wtem dziewczyna wypiła shota, a zaraz za nią kilka innych osób.
Ko: Nigdy nie... Spałem z kimś tej samej płci.
Po kolejnym pytaniu, znów kilka osób wypiło wódkę do dna, krzywiąc się i popijając ją różnokolorowymi napojami. Eren i Kagami również wypili swoją kolejkę, spoglądając się na siebie z rosnącym rumieńcem na twarzy, lecz szybko odwracając wzrok. Brunet tylko odchrząknął na to, i sięgnął po swoje picie, czekając na kolejne pytanie. Zrobiło się trochę niezręcznie, biorąc pod uwagę to, że jeszcze nie rozmawiali o tym, co się między nimi stało i wszystko przemilczeli.
Kagami: No to... Teraz ja, tak? - zapytał ich. - Więc... Nigdy nie... Ukradłem czegoś. - powiedział, a potem od razu wypił shota.
Eren: Cooo? - Eren zapytał zdziwiony, nie pijąc tym razem swojej kolejki. - Ukradłeś coś? Kiedy?
Kagami: Kiedyś jak byłem w pracy, ukradłem sobie kawałek ciasta i kawę. A potem w sklepie ukradłem raz piwo. - zaśmiał się cicho. - Nie jestem aż taki grzeczny.
Eren: Uwah! Spicyy! - powiedział z uśmiechem, machając dodatkowo ręką przed swoją twarzą, jakby było mu gorąco.
Właśnie w tym momencie, do pokoju weszła Mikasa z Sashą, będąc niezauważone przez głośny, śmiejący się tłum. Dziewczyny usiadły gdzieś obok, włączając się do zabawy po kryjomu, i zaczęły się rozglądać po pokoju, zauważając Erena, siedzącego obok Kagamiego i śmiejącego się razem z nim.
Sasha: Patrz, tam jest.
Mikasa: Widzę...
Mijały kolejne minuty, padały kolejne pytania, a ludzie się upijali coraz bardziej i bardziej, przy okazji się zapoznając i opowiadając sobie różne historie ze swojego życia, związane z niedawno zadanym pytaniem. Padały na prawdę różne pytania: od tych związanych z seksem, przez te śmieszne i zawstydzające, po te, które wspominały o jakimkolwiek złamaniu prawa.
Eren wypił już dosyć sporo shotów, więc był całkiem nieźle wstawiony, lecz wciąż kontaktował, chociaż język bardzo mu się rozwiązał, jak to zwykle ma po alkoholu. I tak nadeszła pora na kolejne pytanie, którego nikt w sumie się aż tak nie spodziewał.
Mirae: Nigdy nie... Przedawkowałem narkotyków. - mężczyzna zadał kolejne pytanie, po którym tylko bardzo niewielka część osób wypiła swoją kolejkę.
W tej grupie był również Eren, który po wypiciu swojej części wódki, spuścił nieco głowę, klepiąc się po policzkach.
Junko: Co przedawkowaliście. Ja kokę.
Eren: Kryształ.
Mirae: Same.
Hotaro: Helke.
Mirae: No, haha! Byliśmy nawet na tym samym oddziale. - rzucił, śmiejąc się i wskazując na Erena.
Eren: No. - chłopak przytaknął, czując jednak na sobie czyjś wzrok.
Kagami pokręcił głową, myśląc. Sam nie brał nigdy narkotyków. W sumie, nie miał powodu, by je brać. Mimo to, zaskoczony był tym wszystkim. W szczególności tym, że Eren kiedykolwiek je brał.
Kagami: Eren? Ty brałeś kiedyś narkotyki? - zapytał go, a potem podrapał się po głowie. - Nie podziewałem się tego po tobie.
Eren: Hah... Jeszcze dużo rzeczy o mnie nie wiesz, słońce... - szepnął, klepiąc go lekko po policzku. - Byłem w złym miejscu... Dłuuuga historia.
Kagami: Oj Eren. - zaśmiał się cicho, a potem rozczochrał mu włosy.
Po tym, chłopak oparł swoją głowę o jego ramię, przymykając oczy i czekając na kolejne pytanie. Rzuconych było parę sformułowań, które średnio go dotyczyły, więc brunet nie pił nic przez parę kolejnych minut. Następnie zagadnienie jednak rozbudziło go i postawiło na nagi praktycznie od razu, znów przywracając to dziwne zakłopotanie i rumieniec na twarzy.
Hachiro: Nigdy nie... Przespałem się ze swoim współlokatorem.
Eren i Kagami zawahali się przez chwilę, lecz później wypili swoje shoty, zgodnie z regułami gry, a potem spojrzeli na siebie, momentalnie odwracając wzrok.
Kagami: Więc ty to pamiętasz? - powiedział, nieco zaskoczony i zawstydzony, spoglądając na niego i nie zwracając uwagi na zaciekawiony tłum, który na nich patrzył.
Eren: Oczywiście, że pamiętam... Jak mógłbym o tym zapomnieć... - powiedział, zakrywając oczy.
Wtedy, po chwili milczenia, brunet ponownie otworzył oczy i spojrzał na patrzących się na nich znajomych, jeszcze mocniej się rumieniąc i chcąc dosłownie zapaść się pod ziemię. Po chwili, wstał więc z kanapy, nie wytrzymując tego napięcia, i odgarnął swoje włosy z twarzy, rozglądając się dookoła.
Eren: Ja... Pasuję na razie... Muszę się przewietrzyć... - rzucił wymijająco, kierując się w stronę najbliższego balkonu.
Kagami widząc, jak ten poszedł na dwór, od razu ruszył za nim, wręcz biegiem, dołączając do niego na balkonie.
Takeshi: Fiu fiu. - białowłosy gwizdnął, obserwując, jak ci wychodzą. - A więc to była ta ''skomplikowana sprawa''... - powiedział, przenosząc wzrok na siedzącego niedaleko Amarina.
Amarin: O kurwa, tego to i ja się nawet nie spodziewałem.
Sasha: Mikasa, wszystko ok?
Mikasa: Tak... Tak. Jest git...
Kagami: Eren... Wszystko okay...? - zapytał go spokojnie, zamykając za sobą drzwi.
Eren: Ugh... Eee... Tak... Tak. Chyba? Ja... Kurwa mać... - powiedział, zakłopotany, nie wiedząc co powiedzieć, i oparł się przedramionami o barierkę, zakrywając twarz dłońmi, by ukryć swój rumieniec. - Najchętniej to bym się teraz zapadł pod ziemię...
Kagami spojrzał na Erena, lekko się do niego uśmiechając, a potem podrapał się nerwowo po karku i pogłaskał lekko jego ramię dla otuchy.
Kagami: Wiesz... Nie masz czego się wstydzić, w końcu... Jesteśmy przyjaciółmi i... Mieszkamy razem, więc... Um... - czerwonowłosy zająknął się na końcu, próbując zabić niezręczność między nimi. - Ja... Na prawdę myślałem, że tego nie pamiętasz. Dlatego nic nie mówiłem wcześniej...
Eren: Oczywiście, że to pamiętam. Nie mógłbym zapomnieć czegoś takiego... - szepnął, powoli odkrywając twarz i spoglądając na swojego przyjaciela, podczas, gdy wiatr rozwiał im włosy. - Um... Co... Co o tym wszystkim myślisz?
Kagami: Cóż... Szczerze? Myślę, że to był na prawdę dobry seks, który przebił nawet to, co miałem z Ash. - powiedział, śmiejąc się cicho i wciąż trzymając dłoń na jego ramieniu. - Podobało mi się... I... W sumie nie żałuję tego. A ty?
Eren: Uh... Cóż... Podobało mi się to... Nawet bardzo... - powiedział z lekkim uśmiechem, jednak po chwili ponownie odwracając wzrok z zawstydzenia. - Um.. Podobało mi się-... Podobał mi się sposób, w jaki mnie traktowałeś...
Kagami: To znaczy?
Eren: Byłeś... Delikatny. Zawsze jesteś taki czuły i bije od ciebie takie przyjemne ciepło, ale wtedy... Byłem tym otoczony. Czułem się tak bezpiecznie i... Czułem się chroniony... A to nie zdarza się często, więc... To było przyjemne przeżycie...
Wtedy wiatr ponownie rozwiał ich włosy, a Kagami lekko się zarumienił i podrapał się po karku, uśmiechając się na jego słowa. Dodatkowo, Eren wyglądał naprawdę... Cudownie. Kiedy go widział, jak jego kosmyki lekko rozwiały się na jego twarzy... Czuł, że jego serce delikatnie przyspiesza.
Kagami: Staram się dbać o osoby, które są dla mnie najbliższe. - powiedział, opierając się o barierkę balkonu i spojrzał w niebo. - A ty jesteś dla mnie naprawdę bliski. Więc chcę dbać o ciebie, abyś był bezpieczny. - dodał, patrząc mu w oczy.
Eren uchylił na to lekko usta i spojrzał na niego, rumieniąc się na nosku i policzkach.
Eren: Eee... Ja... Woah... Dziękuję. - westchnął, pozytywnie zaskoczony, uśmiechając się coraz szerzej. - Ty też jesteś dla mnie ważny. Jesteś... Wyjątkowym przyjacielem.
Kagami: Tylko przyjacielem? - czerwonowłosy powiedział spokojnie, wciąż wpatrując się w jego bursztynowe oczy.
Eren: Huh? - brunet uniósł nieco brwi, zaskoczony jego pytaniem. - Co... Co masz przez to na myśli?
Czerwonowłosy patrzył się na niego jeszcze przez chwilę, w milczeniu, lecz później odwrócił wzrok z powrotem na niebo, biorąc głęboki wdech. Przed jego oczami zaczęły przewijać się te wszystkie wspomnienia, które razem dzielą, lecz... Najwyraźniej tylko on o nich pamięta i je docenia. Wie, że byli wtedy tylko dziećmi, że wiele się wydarzyło i tyle rzeczy się zmieniło... Ale czy na prawdę to nic, zupełnie nic nie znaczyło i tak łatwo ma pójść w zapomnienie? Te wszystkie lata, o których wciąż śni po nocach? Ile by dał, by te czasy wróciły... Gdy życie było łatwiejsze. Gdy on jeszcze go pamiętał... Gdy nic ich jeszcze nie poróżniło. Czy na prawdę to wszystko musi zniknąć?
Kagami: Eh, nieważne... Zapomnij o tym pytaniu. - mężczyzna westchnął, opierając się przedramionami o barierkę i nieco spuszczając głowę.
Eren: Nie... Kagami, powiedz, o co chodzi? Nagle posmutniałeś... - brunet szepnął cicho, kładąc dłoń na jego ramieniu.
Kagami: Eren, czy ty... Ty naprawdę nic nie pamiętasz...? Z wcześniejszych lat? - zapytał dość cicho, ale poważnie.
Eren: Co? - Eren zmarszczył brwi, szczerze zmieszany i zdziwiony jego pytaniem.
Kagami: Na prawdę mnie nie pamiętasz, czy tylko udajesz, że... Nic się nie wydarzyło?
Eren: J... - złotooki zająknął się, nieco się od niego odsuwając. - Jak to ''z wcześniejszych lat''? O czym ty mówisz? Przecież znamy się od sierpnia... - powiedział niepewnie, ze strachem i szokiem w oczach.
Kagami: Nie, Eren... Znamy się od zawsze. Wychowywaliśmy się razem... Byliśmy naprawdę, naprawdę blisko siebie... Bliżej niż ktokolwiek inny. - powiedział, a potem nieco przysunął się do niego. - Byliśmy... Tak naprawdę... - na chwilę się zaciął, a potem pokręcił głową. - Nie ważne, po prostu byliśmy bardzo blisko...
Eren wytrzeszczył oczy na tą wiadomość i zamarł w miejscu, czując, jak jego serce zapada się pod siebie.
Eren: Żartujesz sobie ze mnie teraz. - powiedział, w mocnym szoku, wpatrując się w bezruchu w jego oczy.
Kagami: Nie... Nie żartuję. Mówię zupełnie poważnie. - powiedział. - Wiem, że to pytanie było trochę randomowe, ale... Trzymałem to w sobie zbyt długo. I uważam, że po tym, co się stało... Powinieneś to wiedzieć.
Eren: Nie... Nie, to-... - złotooki ponownie się cofnął i podparł się ręką o barierkę, czując jakby jego świat ponownie runął tuż przed jego oczami. - Nie mógłbym zapomnieć o-...
Wtedy, wszystko zaczęło nabierać sensu. Dlaczego jego rodzeństwo znało go tak dobrze i jego braci i siostry? Dlaczego jego ojciec zabraniał mu widywania się z nim, chociaż był księciem z sąsiedniego królestwa... Dlaczego w ogóle zaproponował mu mieszkanie u siebie? I... Ethan, który zaczął się odzywać, gdy się do niego wprowadził. I te halucynacje, te sny, te amulety... Ale dlaczego nikt mu nic nie powiedział? Dlaczego znów wszystko dzieje się za jego plecami?
Eren: Dlaczego... Dlaczego nic mi nie powiedziałeś wcześniej?
Kagami: Sam nie wiedziałem, czy powinienem ci to mówić i czy w ogóle jest sens... - powiedział z zakłopotaniem, drapiąc się po karku. - Nie wiedziałem, czy nie zepsuję czegoś... Bo w końcu, bez powodu mnie nie zapomniałeś, prawda? I... Twoi bracia i moi rodzice też mówili, że tak będzie lepiej, więc... Udawałem, że nic się nie stało.
Eren: Kiedy... Kiedy o tobie zapomniałem? - powiedział, wpatrując się w barierkę.
Kagami: Wydaje mi się, że po wypadku przestałeś mnie rozpoznawać...
Eren: Ja pierdole... - chłopak westchnął ciężko, odwracając się do niego plecami i wplątując swoje dłonie we włosy. - Ja pierdole... - szepnął ciszej, łamliwym głosem.
Kagami: Eren, ja... Chciałem powiedzieć, ale... Bałem się twojej reakcji... - dodał, a potem odwrócił głowę w innym kierunku. - Wybacz...
Eren: Nie... Nie. - Eren kiwnął przecząco głową, ponownie się do niego odwracając. - To ja przepraszam. Ja... Nie miałem zielonego pojęcia. Byłem święcie przekonany, że... Poznaliśmy się w sierpniu... Tak bardzo cię przepraszam, ja... Nie wiem, co powiedzieć...
Kagami: Wiem. Ale pamiętaj, że to nie była twoja wina... Nie zrobiłeś nic złego. - powiedział z lekkim uśmiechem, kładąc swoje obie ręce na jego ramionach. - Po prostu... Trzymałem to długo w sobie i po tym, co się między nami wydarzyło, chciałem się upewnić, czy-... Co mam z tym wszystkim zrobić... Czy milczeć, czy... Pchnąć to do przodu...
Eren: ... - chłopak westchnął ponownie i delikatnie odsunął ręce Kagamiego od siebie, cofając się i błądząc wzrokiem po podłodze. - Zapomnijmy o tym, dobrze? O tym, co się między nami stało... Ja... Muszę to wszystko sobie poukładać i-... Nie mam zielonego pojęcia, kim byliśmy dla siebie wcześniej. Nie wiem, co między nami zaszło, ale... Dla mnie, dla obecnego mnie, jesteś bardzo dobrym przyjacielem i... Nie chcę tego na razie zmieniać. Poza tym, sytuacja z Mikasą też nie wygląda za ciekawie. Za dużo się dzieje naraz i-...
Kagami: Rozumiem, nie musisz się tłumaczyć. Postaram się o tym zapomnieć. I tak wtedy byliśmy pijani, a ja jestem świeżo po rozstaniu, więc... Tak będzie lepiej. Tak... - powiedział, jakby sam siebie przekonując, lecz czując, jak jego serce pęka.
Eren: Dziękuję... - szepnął i podniósł na niego wzrok, na koniec przytulając się do niego. - Dziękuję, że jesteś ze mną szczery i mi to powiedziałeś... Najcięższa i najbardziej szokująca prawda zawsze jest lepsza od kłamstwa. Nawet jeżeli zmienia ona całe twoje życie... - szepnął, po chwili odsuwając się od niego i delikatnie uderzając go w klatkę piersiową. - Jesteś na prawdę dobrym przyjacielem, i nie zrobiłeś nic złego. Cieszę się, że mi o tym powiedziałeś, ale... Potrzebuję czasu, by to ogarnąć, więc... - odparł, a później uśmiechnął się lekko, kierując się do wyjścia.
Tymczasem w salonie...
Po usłyszeniu tego wszystkiego... I gdy Eren wyszedł razem z Kagamim na balkon, Mikasa poczuła ogromne ukucie w sercu, jakby ktoś wbijał jej w nie nóż od tyłu. Myślała, że na prawdę ten pocałunek coś znaczył. Że mają szansę, by znów zaistnieć razem... Ale najwyraźniej się myliła? Czyli... To wszystko było kłamstwem? Zwykłą farsą? Nie... Błagała wszystkich bogów, by tak nie było... By chociaż ten skrawek nadziei, który w niej pozostał, okazał się prawdą.
Mężczyzn nie było dosyć długo, lecz zabawa trwała w najlepsze. Sasha ponownie dołączyła się do gry, lecz czarnowłosa nie miała już chęci, by pić i odpowiadać na głupie pytania. I tak nie miała już nastroju. Wzięła zatem swój telefon i zaczęła go przeglądać, wchodząc na swojego instagrama oraz w galerię, i zaczynając przeglądać ich stare, wspólne zdjęcia.
Aż łzy się zakręciły w jej oczach. 4 lata... Byli ze sobą aż 4 lata... Przecież to tak długo. I to wszystko ma się teraz znów posypać? Gdy iskra nadziei znów została wzniecona, znów ma patrzeć, jak on odchodzi?
Po parunastu minutach, Eren wszedł ponownie do pokoju, z mieszanym, zakłopotanym wyrazem twarzy, podtrzymując przy tym drzwi dla idącego z tyłu Kagamiego. Mikasa jednak nie mogła już znieść tego widoku. Kobieta wstała więc i spojrzała prosto na Erena, który wcześniej zupełnie zlał jej pytanie, a teraz nawet nie zauważył, że siedzi w tym samym pokoju, co on, i gra w tą samą grę. Eren, widząc ją, wytrzeszczył oczy, ogarniając momentalnie, że musiała słyszeć to wszystko i widzieć to całe zajście. Czarnowłosa nie powiedziała jednak nic, tylko kiwnęła przecząco głową, ze łzami w oczach, i zaczęła się cofać powoli do drzwi, następnie przyspieszając tempa i kierując się do wyjścia z budynku.
Klimacik: https://www.youtube.com/watch?v=wj_fq2fgbko&t=0s&ab_channel=MortiferV.
Eren: Mikasa! - brunet krzyknął, bez zastanowienia rzucając się za nią w pogoń. - Mikasa, zaczekaj! Cholera jasna! - przeklął pod nosem, chwytając przy okazji kurtkę z wieszaka, który właśnie mijał.
Mikasa: Zostaw mnie! - krzyknęła czarnowłosa, wybiegając z domu na podwórko.
Eren: Czekaj, porozmawiajmy! Nie uciekaj!
Mikasa: Zamknij się i zostaw mnie! Chcę być teraz sama! - odwróciła się do niego na chwilę, zbliżając się tym samym do ruchliwej jezdni w zatrważającym tempie.
Eren: Uważaj! - brunet przyspieszył nagle kroku i chwycił dziewczynę za rękę, zatrzymując ją tuż przed przejściem dla pieszych, przez które zaczęły przejeżdżać samochody na zielonym. - Czy ty jesteś nienormalna?! Mogłaś wpaść pod samochód! Mówiłem ci, żebyś zaczekała, a nie uciekasz jak pojebana!
Mikasa: Czy ja jestem nienormalna?! To ty jesteś nienormalny! Eren, co jest z tobą nie tak?! - krzyknęła głośno, wyrywając od niego swoją rękę. - Kilka dni wcześniej, obściskujesz się ze mną i robisz mi nadzieje, a teraz dowiaduję się, że sypiasz ze swoim współlokatorem?! Na prawdę, Eren?!
Eren: Nie sypiam z nim! To był jeden jedyny raz!
Mikasa: Co to niby kurwa zmienia?! Przespałeś się ze swoim współlokatorem po tym, jak się całowaliśmy kilka dni wcześniej!
Eren: Ale to nic nie znaczyło! Po prostu byliśmy pijani i-
Mikasa: Też byliśmy wtedy pijani!!
Eren: ...
Mikasa: W takim razie ten pocałunek też nic nie znaczył? Bo się najebaliśmy?!
Eren: N... Nie to miałem na myśli...
Mikasa: Więc powiedz mi w końcu, co myślisz do jasnej cholery, a nie zachowujesz się jak dziecko i uciekasz od ''problemu''!
Eren: To nie jest takie proste...
Mikasa: Co nie jest niby takie proste? Po prostu mi to powiedz i tyle! Zawsze tak robisz, jak Boga kocham! Gdy tylko coś wymyka się spod kontroli i jest niekomfortowo, to spierdalasz na drugi koniec Auris, zamiast porozmawiać o tym ze mną!
Eren: Bo nie chcę o tym z tobą rozmawiać, nie rozumiesz?!
Mikasa: Ale czemu?!
Eren: Bo sam jeszcze nie wiem, co mam o tym myśleć, ok? Nie jestem pewien.
Mikasa: Ale powiedz chociaż, co czujesz na ten moment! Nie wiem, uważasz to za błąd? To nic dla ciebie nie znaczyło? Mam sobie dać spokój? Powiedz mi, bo nie wiem, co mam robić i na czym stoimy, do jasnej cholery!
Eren: Co? Nie uważam tego za błąd, powaliło cię? Podobało mi się, ale...
Mikasa: Ale?
Eren: Ale nie ważne, co znaczył tamten pocałunek dla nas obu i jak świetny on nie był... Wrócenie do siebie to nie jest dobry pomysł.
Mikasa: Ale dlaczego nie?
Eren: Bo nie! Już raz nam nie wyszło. I bądźmy ze sobą szczerzy, nie układało się nam już od roku, i dlatego stało się to, co się stało. Co jak znów będzie tak samo?
Mikasa: Ale teraz jesteśmy mądrzejsi i silniejsi niż byliśmy wtedy. Nie popełnimy tych samych błędów drugi raz.
Eren: Skąd wiesz?
Mikasa: Bo ufam i wierzę w nas! Eren, ja chciałabym, byśmy znów byli razem! Nie potrafię być tylko przyjaciółmi po tak kurewsko długim czasie, jaki ze sobą byliśmy. Wiem, że oboje spierdoliliśmy sytuację i to było bardzo toksyczne, i z mojej i z twojej strony... Ale nie mogę wyrzucić ciebie z mojej głowy tak po prostu. Za każdym razem, jak na ciebie patrzę, to przypomina mi się czas, gdy byliśmy ze sobą. Jak trzymaliśmy się za ręce, jak rozmawialiśmy, jak się całowaliśmy... Jak byłeś całym moim światem! A teraz czuję się taka pusta i nie potrafię tego znieść! Ciągle mi czegoś brakuje i tylko przy tobie to znika!
Eren: Mikasa-
Mikasa: Dlatego zerwałam z Jean'em. Bo nie ważne jak bardzo chciałabym zapomnieć, wciąż widziałam tylko ciebie... Próbowałam się odkochać, uwierz mi! Ale nie dam rady!
Eren: Mikasa, zasługujesz na kogoś lepszego niż ja. Jean to dobry chłop, może powinnaś jednak-
Mikasa: Ale ja nie chcę ''kogoś lepszego'', ja chcę ciebie. Ciebie, rozumiesz? Pojebanego, chorego, zagubionego... Ciebie. Nikogo innego. Potrzebuję cię. - kobieta złapała jego koszulkę w obie dłonie i szarpnęła nim, wpatrując się prosto w jego oczy ze łzami.
Eren: Mikasa. - mężczyzna złapał jej ręce, odciągając ją od siebie. - Minął ponad rok i dużo rzeczy się zmieniło od tamtego czasu... Ja nawet nie jestem pewien do końca, czy wciąż coś do ciebie czuję. Wiem, że to bolesne, ale taka jest prawda. To nie jest dobry pomysł.
Mikasa: Ale dlaczego nie chcesz dać nam drugiej szansy? Spróbować chociaż, a może jednak coś z tego wyjdzie?
Eren: Bo chodzi tu o coś więcej niż tylko moje uczucia. Ja ledwo, co rozpoznaję siebie w lustrze, rozumiesz? Nie mam zielonego pojęcia kim jestem albo kim będę jutro. Po szpitalu czuję się cholernie zagubiony i nie wiem, co się dzieje. Jak więc mogę ci dać swoje serce, gdy mnie potrzebujesz, skoro sam nawet nie wiem, jakie ono jest. - zbliżył się do niej, patrząc prosto w jej oczy i okrywając ją lekko swoją kurtką, by nie było jej tak zimno. - Ja wiem, że byliśmy ze sobą szmat czasu i że chciałabyś, by to, co było kiedyś, wróciło. Ja też tego chcę, ale... Czasem po prostu trzeba to zaakceptować i-
Mikasa: Oh, przestań pierdolić, błagam! - czarnowłosa kiwnęła przecząco głową, lekko go odpychając. - Pomogę ci ze wszystkim, nie takie rzeczy już razem przeżyliśmy. Przechodziłam wszystkie twoje osobowości, byłam przy kilku integracjach, na własnych oczach widziałam, jak się zmieniasz! Widziałam nie raz, jak masz koszmary i nawroty wspomnień, pilnowałam, byś brał leki, opiekowałam się tobą, jak miałeś depresję, chodziłam z tobą na terapię, byłam przy tobie, gdy miałeś myśli samobójcze, zanim się rozsypaliśmy! Myślisz, że to, co właśnie powiedziałeś, mnie odstraszy, po tym wszystkim? Eren, jesteś najbardziej pojebaną osobą, jaką znam, i to nie powstrzymało mnie przed kochaniem ciebie. Nawet, jak popełniłam dużo błędów... Nawet jak mnie zraniłeś... Wciąż ciebie kocham.
Eren: ...
Mikasa: Nie chcę, by te wszystkie lata poszły na marne. Proszę cię, daj nam drugą szansę! Mamy razem taki potencjał!
Eren: Błagam, nie rozśmieszaj mnie. ''Potencjał'' to my może mieliśmy kiedyś, ale na pewno nie teraz.
Mikasa: Ale czemu nie? Czego się tak strasznie boisz?
Brunet patrzył prosto w jej oczy, w milczeniu, lecz po chwili odwrócił wzrok na bok, następnie odwracając się do niej plecami. Przed jego oczami zaczęły migać wspomnienia z tamtego czasu. Kłótnie, łzy, krzyk, narkotyki, Ryu, szpital... Na samą myśl o tym, że to może wrócić, chce mu się wymiotować z nerwów.
Lecz nagle, Eren poczuł owijające się wokół niego ręce i kobiecą klatkę piersiową, mocno przylegającą do jego pleców, która nie chciała go puścić i pozwolić mu ''odfrunąć''.
Mikasa: Błagam cię... Nie trzymaj tego wszystkiego w sobie. Wiesz, że to się źle skończy... Nie jesteś już sam, Eren! Jestem tu! I zawsze tu będę, jeśli chcesz, bym tu była... Możemy to przezwyciężyć we dwoje... Tak samo, jak przezwyciężyliśmy wszystkie inne trudności, które są już za nami. Dobre dni wciąż mogą wrócić, jeśli tego bardzo chcemy...
Eren: ...
Mikasa: Nie oczekuję od ciebie odpowiedzi od razu, ale błagam, przemyśl to chociaż. Obiecasz mi to?
Eren: Obiecuję... Ale... Teraz muszę pobyć sam...
Mikasa: Jasne...
Po tym, brunet wziął głęboki oddech i zdjął swoją kurtkę, narzucając ją potem na dziewczynę. Następnie, spojrzał na nią ostatni raz i z powrotem skierował się do domu, krążąc myślami zarówno po rozmowie z nią, jak i z Kagamim. Za dużo stało się naraz, za szybko... Za dużo myśli, za dużo uczuć, a do tego same znaki zapytania i brak odpowiedzi. Musi to sobie wszystko poukładać na swoje miejsce w swojej głowie i wtedy dopiero zdecyduje, co ma z tym wszystkim zrobić. Ale teraz potrzebuje chwili spokoju i wyciszenia się...
Jednak, gdy już miał wejść do domu, Sasha wybiegła zza drzwi i spojrzała na wycierającą łzy Mikasę w oddali, od razu zatrzymując Erena poprzez złapanie go za nadgarstek.
Sasha: Mikasa! Coś ty jej kurwa zrobił?!
Eren: Uspokój się, nic jej nie zrobiłem. Rozmawialiśmy tylko.
Sasha: Jak jeszcze raz ją zranisz, to pamiętaj, że sama ciebie ukatrupię...
Eren: A może nie wpierdalaj się w nie swoje sprawy, co? - chłopak odburknął, zirytowany, wyrywając od niej swoją rękę.
Sasha: Słucham?! Mam ci przypomnieć, co odpierdoliłeś rok temu i jak bardzo ją zraniłeś?! Myślisz, że kto przy niej wtedy był? Ty, czy ja?!
Eren: Świetnie. Gratuluję ci tego. Chcesz medal, czy coś? - powiedział, przewracając oczami, i wszedł do domu, idąc głębiej w stronę łazienki.
Sasha: Tylko tyle masz do powiedzenia?!
Eren: ...
Sasha: Jesteś nic nie wartym chujem i tyle! Nie wiem, co ona w tobie kurwa widzi!
Na korytarz wybiegli wtedy Amarin i Kagami, od razu zauważając wracającego ze spuszczoną głową Erena. Chłopak spojrzał wtedy przelotnie na Kagamiego, lecz praktycznie od razu odwrócił wzrok, wymijając go. Nie mógł nawet spojrzeć mu w oczy. Jak patrzył na niego to czuł, jakby jego serce zapadało się pod siebie. Czuł się teraz, jakby cierpienie cały czas podążało tuż za nim i zarażało wszystkich, którzy się tylko do niego zbliżą. Jak mógł zapomnieć o kimś tak ważnym? Jak mógł zrobić nadzieję im obojgu? Czemu jest aż tak niezdecydowany? Kagami musi być teraz tak zawiedziony i zraniony, że on nic nie pamięta... A jakimś cudem, jego zawiedzenie boli go bardziej niż jej łzy...
Po chwili, Eren wyminął ich obu i zamknął się w łazience na cztery spusty, nie mówiąc ani słowa. Kagami widząc, jak jego przyjaciel odchodzi, z początku nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. Zamrugał oczami, myśląc o tym, co wykrzyczała mu tamta dziewczyna. Był naprawdę zaskoczony tym wszystkim... Nawet nie był pewny, czy po tamtej rozmowie na balkonie, powinien za nim iść, czy dać mu chwilę w samotności. Jednak jego dobre serce wzięło kontrolę i prawie od razu ruszył za Erenem. Daleko jednak nie zaszedł, gdyż zatrzymał go sam gospodarz, kiwając przecząco głową i wystawiając rękę, by ten nie mógł dalej przejść.
Amarin: Zostaw go. Pewnie potrzebuje teraz chwili w samotności.
Czerwonowłosy mruknął cicho, chcąc się wyrwać, jednak po chwili, po schodach zaczęła schodzić narzeczona gospodarza, która zapytała z zdezorientowaniem, co się stało. Kagami nie chciał jej niepokoić, więc odpuścił i stanął grzecznie w miejscu, patrząc, jak Amarin odchodzi, by uspokoić i zająć się ukochaną.
Korzystając z chwili, Kagami szybko wyleciał miedzy tłum ludzi i przedostał się do łazienki, gdzie siedział Eren, a gdy znalazł się tuż przed drzwiami, zapukał do nich, nadal nieco zmartwiony.
Kagami: Eren...? To ja, Kagami... - powiedział do niego. - Wpuścisz mnie?
Lecz nikt mu nie odpowiedział.
Kagami: Eren...?
Przedłużająca się cisza zaczęła być coraz bardziej niepokojąca... Kagami już miał zamiar pukać ponownie, lecz wtedy poczuł czyjąś rękę na swoim ramieniu, która momentalnie przyciągnęła jego uwagę.
Reki: ''Hej! Wszystko w porządku?'' - szatyn mignął z uśmiechem, spoglądając na swojego kolegę.
Kagami: Huh? Aa... Tak! Tak... - czerwonowłosy uśmiechnął się szeroko, ukrywając swój niepokój. - Eee... C... Co tu robisz? Skończyłeś rozmawiać ze swoim przyjacielem?
Reki: ''Mhm! Teraz obściskuje się z jakąś laską, więc nie mam co robić... Chcesz przejść się na drinka?''
Kagami: Hm... - mężczyzna spojrzał się ponownie na łazienkowe drzwi, zastanawiając się chwilę.
Chyba Amarin rzeczywiście miał rację i Eren nie chce teraz z nikim rozmawiać. Martwi się o niego, ale... Może jednak powinien dać mu trochę czasu. Najwyżej później gdzieś go złapie. Ma tylko nadzieje, że nic mu się nie stanie...
Kagami: Jasne, czemu nie? - odparł z lekkim uśmiechem czerwonooki.
Następnie, obaj mężczyźni skierowali się do baru, przepychając się przez tłum ludzi w korytarzu. Po chwili udało im się przejść, więc od razu zaczęli iść dalej, chcąc ustawić się w powiększającą się kolejkę. Ktoś ich wtedy jednak niespodziewanie zatrzymał, mijając i uderzając przy tym dosyć mocno Kagamiego w ramię, zwracając momentalnie jego uwagę.
Ryu: Ups, przepraszam, trochę tu tłoczno... - powiedział zjawiskowo niskim i chrypliwym głosem (wyobrażam sobie, że Ryu ma głos kinda jak Corpse, może trochę wyższy, you know what I mean) nieznajomy, uśmiechając się do nich kątem ust.
Kagami spojrzał się automatycznie w różowawe ślepia czarnowłosego, a świat jakby zwolnił na kilka sekund, zamrażając zarówno go, jak i ludzi dookoła niego. Chłopak poczuł wtedy przytłaczającą, napierającą wręcz na niego aurę, której nigdy wcześniej nie czuł w swoim życiu. Była ona tak silna i tak... Mroczna, jakby otaczała go ze wszystkich stron i gniotła go od zewnątrz. I pośród tego, te świecące, różowe oczy, które wyróżniały się od wszystkiego poprzez swój jarzący, mocny kolor.
Reki: ... - szatyn trząchnął mocniej Kagamim, wybudzając go z ''transu''. - ''Wszystko ok? Zagapiłeś się chyba...''
Kagami: Wiesz, kto to był?
Reki: ''Kto?''
Kagami: Typ, który właśnie nas minął...
Reki: ''Dużo tu ludzi, więc cały czas się kogoś mija. Chodź, staniemy w kolejkę''.
Kagami: Hm... Ok. Dziwne...
---
Czas: Koło 30 minut później.
Po wypiciu drinka z Rekim i stosunkowo krótkiej, lecz przyjemnej rozmowie, Kagami postanowił poszukać Erena i sprawdzić, jak się ma. Jego pierwszym przystankiem był salon, lecz nie udało mu się go tam znaleźć. Mężczyzna skierował się więc do sąsiadujących pokoi i tam, ku jego szczęściu, od razu udało mu się wypatrzeć bruneta, który był w... dosyć niespodziewanej pozycji. Mianowicie - Eren nawet umiejętnie tańczył na rurze, w towarzystwie grupy przyjaciół, którzy śmiali się i podziwiali jego akrobacje. Czerwonowłosy wpierw zmarszczył brwi w szoku i zastanowieniu, lecz później uśmiechnął się kątem ust i założył ręce na piersi, zdając sobie sprawę, że to jest już raczej Eiji, a nie Eren, który w życiu by czegoś takiego nie zrobił.
Mężczyzna wpatrywał się w Eijiego, uśmiechając się lekko i podziwiając jego taniec. Ta gracja i odważne ruchy, ten pewny siebie uśmiech, nieskazitelna twarz, włosy ułożone w nieładzie i ten wzrok, który potrafił wręcz przebijać dusze... Coś było w nim, że Kagami czuł się cudownie w jego towarzystwie. Coś było w nim, że chciał go mieć tylko dla siebie...
I chyba powoli zaczął już rozumieć całą koncepcję tej przypadłości, na którą chorował Eren. Był jak osoba posiadająca wiele masek, z których każda z nich była unikalna i wyjątkowa, a przynajmniej tak twierdził po poznaniu Eijiego. Jakby wiele osób dzieliło jedno ciało i miało oddzielne życia. Jakimś cudem, wydawało mu się to całkiem fascynujące.
Po chwili wpatrywania się w tańczącego bruneta, czerwonowłosy chciał podejść bliżej grupy, by móc podziwiać go z bliska, lecz ktoś ponownie stanął mu na drodze, zatrzymując go. Był to znów ten dziwny, czarnowłosy mężczyzna, który stał w drzwiach, opierając się o framugę z rękoma założonymi na piersi, wpatrując się przy tym intensywnie w tańczącego chłopaka z delikatnym uśmiechem na ustach. Dziwne... Co on tutaj robi? I czemu tak na niego patrzy?
Ryu: Kagami, jak mniemam? Miło poznać. - rzucił nagle czarnowłosy, zauważając kątem oka zbliżającego się mężczyznę.
Kagami: To znowu ty... Ale skąd znasz moje imię? - zapytał go, zdziwiony. - Znamy się?
Ryu: Powiedzmy. Ty możesz mnie nie znać, ale ja co nie co wiem o tobie. - różowooki zaśmiał się cicho pod nosem, wypychając od środka swój policzek językiem. - Jesteś nowym współlokatorem Erena, co nie? Hah. Się dobrali.
Kagami popatrzył na niego, marszcząc brwi. Zastanawiał się, skąd oni niby mieli się znać i skąd ten typ wiedział o tym, że Eren i on mieszkają razem? Czyżby jakiś jego znajomy?
Kagami: A przedstawisz się? - zapytał go, zakładając kciuki za pasek u spodni. - Nie odpowiem na nic, póki nie odpowiesz.
Ryu: To nic. I tak znam odpowiedzi na większość pytań. - szepnął cicho, nawiązując z nim w końcu kontakt wzrokowy.
Znowu ta dziwna, przytłaczająca aura... Kim on jest do jasnej cholery?
Eiji: Woah! Hahaha!
Wtedy, Eiji zeskoczył z rury i się lekko ukłonił, jakby wyrywając Kagamiego z ''transu'' i tej dziwnej, otaczającej go aury. Mały tłum od razu zaczął bić mu brawa, śmiać się i gwizdać, a Ryukishiro tylko uśmiechnął się na to szerzej i zaśmiał się, wciąż patrząc się Kagamiemu w oczy, by po chwili się wycofać, znikając gdzieś za tłumem w salonie zanim Eiji zdążył go zauważyć. Kagami patrzył, zmieszany, jak dziwny nieznajomy odchodzi, aż nagle, poczuł kogoś rękę na swoim bicepsie, co momentalnie zwróciło jego uwagę.
Eiji: Hej, przystojniaku. Na co tak spoglądasz? Czyżby było tam coś bardziej interesującego ode mnie? - powiedział zmysłowo, uśmiechając się kątem ust i patrząc mu prosto w oczy.
Kagami: Od ciebie...? Nieee, skądże! Jestem wręcz zapasjonowany patrzeniem na ciebie, wiesz? - zaśmiał się, a potem objął go lekko w pasie. - Bardzo podobały mi się twoje ruchy...
Eiji: Hm, cała przyjemność po mojej stronie. - długowłosy zaśmiał się pod nosem, po chwili zbliżając się do jego ucha. - Może kiedyś zrobię ci prywatne show, jak sobie na to zasłużysz. - szepnął, oddalając nieco się od niego.
Kagami: Hmmm, kusząca propozycja... Ale teraz powiedz, słońce, mogę ciebie zająć na resztę wieczoru? Czy masz inne plany? - zapytał go, oblizując swoje usta i odgarniając jego włosy za ucho.
Eiji: Hmm... Nawet jakbym jakieś miał, to wieczór spędzony z tobą brzmi o wiele bardziej zachęcająco. Co mamy w planach? - dodał szeptem, nie spuszczając z niego wzroku.
Kagami: Kontynuację tego, czego nie dokończyliśmy w taksówce...
Eiji: Uhuhu... Nagle zrobiło się gorąco. - zaśmiał się cicho, łapiąc go za rękę i wyprowadzając go z pomieszczenia. - To w takim razie znajdźmy może jakieś ustronniejsze miejsce, co? Za dużo tu oczu dookoła...
Następnie, para skierowała się do salonu, a stamtąd - do jednej z gościnnych sypialni, które znajdowały się na piętrze. Gdy byli już na miejscu, Eiji zamknął za nimi drzwi i przekręcił kluczyk, tym samym oddzielając ich obu od reszty imprezy i całego otaczającego ich świata.
Był to przestrzenny pokój, który oprócz części sypialnej posiadał również łazienkę, schowaną za ścianą i drzwiami, znajdującymi się za łóżkiem. Całość była pomalowana na czarno, z ciemnym parkietem oraz meblami, które podobnie jak w biurze Amarina, wydawały się bardzo dostojne i eleganckie. Klimatu jednak dodawał nie sam wygląd pokoju, lecz również jego oświetlenie, którym w rzeczywistości było światło księżyca, wpadające przez duże okna, oraz unoszący się w powietrzu zapach kwiatów, prawdopodobnie orchidei, i kawy.
Eiji: Mmm... Ładnie tu. Idealnie w moim stylu... - Eiji szepnął cicho, wchodząc głębiej do sypialni i przymykając oczy, by móc poczuć pełnię przyjemnego zapachu.
Kagami: Myślisz, że powinniśmy to robić tutaj? - zapytał, rozglądając się i lądując na końcu oczami na brunecie. - Co jak ktoś tutaj przyjdzie potem? - zaśmiał się, podchodząc bliżej i obejmując go od tyłu w pasie.
Eiji: Haha... A co, boisz się, tygrysku? - zaśmiał się cicho, kładąc chłodną dłoń na obejmującej go ręce mężczyzny.
Kagami: Mm, niee... Może trochę się obawiam. Tak troszeczkę...
Eiji: Haha, cóż... Ryzyko dodaje tylko pikanteri, nie sądzisz? I tak robiliśmy to już w bardziej ''niebezpiecznych'' miejscach.
Kagami: Mówisz o przymierzalni?
Eiji: Mhm, i taksówce. Nie było tego zbyt wiele.
Kagami: Więc najwyższy czas to zmienić.
Wtedy, brunet uniósł nieco oczy do góry, nawiązując kontakt wzrokowy z partnerem. Napięcie między nimi zaczęło powoli rosnąć w siłę, a Eiji obrócił się o 180 stopni, stając twarzą w stronę Kagamiego, układając również ręce na jego klatce piersiowej i ramionach.
Eiji: Ale Kagami, tak na poważnie... Jesteś tego pewien? Wiesz, że jak to zrobimy, to nie będzie już odwrotu.
Kagami: Mówisz o Erenie?
Eiji: Mhm.
Kagami: Tak, jestem pewien. I nie chcę odwrotu. Po co miałbym rezygnować z czegoś, co mi się podoba? Wiem, że oboje tego chcemy, więc...
Eiji: Ok... Tyle mi było trzeba. - szepnął z uśmiechem, powoli zbliżając się do niego ustami.
Po chwili, mężczyźni złączyli swoje usta w pocałunku, jakby nigdy w życiu mieli ich już nie zasmakować. Ręce Eijiego powędrowały w górę do jego szyi i włosów, wplątując się w nie, a ramiona Kagamiego zacisnęły się mocniej na chłopaku, przyciągając go jeszcze bliżej siebie. Jego usta były tak delikatne, tak miękkie... Jakby całował się z samą chmurą i niebem.
Kagami: Uwielbiam twoje usta... - szepnął między pocałunkami.
Eiji: Hah... Wiem.
Wtedy, ręce Eijiego zaczęły powoli zjeżdżać w dół od jego włosów, przez jego szyję i obojczyki, aż do klatki piersiowej, zaczynając powoli rozpinać jego koszulę, ukazując tym samym jego umięśnione, półnagie ciało. Brunet odsunął się delikatnie od ust czerwonookiego, by złapać oddech, a jego dłoń zaczęła wtedy jeździć zmysłowo po jego brzuchu, podziwiając go jakby był jakąś rzeźbą w muzeum.
Eiji: Idealne... - szepnął cicho, zdejmując przy tym koszulę z jego ramion i rzucając ją gdzieś w kąt.
Kagami: To trochę niesprawiedliwe, że tylko ja mam nie mieć koszulki.
Eiji: Haha, ależ proszę cię bardzo, kochany. - zaśmiał się zmysłowo, wystawiając ręce, by ten mógł zdjąć z niego jego sweter, jak też zrobił.
Kagami: To rozumiem...
Po tym, mężczyźni ponownie zetknęli ze sobą usta, a ich pocałunki zaczęły robić się coraz gorętsze. Kagami delikatnie pchnął Eijiego na łóżko, a ten zaczął ''wspinać'' się głębiej w stronę poduszek, podpierając się przy tym łokciami i prowadząc partnera za sobą za pomocą swoich ust. W końcu, Kagami zawisł nad chłopakiem i zamknął go między swoimi ramionami, a gdy zaczęło im brakować tchu, dosyć niechętnie odsunął się od niego i spojrzał mu prosto w oczy, które patrzyły na niego z pożądaniem.
Kagami: Uwielbiam twoje oczy... Gdybym mógł... To nigdy bym od nich nie odwracał wzroku... - szepnął nisko, jadąc przy tym ręką w dół po jego brzuchu.
Eiji: Dużo rzeczy we mnie uwielbiasz, Kagami. - szepnął, uśmiechając się i jadąc powoli kolanem do jego krocza.
Kagami: Bo jesteś piękny i zjawiskowy, więc jak mam cię nie uwielbiać?
Eiji: Hah, uroczo. Ale wiesz co, Kaga? - odparł, dociskając nagle kolano do jego krocza, sprawiając tym samym, że mężczyzna poleciał nieco do przodu i wylądował czołem na jego czole. - Wszyscy mnie uwielbiają. Co więc czyni ciebie wyjątkowym spośród całej zgrai? - szepnął, patrząc prosto w jego oczy.
Kagami: Mm, pomyślmy... - mruknął cicho, czując napierające na jego czułe miejsce kolano. - Nikt nie potraktuje ciebie tak dobrze jak ja... I zapewniam cię, że w łóżku na pewno działam lepiej niż wiele twoich poprzednich partnerów...
Eiji: Nawet lepiej niż uroczy blondas za barem?
Kagami: Huh? A więc stąd się znacie... - zmrużył nieco oczy w zastanowieniu i refleksji, a później przeniósł swoje obie ręce na jego uda, raptownie je rozszerzając. - Tak, nawet lepiej niż on.
Eiji: Woah. - westchnął i uniósł brwi do góry, zaskoczony jego nagłym ruchem. - A więc działaj, mistrzu. Udowodnij to, co powiedziałeś, a ja może nagrodzę cię jakąś miłą niespodzianką.
Kagami: To znaczy?
Eiji: Gdybym ci powiedział, nie byłaby to niespodzianka, prawda? A, by się dowiedzieć, trzeba sobie na to zasłużyć.
Kagami: Hah... Ktoś zaczyna pokazywać swoje prawdziwe kolorki... - zaśmiał się cicho, a następnie zjechał ustami do jego szyi, zaczynając obcałowywać ją i lekko nadgryzać.
Eiji: Haha, sam tego chciałeś.
Wtedy, Kagami spojrzał ponownie w te bursztynowe oczy, zjeżdżając przy tym pocałunkami do klatki piersiowej partnera. Jego ręka zacisnęła się mocniej na jego udzie, wędrując w dół do paska, a usta zassały się na jego sutku, uzyskując w zamian pomruk wyrażający przyjemność. Słysząc ponownie ten znajomy, dosyć wysoki jęk, Kagami uśmiechnął się nostalgicznie, zadowolony z siebie, przypominając sobie przy tym tamtą zjawiskową noc. Te dźwięki, ocierające się ciała i te niebiańskie uczucie, które towarzyszyło mu aż do rana. Teraz ma okazję to powtórzyć, a nawet uzyskać inną wersję. Jak on bardzo nie może się tego doczekać...
Nagle, zęby Taigi zacisnęły się na skórze bruneta, a ręce zaczęły odpinać szybko jego pasek, zdejmując w pośpiechu niepotrzebne i przeszkadzające w tej sytuacji spodnie wraz z bokserkami. Idąc tym śladem, mężczyzna pozbył się również swoich, zakrywających dolne części, ubrań, a jego mokre pocałunki przeniosły się stopniowo do jego brzucha, a później - również i do członka partnera, najpierw bawiąc się nim językiem, by następnie wsadzić prawie całą jego długość w swoje usta.
Eiji: O mój Boże... - długowłosy westchnął głośno, po chwili wydychając powietrze z pomrukiem. - Twoje usta są takie... ciepłe... Aaaah~
Kagami: Mhmm. - mruknął, wciąż zajmując się jego męskością w swoich ustach.
Może i nie jest zbyt doświadczony, jeżeli chodzi o seks z mężczyznami, ale... Podłapał to i owo ze swoich poprzednich przygód zarówno z przymierzalni, jak i z taksówki oraz z tamtej nocy. Dodatkowo, przecież sam jest mężczyzną i wie, jak zadowolić drugiego osobnika tej samej płci, co chyba było w tym najlepsze, bo... W porównaniu z seksem z kobietami, teraz czuł dziwne poczucie jedności. I jako-takiego zrozumienia, jakkolwiek by to nie brzmiało.
Z czasem, dźwięki wydawane przez brązowowłosego zaczęły przybierać na sile i częstotliwości, lecz zanim ten zdążył dojść i osiągnąć szczyt przyjemności, czerwonooki wyjął jego członka z ust i spojrzał na niego z rosnącym, zadziornym uśmiechem na twarzy, czując się tak dobrze z tym, że mimo wszystko - teraz on ma nad nim władzę.
Kagami: Nie tak szybko...
Eiji: Haha... Jebany. - brunet wydał z siebie sfrustrowany śmiech, w akompaniamencie delikatnego uśmiechu, a następnie nieco się obrócił i wyciągnął się do stojącej obok łóżka nocnej szafki, po chwili wyjmując z niej tubkę z lubrykantem, którą wsadził w zęby, oraz prezerwatywy, które rzucił w stronę siedzącego między jego nogami chłopaka. - Trzymaj, to dla twojego bad boy'a. - powiedział, obracając się ponownie w jego stronę i trzymając tubkę w zębach.
Kagami: Hah. ''King sized''. - zaśmiał się przez dosyć specyficzną nazwę, będąc ironicznie następcą tronu.
Eiji: Wątpię, by dla króla były wciąż potrzebne. - odparł, podnosząc się z pleców, by po chwili zbliżyć się do jego twarzy.
Kagami: Na to trzeba będzie jeszcze trochę poczekać. - szepnął, biorąc od niego tubkę, również za pomocą zębów. - Obróć się dla mnie lisku, co? - dodał, klepiąc go w nagie udo.
Eiji: Oczywiście, jaśnie panie. Wszystko dla Waszej Wysokości.
Kagami: O Boże... - westchnął, przewracając oczami.
Eiji: Haha, przyzwyczajaj się, kochany.
Wtedy, Eiji podparł się rękoma o łóżko i umiejętnie obrócił się o 180 stopni, lądując tyłkiem tuż przed Kagamim oraz przedramionami na poduszkach. Widząc ten ''zapierający dech w piersi'' widok nadstawiającego się specjalnie dla niego chłopaka, mężczyzna zagwizdał i uniósł do góry brwi, zaczynając wędrować dłońmi po jego gładkich plecach i pośladkach, zaciskając się na nich.
Kagami: Dobry lisek... - szepnął mu do ucha, nachylając się nad nim.
Wykorzystując okazję, Kagami zaczął obcałowywać kark Eijiego, wcześniej łapiąc większość sięgających już początkowego odcinka piersiowego kręgosłupa włosów, owijając je wokół własnej dłoni i bawiąc się nimi. Pocałunki stopniowo zaczęły schodzić w dół pleców złotookiego, a gdy chłopak dotarł do odcinka lędźwiowego, niemal natychmiastowo się wyprostował, otwierając przy tym tubkę z lubrykantem, by nalać jego dosyć sporą ilość na swoje ręce.
Kagami: Gotowy? - dodał, rozcierając płyn w swoich dłoniach.
Eiji: Mhm...
Słysząc zgodę partnera, czerwonowłosy wsadził powoli dwa palce w jego otwór, rozluźniając go i przygotowując go tym samym na czekający ich stosunek.
Eiji: O-ooooh~... - brunet wydał z siebie długie westchnięcie, napinając przy tym mięśnie pleców i bardziej nadstawiając swój tył.
Kagami: Hm, gdzie to... - szepnął zastanawiająco, całując go w ramię i szukając palcami jego tzw. ''G-spot''.
Eiji: Ah! - brunet nagle jęknął głośniej, wywołując dumny uśmiech u swojego ''przyjaciela''.
Kagami: Znalazłem.
Eiji: O-o matko... Twoje palce... Mm! - Eiji mruknął ponownie, chowając twarz w swoich przedramionach.
Kagami: Moje palce, co? Hmm? - dodał, specjalnie go drażniąc, bawiąc się dodatkowo jego członkiem.
Eiji: G-Gorące...
Po dosyć krótkiej chwili, Eiji w końcu doszedł, znów wydając z siebie długie, wyrażające przyjemność, westchnienie. Kagami, widząc i słysząc to, pocałował go w policzek z uśmiechem, a potem wyjął z niego swoje palce, sięgając następnie po leżące obok na łóżku prezerwatywy. Umiejętnie rozerwał jedno opakowanie zębami i szybko włożył kolorową gumkę na swojego podniesionego członka, układając ręce na biodrach i plecach brązowowłosego.
Kagami: Wsadzam, ok?
Eiji: Mhm. Tylko powoli.
Nie czekając dłużej, Taiga powoli wsunął całą długość swojej męskości w Eijiego, uzyskując w zamian głośne westchnięcie i uniesioną nieco rękę do góry, sygnalizującą, by chwilę poczekał.
Eiji: Czekaj chwilę, muszę się... Przyzwyczaić.
Kagami: Jasne. - dodał czule, nachylając się nad nim i ''zamykając go'' ponownie między swymi ramionami od tyłu. - Wszystko ok?
Eiji: Tak, po prostu... Jesteś trochę... Duży.
Kagami: Hah, mówiłem, że jestem najlepszy. - szepnął mu do ucha, po chwili zaczynając się w nim poruszać.
---
Po wyczerpującym, kilkurundowym seksie, Kagami ułożył się obok zmęczonego bruneta, leżącego na łóżku z przymkniętymi oczami, by odpocząć po wysiłku i uspokoić swój oddech. Po chwili jednak, mężczyzna podniósł się nieco na swoim łokciu i nachylił się w jego stronę, całując go w czoło.
Kagami: Co ty na to, byśmy poszli się razem umyć? Przygotuję kąpiel, a ty odpocznij, ok? - szepnął zadowolony z uśmiechem, przenosząc wzrok na zostawione przez siebie malinki na jego ciele.
Eiji: Mhm... - chłopak mruknął, zmęczony, uśmiechając się lekko na jego miłą i kuszącą propozycję.
Po tym, Kagami wstał z łóżka i skierował się do znajdującej się za ścianą łazienki, zbierając po drodze zużyte prezerwatywy i wyrzucając je do kosza. Następnie, odkręcił kurek w wannie, czekając chwilę na gorącą wodę, a potem zablokował zatyczkę i wlał stojący obok na blacie płyn do kąpieli, trząchając dosyć mocno dłonią, by zrobiła się piana.
Kagami: Gotowe. - rzekł z uśmiechem, ponownie wchodząc do sypialnianej części.
Eiji: Mm... A zaniesiesz mnie? - Eiji otworzył w końcu oczy, spoglądając na partnera, i wyciągnął do niego ręce z uśmiechem.
Kagami: A magiczne słowo?
Eiji: Prooszę.
Kagami: Hah, no dobrze. Chodź tu, mój lisku. - zaśmiał się cicho, nachylając się w jego stronę i biorąc go na ręce w stylu panny młodej, by zanieść go do łazienki.
Eiji: Mm, ''mój'', co?
Kagami: Mhm. Coś nie tak? - zapytał, unosząc jedną brew do góry, stojąc już tuż obok wanny.
Eiji: M-m, wręcz przeciwnie. Podoba mi się to stwierdzenie...
Kagami: Cóż... - czerwonowłosy zaśmiał się cicho pod nosem i ostrożnie ułożył partnera w wannie, nachylając się nad nim. - A więc... Może... Zrobimy z tego deal, co?
Eiji: To znaczy?
Kagami: Hm... Wiesz, co to są ''przyjaciele z korzyściami''? - dodał radośnie i również wszedł do wanny, siadając tuż za chłopakiem i obejmując go od tyłu. - Chyba dostatecznie udowodniłem, na co mnie stać, co?
Eiji: Mmm... Nie sądziłem, że usłyszę od ciebie taką propozycję.
Kagami: Czemu?
Eiji: Bo na pierwszy rzut oka, wydajesz się, jakbyś był mężczyzną, który nie lubi się bawić w takie klocki i raczej woli się ustatkować.
Kagami: Cóż... Może pora nieco zrzucić gardę i też się trochę zabawić, póki wciąż mam czas? Trzeba korzystać z życia, nie?
Eiji: Hah. Lubię tą filozofię. - mruknął, układając się wygodniej i odchylając swoją głowę do tyłu na jego ramię. - Dobra, wchodzę w to. Aż żal nie skorzystać. Tacy mężczyźni jak ty nie zdarzają się zbyt często... Nie dość, że przystojny i dobry w łóżku, to jeszcze troskliwy i opiekuńczy. Coś pięknego... - szepnął, przymykając oczy, zrelaksowany.
Kagami: A więc przyznajesz, że jestem lepszy niż moi poprzednicy?
Eiji: Mhm, możesz być z siebie dumny, tygrysku.
Kagami: A co z moją niespodzianką?
Eiji: Dowiesz się w swoim czasie.
Kagami: Eej!
Eiji: Spokojnie, nie zapomnę o tym, obiecuję.
Po tym, między nimi zapadła dość przyjemna, relaksująca cisza. Woda z pianą otulała ich nagie, stykające się ciała, a widok rozgwieżdżonego nieba za oknem dodawał tylko klimatu i umilał atmosferę. Eiji czuł się tak dobrze w tamtym momencie. Chciał, by ta chwila trwała jak najdłużej.
Ciszę przerwało jednak ciche nucenie, wydobywające się z gardła Kagamiego, które po chwili przerodziło się w ładny, niski śpiew, umilający upływający im czas.
Eiji: Mm, ładnie śpiewasz. Co to za piosenka?
Kagami: Dziękuję. Sam ją kiedyś napisałem. Jest dla mnie dosyć... Bliska.
Eiji: Rozumiem... Śpiewaj dalej, proszę. Twój głos mnie tak relaksuje... - dodał, zsuwając się nieco niżej i relaksując się jeszcze bardziej.
Kagami uśmiechnął się na to szerzej i wznowił śpiewanie piosenki, bawiąc się przy tym włosami bruneta i przeplatając je między swoimi palcami.
Parę minut później, Taiga skończył śpiewanie swojego utworu i otworzył oczy, wpatrując się w opierającego się o jego klatkę piersiową partnera, który zrelaksowany siedział, patrząc na piękny widok za oknem. Do głowy wpadło mu wtedy pewnie pytanie, które już od rana gdzieś przewijało mu się przez myśli.
Kagami: Eiji? Mogę cię o coś spytać? - rzucił nagle czerwonooki.
Eiji: Hm?
Kagami: Jak to jest mieć... Kilka osób mieszkających w swojej głowie?
Eiji: Hm, czemu tak nagle?
Kagami: Po prostu jestem ciekawy, jak to jest. Od rana mnie to zastanawia, odkąd mi powiedziałeś.
Ale nie musisz odpowiadać, jak nie chcesz.
Eiji: Cóż... Jest dosyć tłoczno.
Kagami: To znaczy?
Eiji: Hmm, jakby to... - mruknął, zastanawiając się chwilę. - Wyobraź sobie, że nigdy tak na prawdę nie jesteś sam. Masz ograniczoną prywatność. Musisz dzielić się prawie wszystkim, co materialne. Musisz pytać innych o zdanie, gdy chcesz podjąć jakąś ważniejszą decyzję, czy jeżeli chodzi o wygląd, czy o związek... No i... Musisz przede wszystkim umieć współpracować z innymi, bo w końcu mieszkacie razem w jednym ciele 24/7 i tworzycie jedno, czy tego chcesz, czy nie. Rzeczywistość jest dla ciebie relatywnie odległa i nietrwała. Za każdym razem, jak się pojawiasz, wszystko się zmienia. Nie wiesz, co się działo, ile czasu minęło, co robił twój poprzednik... Tak jakbyś... Ty nie był sobą, tylko ty wraz z twoimi ''przyjaciółmi'' tworzycie ciebie, a ty jako ''ty'' jesteś tylko częścią układanki, która wymienia się nawzajem w zależności od sytuacji. Tak w dużym skrócie.
Kagami: Brzmi skomplikowanie... I ciężko.
Eiji: Dla ciebie, tak. Dla nas to normalne. Chociaż nie powiem, czasem miewam gorsze dni i mam dość tego wszystkiego.
Kagami: Dość czego, na przykład?
Eiji: Bycia uzależnionym od nich. Nie mogę tak na prawdę decydować za siebie, bo zawsze muszę pytać innych o zdanie. A ja lubię swobodę i niezależność. Ale żyję w ciele, które tak na prawdę nie należy do mnie, więc... To znaczy, należy też do mnie, ale nie tylko do mnie. - odparł, wyciągając swoje ręce do przodu i spoglądając na nie. - Gdybym był totalnie niezależny, zmieniłbym trochę rzeczy, ale... No, nie mogę. Wiem, że to może brzmieć banalnie, ale... I tak nie wyglądam tak, jak ja siebie wyobrażam, więc ekspresja siebie to... Ważny czynnik w moim istnieniu. Dlatego czasem mam dość, że nie mogę... Uzewnętrznić tego w pełni.
Kagami: A gdybyś mógł, to co byś chciał zmienić?
Eiji: Hm... Z takich najbardziej banalnych i realnych rzeczy, to zrobiłbym sobie tatuaż i na pewno przemalowałbym sobie włosy. Może bym też ogarnął jakieś fancy paznokcie? Nie wiem.
Kagami: A dlaczego nie możesz sobie tego zrobić? Może Eren by się zgodził, jakbyś jakoś z nim pogadał.
Eiji: Hm, gadałem z nim już o tym, ale... To nie wchodzi w grę.
Kagami: Dlaczego?
Eiji: Bo w końcu jest modelem i wygląd to podstawa jego pracy, cnie. A i tak już zgodził się na dużo, więc nie chcę na niego jeszcze bardziej naciskać. Zahodował dla Toru włosy, by czuła się trochę lepiej w męskim ciele; dla mnie zrobił piercing, a dla Rena pozwolił chodzić na siłownię i zajmować się ciałem, jak chce, byle by tylko nie przesadzał. Nie licząc ubrań i oddzielnej garderoby dla każdego. Jak tak na to spojrzysz... To i tak i tak dużo. Szczególnie, że mimo swoich obaw i lęków, pozwala nam robić, co chcemy i być sobą. Mi pozwolił randkować i uprawiać seks z kimkolwiek chcę, chociaż wiadomo, jak wpływa to na ciało, więc... Nie mogę narzekać.
Kagami: Rozumiem... Ale myślę, że możemy coś na to poradzić. Może nie będzie to trwałe, ale skoro pomoże ci poczuć się lepiej przynajmniej na jakiś czas...
Eiji: Co masz przez co na myśli? - brunet podniósł się z jego ramienia i nieco obrócił się twarzą w jego stronę, spoglądając mu w oczy.
Kagami: Cóż... Jak mówiłeś, że chciałbyś zrobić sobie tatuaż i przefarbować włosy, to wpadłem na pewien pomysł. Co ty na to, aby któregoś wieczoru, kiedy będziesz dostępny, a Eren nie będzie mieć żadnych sesji zdjęciowych w najbliższym terminie... Pójdziemy sobie zrobić tatuaż z henny? Zmyje się po tygodniu lub dwóch... A co do włosów, to mogę ci je pomalować szamponetką? Kolor zejdzie po jednym lub dwóch myciach... A ty spełnisz może swoje małe marzenie? - dodał, uśmiechając się do niego szeroko.
Eiji: Hy! - westchnął z ekscytacją i rosnącym uśmiechem. - Zrobiłbyś to dla mnie?
Kagami: Oczywiście, że tak! Przecież to nic wielkiego.
Eiji: Oh, dziękuję! Jesteś najlepszy, Kagami... - odparł, radosny, i rzucił się na niego, przytulając go.
Kagami: Dzięki, dzięki. - zaśmiał się cicho, klepiąc go po plecach.
Po dłuższej chwili spędzonej na przytulaniu, Eiji w końcu odsunął się od chłopaka, spoglądając prosto w jego piękne, rubinowe oczy. Jego ręka powędrowała do jego policzka, gładząc go delikatnie wierzchem dłoni, a druga ręka odgarnęła do tyłu jego nieco spocone, czerwone włosy, dodatkowo zwilżając je wodą.
Eiji: Cieszę się, że ci to powiedziałem. Gdy wiesz i mogę mówić o tym wszystkim swobodnie... Czuję się znacznie lepiej. I lżej. Dziękuję ci, Kaga... Dzięki, że tu dla nas jesteś. Mam nadzieję, że Eren szybko zda sobie sprawę, że... Powiedzenie i wylanie z siebie wszystkiego na prawdę pomaga... Że na prawdę może ci ufać.
Komentarze
Prześlij komentarz