#7 Od Erena do Kagamiego
Czas: wieczór.
Miejsce: apartament Kagamiego i Erena.
P.o.v.: autor.
Miejsce: apartament Kagamiego i Erena.
P.o.v.: autor.
Dzień dobiegał końca. Słońce zaczęło powoli chować się za horyzontem, ustępując miejsca ksieżycowi i towarzyszącym mu gwiazdom.
Po powrocie czerwonowłosego z pracy, obaj meżczyźni spędzili miło wieczór na zwykłych, przyjacielskich pogaduchach. Odkąd Eren się tu wprowadził, on i Kagami stali się sobie o wiele bliżsi. Teraz, brunet bez wahania mógłby nazwać go swoim przyjacielem, i miał szczerą nadzieję, że z wzajemnością. Przez powtarzaną każdego dnia rutynę, spędzaniu ze sobą czasu dzień w dzień, poznawaniu swoich nawyków i dziwactw, a także toczeniu licznych wojen w próbie obudzenia siebie nawzajem, granica ''nieznajomych'' pomiędzy nimi powoli zaczęła zanikać. Eren uważał to za coś dobrego, że się dogadują, skoro razem mieszkają pod jednym dachem i widują siebie codziennie.
Po powrocie czerwonowłosego z pracy, obaj meżczyźni spędzili miło wieczór na zwykłych, przyjacielskich pogaduchach. Odkąd Eren się tu wprowadził, on i Kagami stali się sobie o wiele bliżsi. Teraz, brunet bez wahania mógłby nazwać go swoim przyjacielem, i miał szczerą nadzieję, że z wzajemnością. Przez powtarzaną każdego dnia rutynę, spędzaniu ze sobą czasu dzień w dzień, poznawaniu swoich nawyków i dziwactw, a także toczeniu licznych wojen w próbie obudzenia siebie nawzajem, granica ''nieznajomych'' pomiędzy nimi powoli zaczęła zanikać. Eren uważał to za coś dobrego, że się dogadują, skoro razem mieszkają pod jednym dachem i widują siebie codziennie.
Nie mógł jednak powiedzieć tego samego o bracie Kagamiego - Behemocie. Z tym małym szczylem sytuacja była zupełnie inna. Mimo, że złotooki próbował jakoś do niego dotrzeć i złapać z nim kontakt, blondas za każdym razem go odpychał i, jakby się wydawało, wręcz nim gardził. No, a przynajmniej bardzo za nim nie przepadał. Czemu? Brunet sam nie mógł doszukać się odpowiedzi na to pytanie. Jednak z czasem, nastawienie Behemotha zaczęło go irytować, a niekiedy nawet i wkurwiać. Oczywiście, że nie dał tego po sobie poznać, w szczególności ze względu na to, że jest bratem Kagamiego, lecz wkurzało go niezmiernie to, że ten mały, przebiegły szczyl obserwował każdy jego ruch i tylko czekał aż się potknie.
Nie kłamiąc, to było dla Erena dodatkowym stresem i kolejną przeszkodą, którą musiał unikać za wszelką cenę. A przynajmniej tak było w jego głowie. Mianowicie, złotooki starał się kontrolować jak tylko może, żeby ci dwaj nie ogarneli, że coś jest z nim nie tak. Kiedy był przy nich, starał się powstrzymywać niemalże każdą zmianę osobowości, by tylko on, jako host, został we ''froncie'', czyli obecnej świadomości. Nie chciał, by żadne z aktualnie goszczących w jego głowie usposobień ukazało się i powiedziało za dużo. To nie tak, że im nie ufał, bo w rzeczywistości mógł na nich polegać bardziej niż na ''samym sobie'', lecz sam ich styl bycia i charakter są zupełnie inne niż jego. Gdyby się pokazali, to od razu byłoby widać, że coś jest na rzeczy, a właśnie tego starał się unikać. Nie mógł też im kazać, by udawali jego za każdym razem, kiedy są ''obecni we froncie''. To byłoby nie w porządku wobec nich, więc... Nie miał wyboru. Nie wiedział, co innego może zrobić w tym momencie, a powiedzenie tego Kagamiemu, i ewentualnie jego bratu, nie wchodziło w grę, przynajmniej narazie. Za bardzo się bał, i jeszcze im aż tak nie ufał. Sama myśl o tym, co mogliby o nim wtedy pomyśleć... Sam wzrok, którym mogliby na niego wtedy spojrzeć, przerażała go do cna i wręcz kazała mu milczeć. Lecz ukrywanie tego nie było wcale takie łatwe, biorąc pod uwagę ostre bóle głowy i tak zwane ''odpływanie'', które temu towarzyszą za każdym razem. A im cześciej to robił, tym ból się nasilał i później musiał za to płacić. Szczególnie, że po wprowadzeniu się do Kagamiego, jego objawy się nieco nasiliły i częściej miewa bóle głowy.
Nie kłamiąc, to było dla Erena dodatkowym stresem i kolejną przeszkodą, którą musiał unikać za wszelką cenę. A przynajmniej tak było w jego głowie. Mianowicie, złotooki starał się kontrolować jak tylko może, żeby ci dwaj nie ogarneli, że coś jest z nim nie tak. Kiedy był przy nich, starał się powstrzymywać niemalże każdą zmianę osobowości, by tylko on, jako host, został we ''froncie'', czyli obecnej świadomości. Nie chciał, by żadne z aktualnie goszczących w jego głowie usposobień ukazało się i powiedziało za dużo. To nie tak, że im nie ufał, bo w rzeczywistości mógł na nich polegać bardziej niż na ''samym sobie'', lecz sam ich styl bycia i charakter są zupełnie inne niż jego. Gdyby się pokazali, to od razu byłoby widać, że coś jest na rzeczy, a właśnie tego starał się unikać. Nie mógł też im kazać, by udawali jego za każdym razem, kiedy są ''obecni we froncie''. To byłoby nie w porządku wobec nich, więc... Nie miał wyboru. Nie wiedział, co innego może zrobić w tym momencie, a powiedzenie tego Kagamiemu, i ewentualnie jego bratu, nie wchodziło w grę, przynajmniej narazie. Za bardzo się bał, i jeszcze im aż tak nie ufał. Sama myśl o tym, co mogliby o nim wtedy pomyśleć... Sam wzrok, którym mogliby na niego wtedy spojrzeć, przerażała go do cna i wręcz kazała mu milczeć. Lecz ukrywanie tego nie było wcale takie łatwe, biorąc pod uwagę ostre bóle głowy i tak zwane ''odpływanie'', które temu towarzyszą za każdym razem. A im cześciej to robił, tym ból się nasilał i później musiał za to płacić. Szczególnie, że po wprowadzeniu się do Kagamiego, jego objawy się nieco nasiliły i częściej miewa bóle głowy.
No, ale zrzućmy to na razie na bok. To był wyjątkowo gorący dzień. Nawet wieczorem temperatura była wysoka, a powietrze było suche. Wszędzie było parno i duszno, więc większość okien w domu musiała być otwarta, by wnieść choć trochę świeżego powietrza do pokoi.
Eren siedział aktualnie przy biurku, robiąc coś na swoim komputerze. Chłopak odetchnął głęboko, spoglądając na pustą szklankę po wodzie, stojącą na podkładce obok jego ręki. Nie zastanawiając się długo, złotooki wstał z krzesła, a następnie skierował się prosto do kuchni, by nalać sobie trochę świeżej, zimnej wody wraz z lodem na ochłodę. Kiedy wrócił do swojego pokoju, po zamknięciu drzwi, zastał zasunięte do blatu krzesło, którego on definitywnie wcześniej nie zasuwał. To wydało się dla niego nieco dziwne, lecz postanowił to po prostu zbagatelizować i zwalić winę na problemy z pamięcią. Jednak, gdy stawiał szklankę na stole, zauważył leżące obok podkładki zdjęcie, które na pierwszy rzut oka wydawało się być zrobione i wywołane za pomocą instaxa. Eren zmarszczył brwi, zdezorientowany i zmieszany, a potem wziął fotkę do ręki i obrócił ją o 180 stopni. Ukazana na niej była sylwetka półnagiego Kagamiego, który właśnie zdejmował swoją koszulkę, co wręcz zaskoczyło bruneta. Skąd takie zdjęcie się u niego wzięło? Nie pamięta, żeby je robił. Po co miałby je w ogóle robić? Zaraz, przecież on nawet nie ma instaxa!
Zmieszany, patrzył się chwilę na zdjęcie, obracając je w dłoni, a potem zwrócił się do śpiącego na łóżku Ayato, budząc go.
Eren: Ej, wstawaj. - powiedział ciszej, lekko go trzęsąc i drapiąc po grzbiecie.
Ayato: Mmm... Spać... - mruknął, zaspany.
Eren: No wstawaj no. To zajmie tylko chwilkę.
Ayato: Mm, co? - wilk otworzył w końcu oczy, przenosząc wzrok na swojego właściciela.
Eren: Czy widziałeś, żeby ktoś z nas robił to zdjęcie? - brunet pokazał zdjęcie dla swojego zwierzaka, lekko się nad nim pochylając.
Ayato: Co? Co to jest? Od kiedy kolekcjonujesz nudesy facetów, Eren?
Eren: Ayato... - złotooki rzekł, nieco podirytowany, i przewrócił oczami.
Ayato: Nie... Nie pamiętam, żebyś je robił.
Eren: Tsh... Stawiam, że to robota tego szczyla. Ale... Po co? Czemu? Co? Eh... - ciemnowłosy machnął ręką, odkładając zdjęcie gdzieś w kąt.
Eren siedział aktualnie przy biurku, robiąc coś na swoim komputerze. Chłopak odetchnął głęboko, spoglądając na pustą szklankę po wodzie, stojącą na podkładce obok jego ręki. Nie zastanawiając się długo, złotooki wstał z krzesła, a następnie skierował się prosto do kuchni, by nalać sobie trochę świeżej, zimnej wody wraz z lodem na ochłodę. Kiedy wrócił do swojego pokoju, po zamknięciu drzwi, zastał zasunięte do blatu krzesło, którego on definitywnie wcześniej nie zasuwał. To wydało się dla niego nieco dziwne, lecz postanowił to po prostu zbagatelizować i zwalić winę na problemy z pamięcią. Jednak, gdy stawiał szklankę na stole, zauważył leżące obok podkładki zdjęcie, które na pierwszy rzut oka wydawało się być zrobione i wywołane za pomocą instaxa. Eren zmarszczył brwi, zdezorientowany i zmieszany, a potem wziął fotkę do ręki i obrócił ją o 180 stopni. Ukazana na niej była sylwetka półnagiego Kagamiego, który właśnie zdejmował swoją koszulkę, co wręcz zaskoczyło bruneta. Skąd takie zdjęcie się u niego wzięło? Nie pamięta, żeby je robił. Po co miałby je w ogóle robić? Zaraz, przecież on nawet nie ma instaxa!
Zmieszany, patrzył się chwilę na zdjęcie, obracając je w dłoni, a potem zwrócił się do śpiącego na łóżku Ayato, budząc go.
Eren: Ej, wstawaj. - powiedział ciszej, lekko go trzęsąc i drapiąc po grzbiecie.
Ayato: Mmm... Spać... - mruknął, zaspany.
Eren: No wstawaj no. To zajmie tylko chwilkę.
Ayato: Mm, co? - wilk otworzył w końcu oczy, przenosząc wzrok na swojego właściciela.
Eren: Czy widziałeś, żeby ktoś z nas robił to zdjęcie? - brunet pokazał zdjęcie dla swojego zwierzaka, lekko się nad nim pochylając.
Ayato: Co? Co to jest? Od kiedy kolekcjonujesz nudesy facetów, Eren?
Eren: Ayato... - złotooki rzekł, nieco podirytowany, i przewrócił oczami.
Ayato: Nie... Nie pamiętam, żebyś je robił.
Eren: Tsh... Stawiam, że to robota tego szczyla. Ale... Po co? Czemu? Co? Eh... - ciemnowłosy machnął ręką, odkładając zdjęcie gdzieś w kąt.
Ayato: Mm, czuję, że coś się święci... Może być ciekawie.
Eren: Tiaa... - przytaknął, nie podzielając jego entuzjazmu.
Eren: Tiaa... - przytaknął, nie podzielając jego entuzjazmu.
_________________________________________________________________________________
Czas: kolejny dzień, noc.
Miejsce: łazienka.
P.o.v.: autor.
Miejsce: łazienka.
P.o.v.: autor.
Bum! Drzwi od łazienki nagle zatrzasnęły się tuż przed twarzą Erena, aż ten podskoczył, a nastepnie zamarł w miejscu. Pierwszy raz widział Kagamiego w takim stanie. Wydawał się być jakby... Wkurzony? Podirytowany? Zły? Nieee, zły może nie, ale... Wyglądało to na to, jakby nie chciał z nim rozmawiać. Dodatkowo był mocno poobijany. Co mu się stało? Czy wdał się w jakaś bójkę? Ktoś mu coś zrobił? Te pytania nieustannie krażyły w głowie złotookiego. Już miał łapać za klamkę i wchodzić do łazienki, lecz zawahał się i nagle odsunał rękę. Czy na pewno powinien tam wchodzić? Może powinien go zostawić samemu? Ale... Kurde, martwi się o niego. I, nie kłamiąc, jest cholernie ciekawy tego, co się stało. Ale, czy na pewno powinien... Dooobraa! Jebać! Nie ma to tamto! Nikt nie będzie mu drzwi przed nosem zamykał!
Eren: Ja mu kurwa dam, tak mnie zlewać. - szepnął do siebie, a następnie otworzył drzwi z hukiem.
Eren: Ja mu kurwa dam, tak mnie zlewać. - szepnął do siebie, a następnie otworzył drzwi z hukiem.
Kiedy brunet otworzył drzwi, Kagami podskoczył z zaskoczenia i niemalże od razu odwrócił wzrok, zasłaniając się dodatkowo ręką.
Kagami: Zostaw mnie. Nie chcę, abyś teraz na mnie patrzył. - rzucił szybko, wciaż odwracając wzrok.
Eren: Nie obchodzi mnie to. Siadaj. - złotooki powiedział stanowczo, kładąc rękę na ramieniu czerwonowłosego, próbując zmusić go do podejścia do wanny.
Kagami: Eren-
Eren: Siadaj, powiedziałem. - rzekł ponownie.
Kagami: Eren-
Eren: Siadaj, powiedziałem. - rzekł ponownie.
Ciemnowłosy siłą usadził Kagamiego na brzegu wanny, a następnie wyjął apteczkę z szafki pod zlewem. Jednak, gdy miał już znowu do niego podejść, czerwonooki wystawił rękę do przodu, odsuwając go, a drugą zasłaniając swoją twarz i wycierając lecącą krew z nosa.
Kagami: Nie chcę, być na mnie teraz patrzył, rozumiesz? Sam bym to zrobił.
Eren: Nie pierdol i zabieraj tę rękę. - brunet burknął, łapiąc nadgarstek Kagi w swoją dłoń.
Oboje spojrzeli sobie w oczy, w ciszy, a światło ksieżyca wbiło się do pomieszczenia przez okno, oświetlając ich oboje swoim blaskiem.
Eren: Kagami... Nie musisz mi nic mówić. Po prostu daj mi tobie pomóc...
Po paru kolejnych sekunach wpatrywania się sobie w oczy, Kagami powoli zabrał swoje ręce, obracając swoją twarz nieco w bok i pozwalając Erenowi opatrzeć swoje rany. Ciemnowłosy potrzedł bliżej czerwonookiego, odkładając apteczkę na bok i ujmując jego twarz w swoje obie ręce.
Eren: Spójrz na mnie. - wyszeptał, obracając jego twarz, delikatnie muskając go po skórze. - Ja pierdole... Kto śmiał ci coś takiego zrobić... - ponownie szepnął, jakby do siebie.
Następnie, chłopak wziął waciki z wodą utlenioną i zaczął delikatnie ocierać jego rany na twarzy, wciaż trzymajac jego policzek swoją dłonią, lekko unosząc jego głowę ku górze.
Eren: Kagami... Nie musisz mi nic mówić. Po prostu daj mi tobie pomóc...
Po paru kolejnych sekunach wpatrywania się sobie w oczy, Kagami powoli zabrał swoje ręce, obracając swoją twarz nieco w bok i pozwalając Erenowi opatrzeć swoje rany. Ciemnowłosy potrzedł bliżej czerwonookiego, odkładając apteczkę na bok i ujmując jego twarz w swoje obie ręce.
Eren: Spójrz na mnie. - wyszeptał, obracając jego twarz, delikatnie muskając go po skórze. - Ja pierdole... Kto śmiał ci coś takiego zrobić... - ponownie szepnął, jakby do siebie.
Następnie, chłopak wziął waciki z wodą utlenioną i zaczął delikatnie ocierać jego rany na twarzy, wciaż trzymajac jego policzek swoją dłonią, lekko unosząc jego głowę ku górze.
---
Po krótkich wyjaśnieniach i opatrzeniu twarzy czerwonowłosego, Eren zaczął zjeżdżać wacikami do szyi Kagamiego, oczyszczając ją z zaschniętej już krwi. Jego druga ręka powędrowała zaś do jego ramienia, stabilizując swoją postawę, gdy ten kucnął przed nim. Gdy brunet ponownie wymieniał wacik i miał już zjechać do jego torsu, Kagami złapał go za rękę, patrząc mu w oczy.
Kagami: Starczy, już poradzę sobie...
Eren: Shh. - chlopak uciszył go, kładąc mu palec na ustach. - Już wystarczająco dziś zrobiłeś... - dodał, z lekkim uśmiechem.
Po tym, Eren zaczął oczyszczać i opatrywać rany na klatce piersiowej czerwonowłosego, a jego ręka, która znajdowała się na ramieniu chłopaka, zjechała do jego bicepsu, by podtrzymać swoją równowagę. Kagami wpatrywał się uważnie w ciemnowłosego, który w skupieniu oczyszczał jego rany. Lecz nagle, kiedy Eren chciał wziąć kolejny wacik, niechcący uderzył apteczkę ręką. Pudełko upadło z lekkim hukiem na podłogę, a z jego wnętrza wyleciały toczące się w owalnym opakowaniu tabletki. Brązowowłosy zmarszczył brwi nieco, przenosząc wzrok na pudełeczko, które wkrótce wziął w swoje ręce, czytając jego etykietę.
Eren: Kagami, masz problemy ze snem? - zapytał brunet, rozpoznając leki, które niegdyś brał on i jego brat.
Po krótkich wyjaśnieniach i opatrzeniu twarzy czerwonowłosego, Eren zaczął zjeżdżać wacikami do szyi Kagamiego, oczyszczając ją z zaschniętej już krwi. Jego druga ręka powędrowała zaś do jego ramienia, stabilizując swoją postawę, gdy ten kucnął przed nim. Gdy brunet ponownie wymieniał wacik i miał już zjechać do jego torsu, Kagami złapał go za rękę, patrząc mu w oczy.
Kagami: Starczy, już poradzę sobie...
Eren: Shh. - chlopak uciszył go, kładąc mu palec na ustach. - Już wystarczająco dziś zrobiłeś... - dodał, z lekkim uśmiechem.
Po tym, Eren zaczął oczyszczać i opatrywać rany na klatce piersiowej czerwonowłosego, a jego ręka, która znajdowała się na ramieniu chłopaka, zjechała do jego bicepsu, by podtrzymać swoją równowagę. Kagami wpatrywał się uważnie w ciemnowłosego, który w skupieniu oczyszczał jego rany. Lecz nagle, kiedy Eren chciał wziąć kolejny wacik, niechcący uderzył apteczkę ręką. Pudełko upadło z lekkim hukiem na podłogę, a z jego wnętrza wyleciały toczące się w owalnym opakowaniu tabletki. Brązowowłosy zmarszczył brwi nieco, przenosząc wzrok na pudełeczko, które wkrótce wziął w swoje ręce, czytając jego etykietę.
Eren: Kagami, masz problemy ze snem? - zapytał brunet, rozpoznając leki, które niegdyś brał on i jego brat.
Kagami: Może... - odpowiedział wymijająco.
Eren: Może? Zdajesz sobie sprawę, że to są cholernie mocne leki? Skąd ty je w ogóle masz? Masz kontakt z jakimś lekarzem? - ponownie go zapytał, będąc nieco zmartwiony.
To nie były zwykłe leki z pierwszej lepszej apteki, tylko na prawdę silne, które powinni przepisywać tylko lekarze. Nadal pamiętał jak się po nich czuł i jak bardzo restrykcyjny był jego doktor co do ich dawkowania, więc sama świadomość, że Kagami może je brać, nasunęła brunetowi powód do zmartwienia.
Nie chciał o tym gadać. To jego sprawa, o której wiedziała tylko i wyłącznie Anasca. Nikt inny.
Kagami: Skończyłeś z tymi ranami...?
Kagami: Eren... - mruknął cicho. - Nie śpisz? - zapytał, wchodząc do pokoju i zamknął drzwi za sobą, aby nie obudzić Behemotha.
Jego młodszy brat miał bardzo lekki sen, więc nie chciał, aby potem chodził po domu i nie mógł zasnąć.
Kagami uśmiechnął się lekko, wpatrując się w niego i drapiąc się przy tym po karku. Był zaskoczony, co się działo?
Kagami: Nie wiem, ale... Nagle wszystko widzę lepiej. - szepnął. - Ale... Twoje oczy... One też. - pokazał palcem, przechylając lekko głowę do boku.
Kagami: Szczerze trochę mną buja... Masz rację, zostanę... - powiedział do niego, nadal trzymając jego dłoń.
Kiedy Ayato odezwał się, Kagami wyskoczył do góry, wskakując na blat obok kuchenki. Patrzył na niego w przerażeniu, mając szeroko otwarte oczy. Eren był nieco zdziwiony odpowiedzią Kagamiego, a raczej jego tonem i uprzedzeniem. Lecz doskonale to rozumiał, że nie chciał z nim o tym rozmawiać. Przecież on też chowa przed nim wiele sekretów, więc nie miał nawet zamiaru go naciskać. Nie powiedziałby, że to go zabolało, lecz jednak uświadomiło go to bardziej, że chociaż się zbliżyli do siebie przez te ostatnie tygodnie, to nie są chyba jeszcze na tyle blisko, by otwarcie rozmawiać o takich rzeczach. Cóż, z drugiej strony... Może to i lepiej? Przynajmniej narazie.
Eren: Tak... Tak... - Eren przytaknął, prostując się i wstając. - Um... Jakbyś czegoś potrzebował to daj znać... I... Sorki, że zapytałem... Po prostu... - brunet podrapał się po szyi, w lekkim zmieszaniu, i odwrócił wzrok. - E, nieważne. Dobrej nocy! - uśmiechnął się delikatnie, a następnie wyszedł z łazienki, od razu kierując się do swojego pokoju.
Eren: Tak... Tak... - Eren przytaknął, prostując się i wstając. - Um... Jakbyś czegoś potrzebował to daj znać... I... Sorki, że zapytałem... Po prostu... - brunet podrapał się po szyi, w lekkim zmieszaniu, i odwrócił wzrok. - E, nieważne. Dobrej nocy! - uśmiechnął się delikatnie, a następnie wyszedł z łazienki, od razu kierując się do swojego pokoju.
_________________________________________________________________________________
Czas: jakiś czas później, ta sama noc.
Miejsce: pokój Erena.
P.o.v.: autor.
Miejsce: pokój Erena.
P.o.v.: autor.
Po tym, co się stało w łazience, Eren od razu skierował się do swojego pokoju i poszedł prosto do łóżka. Już od dłuższego czasu miewał problemy ze snem, więc ta noc nie różniła się niczym od pozostałych. Chłopak szamotał się w łóżku, przewracał się z jednego boku na drugi, lecz bezsenność i głosy w jego głowie nie pozwalały mu zasnąć. Próbował je uciszać, lecz nic z tego. Za każdym razem wygladało to tak, jakby oni urządzali sobie tam imprezę akurat wtedy, kiedy on miał zamiar zasnąć. Lecz mimo wszystko, zdążyć już do tego przywyknąć. Tak po prostu wyglądało jego życie i codzienność. Podniósł się więc na ramieniu i sięgnął po leki nasenne, które wkrótce popił wodą, stojącą w małej buteleczce na szafce nocnej. Po tym, chłopak ponownie rzucił się na poduszkę i zaczął czekać aż tabletki zaczął działać, by w końcu oddać się w objęcia Morfeusza.
Natomiast u Kagamiego sytuacja również wyglądała nieciekawie. Mężczyzna szamotał się w łóżku, próbował zasnąć, brał leki - nic nie pomagało. A jak już zasypiał, to budził się z zimnym potem i drżącymi rękoma. W jego głowie przewijały się obrazy z poprzedniego dnia. Ta krew, flaki, odrąbane głowy. To nie tak, że miał z tym styczność pierwszy raz i się tego bał bądź brzydził, po prostu... Takie rzeczy odciskają piętno na duszy i umyśle. Może i jest półbogiem oraz potomkiem króla, ale też jest zwykłym człowiekiem. Jego też dotykają koszmary i przerażające wizje senne. Czerwonowłosy wpatrywał się więc bezsilnie w sufit, próbując wymyślić coś, dzięki czemu będzie mógł zasnąć. W końcu, po tym wszystkim, był wykończony i przyda mu się odpoczynek, w szczególności, że jutro idzie do pracy, i to na dzienną zmianę. Eh... I co on może zrobić? Jak zamyka oczy, to widzi to wszystko przed oczami. Gdyby tylko był tu ktoś przy nim, dzięki któremu udałoby mu się o tym zapomnieć, a przynajmniej przestać o tym myśleć na chwilę... Jedyną osobą, jaka przyszła mu do głowy był... Eren. Ale... Czy on powinien go budzić? Dobra, po prostu do niego zajrzy, później się zastanowi, co zrobi.
I tak, Kagami wstał z łóżka i skierował się do pokoju Erena. Chwilę stał przed drzwiami, wahając się, czy je otworzyć, czy nie, i czy to na pewno dobry pomysł. Jednak po chwili, czerwonooki wziął głęboki wdech i cichutko zapukał, następnie uchylając lekko drzwi, by go nie obudzić. Okazało się jednak, że Eren również nie śpi, tylko przegląda coś w telefonie, czekając aż leki zaczną działać... A przynajmniej miał taką nadzieję. Lecz chłopak nie zauważył ani nie usłyszał Kagamiego, tylko wciąż przewijał telefon.
Natomiast u Kagamiego sytuacja również wyglądała nieciekawie. Mężczyzna szamotał się w łóżku, próbował zasnąć, brał leki - nic nie pomagało. A jak już zasypiał, to budził się z zimnym potem i drżącymi rękoma. W jego głowie przewijały się obrazy z poprzedniego dnia. Ta krew, flaki, odrąbane głowy. To nie tak, że miał z tym styczność pierwszy raz i się tego bał bądź brzydził, po prostu... Takie rzeczy odciskają piętno na duszy i umyśle. Może i jest półbogiem oraz potomkiem króla, ale też jest zwykłym człowiekiem. Jego też dotykają koszmary i przerażające wizje senne. Czerwonowłosy wpatrywał się więc bezsilnie w sufit, próbując wymyślić coś, dzięki czemu będzie mógł zasnąć. W końcu, po tym wszystkim, był wykończony i przyda mu się odpoczynek, w szczególności, że jutro idzie do pracy, i to na dzienną zmianę. Eh... I co on może zrobić? Jak zamyka oczy, to widzi to wszystko przed oczami. Gdyby tylko był tu ktoś przy nim, dzięki któremu udałoby mu się o tym zapomnieć, a przynajmniej przestać o tym myśleć na chwilę... Jedyną osobą, jaka przyszła mu do głowy był... Eren. Ale... Czy on powinien go budzić? Dobra, po prostu do niego zajrzy, później się zastanowi, co zrobi.
I tak, Kagami wstał z łóżka i skierował się do pokoju Erena. Chwilę stał przed drzwiami, wahając się, czy je otworzyć, czy nie, i czy to na pewno dobry pomysł. Jednak po chwili, czerwonooki wziął głęboki wdech i cichutko zapukał, następnie uchylając lekko drzwi, by go nie obudzić. Okazało się jednak, że Eren również nie śpi, tylko przegląda coś w telefonie, czekając aż leki zaczną działać... A przynajmniej miał taką nadzieję. Lecz chłopak nie zauważył ani nie usłyszał Kagamiego, tylko wciąż przewijał telefon.
Jego młodszy brat miał bardzo lekki sen, więc nie chciał, aby potem chodził po domu i nie mógł zasnąć.
Eren: Hm? - brunet mruknął, lekko zdziwony i jakby na wpół-przytomny ze zmęczenia oraz leków. - Nie... Nie mogę zasnąć, a co?
Kagami podszedł bliżej do łóżka, siadając na nim bokiem. Następnie spojrzał w okno, wzdychając cicho, a potem odwrócił całkiem wzrok w stronę chłopaka.
Kagami: Nic... Chcę ciebie przeprosić. Strasznie źle zareagowałem. - powiedział. - Nie lubię tak mówić wobec ludzi... Miałem wrażenie, jakby ciebie to trochę zakuło... - dodał, spoglądając w jego kierunku, a jego oczy lekko świeciły się na czerwono.
Kagami: Nic... Chcę ciebie przeprosić. Strasznie źle zareagowałem. - powiedział. - Nie lubię tak mówić wobec ludzi... Miałem wrażenie, jakby ciebie to trochę zakuło... - dodał, spoglądając w jego kierunku, a jego oczy lekko świeciły się na czerwono.
Eren: Co? - chłopak zmarszczył brwi, z początku nie ogarniając, o co mu chodzi. - Aa... Nie, nie... Nic się nie stało. Nawet się tym nie przejmuj... - ciemnowłosy lekko kiwnął głową, chowając przy tym telefon pod poduszkę.
Kagami: Wolę jednak przeprosić, nie było to w porządku z mojej strony. Wybacz. A co do leków... Kupuję je i biorę prawie codziennie, mam czasami tyle na głowie, że po prostu... Za dużo rozmyślam po nocach, a potem męczą mnie koszmary... - powiedział, wzdychając cicho.
Eren: O matko... Tylko bądź ostrożny, dobrze? Bo... One serio mocno wchodzą i może być nieciekawie... A jeżeli chodzi o koszmary, to zawsze możesz przyjść z tym do... - wtedy, Eren odwrócił głowę i ponownie spojrzał na niego, od razu zauważając jego świecące się krwawą czerwienią oczy. - Kaga... twoje oczy... - brunet przerwał wcześniejszą wypowiedź, zatapiając się wzrokiem w oczach kompana.
Kagami: Nie wiem, ale... Nagle wszystko widzę lepiej. - szepnął. - Ale... Twoje oczy... One też. - pokazał palcem, przechylając lekko głowę do boku.
Eren wciąż patrzył się w ślepia Kagamiego, lecz... Coś mu nie grało. Coś było nie tak, lecz nie wiedział jeszcze co. Wtedy go olśniło... Wszystkie głosy i natłok myśli ucichły w momencie, kiedy tylko spojrzał na niego...
Eren: Cisza... Boże, jak cicho... - szepnął, jakby do siebie, i zmarszczył nieco brwi w zdziwieniu. - Co się dzieje?
Kagami: Właśnie nie wiem... Żadnego szumu w głowie, jakby wszystko zniknęło... - powiedział, drapiąc się po głowie. - Myślisz, że to leki zadziałały już? Tylko, że tak nagle...? - zapytał.
Eren: Nie wiem, ale... Zostań tu... - złotooki wyszeptał, nagle lapiąc go za rękę. - Może uda nam się w końcu zasnąć?
Po tym, Eren przesunął się na drugi koniec łóżka i odsunął dla niego kołdrę. a na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Natomiast Kagami zamrugał oczami, w lekkim zdziwieniu, a potem z uśmiechem przesunął się, kładąc się obok.
Po tym, Eren przesunął się na drugi koniec łóżka i odsunął dla niego kołdrę. a na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Natomiast Kagami zamrugał oczami, w lekkim zdziwieniu, a potem z uśmiechem przesunął się, kładąc się obok.
Kagami: Szczerze trochę mną buja... Masz rację, zostanę... - powiedział do niego, nadal trzymając jego dłoń.
Eren: Widzisz, obecność drugiego człowieka może zdziałać cuda, więc... - ciemnowłosy wymamrotał, zamykając przy tym oczy pod wpływem mulacego działania leku. - Jeśli będziesz mieć z czymś problem to... Jestem tu dla ciebie... Nie musisz się... Zasłaniać... Przede mną... - wymamrotał jeszcze ciszej, powoli odpływając.
Kagami uśmiechnął się na jego słowa i odwrócił się w jego stronę, a następnie, zamknął oczy, próbując zasnąć. Miał taki spokojny oddech. Czuł, że w końcu powoli odpływa, po tylu godzinach mordęgi i trudzenia się. A teraz? Jedno jego spojrzenie wystarczyło, by się uspokoił. Ostatni raz spojrzał przelotnie na chłopaka, który już spał spokojnie, z związanymi uroczą kokardką włosami, którą dostał od swojej siostry, przytulając przy tym poduszkę jak małe dziecko pluszaka. Mężczyzna ponownie uśmiechnął się na ten widok i zamknął oczy, a po chwili usnął, czując spokój... Dawno nie miał tak dobrego snu, bez budzenia się w środku nocy...
_________________________________________________________________________________
Czas: następny dzień, ranek.
Miejsce: apartament.
P.o.v.: autor.
Miejsce: apartament.
P.o.v.: autor.
Nastał kolejny, piękny dzień. Eren obudził się koło ósmej, zauważając, że nie ma obok niego Kagamiego. Potem podniósł się do pozycji siedzącej, marszcząc brwi zaspany, przypominając sobie przy tym wczorajszą noc i ich nocną rozmowę. O dziwo, nie żałował tego. W końcu tak dobrze mu się spało...
Po chwili jednak poczuł miły zapach dochodzący prawdopodobnie z kuchni. Nie wahając się długo, mężczyzna wstał z łóżka i skierował się do pomieszczenia, wyglądając ogólnie rzecz biorąc jakby przeleciało przez niego tornado. Kagami natomiast przygotowywał naleśniki z owocami, a po chwili usłyszał jak do kuchni wchodzi Eren. Za nim jednak, wlazło to zło wcielone, pieso-wilko coś we własnej osobie. Spiął się, a po skórze przeszły ciarki, gdy ten patrzył się we ślepia zwierzęcia.
Kagami: Dobry... Naleśniki, śniadanie. Zjeść chcesz.. Może? - zapytał, mieszając słowa ze strachu przed psami.
Eren: Mm.. Dobry. - szepnął cicho, ochrypłym, porannym głosem, podchodząc bliżej do niego wraz z Ayato, który zaczął wiernie sterczeć tuż obok czerwonowłosego, czekając aż może przypadkiem coś mu spadnie. - Mhm... Z miłą chęcią... - Eren przytaknął, opierając się o kuchenny blat, klepiąc się przy tym po policzkach, by się rozbudzić.
Ayato: Nie bądź Żyd... Daj gryza... - przerośnięty wilk usiadł koło Kagamiego, wpatrując się w niego z machającym się, zamiatającym podłogę ogonem.
Ayato: Nie bądź Żyd... Daj gryza... - przerośnięty wilk usiadł koło Kagamiego, wpatrując się w niego z machającym się, zamiatającym podłogę ogonem.
Kagami: Gada? Pies, jeszcze gadający... Ereeen, boję się psów! - wykrzyknął, patrząc na niego błagalnie. - Dam ci co chcesz, ale odsuń się! - dodał wystraszony.
Eren: Huh? - brunet przeniósł na niego wzrok, marszcząc brwi, lecz kiedy zobaczył reakcję kompana, szybko odsunął swojego zwierzaka od niego.
Ayato: Ale... Ale... Naleśniki...! - wilk desperacko nie odpuszczał z miłości do jedzenia.
Eren: Uspokój się, dam ci potem jednego, dobrze? - ciemnowłosy odsunął go jeszcze dalej, by ten nie rzucił się na Kagę.
Ayato: Dasz? Serio? Serio? Dasz? Dasz? - zaczął podskakiwać w miejscu.
Eren: Tak, dam. Zadowolony?
Ayato: Tak! Naleśniki! Kocham naleśniki! - pies wyrwał się z rąk Erena i zaczął krążyć w okół niego z radości. - Naleśniki! Naleśniki! Dostanę naleśnika!
Eren: Haha! - Eren walnął się w czoło, śmiejąc się pod nosem na reakcję swojego ścierściucha, a następnie przeniósł wzrok na Kagamiego. - Przepraszam za niego. - dodał, złączając dłonie w gest przeprosinowy, lekko chyląc głowę.
Kagami odsapnął, kiedy wilk odszedł od niego, a następnie zszedł z szafki, wziął naleśnika i rzucił go psowi, wciąż lekko drżąc.
Kagami: Brr... Nie szkodzi... - powiedział cicho.
Po chwili, czerwonowłosy skończył przygotowywać naleśniki, i oboje zasiedli do stołu. Behemoth wziął tylko swój talerz, gdy Kaga go zawołał, i wrócił migiem do swojego pokoju, obczajając przelotnie Erena po drodze. Chłopak westchnął na to, ignorując go, i zaczął zajadać się naleśnikami ze swoim przyjacielem. Minęło parę minut, aż nagle, z pokoju brązowowłosego zaczęła wydobywać się dosyć głośna muzyka, która była aktualnie jego dzwonkiem telefonu. Ayato, słysząc to, od razu pobiegł do pokoju i przyniósł swojemu panu jego komórkę, trzymając ja w zębach z machającym się ogonem.
Eren: Ugh... Dzięki. - odparł, wycierając obśliniony ekran o swoje czarne dresy. - Co? Mikasa? O ja pierdole... - Eren nieco wytrzeszczył oczy w zaskoczeniu, gdy zobaczył, kto do niego dzwoni. - Przepraszam na chwilę.
Po tym, mężczyzna odszedł nieco od stolika, odbierając połączenie i wpatrując się przy tym w widok za oknem.
Eren: Halo? - zaczął niepewnie.
Mikasa: H-hej, Eren... Um... Długośmy się nie słyszeli...
Eren: No... Trochę minęło... - odpowiedział, uśmiechając się pod nosem, gdy usłyszał jej głos pierwszy raz od kilku miesięcy.
Mikasa: Ee... Więc... Co tam u ciebie słychać? Wszystko w porządku?
Eren: Tak, powiedzmy, że jest w miarę ok... A jak u ciebie?
Mikasa: Cóż... Nie narzekam... Um... Ale dobra! Przejdźmy do konkretów. Mam sprawę do ciebie. A raczej propozycję... I pytanie.
Eren: Ohoho, zamieniam się z słuch. - zachichotał pod nosem i oparł się plecami o okno, przygryzając wargę z uśmiechem.
Mikasa: A więc...Skoro jesteś już dostępny, że tak powiem... Szef chciał zaproponować ci nowy kontrakt i wznowienie współpracy. I ja mam być waszym pośrednikiem w tej sprawie. Jesteś zainteresowany?
Eren: Hmm... Nowy kontrakt, huh?
Mikasa: Wiesz, nie musisz odpowiadać od razu. Możesz się zastanowić i później dać mi-
Eren: Ok, zgadzam się.
Mikasa: Co? Ale że tak szybko? Eee... O-ok! Także tego... Kiedy chcesz się spotkać? Żeby ustalić szczegóły, oczywiście...
Eren: Mhm. ''Ustalić szczegóły''.
Mikasa: No co?
Eren: Nic, nic.
Mikasa: Ta! Słyszę, że się śmiejesz! Nie śmiej się! I tak jestem już dostatecznie zdenerwowana!
Eren: Czym? Denerwujesz się rozmową ze mną?
Mikasa: No wiesz... Trochę minęło odkąd... No... No wiesz.
Eren: ... - brunet westchnął, a jego uśmiech nieco zgasł. - Dobra, nie gadajmy o tym teraz. Jaka jest twoja propozycja?
Mikasa: Jutro, 12, kawiarnia przy parku.
Eren: Hah, konkretna jak zawsze. Dobra, pasuje mi. Widzimy się jutro.
Mikasa: Tak... To... Do zobaczenia...!
Wtedy, połączenie zostało zakończone, a Eren westchnął głęboko, wpatrując się w ekran telefonu. Napadła go nostalgia przeszłych dni, kiedy byli swoimi najlepszymi przyjaciółmi, rozmawiali prawie że codziennie, a później zaczęli się spotykać, ich pierwszy pocałunek, pierwszy raz...
Ayato: Ooh? Rumienisz się! - chłopak nie zauważył Ayato, który podbiegł do niego i patrzył się na niego z machającym się ogonem. - Spotkasz się z Mikasą? Pójdziemy do Mikasy? Pójdziemy? Pójdziemy? Ona robi takie dobre gofry!
Eren: Może któregoś dnia, Ayato. - brunet pogłaskał psa po głowie i wrócił do stołu, by dokończyć swoje naleśniki. - Sory, musiałem odebrać. - zwrócił się do Kagamiego, mając wciąż lekki uśmiech i rumieniec na twarzy.
Kagami uśmiechnął się, gdy zobaczył te rumieńce na jego policzkach, a potem się zaśmiał.
Ayato: Ooh? Rumienisz się! - chłopak nie zauważył Ayato, który podbiegł do niego i patrzył się na niego z machającym się ogonem. - Spotkasz się z Mikasą? Pójdziemy do Mikasy? Pójdziemy? Pójdziemy? Ona robi takie dobre gofry!
Eren: Może któregoś dnia, Ayato. - brunet pogłaskał psa po głowie i wrócił do stołu, by dokończyć swoje naleśniki. - Sory, musiałem odebrać. - zwrócił się do Kagamiego, mając wciąż lekki uśmiech i rumieniec na twarzy.
Kagami uśmiechnął się, gdy zobaczył te rumieńce na jego policzkach, a potem się zaśmiał.
Kagami: A z kim gadałeś? Z dziewczyną? Rumienisz się strasznie... - zaśmiał się cicho. - Opowiadaj.
Eren: Co? - Eren spojrzał na niego od razu, gdy usłyszał słowo ''dziewczyna'', a na jego policzkach pojawiły się mocniejsze rumieńce. - To znaczy... - powiedział, zakrywając część twarzy i odwracając wzrok. - Nie gadaliśmy ze sobą od paru miesięcy i... Ah, to długa historia. W każdym razie, spotykamy się jutro, bym podpisał nowy kontrakt, więc... Zobaczymy jak wyjdzie.
Eren: Uuuwaaaa! Serio? Musisz mi ją później pokazać! A, i czy ona w ogóle wie, że ty coś do niej ten tego ten? - Eren spojrzał na niego z szerokim uśmiechem i zaciekawieniem. - Hmm... Podwójna randka... W sumie nigdy nie byliśmy na takiej chyba... Brzmi fajnie, chociaż... Chuj wie, jak będzie między nami... O ile w ogóle będzie.
Kagami: Nie wie, ale dużo rozmawiamy i planuję wyznać jej co czuję. Mam jej zdjęcie, kiedy byliśmy razem! Patrz. - powiedział, po czym wyjął telefon, zbliżając go do Erena i pokazując mu ich wspólne zdjęcie. - Byliśmy na jakiejś imprezie z pracy.
Eren: Yooo! Ale wyglądacie słodko razem! - odparł z uśmiechem, patrząc na zdjęcie. - Będę trzymać za ciebie kciuki, stary! Uda ci się! - lekko uderzył go w ramię i zaśmiał się pod nosem, powoli dokańczając naleśniki.
Kagami: Dzięki, jest naprawdę przecudowna. Bardzo fajnie się śmieje. - zaśmiał się. - A Mikasa? - zapytał, patrząc na niego. - Umówimy się razem! Będziemy mieli podwójną randkę!
Eren: Um... Wiesz... Fajna propozycja, ale... Z tym może być mały problem... - Eren syknął, nieco się krzywiąc i odwracając wzrok.
Kagami: Jaki niby? Jak się wstydzisz, to i tak ciebie zaciagnę.
Eren: Um...To nie chodzi o to, że się wstydzę, po prostu... Nie wiem co ona będzie o mnie myśleć po tym wszystkim. Bo um... - Eren westchnął głęboko, błądzac wzrokiem. - Trochę się wydarzyło i... Ee... Jakby to.... Zerwaliśmy tak z... ponad pół roku temu? - powiedział nieco nieśmiało, przenosząc z powrotem na niego wzrok.
Eren: Um... Wiesz... Fajna propozycja, ale... Z tym może być mały problem... - Eren syknął, nieco się krzywiąc i odwracając wzrok.
Kagami: Jaki niby? Jak się wstydzisz, to i tak ciebie zaciagnę.
Eren: Um...To nie chodzi o to, że się wstydzę, po prostu... Nie wiem co ona będzie o mnie myśleć po tym wszystkim. Bo um... - Eren westchnął głęboko, błądzac wzrokiem. - Trochę się wydarzyło i... Ee... Jakby to.... Zerwaliśmy tak z... ponad pół roku temu? - powiedział nieco nieśmiało, przenosząc z powrotem na niego wzrok.
Kagami: No i co z tego? O co poszło? Opowiadaj śmiało. Mam dużo czasu i tak do zmiany. Dawaj. - powiedział, pakując do ziapy naleśnika.
Eren: Eee... - zająkał się, nie wiedząc, jak wybrnąć z czułego dla niego tematu. - Powiedzmy, że... To ciężki temat i... Wolę go teraz nie poruszać, wiesz? M-może innym razem? - zaśmiał się nieco niekomfortowo i wstał z krzesła, biorąc do ręki pusty talerz. - Ale mimo wszystko liczę, że tobie się uda! - krzyknął, podchodząc do zlewu, by umyć naczynia.
Eren: Eee... - zająkał się, nie wiedząc, jak wybrnąć z czułego dla niego tematu. - Powiedzmy, że... To ciężki temat i... Wolę go teraz nie poruszać, wiesz? M-może innym razem? - zaśmiał się nieco niekomfortowo i wstał z krzesła, biorąc do ręki pusty talerz. - Ale mimo wszystko liczę, że tobie się uda! - krzyknął, podchodząc do zlewu, by umyć naczynia.
Ayato: ... - wilk pisnął cicho, podążając za brunetem wzrokiem, następnie podchodząc do niego i ocierając się o jego nogę.
Kagami: Oh, no okay. Jak coś to śmiało powiedz mi o tym. Ja mam zamiar się za niedługo umówić z Ashikko. - powiedział, a kiedy zauważył psa, zadrżał i odsunął się lekko.
Eren: Będę trzymać za was kciuki! - ponownie poklepał go po ramieniu, kierując się przy tym do swojego pokoju. - Dobra, a teraz muszę się ogarnąć. Amarin pewnie już na mnie czeka.
Wtedy, brunet szybko wszedł do swojego pokoju i ogarnął się w jakieś 5 minut. Ubrał zwykłe, lekkie, letnie ciuchy, rozczesał i związał na nowo włosy w charakterystyczny dla siebie kok, a następnie wyszedł z pokoju, chowając swój telefon i portfel do kieszeni.
Eren: Dobra! To ja wychodzę! Będę wieczorem! - krzyknął, kierując się do wyjścia podczas, gdy Kagami wciaż ogarniał kuchnię.
Kagami: Cze-
Eren: Będę trzymać za was kciuki! - ponownie poklepał go po ramieniu, kierując się przy tym do swojego pokoju. - Dobra, a teraz muszę się ogarnąć. Amarin pewnie już na mnie czeka.
Wtedy, brunet szybko wszedł do swojego pokoju i ogarnął się w jakieś 5 minut. Ubrał zwykłe, lekkie, letnie ciuchy, rozczesał i związał na nowo włosy w charakterystyczny dla siebie kok, a następnie wyszedł z pokoju, chowając swój telefon i portfel do kieszeni.
Eren: Dobra! To ja wychodzę! Będę wieczorem! - krzyknął, kierując się do wyjścia podczas, gdy Kagami wciaż ogarniał kuchnię.
Kagami: Cze-
Ayato: Eyeyeyeeyeyeyeyey! - wilk szczeknął nagle, sprawiając, że Kagami wręcz podskoczył przy zlewie. - Nie zapomnialeś czegoś przypadkiem?
Eren: Co? Czego niby...? - ciemnowłosy zatrzymał się na wpół drogi, spogladając na swojego zwierzaka pytającym wzrokiem.
Ayato: A leki to same się wezmą?
Eren: Ah! O matko, prawie o nich zapomniałem! - chłopak wziął głęboki oddech, przypominając sobie o dziennej dawce swoich leków, i w pośpiechu wszedł z powrotem do pokoju.
Po chwili, Eren wyszedł z pomieszczenia i skierował się prosto do kuchni, napełniając pierwszą lepszą szklankę z brzegu wodą, a następnie biorąc tabletki do buzi i popijając je wcześniej nalanym płynem.
Eren: Co? Czego niby...? - ciemnowłosy zatrzymał się na wpół drogi, spogladając na swojego zwierzaka pytającym wzrokiem.
Ayato: A leki to same się wezmą?
Eren: Ah! O matko, prawie o nich zapomniałem! - chłopak wziął głęboki oddech, przypominając sobie o dziennej dawce swoich leków, i w pośpiechu wszedł z powrotem do pokoju.
Po chwili, Eren wyszedł z pomieszczenia i skierował się prosto do kuchni, napełniając pierwszą lepszą szklankę z brzegu wodą, a następnie biorąc tabletki do buzi i popijając je wcześniej nalanym płynem.
Eren: Bleh, obrzydliwe. - skrzywił się, odstawiając szklankę.
Ayato: Ma działać, a nie smakować.
Eren: Dobra, dobra. Teraz to już serio lecę! - wykrzyknął, ponownie kierując się do wyjścia.
Ayato: Ey, przecież masz po nich poczekać z 10 min! Eren! Czekaj!
Eren: Dobra, nic mi nie będzie, chill! Paaa~...! - rzucił, nakładając szybko buty i wychodząc z mieszkania.
Ayato: Ere-... Ugh...
Ayato: Ma działać, a nie smakować.
Eren: Dobra, dobra. Teraz to już serio lecę! - wykrzyknął, ponownie kierując się do wyjścia.
Ayato: Ey, przecież masz po nich poczekać z 10 min! Eren! Czekaj!
Eren: Dobra, nic mi nie będzie, chill! Paaa~...! - rzucił, nakładając szybko buty i wychodząc z mieszkania.
Ayato: Ere-... Ugh...
_________________________________________________________________________________
Czas: następny dzień, koło 12.
Miejsce: kawiarnia przy parku.
P.o.v.: autor.
Miejsce: kawiarnia przy parku.
P.o.v.: autor.
Nastał kolejny dzień, a tym samym - wyczekiwany przez obojga, czas spotkania Erena i Mikasy. Nie widzieli się przez kilka dobrych miesięcy, więc to miał być pierwszy raz, kiedy się zobaczą od tak dawna. Trochę się między nimi wydarzyło, zanim Eren trafił do szpitala psychiatrycznego. Zarówno ona, jak i on, nie wspominają tego czasu zbyt dobrze. Szczególnie, że to wszytko wydarzyło się stosunkowo niedawno, bo zaledwie rok temu. To było bolesne zerwanie, a raczej rozstanie się nie tyle co zakochanej pary, lecz także najlepszych przyjaciół. Oboje przeszli przez piekło, a gdy to wszystko było już za nimi, nikt nie miał odwagi napisać ani zadzwonić, by odnowić kontakt. W szczególności, że Eren był w... dosyć skomplikowanym stanie psychicznym. Ona nie wiedziała, co ma robić i co ma o tym mysleć, zarówno o niej samej, nim, jak i całej tej sytuacji. A on musiał sobie ułożyć parę rzeczy w głowie, zebrać swoje życie na nowo i wybrać nową ścieżkę, którą będzie dalej kroczyć. Bo poprzednia zawierała zbyt dużo krwawych wspomnień i zbyt dużo cierpienia.
I nagle, po tym wszystkim, co się stało między nimi, przed jego oczami znów pojawiła się ona - ten piękny anioł o kruczo-czarnych, lśniących włosach, i z tym niebiańskim, kojacym uśmiechem na twarzy. Znów stanęła mu na drodzę, który to już raz? Chyba szybko mu nie odpuści i będzie go gonić dopóki sama sobie nie obetnie tych pięknych skrzydeł, które z resztą on sam jej podarował.
I nagle, po tym wszystkim, co się stało między nimi, przed jego oczami znów pojawiła się ona - ten piękny anioł o kruczo-czarnych, lśniących włosach, i z tym niebiańskim, kojacym uśmiechem na twarzy. Znów stanęła mu na drodzę, który to już raz? Chyba szybko mu nie odpuści i będzie go gonić dopóki sama sobie nie obetnie tych pięknych skrzydeł, które z resztą on sam jej podarował.
I tak oto, stanęli przed sobą, nie zważając na ludzi wokoło, którzy pracowali bądź spędzali swój wolny czas w kawiarni. On, czekał na nią wytrwale, machając nogą pod stołem ze zdenerwowania, aż nagle, jej piękna sylwetka wyłoniła się zza drzwi, ciągnąc za sobą dźwięk dzwoneczka wiszącego przy wejściu. Weszła do środka z taką gracją, lekkością, i uniesioną głową do góry, a on - zapatrzył się w jej piękno, otwierając usta w rozmarzeniu.
Jego serce przyspieszyło swój rytm, a on sam wstał i przywołał jej imię, momentalnie zwracając jej uwagę. Kobieta odwróciła swój wzrok w jego stronę, i tak, zamarli w miejscu na chwilę, wpatrując się w siebie nawzajem. Czas jakby zaczął zwalniać. Dźwięk zaczął zanikać, tylko ten rytmiczny stukot jej obcasów obijał się o jego uszy. Kobieta zaczęła iść coraz szybciej, aż w końcu wpadła w jego ramiona, przytulając go tak mocno, jakby miała go już nigdy nie wypuszczać ze swych rąk. Mężczyzna natomiast odwzajemnił jej objęcie, jeszcze mocniej zbliżając ją do siebie, jakby chowając i chroniąc ją przed otaczającym ich światem.
Jego serce przyspieszyło swój rytm, a on sam wstał i przywołał jej imię, momentalnie zwracając jej uwagę. Kobieta odwróciła swój wzrok w jego stronę, i tak, zamarli w miejscu na chwilę, wpatrując się w siebie nawzajem. Czas jakby zaczął zwalniać. Dźwięk zaczął zanikać, tylko ten rytmiczny stukot jej obcasów obijał się o jego uszy. Kobieta zaczęła iść coraz szybciej, aż w końcu wpadła w jego ramiona, przytulając go tak mocno, jakby miała go już nigdy nie wypuszczać ze swych rąk. Mężczyzna natomiast odwzajemnił jej objęcie, jeszcze mocniej zbliżając ją do siebie, jakby chowając i chroniąc ją przed otaczającym ich światem.
Eren: Tęskniłem... - wyszeptał, wciąż trzymając ją w swoich ramionach.
Mikasa: Nie będę płakać.. Nie będę płakać... - kobieta wyszeptała, chowając swoją twarz w jego ramię.
Po chwili, dziewczyna odsunęła się nieco od niego, łapiąc jego twarz w swoje obie dłonie, patrząc przy tym prosto w jego oczy.
Mikasa: Nawet nie wiesz, jaka to jest ulga widzieć ciebie w jednym kawałku. I to na dodatek z uśmiechem... - powiedziała, a na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. - Ah! I te włosy! - rzekła radośnie, dotykając jego długich, ciemnych kosmyków z ekscytacją. - Czy ty wiesz, co ty zrobiłeś, zapuszczając je?! Tyle fryzur będę mogła na tobie wypróbować! I będę mogła ci nawet robić warkoczyki! Ah! Coś pięknego!
Mikasa: Nie będę płakać.. Nie będę płakać... - kobieta wyszeptała, chowając swoją twarz w jego ramię.
Po chwili, dziewczyna odsunęła się nieco od niego, łapiąc jego twarz w swoje obie dłonie, patrząc przy tym prosto w jego oczy.
Mikasa: Nawet nie wiesz, jaka to jest ulga widzieć ciebie w jednym kawałku. I to na dodatek z uśmiechem... - powiedziała, a na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. - Ah! I te włosy! - rzekła radośnie, dotykając jego długich, ciemnych kosmyków z ekscytacją. - Czy ty wiesz, co ty zrobiłeś, zapuszczając je?! Tyle fryzur będę mogła na tobie wypróbować! I będę mogła ci nawet robić warkoczyki! Ah! Coś pięknego!
Eren: Cieszę się, że ci się podoba. - zaśmiał się cicho, jak zawsze podziwiając jej ekscytację zwykłymi, trywialnymi rzeczami. - Ty też wygladasz olśniewająco.
Mikasa: Co nie? Kupiłam sobie nawet nową szminkę! ''Szkarłatny sen''... Specjalnie dla ciebie! - dziewczyna odgarnęłą swoje włosy ręką, śmieją się ze swojej własnej wypowiedzi.
Eren: Haha! Co to jest w ogóle za nazwa? - również się zaśmiał, kładąc delikatnie swoją rękę na dolnym odcinku jej pleców i powoli idąc razem z nią do lady.
Mikasa: Nie wiem, ale fajnie brzmiała, więc ją wzięłam.
Eren poczuł ogromną ulgę, gdy znów zaczęli ze sobą rozmawiać, jakby ta kilkumiesięczna przerwa w ogóle nie miała miejca. Tak bardzo za nią tęsknił. Nie tyle co za nią jako jego dziewczyną, lecz po prostu przyjaciółką, którą zna od dobrych kilku lat, i która zna go na wylot. Była tu w najlepszych i najgorszych momentach jego życia, mógł powiedzieć jej wszystko, a ona - nawet jakby nie rozumiała - i tak by go wysłuchała. Mógłby powiedzieć nawet, że na ten moment, to ona była idealnie uformowanym puzzlem, które wypełniało dziurę w jego sercu.
Mikasa: Co nie? Kupiłam sobie nawet nową szminkę! ''Szkarłatny sen''... Specjalnie dla ciebie! - dziewczyna odgarnęłą swoje włosy ręką, śmieją się ze swojej własnej wypowiedzi.
Eren: Haha! Co to jest w ogóle za nazwa? - również się zaśmiał, kładąc delikatnie swoją rękę na dolnym odcinku jej pleców i powoli idąc razem z nią do lady.
Mikasa: Nie wiem, ale fajnie brzmiała, więc ją wzięłam.
Eren poczuł ogromną ulgę, gdy znów zaczęli ze sobą rozmawiać, jakby ta kilkumiesięczna przerwa w ogóle nie miała miejca. Tak bardzo za nią tęsknił. Nie tyle co za nią jako jego dziewczyną, lecz po prostu przyjaciółką, którą zna od dobrych kilku lat, i która zna go na wylot. Była tu w najlepszych i najgorszych momentach jego życia, mógł powiedzieć jej wszystko, a ona - nawet jakby nie rozumiała - i tak by go wysłuchała. Mógłby powiedzieć nawet, że na ten moment, to ona była idealnie uformowanym puzzlem, które wypełniało dziurę w jego sercu.
Eren: Hej! Poznaj... Mikasę. - brunet podszedł bliżej do blatu z dziewczyną, pokazując ją swojemu przyjacielowi, który stał po drugiej stronie lady, pracując.
Mikasa: To wy się znacie? - zapytała z lekkim zdziwieniem, spoglądając przelotnie na Erena i czerwonowłosego.
Eren: Tak, jesteśmy współlokatorami.
Mikasa: Oooh! A więc witam! Mikasa Ackerman! Miło mi cię poznać! - dziewczyna powiedziała z szerokim uśmiechem, wyciągając do niego rękę na przywitanie.
Mikasa: To wy się znacie? - zapytała z lekkim zdziwieniem, spoglądając przelotnie na Erena i czerwonowłosego.
Eren: Tak, jesteśmy współlokatorami.
Mikasa: Oooh! A więc witam! Mikasa Ackerman! Miło mi cię poznać! - dziewczyna powiedziała z szerokim uśmiechem, wyciągając do niego rękę na przywitanie.
Kagami: Witaj, jestem Kagami Taiga, a to moja dziewczyna, Ashikko Mina. - powiedział radosny.
Różowowłosa pocałowała swojego partnera, po czym mocno się do niego przytuliła.
Ashikko: Miło mi was poznać! - krzyknęła dziewczyna.
Eren: Czekaj, co? To wy już razem... Ten, no? - brunet odparł z widocznym zaskoczeniem, w ogóle się nie spodziewając, że jego przyjaciel wyzna miłość swojej wybrance tak szybko.
Mikasa: Huh? O co chodzi?
Eren: No bo wczoraj rozmawialiśmy o tym i... Po prostu nie spodziewałem się, że to stanie się tak szybko.
Kagami: Tak, nie zdążyłem do ciebie o tym napisać. Mówiłem, że chcę jej to powiedzieć, a okazało się, że oboje wpadliśmy na to samo. - powiedział, obejmując ją dłonią w pasie.
Ashikko: Miło mi was poznać! - krzyknęła dziewczyna.
Eren: Czekaj, co? To wy już razem... Ten, no? - brunet odparł z widocznym zaskoczeniem, w ogóle się nie spodziewając, że jego przyjaciel wyzna miłość swojej wybrance tak szybko.
Mikasa: Huh? O co chodzi?
Eren: No bo wczoraj rozmawialiśmy o tym i... Po prostu nie spodziewałem się, że to stanie się tak szybko.
Kagami: Tak, nie zdążyłem do ciebie o tym napisać. Mówiłem, że chcę jej to powiedzieć, a okazało się, że oboje wpadliśmy na to samo. - powiedział, obejmując ją dłonią w pasie.
Ashikko była bardzo szczęśliwa i skakała w miejscu, kiedy o tym mówił. Spojrzała na Erena, a potem na Mikasę, nie zdejmując uśmiechu z twarzy.
Ashikko: A wy też jesteście razem? - zapytała niewinnie.
Ashikko popatrzyła na Erena, po czym zaśmiała się cicho, wracając wzrokiem do Kagamiego, a czerwonowłosy zarumienił się, drapiąc się po karku, po czym uśmiechnął się do niej.
Kagami: Skomplikowane, hm... Jak chcecie, idziemy z Ash dzisiaj do kina. Chcecie iść z nami? - zapytał, przechylając głowę na bok.
Eren & Mikasa: ... - oboje spojrzeli ponownie na siebie, w milczeniu.
Eren: Chcesz?
Mikasa: Hm... Chyba się nam przyda, nie? - szepnęła do niego, powracając potem wzrokiem do nowej pary. - Tak, dziękujemy, z miłą chęcią. Ale dobra! Eren, teraz praca. - dziewczyna spojrzała na niego, lekko uderzając go w ramię.
Eren: Aaa, tak. Dobra... To my poprosimy... Hm.. Latte i... - w tym momencie chłopak spojrzał na dziewczynę, która spojrzała na niego, mrużąc oczy, jakby oczekiwała, że zgadnie, czego chce. - Mocha.
Mikasa: Masz szczęście. - odparła z uśmiechem.
Kagami: Robi się!
Po tym, Eren zapłacił za obie kawy i wkrótce oboje znaleźli się przy jednym ze stolików przy oknie, siadając na przeciwległych krzesłach i stawiając kubki przed sobą. Nie minęło dużo czasu, a dwójka zaczęła rozmawiać o sprawach związanych z pracą. Mikasa pokazywała Erenowi papiery i różne koncepty nadchodzących sesji, oraz współprace, jakie firma, w której pracują, ma zamiar nawiązać. Kagami za to, wraz ze swoją nową dziewczyną, spędzali razem miło czas w pracy, po cichu i zdala obserwując tych dwoje, zastanawiając się przy tym, co mogło między nimi takiego zajść w przeszłości, o czym nie chcą teraz mówić.
Po jakimś czasie, czarnowłosa dziewczyna zamknęła swoją teczkę, chowając wcześniej do niej wszystkie papiery, a następnie schowała ją do torebki. Z daleka wyglądało to tak, jakby dwójka w końcu zaczęła rozmawiać o czymś zupelnie innym, już nie związanym z pracą. Eren co jakiś czas wzdychał i odwracał wzrok, a Mikasa patrzyła na niego z powagą, lecz zarazem - z mieszanym wyrazem twarzy. Niby ze współczuciem, niby z poczuciem winy, ale też otuchą i ulgą? Nagle, kobieta pochyliła się bardziej w jego stronę i złapała oba jego policzki w swoje dłonie, mówiąc coś mu, a on uśmiechnął się, przytaknął i położył swoje ręce na jej dłoniach, następnie delikatnie odciągając je od swojej twarzy, jednak ich nie puszczając. Ciekawe, o czym oni rozmawiali?
Ashikko: A wy też jesteście razem? - zapytała niewinnie.
Słysząc to pytanie, oboje zamarli w miejscu na chwilę, a następnie odwrócili niezręcznie wzrok.
Eren: Eeee... - zająkał się, drapiąc się po karku.
Mikasa: Powiedzmy, że... To skomplikowane. - dziewczyna odetchnęła, po chwili wracając do nich z uśmiechem i klepiąc bruneta po ramieniu.
Eren: Eeee... - zająkał się, drapiąc się po karku.
Mikasa: Powiedzmy, że... To skomplikowane. - dziewczyna odetchnęła, po chwili wracając do nich z uśmiechem i klepiąc bruneta po ramieniu.
Kagami: Skomplikowane, hm... Jak chcecie, idziemy z Ash dzisiaj do kina. Chcecie iść z nami? - zapytał, przechylając głowę na bok.
Eren & Mikasa: ... - oboje spojrzeli ponownie na siebie, w milczeniu.
Eren: Chcesz?
Mikasa: Hm... Chyba się nam przyda, nie? - szepnęła do niego, powracając potem wzrokiem do nowej pary. - Tak, dziękujemy, z miłą chęcią. Ale dobra! Eren, teraz praca. - dziewczyna spojrzała na niego, lekko uderzając go w ramię.
Eren: Aaa, tak. Dobra... To my poprosimy... Hm.. Latte i... - w tym momencie chłopak spojrzał na dziewczynę, która spojrzała na niego, mrużąc oczy, jakby oczekiwała, że zgadnie, czego chce. - Mocha.
Mikasa: Masz szczęście. - odparła z uśmiechem.
Kagami: Robi się!
Po tym, Eren zapłacił za obie kawy i wkrótce oboje znaleźli się przy jednym ze stolików przy oknie, siadając na przeciwległych krzesłach i stawiając kubki przed sobą. Nie minęło dużo czasu, a dwójka zaczęła rozmawiać o sprawach związanych z pracą. Mikasa pokazywała Erenowi papiery i różne koncepty nadchodzących sesji, oraz współprace, jakie firma, w której pracują, ma zamiar nawiązać. Kagami za to, wraz ze swoją nową dziewczyną, spędzali razem miło czas w pracy, po cichu i zdala obserwując tych dwoje, zastanawiając się przy tym, co mogło między nimi takiego zajść w przeszłości, o czym nie chcą teraz mówić.
Po jakimś czasie, czarnowłosa dziewczyna zamknęła swoją teczkę, chowając wcześniej do niej wszystkie papiery, a następnie schowała ją do torebki. Z daleka wyglądało to tak, jakby dwójka w końcu zaczęła rozmawiać o czymś zupelnie innym, już nie związanym z pracą. Eren co jakiś czas wzdychał i odwracał wzrok, a Mikasa patrzyła na niego z powagą, lecz zarazem - z mieszanym wyrazem twarzy. Niby ze współczuciem, niby z poczuciem winy, ale też otuchą i ulgą? Nagle, kobieta pochyliła się bardziej w jego stronę i złapała oba jego policzki w swoje dłonie, mówiąc coś mu, a on uśmiechnął się, przytaknął i położył swoje ręce na jej dłoniach, następnie delikatnie odciągając je od swojej twarzy, jednak ich nie puszczając. Ciekawe, o czym oni rozmawiali?
_________________________________________________________________________________
Czas: kilka godzin później, wieczór.
Miejsce: park.
P.o.v.: autor.
Miejsce: park.
P.o.v.: autor.
Eren: Cześć! Do później! - krzyknął brunet, powoli odchodząc z Mikasą.
Kagami & Ashikko: Czeeeść!
Po miłym wieczorze, spędzonym wraz z Kagamim i jego dziewczyną, Eren i Mikasa udali się na spacer do parku. Mężczyzna postanowił, że odprowadzi dziewczynę do domu zanim sam wróci do mieszkania, ponieważ było już dosyć późno i ciemno, więc nie chciał, by wpadła w jakieś ''taraparty''. Plus, jeszcze nie chciał się z nią rozstawać. Tak, teraz będą mogli spędzać ze sobą więcej czasu, odkąd się już ''pogodzili'', ale jednak ten dzien wydawał się być wyjątkowy. Brunet chciał go zapamiętać jak najlepiej, by zniwelować złe wspomnienia, które wciąż po cześci krążyły w jego głowie.
Tak więc para przyjaciół spacerowałą spokojnie po parku, idąc w ciszy i rozmawiając co jakiś czas o wszystkim i o niczym. Po parunastu minutach, w końcu doszli do skrętu, który prowadził do mieszkania kobiety, co również oznaczało czas tymczasowego ''rozstania''. Jednak nagle, dziewczyna zatrzymała się na chodniku, wychodząc na przeciw Erenowi i obracając się twarzą w jego stronę.
Chwilę tak patrzyli na siebie, w milczeniu, podczas, gdy wiatr rozwiewał ich włosy, a w tle było słychać i widać setki przejeżdżających obok na ulicy samochodów, które odbijały się w sklanych ścianach ogromnego mieszkalnego wieżowca. Nikt nic nie mówił przez dłuższy czas, lecz atmosfera między nimi nie wydawała się być niezręczna. Wręcz przeciwnie, oni dokładnie wiedzieli, o czym myśli druga osoba, lecz to była mała, standardowa ''walka'' miedzy nimi, polegająca na tym kto pierwszy coś powie i kto ''ulegnie''.
Napięcie zaczęło rosnąć, aż w końcu - Mikasa odetchnęła głęboko i powiedziała głośniej, nie zważając na nieustannie przewijający się obok nich tłum.
Mikasa: Dobra, powiem to! Cholernie za tobą tęskniłam i mam w dupie to, co się wcześniej stało między nami! To nie była tylko twoja wina, ale też moja, i powinnam być przy tobie jako twoja przyjaciółka, kiedy mnie potrzebowałeś najbardziej, a nie uciekać! Próbowałam zapomnieć, ale nie wyobrażam sobie życia bez ciebie! Wszystko jest takie nudne i ciężkie jak ciebie obok nie ma, więc... Proszę, czy możemy zacząć od nowa?! - czarnowłosa odetchnęła po długiej wypowiedzi, i z powrotem przeniosła wzrok na niego, z błagalnym wyrazem twarzy. - Nie mówię narazie o żadnym związku, po prostu... Chcę odnowić nasz kontakt jako przyjaciół, tak jak za dawnych lat...
Eren: ... - chłopak milczał, nie ruszając się o krok i wciąż wpatrując się w dziewczynę.
Mikasa: No powiedz coś... Wiem, że zjebałam, ale-...
Eren: ... - Eren nadal milczał, lecz tym razem podszedł do dziewczyny i przytulił ją do swojego ramienia, kładąc rękę na jej głowie. - Oboje zjebaliśmy, Mikasa... I oboje to teraz naprawimy.
Po chwili, dziewczyna odsunęła się nieco od bruneta, patrząc mu prosto w oczy z ulgą. A Eren się po prostu uśmiechnął kojąco i powoli ją puścił, cofając się i obracając, a następnie kierując się w stronę swojego mieszkania.
Napięcie zaczęło rosnąć, aż w końcu - Mikasa odetchnęła głęboko i powiedziała głośniej, nie zważając na nieustannie przewijający się obok nich tłum.
Mikasa: Dobra, powiem to! Cholernie za tobą tęskniłam i mam w dupie to, co się wcześniej stało między nami! To nie była tylko twoja wina, ale też moja, i powinnam być przy tobie jako twoja przyjaciółka, kiedy mnie potrzebowałeś najbardziej, a nie uciekać! Próbowałam zapomnieć, ale nie wyobrażam sobie życia bez ciebie! Wszystko jest takie nudne i ciężkie jak ciebie obok nie ma, więc... Proszę, czy możemy zacząć od nowa?! - czarnowłosa odetchnęła po długiej wypowiedzi, i z powrotem przeniosła wzrok na niego, z błagalnym wyrazem twarzy. - Nie mówię narazie o żadnym związku, po prostu... Chcę odnowić nasz kontakt jako przyjaciół, tak jak za dawnych lat...
Eren: ... - chłopak milczał, nie ruszając się o krok i wciąż wpatrując się w dziewczynę.
Mikasa: No powiedz coś... Wiem, że zjebałam, ale-...
Eren: ... - Eren nadal milczał, lecz tym razem podszedł do dziewczyny i przytulił ją do swojego ramienia, kładąc rękę na jej głowie. - Oboje zjebaliśmy, Mikasa... I oboje to teraz naprawimy.
Po chwili, dziewczyna odsunęła się nieco od bruneta, patrząc mu prosto w oczy z ulgą. A Eren się po prostu uśmiechnął kojąco i powoli ją puścił, cofając się i obracając, a następnie kierując się w stronę swojego mieszkania.
Eren: Tylko się tak nie rozczulaj, bo znowu się we mnie zakochasz. - rzucił, niby żartobliwie, i spojrzał na nią ostatni raz, machając jej na pożegnanie.
Mikasa: A kto powiedział, że kiedykolwiek przestałam cię kochać? - czarnowłosa powiedziała odważnie, sprawiając, że chłopak się zatrzymał i jakby zamarł w miejscu.
Lecz tym razem już się do niej nie obrócił, tylko po prostu zrobił kolejny krok, kierując się bliżej swego domu. Ona za to westchnęła głęboko i odwróciła się również, kierując się do swojego apartamentu. W międzyczasie wyjęła z kieszeni swój telefon i przeglądała wszystkie zdjęcia, które razem dzisiaj zrobili w kawiarni i w kinie. Uśmiechnęła się jeszcze raz, widząc jego uśmiech na ich wspólnym zdjęciu, i po chwili schowała telefon do kieszeni, czując radość w sercu.
Mikasa: A kto powiedział, że kiedykolwiek przestałam cię kochać? - czarnowłosa powiedziała odważnie, sprawiając, że chłopak się zatrzymał i jakby zamarł w miejscu.
Lecz tym razem już się do niej nie obrócił, tylko po prostu zrobił kolejny krok, kierując się bliżej swego domu. Ona za to westchnęła głęboko i odwróciła się również, kierując się do swojego apartamentu. W międzyczasie wyjęła z kieszeni swój telefon i przeglądała wszystkie zdjęcia, które razem dzisiaj zrobili w kawiarni i w kinie. Uśmiechnęła się jeszcze raz, widząc jego uśmiech na ich wspólnym zdjęciu, i po chwili schowała telefon do kieszeni, czując radość w sercu.
To był bardzo udany dzień. I być może początek czegoś nowego...
Liczba słów: 6355





Komentarze
Prześlij komentarz