#6 Od Kagamiego do Erena
On i Eren spędzili miło czas na filmie. Rozmowy i komentowanie głupich chwil w tym dziele kina było co najmniej śmieszne. Sam film nie był tak zły, był nawet ciekawy. Niektóre jednak wydarzenia między bohaterami zdawały się być sztuczne i nierealne. Czerwonowłosy na pewno będzie miło wspominał te chwile, bo co jak co, ale nie spodziewał się, że on i brązowowłosy znajdą wspólny język tak szybko. A jednak, znaleźli i mógł powiedzieć, że znali się prawie od dziecka.
"Bo znacie się od dziecka, idioto."
Kagami uśmiechnięty zauważył, że Eren jednak przysnął, uznał, że wygląda naprawdę uroczo, ale też na swój sposób atrakcyjnie. Zadowolony wziął go na swoje ręce, niosąc go do jego sypialni. Kiedy głowa brązowowłosego opadła na jego tors, uśmiechnął się czule i lekko zarumienił. W pokoju położył go na łóżku, okrywając pościelą.
- Dobranoc, Żółtku... - szepnął, poprawiając mu włosy, na co Eren cicho mruknął.
Było to na swój sposób nawet urocze... Wstał od jego łóżka, wychodząc po chwili z pokoju chłopaka, aby ten spokojnie spał. Po tym całym dniu należało mu się trochę odpoczynku. Kagami wybył do siebie, postanowił wziąć prysznic rano. Jednak zanim wszedł do swojego pokoju, zajrzał do Behemotha, który jak zawsze, siedział w łóżku z aparatem i telefonem. Podziwiał, że jego brat naprawdę interesował się fotografią, dlatego kupił mu dużo sprzętu do robienia zdjęć. Dobry telefon, aparat cyfrowy, aparat z kliszą i instaxa, którego tak chciał. Ważne było dla starszego brata, aby młodszy spełniał się i robił dalej to, w czym był dobry. To go bardzo pocieszało. Uśmiechnął się lekko, zamykając drzwi, aby blondyn nie czuł się obserwowany. Kagami poszedł do siebie, zamykając drzwi, a potem odetchnął cicho, mierzwiąc swoje włosy.
- Co się z tobą dzieje chłopie... - powiedział, wzdychając cicho. - Czemu tak się czerwienisz, jak patrzysz na swojego współlokatora, przecież go nie znam... - szepnął do siebie.
"Znasz go, pajacu. Jesteś debilem, Bakagami."
Kagami złapał się za głowę. Ten głos odzywał się za często. Podszedł do swojej szafki przy łóżku, grzebiąc w niej jak oszalały. Wyciągnął leki, które wycisnął z paletki na dłoń, a potem wrzucił je do buzi, od razu łykając bez wody. Uśmiechnął się lekko, siadając na łóżko. Zdjął swoją koszulkę oraz spodnie, rzucając je do kosza na pranie w rogu pokoju. Położył się, patrząc na sufit. Westchnął bardzo cicho, aby po chwili otworzyć z powrotem powieki. Uniósł swoją dłoń ku górze, jakby chciał czegoś dosięgnąć. Ale czego?
"Serca, ty pajacu. Gdyby twój ojciec to widział, że masz takie wątpliwości, nie byłby zadowolony z ciebie. Ja nie jestem zadowolona."
Znowu te głosy. Chłopak złapał się za głowę, a potem wstał, wychodząc na balkon. Musiał odetchnąć. Wtedy to potworne coś z głowy zniknie. Leki zaczną działać, weźmie kolejne na spokojny sen, a potem będzie dobrze. Rano zje cudowne śniadanie, a potem pójdzie do pracy. Wieczorem spędzi znowu czas z Erenem, może też z Behemothem, a potem w spokoju koło będzie się powtarzało. Takie było jego życie teraz. Nie chciał, aby się cokolwiek zmieniało. Było naprawdę dobrze, a fakt, że teraz mieszka z nimi nowa osoba i to tak miła, pocieszało go to. Te dni nie będą tak blade, a wolne będzie mógł spędzić z kimś innym niż tylko z rodziną. Chociaż nie było to nic złego. Do dłuższego urlopu i tak zostało jeszcze dużo czasu, dlatego wizyta w domu rodzinnym na pewno nie zdarzy się w najbliższym czasie.
"I dobrze. Zero postępu. Twój ojciec by mnie tylko zjebał za tak przejebaną robotę."
- Zamknij się wreszcie, nieznośny głosie. I tak się zamkniesz. Leki zaraz będą działały. - warknął po chwili.
Kagami odetchnął po chwili, kiedy poczuł trącanie chłodnego nosa na swojej nodze. Uśmiechnął się lekko, głaszcząc Anascę po głowie. Przytulił się do jej ciepłego łba, wsłuchując się w głośne, tygrysie mruczenie.
- Dziękuję, że jesteś. Nie przemieniaj się póki co w człowieka, dobrze? Nasz nowy współlokator jeszcze ciebie nie poznał. - powiedział, całując jej czoło. - Idź odpocząć, też zaraz się położę.
Tygrysica mruknęła, po czym wolnym krokiem poszła do swojego posłania w rogu pokoju. Było one duże, a wielka kotka mało kiedy opuszczała pokój Kagamiego i jego dom. Zawsze czuła się tutaj najbezpieczniej i stąd mogła reagować, gdyby działo się coś złego. Teraz jednak nie mogła się tak swobodnie poruszać po domu ze względu na Erena, jednak nie miała tego nikomu za złe. Wcześniej czy później i tak się o niej dowie. Kagami zamknął balkon, kładąc się do łóżka, zamykając swoje oczy. Był zmęczony...
"Zdajesz się tylko na tego pchlarza. Ja ci chętnie pomogę, wiesz? Jestem o wiele zdolniejsza od twojego spalonego na wiór kota."
Kolejnego dnia nie działo się nic wielkiego. Kagami obudził się wcześnie rano, przygotowując się do pracy. Poszedł wziąć odświeżający prysznic, przygotował ogromne śniadanie dla siebie oraz dla współlokatorów, których starał się nie obudzić. Ubrał się w mundurek kawiarni, a potem poszedł do pokoju Behemotha. Obudził blondyna, który warcząc poszedł się ogarnąć po spaniu. Młody następnie zjadł przygotowane przez brata śniadanie i poszedł ubierać buty oraz zgarnął swój plecak. Czerwonowłosy zostawił na stoliku śniadanie dla Erena pod szklaną przykrywką. Dodatkowo na karteczce dopisał: "Miłego dnia, Eren! Kawa jest w ekspresie. Smacznego i do zobaczenia wieczorem! Jak coś śmiało możesz pisać.". Uznał, że będzie to miłe, kiedy zje śniadanie z tak miłymi słowami. Szkoda, że nie mógł im ich pożyczyć osobiście. No ale, nie ma co go budzić. Wraz z Behemothem opuścili mieszkanie, zamykając za sobą drzwi i poszli do garażu, gdzie stało auto Kagamiego.
- Dzięki, że mnie rano wozisz do tej szkoły. - burknął nagle blondyn.
Fakt, może i był wredny, ale zawsze umiał podziękować, czy pogadać ze swoim bratem o wszystkim. W końcu, tylko on go jako tako rozumiał. Kagami uśmiechnął się do młodego, po czym roztrzepał mu włosy.
- Nie ma za co. Gdyby to Ashild i Altair ciebie wozili, myślę, że mogłoby być o wiele gorzej. - zaśmiał się.
Jego brat pokiwał głową, uśmiechając się lekko do niego. Dobrze, to był cel Kagamiego. Uśmiech na twarzy Behemotha. Po chwili dojechali pod szkołę, blondyn wyszedł z auta, biorąc plecak i zawiesił na szyję swój aparat fotograficzny. Machnął do brata, po czym zniknął w wejściu do szkoły. Czerwonowłosy wiedział jedno, może i ten mały demon był wredny, ale posłuszny umiał być, kiedy tego chciał. Kagami wprowadził w jego domu bezstresowe wychowanie, ale konsekwencje jego działań, jak było to potrzebne, karał. Nie spodziewał się dużego tłumu, ten dzień w pracy będzie dość nudny.
Po pracy, mężczyzna wrócił do domu, w trakcie zmiany dostał wiadomość od brata, że wróci później, zapewne z godzinę po powrocie Kagamiego do domu. Póki pisał, mógł robić co tylko chciał. Najważniejsze, że miał informacje, czy żyje. Mężczyzna poszedł do kuchni i pierwsze co zauważył, to Erena, który przygotowywał kolację. Było to miłe! Podszedł bliżej, zaglądając mu przez ramię. W sumie pachniało ładnie, nie spodziewał się, że umie gotować!
- O kurczę, ale ładnie pachnie! - zaśmiał się czerwonowłosy.
- No, to akurat nie jest kurczę, ale cieszę się. - dodał żartobliwie.
Kagami i Eren spędzili miło wieczór na rozmowach, głównie o ich dniu, trochę śmiesznych sytuacji i trochę narzekania. Po co się zagłębiać co dokładnie się działo, nie wydarzyło się podczas tej rozmowy nic dziwnego. Kiedy zjedli kolację, rozeszli się po pokojach, Eren miał coś do zrobienia, a Kagami marzył o prysznicu. W międzyczasie wrócił też Behemoth, który zabrał talerz jedzenia i zniknął w pokoju. Czerwonowłosy wpatrywał się w swoje odbicie w lustrze, za nim stała jednak ta kobieta. Ciemna skóra, błyszczące na biało oczy i przyglądała mu się. Pokręciła po chwili głową, a następnie zniknęła, przemieniając się w popiół. Kagami zdjął koszulkę, a przez szum miasta za oknem nie usłyszał tego, jak ktoś robi mu zdjęcie... Było to jasne, kto był faworytem fotografowania wszystkich po kolei. Blondwłosy szybko potem uciekł do pokoju, drukując zdjęcie instaxem. Przyjrzał się, po czym prychnął cicho, rozglądając się lekko. Stanął niedaleko drzwi, machając wydrukowanym zdjęciem, uśmiechając się. Jego błękitne oczy błysnęły złowrogim, czerwonym kolorem.
- Wyjdź z tego pokoju... No dalej... - szepnął do siebie, oblizując swoje kły językiem.
Wtedy usłyszał, jak brązowowłosy opuszcza swój pokój i idzie w stronę kuchni, to była ta chwila. Behemoth przemknął korytarzem, podrzucając zdjęcie Kagamiego do jego pokoju. Uśmiechnął się, a potem wrócił grzecznie do siebie. Przez ten czas, czerwonowłosy wyszedł z łazienki i rozejrzał się lekko, idąc po chwili do pokoju Erena.
- Eren? - zapytał, ale zauważył, że go nie ma.
Wtedy, na półce przy łóżku zauważył swoje zdjęcie. Wyglądało to podejrzanie, jakby z ręki Behemotha, ale po co by miał to robić... Nieco podejrzliwie podszedł do tematu, ale zdjęcie pozostawił tak, jak było i wrócił do siebie. Wyjął z szafki leki, zażywając ich sporą dawkę, ubrał bokserki i poszedł spać. Sprawa zdjęcia wydawała się co najmniej dziwna. Na razie może to zignorować, ale na pewno jak się powtórzy, będzie musiał z nim o tym pogadać...
Następnego ranka, jak gdyby nic, obudził się i zaczął przygotowywać śniadanie. Dzisiaj nie miał zmiany, mógł zostać w domu, więc Behemoth musiał sam jechać do szkoły. Uśmiechnął się do brata, dając mu drugie śniadanie, aby ten nie głodował w szkole. Blondyn mruknął, wziął to od niego i wyszedł z domu. Nagle telefon Kagamiego zaczął dzwonić jak opętany. Kiedy go złapał, zauważył, że to Katsuki dzwoni.
- Halo? - zapytał.
- Będę za kilka minut. To nie rozmowa na telefon. - warknął.
- Ale Kat... - nie dokończył, bo blondyn się rozłączył.
No, zazwyczaj takie rzeczy były poważne, więc czekał na niego. Siedział w bokserkach w kuchni i jadł śniadanie. Po chwili do mieszkania wparował niczym burza blondyn o czerwonych oczach. Stanął na przeciwko Kagamiego i uderzył dłońmi w stół. Ubrany był w czarny garnitur, był uzbrojony, a mina oznaczało tylko jedno...
- Ubieraj się. Potrzebny bardzo jesteś. Jakieś pizdy groziły ojcu, mamy się ich pozbyć. Są dość niebezpieczni, przydasz się bardzo. Nie wiadomo, czy kogoś nie postrzelą, a ty jak coś możesz ich wyratować. Twoje zdolności się przydadzą. Ubieraj garnitur, czekam na dole z ekipą. Mamy być na miejscu za godzinę, będziemy tam czekać do wieczora, gdyby mieli zjawić się wcześniej i coś kombinowali. - powiedział.
- Zjem i będę. Nie wyjdę bez śniadania, bo nie będę miał siły. Czekajcie na dole, jak coś zadzwoń. Zaraz się ubiorę. - odpowiedział mu.
- Wyjdź z tego pokoju... No dalej... - szepnął do siebie, oblizując swoje kły językiem.
Wtedy usłyszał, jak brązowowłosy opuszcza swój pokój i idzie w stronę kuchni, to była ta chwila. Behemoth przemknął korytarzem, podrzucając zdjęcie Kagamiego do jego pokoju. Uśmiechnął się, a potem wrócił grzecznie do siebie. Przez ten czas, czerwonowłosy wyszedł z łazienki i rozejrzał się lekko, idąc po chwili do pokoju Erena.
- Eren? - zapytał, ale zauważył, że go nie ma.
Wtedy, na półce przy łóżku zauważył swoje zdjęcie. Wyglądało to podejrzanie, jakby z ręki Behemotha, ale po co by miał to robić... Nieco podejrzliwie podszedł do tematu, ale zdjęcie pozostawił tak, jak było i wrócił do siebie. Wyjął z szafki leki, zażywając ich sporą dawkę, ubrał bokserki i poszedł spać. Sprawa zdjęcia wydawała się co najmniej dziwna. Na razie może to zignorować, ale na pewno jak się powtórzy, będzie musiał z nim o tym pogadać...
Następnego ranka, jak gdyby nic, obudził się i zaczął przygotowywać śniadanie. Dzisiaj nie miał zmiany, mógł zostać w domu, więc Behemoth musiał sam jechać do szkoły. Uśmiechnął się do brata, dając mu drugie śniadanie, aby ten nie głodował w szkole. Blondyn mruknął, wziął to od niego i wyszedł z domu. Nagle telefon Kagamiego zaczął dzwonić jak opętany. Kiedy go złapał, zauważył, że to Katsuki dzwoni.
- Halo? - zapytał.
- Będę za kilka minut. To nie rozmowa na telefon. - warknął.
- Ale Kat... - nie dokończył, bo blondyn się rozłączył.
No, zazwyczaj takie rzeczy były poważne, więc czekał na niego. Siedział w bokserkach w kuchni i jadł śniadanie. Po chwili do mieszkania wparował niczym burza blondyn o czerwonych oczach. Stanął na przeciwko Kagamiego i uderzył dłońmi w stół. Ubrany był w czarny garnitur, był uzbrojony, a mina oznaczało tylko jedno...
- Ubieraj się. Potrzebny bardzo jesteś. Jakieś pizdy groziły ojcu, mamy się ich pozbyć. Są dość niebezpieczni, przydasz się bardzo. Nie wiadomo, czy kogoś nie postrzelą, a ty jak coś możesz ich wyratować. Twoje zdolności się przydadzą. Ubieraj garnitur, czekam na dole z ekipą. Mamy być na miejscu za godzinę, będziemy tam czekać do wieczora, gdyby mieli zjawić się wcześniej i coś kombinowali. - powiedział.
- Zjem i będę. Nie wyjdę bez śniadania, bo nie będę miał siły. Czekajcie na dole, jak coś zadzwoń. Zaraz się ubiorę. - odpowiedział mu.
Blondyn wyszedł z kuchni, wpadając na brązowowłosego. Prychnął na niego i przeszedł obok niego, trącając go bardzo mocno swoim barkiem, co spowodowało, że Eren zachwiał się na nogach. Wszedł po chwili do kuchni i podrapał się po karku.
- Co się tak właściwie stało? - zapytał. - Uderzył głośno w stół, obudziłem się. - dodał jeszcze.
- Wychodzę z domu. Lepiej, abyś został, a jak gdzieś wychodzisz, nie wracaj z powrotem do rana. To poważne, nie mam czasu. - dodał.
Dokończył jedzenie, a potem poszedł szybko do sypialni, ubierając tam swój garnitur. Włosy zaczesał tak, aby mu nie przeszkadzały. Eren wydawał się jednak nie odpuścić. Stanął mu w drzwiach do pokoju, kiedy ten miał wyjść. Czerwonowłosy popatrzył na niego poważnie.
- Odejdź, nie przeszkadzaj mi.
- Co on chciał? On chyba jest kolegą Rina, widziałem go raz z nim. - powiedział. - Kagami, co się dzieje.
- Nie mam czasu, posłuchaj się mnie i zaufaj. Po prostu zaufaj. Wychodzę. - odpowiedział mu.
Złapał ramiona Erena i przesunął go delikatnie, aby nie zrobić mu krzywdy. Broń zapewniała yakuza, o to nie musiał się martwić. Wziął telefon, a potem wyszedł z domu, zamykając za sobą drzwi. Wbiegł do windy, a kiedy zjechał na dół, zauważył stojącego obok Katsukiego, opierającego się o ścianę. Gdy go zauważył, odepchnął się nogą, a dwójka wsiadła do dużego, czarnego jeepa. On i blondyn usiedli na tyle auta, podobnie jak druga część grupy. Dwie osoby zasiadły w kokpicie kierowcy. Odjechali spod domu, kierując się na magazyny.
_______________________________________
- Co się tak właściwie stało? - zapytał. - Uderzył głośno w stół, obudziłem się. - dodał jeszcze.
- Wychodzę z domu. Lepiej, abyś został, a jak gdzieś wychodzisz, nie wracaj z powrotem do rana. To poważne, nie mam czasu. - dodał.
Dokończył jedzenie, a potem poszedł szybko do sypialni, ubierając tam swój garnitur. Włosy zaczesał tak, aby mu nie przeszkadzały. Eren wydawał się jednak nie odpuścić. Stanął mu w drzwiach do pokoju, kiedy ten miał wyjść. Czerwonowłosy popatrzył na niego poważnie.
- Odejdź, nie przeszkadzaj mi.
- Co on chciał? On chyba jest kolegą Rina, widziałem go raz z nim. - powiedział. - Kagami, co się dzieje.
- Nie mam czasu, posłuchaj się mnie i zaufaj. Po prostu zaufaj. Wychodzę. - odpowiedział mu.
Złapał ramiona Erena i przesunął go delikatnie, aby nie zrobić mu krzywdy. Broń zapewniała yakuza, o to nie musiał się martwić. Wziął telefon, a potem wyszedł z domu, zamykając za sobą drzwi. Wbiegł do windy, a kiedy zjechał na dół, zauważył stojącego obok Katsukiego, opierającego się o ścianę. Gdy go zauważył, odepchnął się nogą, a dwójka wsiadła do dużego, czarnego jeepa. On i blondyn usiedli na tyle auta, podobnie jak druga część grupy. Dwie osoby zasiadły w kokpicie kierowcy. Odjechali spod domu, kierując się na magazyny.
_______________________________________
- Tygrys! Za osłonę! - krzyknął nagle Katsuki.
Czerwonowłosy wskoczył za ścianę, kiedy zaczął się wrogi ostrzał. Towarzyszyło temu klnięcie przeciwników, jak i sojuszników. Część z yakuzy Dakashi zdołała się ukryć, jednak dwie osoby padły na ziemię całe we krwi. Wtedy też Kagami, pseudonim Tygrys, przesprintował do najbliższej osłony przy rannych. Przyciągnął ich do siebie za kończyny i w przeciągu kilku minut ci obudzili się, choć byli wyczerpani.
- Dziękuję ci, boże... - szepnął jeden z nich. - Stawiam ci piwo... - dodał jeszcze.
Kagami uśmiechnął się i uderzył go w ramię ku pokrzepieniu.
- Chowajcie się i czekajcie, niech strzelają jak głupi, Explosion czeka na odpowiednią chwilę. - poinformował ich.
- Kurwa! Amunicja! - krzyknął przeciwnik.
- Nie ma! - odpowiedział kolejny.
- Brać ręczną i na nich! - wrzasnął.
- No to mamy chwilę... - zaśmiał się Kagami.Katsuki uniósł dłoń do góry, a wtedy użył zdolności wybuchu, informując swoją yakuzę o ataku. Czerwonowłosy złapał za siekierę, po czym ruszył biegiem na przeciwników. Atakował ich w boki ciała, aby mieli problem z odbiciem ataku. Hangar stał się krwawym polem walki, gdzie z każdej strony bryzgała krew. Po ciężkich chwilach walki, Kagami odsunął się na bok, kucając przy ścianie, cały we krwi. Splunął na bok, dostał kilka razy bronią tępą, typu kije bejsbolowe. Nie mógł zaprzeczyć, ból był duży, a mu samemu zajmie dużo czasu regeneracja tego wszystkiego. Strzelił karkiem, patrząc na walczącą yakuzę. Obiecał Katsukiemu, że zawsze mu pomoże, choć za każdym razem ryzykował swoim życiem i bólem... No ale, czego nie robi się dla przyjaciół.
- Obrzydliwe... - mruknął lekko zdeformowanym głosem, widząc krew na swoim garniturze. - Doprawdy obrzydliwe... -warknął.
Wstał spod ściany, a jego broń zapłonęła intensywnym, złoto-czerwonym płomieniem. Wyszedł zza osłony, kierując się wolnym krokiem w stronę przeciwników. Ci rzucali w niego kamieniami, nożami, czym popadło. Jednak odbijało się to od dziwnej, złoto-przeźroczystej bariery. Kagami zaśmiał się nieco psychopatycznie, otworzył szeroko oczy, a po chwili znalazł się obok przeciwników i jednym, szybkim ruchem ściął jednemu z nich głowę.
- Ktoś jeszcze chętny? - zaśmiał się głośno. - No dalej! Odpalcie maszynę odkupienia! Cierpienie takich jak wy musi się odbyć! - wrzasnął, po czym broń mężczyzny mocniej zapłonęła.
Przeciwnicy yakuzy Dakashi wycofali się o kilka kroków, a potem wrzasnęli, gdy zauważyli, że wokół nich oraz Kagamiego utworzył się krąg ognia. Mężczyzna zaśmiał się cicho, po czym przejechał kciukiem po swojej dolnej wardze, ściągając jakąś kroplę krwi. Podrzucił siekierą, a potem z kręgu powstała kopuła. Zaczęła robić się coraz mniejsza i mniejsza, aż pochłonęła ofiary oraz Kagamiego. Yakuza wpatrywała się w to w szoku, jednak po chwili Katsuki zaśmiał się.
- No nie strasz już ich! Chodź tu, Tygrysie! - krzyknął.
Kopuła została pochłonięta przez ciało czerwonowłosego, a ten machnął do kompanów walki. Mężczyźni rzucili się na niego, śmiejąc się cicho.
- Wracamy. - podsumował szybko Katsuki.
_______________________________________
Kagami stanął przed drzwiami mieszkania, myśląc, jak wytłumaczy te siniaki na twarzy i poranione ciało? Czy on go w ogóle posłuchał i został w domu? Głęboko w to liczył. Otworzył drzwi, rozglądając się, a potem zamknął je za sobą. Zdjął buty, rozwiązał krawat, czując, jak rany jakie miał na ciele, zaczynają piec.
- Cholera... - szepnął cicho.
Po chwili w przedpokoju pojawił się Eren, który wyleciał z kuchni jak głupi. Widząc Kagamiego, wpatrywał się chwilę w niego, nie wiedząc, co miał powiedzieć. Tak samo wyglądał czerwonowłosy. Patrzył na niego dłuższą chwilę, nie mówiąc ani słowa.
- Co ci się stało? - zapytał go brązowowłosy.
- Nic, zostaw mnie. - odpowiedział. - Nie patrz na mnie nawet teraz. - dodał jeszcze.
Od razu szybkim krokiem poszedł do łazienki, zamykając za sobą drzwi, nie na kluczyk. Zdjął garnitur, stojąc przed lustrem w bokserkach. Był cały w siniakach, w wielu miejscach miał rany z których wyciekała krew, a część z nich lekko zagoiła się pod wpływem jego zdolności. Nie było opcji, aby wyleczył to przez noc, zajmie to z dwa dni... Dotknął krwawiącego nosa, w który dostał z kija bejsbolowego od jednego z facetów. Nie wiedział czy był złamany czy nie... Zbliżył twarz do lusterka, patrząc na niego z bliska. Wtedy drzwi otworzyły się z hukiem, aż podskoczył. Widząc Erena, odwrócił od razu głowę i resztę ciała. Całe plecy miał w siniakach po broni tępej.
- Powiedziałem nie patrz i zostaw mnie. - powiedział szybko Kagami.
- Nie gadaj. Siadaj na dupie i się kurwa nie ruszaj. - warknął do niego. Wziął apteczkę, jaka była w szafce w łazience i złapał ramię współlokatora, siłą sadzając go na brzegu wanny. Kagami odsunął go od siebie, wycierając nadgarstkiem krew z nosa. Spojrzał w bok, a potem na niego.
- Nie chcę, abyś na mnie patrzył teraz. Sam bym to zrobił. - mruknął do niego.
- Pierdol pierdol, ja posłucham. Zabieraj tą rękę. - odpowiedział mu Eren. - Możesz mi nie mówić, co się stało, daj sobie tylko pomóc. - dodał.
Kagami wpatrywał się w niego chwilę, a potem zabrał dłoń. Złotooki lekko ujął jego twarz w dłonie, uważnie ją oglądając, a potem wziął waciki namoczone w wodzie utlenionej i wytarł rany na jego twarzy. Czerwonowłosy syknął cicho.
- No, nie ruszaj się. - powiedział.
Kagami wpatrywał się w skupioną, nieco zawiedzioną twarz Erena. Chciał mu pomóc, tak jak on chciał, aby pozostał w nieświadomym bezpieczeństwie. Co jak powie za dużo... Katsuki zabronił mówić komukolwiek o yakuzie, ale... Może powinien mu zaufać? Przecież... Przecież oni nie byli chyba sobie tacy obcy... Ta demonica mówiła, że się znają, może tak było...
- Yakuza. - powiedział nagle czerwonowłosy.
- Co yakuza? Jaka yakuza? - zapytał.
- Pomagam czasami yakuzie. - odpowiedział. - Katsuki do niej należy. Temu tutaj był. Dzięki leczącym zdolnościom i dużej sile przydaję się tam.
- I czemu nie chciałeś mi tego powiedzieć?
- Bo nie chcę, aby komuś stała się przeze mnie krzywda. Prosili mnie, abym nie mówił, ale mogę ci chyba zaufać. - mruknął. - Zostaw to po prostu dla siebie...
Eren zatrzymał się na chwilę, patrząc na Kagamiego. Uśmiechnął się potem lekko, pokręcił głową i wrócił do odkażania jego ran. Trochę tego było, bo na podłodze zebrało się sporo wacików oraz papierkach po plastrach. Obaj mężczyźni siedzieli w łazience, a jedyne co im towarzyszyło to światło księżyca oraz apteczka. Ich spojrzenia raz co raz się spotykały, przez co czas chwilowo zdawał się przytrzymywać....
- Dziękuję ci, boże... - szepnął jeden z nich. - Stawiam ci piwo... - dodał jeszcze.
Kagami uśmiechnął się i uderzył go w ramię ku pokrzepieniu.
- Chowajcie się i czekajcie, niech strzelają jak głupi, Explosion czeka na odpowiednią chwilę. - poinformował ich.
- Kurwa! Amunicja! - krzyknął przeciwnik.
- Nie ma! - odpowiedział kolejny.
- Brać ręczną i na nich! - wrzasnął.
- No to mamy chwilę... - zaśmiał się Kagami.Katsuki uniósł dłoń do góry, a wtedy użył zdolności wybuchu, informując swoją yakuzę o ataku. Czerwonowłosy złapał za siekierę, po czym ruszył biegiem na przeciwników. Atakował ich w boki ciała, aby mieli problem z odbiciem ataku. Hangar stał się krwawym polem walki, gdzie z każdej strony bryzgała krew. Po ciężkich chwilach walki, Kagami odsunął się na bok, kucając przy ścianie, cały we krwi. Splunął na bok, dostał kilka razy bronią tępą, typu kije bejsbolowe. Nie mógł zaprzeczyć, ból był duży, a mu samemu zajmie dużo czasu regeneracja tego wszystkiego. Strzelił karkiem, patrząc na walczącą yakuzę. Obiecał Katsukiemu, że zawsze mu pomoże, choć za każdym razem ryzykował swoim życiem i bólem... No ale, czego nie robi się dla przyjaciół.
- Obrzydliwe... - mruknął lekko zdeformowanym głosem, widząc krew na swoim garniturze. - Doprawdy obrzydliwe... -warknął.
Wstał spod ściany, a jego broń zapłonęła intensywnym, złoto-czerwonym płomieniem. Wyszedł zza osłony, kierując się wolnym krokiem w stronę przeciwników. Ci rzucali w niego kamieniami, nożami, czym popadło. Jednak odbijało się to od dziwnej, złoto-przeźroczystej bariery. Kagami zaśmiał się nieco psychopatycznie, otworzył szeroko oczy, a po chwili znalazł się obok przeciwników i jednym, szybkim ruchem ściął jednemu z nich głowę.
- Ktoś jeszcze chętny? - zaśmiał się głośno. - No dalej! Odpalcie maszynę odkupienia! Cierpienie takich jak wy musi się odbyć! - wrzasnął, po czym broń mężczyzny mocniej zapłonęła.
Przeciwnicy yakuzy Dakashi wycofali się o kilka kroków, a potem wrzasnęli, gdy zauważyli, że wokół nich oraz Kagamiego utworzył się krąg ognia. Mężczyzna zaśmiał się cicho, po czym przejechał kciukiem po swojej dolnej wardze, ściągając jakąś kroplę krwi. Podrzucił siekierą, a potem z kręgu powstała kopuła. Zaczęła robić się coraz mniejsza i mniejsza, aż pochłonęła ofiary oraz Kagamiego. Yakuza wpatrywała się w to w szoku, jednak po chwili Katsuki zaśmiał się.
- No nie strasz już ich! Chodź tu, Tygrysie! - krzyknął.
Kopuła została pochłonięta przez ciało czerwonowłosego, a ten machnął do kompanów walki. Mężczyźni rzucili się na niego, śmiejąc się cicho.
- Wracamy. - podsumował szybko Katsuki.
_______________________________________
Kagami stanął przed drzwiami mieszkania, myśląc, jak wytłumaczy te siniaki na twarzy i poranione ciało? Czy on go w ogóle posłuchał i został w domu? Głęboko w to liczył. Otworzył drzwi, rozglądając się, a potem zamknął je za sobą. Zdjął buty, rozwiązał krawat, czując, jak rany jakie miał na ciele, zaczynają piec.
- Cholera... - szepnął cicho.
Po chwili w przedpokoju pojawił się Eren, który wyleciał z kuchni jak głupi. Widząc Kagamiego, wpatrywał się chwilę w niego, nie wiedząc, co miał powiedzieć. Tak samo wyglądał czerwonowłosy. Patrzył na niego dłuższą chwilę, nie mówiąc ani słowa.
- Co ci się stało? - zapytał go brązowowłosy.
- Nic, zostaw mnie. - odpowiedział. - Nie patrz na mnie nawet teraz. - dodał jeszcze.
Od razu szybkim krokiem poszedł do łazienki, zamykając za sobą drzwi, nie na kluczyk. Zdjął garnitur, stojąc przed lustrem w bokserkach. Był cały w siniakach, w wielu miejscach miał rany z których wyciekała krew, a część z nich lekko zagoiła się pod wpływem jego zdolności. Nie było opcji, aby wyleczył to przez noc, zajmie to z dwa dni... Dotknął krwawiącego nosa, w który dostał z kija bejsbolowego od jednego z facetów. Nie wiedział czy był złamany czy nie... Zbliżył twarz do lusterka, patrząc na niego z bliska. Wtedy drzwi otworzyły się z hukiem, aż podskoczył. Widząc Erena, odwrócił od razu głowę i resztę ciała. Całe plecy miał w siniakach po broni tępej.
- Powiedziałem nie patrz i zostaw mnie. - powiedział szybko Kagami.
- Nie gadaj. Siadaj na dupie i się kurwa nie ruszaj. - warknął do niego. Wziął apteczkę, jaka była w szafce w łazience i złapał ramię współlokatora, siłą sadzając go na brzegu wanny. Kagami odsunął go od siebie, wycierając nadgarstkiem krew z nosa. Spojrzał w bok, a potem na niego.
- Nie chcę, abyś na mnie patrzył teraz. Sam bym to zrobił. - mruknął do niego.
- Pierdol pierdol, ja posłucham. Zabieraj tą rękę. - odpowiedział mu Eren. - Możesz mi nie mówić, co się stało, daj sobie tylko pomóc. - dodał.
Kagami wpatrywał się w niego chwilę, a potem zabrał dłoń. Złotooki lekko ujął jego twarz w dłonie, uważnie ją oglądając, a potem wziął waciki namoczone w wodzie utlenionej i wytarł rany na jego twarzy. Czerwonowłosy syknął cicho.
- No, nie ruszaj się. - powiedział.
Kagami wpatrywał się w skupioną, nieco zawiedzioną twarz Erena. Chciał mu pomóc, tak jak on chciał, aby pozostał w nieświadomym bezpieczeństwie. Co jak powie za dużo... Katsuki zabronił mówić komukolwiek o yakuzie, ale... Może powinien mu zaufać? Przecież... Przecież oni nie byli chyba sobie tacy obcy... Ta demonica mówiła, że się znają, może tak było...
- Yakuza. - powiedział nagle czerwonowłosy.
- Co yakuza? Jaka yakuza? - zapytał.
- Pomagam czasami yakuzie. - odpowiedział. - Katsuki do niej należy. Temu tutaj był. Dzięki leczącym zdolnościom i dużej sile przydaję się tam.
- I czemu nie chciałeś mi tego powiedzieć?
- Bo nie chcę, aby komuś stała się przeze mnie krzywda. Prosili mnie, abym nie mówił, ale mogę ci chyba zaufać. - mruknął. - Zostaw to po prostu dla siebie...
Eren zatrzymał się na chwilę, patrząc na Kagamiego. Uśmiechnął się potem lekko, pokręcił głową i wrócił do odkażania jego ran. Trochę tego było, bo na podłodze zebrało się sporo wacików oraz papierkach po plastrach. Obaj mężczyźni siedzieli w łazience, a jedyne co im towarzyszyło to światło księżyca oraz apteczka. Ich spojrzenia raz co raz się spotykały, przez co czas chwilowo zdawał się przytrzymywać....
Ilość słów: 2976



Komentarze
Prześlij komentarz