Czas: wrzesień.
Miejsce: wytwórnia muzyczna.
P.o.v.: Autor.
Klimacik do wyboru dla chętnych (w sensie, przy tych piosenkach pisałam pierwsze sceny, więc wiecie, jakby coś nie pasowało to don't blame me xd):
https://www.youtube.com/watch?v=4ZSVbrV4-Xs&ab_channel=BTS-Topic (~ wyobrażam sobie, że to jest ich ''main track'')
https://www.youtube.com/watch?v=3OozKe0AMlQ&list=RDMM&index=3&ab_channel=TonyAnderson-Topic
https://www.youtube.com/watch?v=mnFBk-c7nTk&ab_channel=StoneMusicEntertainment (~ kocham tą piosenkę btw.)
Premiera nowego albumu zespołu ''Dreamscape'' odbiła się wielkim echem wśród fanów i reszty społeczeństwa. Główny kawałek albumu, zamieszczony na youtubie wraz z video muzycznym, wbił koło 20 mln wyświetleń w ciągu 24 godzin, znajdując tym samym swoje miejsce na ''The Hot 100 Billboard Charts''. Zapowiedziana została również trasa koncertowa, która miała się odbyć następnym miesiącu w obrębie całej Euclii, lecz tylko i wyłącznie tam, ponieważ przez rosnącą, kolejną falę koronawirusa wśród ludzkiej społeczności, koncerty i wszelkie większe zgromadzenia zostały zakazane. Sprzedaż biletów już ruszyła, a członkowie zespołu kontynuowali obecnie nagrania, związane z niedawną premierą, które miały zostać zamieszczone na ich oficjalnym kanale na youtubie.
Ji-hyuk: I... Cięcie! Dziękuję wszystkim za dzisiaj! Dobra robota! - dyrektor filmowy nagle klasnął głośno w dłonie, kończąc tym samym kręcenie kolejnego odcinka.
Satoru: Ugh, w końcu. Moje plecy. - odparł po chwili czerwonooki, wstając z krzesła i przeciągając się.
Rin: No, zbieraj się staruchu. Żwawo, Żwawo! - rzucił radośnie ogoniasty, również wstając ze swojego siedzenia i klepiąc przy tym dosyć mocno swojego brata w plecy.
Satoru: Uh-ah! - Satoru z początku nie zareagował i kontynuował przeciąganie się, na końcu jednak waląc swojego brata w plecy jeszcze mocniej, ''zupełnym przypadkiem'', że aż odgłos uderzenia rozniósł się po całej sali. - Ojoj, wybacz. Ręka mi się omsknęła.
Rin: Ałaa... - ogoniasty jęknął z bólu, zginając się w pół.
Ji-hyuk: A, jeszcze jedno, Rin!! - krzyknął nagle dyrektor, będąc już w drzwiach wyjściowych studia. - Pan Sanraku chce cię widzieć! Mówił, że będzie czekać na ciebie w studiu nagraniowym!
Rin: O-ok... Już idę. - wydukał ledwo, machając rękę na potwierdzenie.
Satoru: No, żwawo żwawo, młody! Co się tak guzdrasz?
Rin: N-nienawidzę cię... Moje plecy...
Satoru: Cała przyjemność po mojej stronie.
Hiroto: Rin, wszystko ok? - rzucił nagle najmłodszy brat, gładząc go lekko po plecach.
Rin: Chyba umieram... Widzę światło w tunelu. - dodał słabym głosem, spoglądając na jarzące światło reflektora, znajdującego się przed nimi.
Parę minut później, po pożegnaniu się z braćmi i ogarnięciu się, Rin skierował się rozległymi, oszklonymi korytarzami do pomieszczenia, w którym rzekomo miał czekać na niego producent muzyczny, współpracujący z nim w związku z jego karierą solową. Chłopak zapukał cicho do drzwi i uchylił je lekko, by następnie wejść do pomieszczenia i przywitać się z siedzącym na krześle panem Sanraku oraz swoim dobrym przyjacielem - Ikuo.
Ikuo: Yo! - rzucił z uśmiechem brunet, opierając się o ścianę.
Rin: Hej!
Sanraku: Rin. - 30-letni mężczyzna odparł nadzwyczaj spokojnym tonem, zdejmując przy tym swoje okulary i kładąc je na biurko. - Skoro już tu jesteś, to przejdźmy od razu do rzeczy, dobra? Bo mam jeszcze dużo pracy i nie chcę marnować czasu.
Rin: No ok. Ale coś się stało, czy...?
Sanraku: Nie, nic z tych rzeczy. Po prostu chciałem cię spytać, jak idzie ci pisanie nowego albumu.
Rin: Oh... A więc o to chodzi. - Rin skrzywił się nieco i odwrócił wzrok do boku, drapiąc się nerwowo po karku. - Um... Mam przygotowane parę piosenek, ale... Chcę je jeszcze trochę dopracować i... Uh, wciąż szukam inspiracji, więc...
Sanraku: Rozumiem. Nie to, że cię popędzam, ale wiesz... Dobrze by było, by album był gotowy na sezon zimowy, to w wiosnę moglibyśmy zacząć przygotowania do trasy koncertowej.
Ikuo: Innymi słowy: ''nie to, że cię popędzam, czy coś, ale... Sprężaj dupę, bo hajs musi się zgadzać, wiesz o co chodzi.'' - rzucił prześmiewczo Ikuo, przeinaczając słowa producenta.
Sanraku: Tego nie powiedziałem, haha!
Rin: Haha! Dobra, rozumiem aluzję. Zrobię, co w mojej mocy. - niebieskooki ukłonił się lekko, z rosnącym uśmiechem na ustach.
Sanraku: A i jeszcze jedno. Ten pomysł piosenki, który wysłałeś mi kilka dni temu.
Rin: Tak? Co pan o tym sądzi?
Sanraku: Ma duży potencjał, popracuj nad tym.
Rin: Oo na prawdę?
Sanraku: Tak. Życzę powodzenia.
Rin: Haha dziękuję. - niebieskooki ponownie się lekko ukłonił, uśmiechając się szerzej. - Dobra, skoro to wszystko to będę się już zbierać.
Sanraku: Jasne, miłego wieczoru.
Rin: Również! - odrzekł radośnie, kierując się z powrotem do wyjścia.
Ikuo: Rin, czekaj, odprowadzę cię! I tak już miałem zaraz iść.
I tak, dwójka przyjaciół wyszła ze studia nagraniowego, zaczynając kierować się do wyjścia z wytwórni, rozmawiając przy tym o wszystkim i o niczym, by zabić czas.
Ikuo: W ogóle, wiesz co? Ta dziewczyna, o której ci mówiłem... Znowu na nią wpadłem jak wychodziłem z pracy! Nawet podwiozłem ją do domu ostatnim razem. To przeznaczenie, mówię ci! Cały czas na siebie wpadamy.
Rin: Mówisz o Roxanne?
Ikuo: Tak!
Rin: A ona nie jest przypadkiem zajęta, co? - czarnowłosy rzucił z uśmiechem i uniósł jedną brew do góry, zaciekawiony.
Ikuo: A nawet nie wiem, nie pytałem jej jeszcze o to. Ale nawet jeśli, to co? - odparł dumnie, poprawiając kołnierz swojego płaszcza. - W końcu, przeznaczenie rządzi się swoimi prawami.
Rin: Haha, weź mnie nawet nie rozśmieszaj. Ty, zarywać do zajętych lasek? Błagam cię.
Ikuo: Co? Nie wierzysz we mnie?
Rin: Nie chodzi o to, że w ciebie nie wierzę. Po prostu to bardzo nie w twoim stylu.
Ikuo: Coż, może pora zmienić swój styl działania? Laski podobno lubią bad boyów.
Rin: Haha, ale tobie dużo brakuje do bad boya, Ikuo.
Ikuo: Haha, chyba masz rację. Nie mam jaj, by zrobić coś takiego. Spierdoliłbym przy pierwszej lepszej okazji. - machnął ręką, podśmiechując się pod nosem z samego siebie. - Nie no, ale tak na serio już... Postanowiłem sobie, że następnym razem jak na siebie wpadniemy, to zapytam ją, czy nie chciałaby gdzieś ze mną wyjść. Cóż, jeżeli na prawdę jest zajęta, to najwyżej dostanę kosza i tyle.
Rin: Hyyy, jak to? A co z przeznaczeniem?
Ikuo: Jeśli mnie odrzuci, to znaczy, że to nie było prawdziwe przeznaczenie i nie warto za tym się uganiać i się tym przejmować. Wtedy będę czekać po prostu na kolejne błogosławienie losu. A nóż, może któregoś razu trafię i się uda?
Rin: Woah, podziwiam twój optymizm, na prawdę.
Ikuo: Hah, dzięki... A jak u ciebie? Masz kogoś na oku?
Rin: Nie specjalnie.
Ikuo: Jak to ''nie specjalnie''?
Rin: No... Normalnie.
Ikuo: Stary, ty zdajesz sobie w ogóle sprawę, ile ludzi się za tobą ugania? Gdybyś tylko się trochę dokładniej rozejrzał, to miałbyś tyle kandydatów, że na pewno ktoś przykułby twoją uwagę, jestem tego pewien.
Rin: Ah, ale to nie to samo. Poza tym, nie szukam na razie żadnego związku. Można powiedzieć, że czekam na...✨Przeznaczenie✨- dodał sarkastycznie i prześmiewczo, spoglądając przed siebie.
Ikuo: Śmiej się, śmiej. Ale ja jestem tego prawie pewien, że bogowie prawdy mają zaplanowane dla ciebie coś specjalnego.
Rin: Ty tak na poważnie?
Ikuo: A co, nie wierzysz w Ścieżki (patrz: zakładka ''Świat'')?
Rin: Nie wiem w sumie, czy wierzę w nie czy nie. Mogą w sumie istnieć, czemu nie, wszystko jest możliwe. Po prostu nie myślę, że mają jakiś ''specjalny plan'' zrobiony konkretnie dla mnie. Jakoś tak... Meh.
Ikuo: A ten typ, co ci się śnił ostatnio? Co z nim?
Rin: Ale co, ''co z nim''?
Ikuo: No... Może on jest twoim przeznaczeniem, kto wie?
Rin: Weź przestań. To był zwykły sen i tyle. Nic wielkiego.
Ikuo: No nie wiem, stary. Jesteś dosłownie potomkiem boga, więc moim skromnym zdaniem, twoje sny muszą coś znaczyć. Szczególnie, że ten sam typ śnił ci się nie raz, nie dwa, a trzy razy! Mówię ci, Ścieżki planują coś dla ciebie. Przecież istoty takie jak ty z boskim pochodzeniem są najbliżej korzeni Ścieżek. Według teorii oczywiście, ale moim zdaniem jest ona bardzo prawdopodobna.
Rin: Oh, Ikuo... - czarnowłosy westchnął, wychodząc razem ze swoim przyjacielem z ogromnego, przeszklonego budynku. - Ty i ta twoja obsesja na punkcie przeznaczenia.
Ikuo: No co, w coś trzeba wierzyć, by nie zwariować w tym świecie. - mężczyzna rzucił, zatrzymując się przed głównym wejściem, a następnie spojrzał na Rina, wskazując równocześnie na swój samochód z tyłu. - Podwieźć cię?
Rin: Nie, dzięki, przejdę się. Przecież to tuż za rogiem.
Ikuo: No dobra, jak chcesz. To... Do zobaczenia jutro? Bo będziesz jutro w pracy, nie?
Rin: Nie, jutro nie mamy żadnych nagrań, więc... Będę ''szukać inspiracji''.
Ikuo: Haha, no dobra. To do następnego, trzymaj się! - rzucił z uśmiechem, powoli oddalając się do swojego samochodu.
Rin: Cześć! Powodzenia z Roxanne!
Ikuo: Dzięki, przyda się! A tobie powodzenia z przeznaczeniem! Mówię ci, pomyśl o tych snach! To nie może być przypadek!
W ten sposób, przyjaciele rozdzielili się i każdy poszedł w swoją stronę - Ikuo do swojego auta, a Rin w stronę swojego apartamentowca, który znajdował się jakieś dwie ulice stąd. Mężczyzna narzucił tylko kaptur na głowę i skierował się w okolice centrum, spoglądając w niebo z delikatnym uśmiechem.
''Przeznaczenie, co? A więc gdzie jesteś, tajemniczy nieznajomy, którego bogowie rzekomo mają zesłać na mą drogę?''
Rin: Hm. - niebieskooki zaśmiał się cicho pod nosem i spuścił głowę, chowając przy tym ręce do kieszeni bluzy.
''Ikuo i te jego fanaberie...''
''Czemu od razu fanaberie? Nie wierzysz w przeznaczenie, Rin?'' - odparł nagle głos w jego głowie, należący do jego demona, Aevona.
''Czy ja wiem? Może nie to, że nie wierzę, ale... Wydaje się to dla mnie mało prawdopodobne.''
''Czemu?''
''Nie wiem. Może dlatego, że teoria, że jest jakieś drzewo i bogowie prawdy, których istnienia nikt nie może nawet udowodnić i którzy planują moje życie, brzmi bardzo... Utopijnie. Myślę, że większość rzeczy, które ludzie nazywają ''przeznaczeniem'' jest tak na prawdę dziełem przypadku. Po prostu nazywanie tego w ten sposób jest bardziej atrakcyjne.''
''Cóż, na pewno wiele rzeczy, które ludzie nazywają przeznaczeniem, tak na prawdę nim nie są. Lecz przeznaczenie na prawdę istnieje, Rin.''
''A skąd to niby wiesz? Sprawdzałeś?''
''Po prostu wiem.''
''Jakoś nie przekonuje mnie ta odpowiedź.''
''Ciężko to wyjaśnić słowami lub poprzeć to jakimikolwiek naukowymi faktami, jeżeli o to ci chodzi. Któregoś dnia to zrozumiesz. Nie da się tego udowodnić lub stwierdzić na podstawie faktów. To jest coś, co po prostu... Czujesz.''
''A ty czułeś coś takiego kiedykolwiek?''
''Tak, dwa razy w czasie mojego istnienia. I jednym z tych razów byłeś ty.''
''Co? Na prawdę?''
''Tak. Gdy znajdowałem się jeszcze w tym dziwnym wymiarze, o którym ci kiedyś opowiadałem... Jak zobaczyłem twoją duszę, czułem, że to właśnie ciebie powinienem wybrać jako swojego nosiciela.''
''Woah. W takim razie jakie jest nasze przeznaczenie, Aevon?''
''Gdybyśmy to teraz wiedzieli, Rin, nie byłoby to już naszym przeznaczeniem.''
Notka od mua: Rin ma specjalne połączenie ze swoim demonem (stąd też ogon etc. w jego codziennej formie jako mutacja/odzwierciedlenie tego połączenia), dlatego potrafi rozmawiać z nim w myślach jako jedyny wśród swojego rodzeństwa (że jako jedyny posiada taką umiejętność). Nie jest to jednak to samo, co ma Eren, bo u niego to jest choroba psychiczna, a nie ''moc''! Tak po prostu chciałam to zaznaczyć :3.
_________________________________________________________________________________
Czas: wczesne popołudnie.
Miejsce: centrum miasta.
P.o.v.: Autor.
https://www.youtube.com/watch?v=jFtNFZYxZmI&list=RDMM_G2A5VwpgM8&index=2&ab_channel=cirilla.
Katsuki przechadzał się po centrum miasta, z dwoma rękoma wsadzonymi w kieszenie swojej bluzy, zjeżdżając po kolei wzrokiem wszystkich, którzy go mijali.
Ten wygląda jak bałwan.
A ten co się tak szczerzy?
A ta to już w ogóle mogła odpuścić sobie ten make-up, bo i tak nic już jej nie pomoże.
Debile. Wszędzie otaczają go debile. Co jest nie tak z tym światem, że tworzy samych idiotów?
Nagle, jego uwagę przykuł wrzask i pisk fanek oraz stosunkowo głośna muzyka, które dochodziły z placu nieopodal, nafaszerowanego wręcz reklamami i billboardami. Mianowicie, na największym z nich i najbardziej widocznym wyświetlany był fragment niedawno wypuszczonego teledysku wcześniej wspomnianego zespołu oraz reklama nadchodzącej tury koncertowej, a co za tym idzie - sprzedaż biletów, albumu i nowy merch.
Katsuki zatrzymał się na chwilę i przeniósł swój wzrok na ogromny billboard, wpatrując się w wyświetlany film na ekranie. Aktualnie leciała solówka jakiegoś czarnowłosego typa z niebieskimi oczami. Jak mu było... Rin? Chyba. Nie zna się na imionach celebrytów. A z resztą, co go to obchodzi. I tak gardzi takimi ludźmi jak ten tam na ekranie. Piękniś się jakiś znalazł i ''artysta''. Zwykli zdzieracze hajsu z zdesperowanych ludzi. Myślą, że są ponad wszystkimi i że są lepsi od innych, tylko dlatego, bo są sławni. Znaczy, to nie tak, że on taki jest. On to inny poziom. Lepszy. Jego rodzina przynajmniej sobie zapracowała własnymi rękoma na to, co mają teraz, a ci tam? Książulkowie z królewską krwią się znaleźli, ot ich cały sukces. I trochę make-upu i autotune'a, nic szczególnego. Założy się, że teksty piosenek też im ktoś pisze, a oni są jak zwykłe lalki, które mają wyglądać i którym się mówi, co mają zrobić. Żałosne. Że też co ludzie w nich widzą?

Dobra, trzeba iść dalej, bo się zaraz zrzyga od tego wszystkiego. Blondyn dotarł do jednego z ogromnych niczym w Japonii przejść dla pieszych, czekając wraz z tłumem ludzi dookoła na zielone światło. Minęło parę dłużących się sekund, aż w końcu, sygnalizator pokazał zielonego ludzika na małym ekranie, a tłum dookoła, zarówno po jego, jak i po przeciwnej stronie, ruszył momentalnie, wręcz pchając go razem z nimi przed siebie.
Katsuki szedł tak i szedł, byle by dojść na drugi koniec ulicy, nie zwracając w sumie szczególnej uwagi na nikogo dookoła. Aż nagle, ktoś zderzył się z nim mocno ramieniem, zmuszając tym samym jego ciało do automatycznego obrócenia się do tyłu pod wpływem dosyć mocnego uderzenia. Jego wzrok wylądował praktycznie od razu na intensywnie niebieskich oczach mężczyzny, którego kruczoczarne włosy wyłoniły się spod opadającego z głowy kaptura, ukazując tym samym jego dosyć blade, lecz nieskazitelnie czyste rysy twarzy. Wzrok nieznajomego również utkwił na krwistoczerwonych oczach blondyna, a świat dookoła nich zaczął drastycznie zwalniać, jakby ''oddzielając'' ich od reszty nieistotnego tłumu.

Ludzie dookoła zwalniają. Muzyka przestaje grać. Filmy na billboardach się zatrzymują. A niebo czarnieje, pokrywając się ciemnymi chmurami i połyskującymi spod nich, rozwścieczonymi błyskawicami. Serce Katsukiego nagle przyspiesza. Czuje wręcz i słyszy jego bicie, odbijające się jak echo po pustym pomieszczeniu. Oczy nieznajomego zaczynają lśnić niczym połyskujący w świetle szafir, którego barwa jest tak pięknie intensywna, że niemożliwym jest odwrócenie od niego wzroku. A dziwnie niebieska aura, która zaczyna go otaczać, jest tak przytłaczająco silna, lecz zarazem tak błogo uspokajająca, że gdyby mógł, to rzuciłby się prosto w jego ramiona, sam nie wiedząc czemu. A oprócz tego, ta dziwna, cienka, czerwona nić, która zaczęła oplatać jego mały palec, paląc się wzdłuż swej długości i zawiązując również na palcu czarnowłosego mężczyzny.
''To on''
W przestrzeni dookoła rozległ się nagle niski, męski głos, rozchodząc się jak echo po lesie, dudniąc wręcz w jego głowie.
Wtedy, czas zaczął drastycznie przyspieszać: nić znikła, niebo się rozchmurzyło, ludzie zaczęli znów pędzić, muzyka grać w tle, a wszystko pozostałe wracać do normy, jakby ktoś pstryknął palcem i wszystko, co właśnie widział, dosłownie ulotniło się w mgnieniu oka.
???: Przepraszam! - mężczyzna powiedział głośniej, momentalnie zrywając kontakt wzrokowy z blondynem i obracając się szybko, by ponownie pójść w swoją stronę.
Katsuki: Czekaj! - blondyn krzyknął, chcąc podążyć za tajemniczym mężczyzną, lecz zatrzymał się, czując jak stąpa na coś dziwnie miękkiego.
Wzrok Yoshimury przeniósł się na dół, a tam dostrzegł leżący na ziemi portfel, który najprawdopodobniej należał do chłopaka, z którym się właśnie zderzył. Czerwonooki więc szybko podniósł przedmiot i pobiegł za czarnowłosym, bezskutecznie doszukując się go w tłumie. Zniknął, jakby rozpłynął się w powietrzu.
Co to w ogóle było? To było tak dziwne, że aż zabrakło mu słów. Nie wie sam, jak ma to opisać. Dodatkowo... Jego twarz wydawała się taka znajoma. Na pewno gdzieś już ją widział, tylko gdzie-
Piosenka w tle. Billboard. Teledysk. I ten czarnowłosy celebryta o szafirowych oczach.
Katsuki: To on... - szepnął do siebie, patrząc się w wielki ekran z lekko uchylonymi ustami. - Rin...
_________________________________________________________________________________
Czas: popołudnie, po powrocie do domu.
Miejsce: apartament Rina.
P.o.v.: Autor.
Po powrocie do domu, Rin skierował się do swojej sypialni, kładąc telefon i klucze na komodzie przy drzwiach. Następnie mężczyzna sięgnął do swojej prawej kieszeni w spodniach, lecz gdy nic nie udało mu się złapać ani dotknąć, zmarszczył brwi, zmieszany.
Rin: Co jest. - szepnął do siebie, zaczynając przeszukiwać w pośpiechu wszystkie swoje kieszenie.
W lewej - nic. W tylnych - nic. W bluzie - nic. Może w kurtce? Nie, też nic. Nie no niemożliwe, znowu zgubił swój portfel? Ale gdzie on mógłby go-
Nie. Później się będzie nad tym zastanawiać, teraz musi zadzwonić szybko do banku, by zablokować swoją kartę płatniczą. To jest teraz najważniejsze. Wcześniejsze doświadczenie już go nauczyło, co powinien robić w takiej sytuacji.
Mężczyzna więc szybko chwycił telefon do ręki i wybrał numer swojego banku, szukając w tym samym czasie w swoim biurze teczki z dokumentami i hasłami związanymi z jego kontem. Po dłużącej się chwili i wkurwiającej już ''muzyce na poczekanie'', asystentka pracująca w banku odebrała od niego telefon, pytając, w czym może służyć. Rin wyjaśnił jej wszystko i po podaniu odpowiedniego kodu i swoich danych, kobieta potwierdziła pomyślne zablokowanie karty płatniczej, a czarnowłosy mógł już odetchnąć w spokoju, że nikt go już nie będzie mógł okraść, przynajmniej z pieniędzy, które ma na swoim ''zwykłym koncie''.
Po rozmowie, mężczyzna odłożył telefon na biurko i oparł się o jego blat, biorąc głęboki oddech, by się uspokoić i przypomnieć sobie, jak to się mogło stać. Gdzie on mógł zgubić ten portfel? I czy będzie w stanie go w ogóle odzyskać? Jest wręcz pewien, że jak wychodził z wytwórni z Ikuo, to jeszcze miał go ze sobą w kieszeni. Czekaj, co on w nim w ogóle miał? Czy coś szczególnie ważnego oprócz pieniędzy? Karta płatnicza, jakieś karty od sklepów, gotówka, paragony... Dowód ma ze sobą, przynajmniej tyle dobrego.
Wtedy, do głowy przyszło mu niedawne wydarzenie z przejścia dla pieszych, kiedy mocno zderzył się z jakimś facetem i aż go odepchnęło do tyłu z wrażenia. Może wtedy go upuścił? A z resztą, co to za różnica. Przecież nie będzie szlajał się po ulicy w poszukiwaniu portfela i paru stów, założy sobie nową kartę, nie ma innego wyjścia.
W ogóle... Ten mężczyzna, ten blondyn... Strasznie się dziwnie na niego patrzył, jakby widział jakiegoś ducha czy coś. W sumie, dużo ludzi tak na niego reaguje, więc nie powinno go to dziwić. Ale ten tam wydawał się mu dziwnie znajomy... Już wtedy zaczął się nad tym zastanawiać - skąd on go może znać? Mógłby przysiąc, że gdzieś już go kiedyś widział... Tylko gdzie?
Rin: Hmm... - czarnowłosy mruknął, zastanawiając się, lecz nic nie przychodziło mu do głowy.
Dobra, jebać. Jutro się tym wszystkim zajmie. I tak nie ma już na nic siły po tym wszystkim.
Rin westchnął ponownie i schował telefon do kieszeni, a następnie skierował się do kuchni, by zrobić sobie jakąś kolację. Otworzył lodówkę i patrzył się kilka dobrych sekund, co w niej jest, lecz nic nie przykuwało jego szczególnej uwagi. Po dłuższych przemyśleniach, trzykrotnym rozmyśleniu się, zamknięciu i otworzeniu lodówki dwukrotnie i wpatrywaniu się przez minutę w podłogę, chłopak stwierdził, że po prostu zje jabłko na kolacje i tyle, bo w sumie nie chce mu się robić nic bardziej złożonego, więc... Jebać. Po jakże skomplikowanej decyzji, mężczyzna wziął jabłko z blatu i umył je dokładnie pod bieżącą wodą, a potem ugryzł je, wpatrując się w widok za oknem. Piękna panorama wieczornego miasta... Zawsze zapiera dech w piersiach. Następnie, ogoniasty przeniósł wzrok na jedzone przez siebie jabłko, zaczynając studiować z nudów wszystkie jego cechy i niedoskonałości, myśląc wciąż z tyłu głowy, że jak on do jasnej cholery mógł zgubić swój portfel już 3 raz w tym roku. Lecz wtedy, coś przykuło jego uwagę. Jabłko było czerwone. Ten intensywnie czerwony kolor... Jak oczy tego typa. I to nie byle jaki kolor, tylko taka... Krwista czerwień. Krwista... Krew... Coś mu świta, jak o tym myśli. Ma to na końcu języka.
Rin: Hm... - chłopak mruknął do siebie, marszcząc brwi w zastanowieniu.
Wtedy, kot mężczyzny - Kuro - wskoczył sobie na blat i zaczął wąchać swoim noskiem jedzony przez swojego pana owoc, a potem bezkarnie wziął gryza, zaczynając wpierdalać jabłko z jego ręki. Rin uśmiechnął się na to i położył jabłko na blat, by ten mógł w spokoju jeść ''przywłaszczone'' jedzenie, a sam sięgnął po kolejne, leżące w koszyczku na środku kuchennego blatu. Lecz wtedy, zauważył coś, co momentalnie przykuło jego uwagę, a mianowicie - magazyn vogue z tegorocznej jesieni, który kupił kilka dni temu, leżący tuż obok owego koszyka.
Rin: Waaait... - szepnął do siebie, marszcząc brwi i przyglądając się mężczyźnie z okładki.Blond włosy, czerwone oczy.
''Katsuki Yoshimura''.
''Yakuza''.
No tak! To stąd go kojarzył! Przecież on jest kolegą Satoru, nie? Czekaj, a on w ogóle nie był synem jego szefa? Tak, chyba tak, coś mu świta...
Rin: Hmm... - czarnowłosy mruknął ponownie, opierając się przedramionami o blat i zaczynając przeglądać magazyn, a w szczególności strony poświęcone temu Katsukiemu. - Hm, jest całkiem przystojny, wiesz Kuro? Nawet bardzo, mówiąc szczerze... - powiedział do swojego kota, który zaczął ocierać się o jego ramię.
I w sumie wygląda jak-... O kurwa. On wygląda jak ten typ z jego snów!
Nie, nie, nie, nie, nie. Nie idźmy tą drogą, bo jeszcze zafiksuje się jak Ikuo na temat tego całego przeznaczenia i laski, które spotkał raptem 3 razy w pracy na korytarzu.
''Ale cholera, na prawdę wygląda jak on...'' - pomyślał, jadąc delikatnie palcami po jego zdjęciu na stronie.
~ Sen ~
P.o.v.: Rin.
https://www.youtube.com/watch?v=83reId9C_aI&list=RD3Tb0NWTVtqE&index=4&ab_channel=Dzivia%7CArturDzivia
https://www.youtube.com/watch?v=3Tb0NWTVtqE&list=RD3Tb0NWTVtqE&start_radio=1&ab_channel=TonyAnderson-Topic
Ja nic nie wiem 👀: https://www.horoskop360.pl/sennik
Wszechogarniająca cisza. Ciemność. Chłód. Gdzie ja jestem? Nie mogę się ruszyć. Czuję, że jestem przykuty do podłoża. Mam obwiązane ręce, nogi, całe ciało... Lecz nie czuję bólu. Właściwie to nic nie czuję. Jestem... martwy? A może po prostu uwięziony? Co za różnica... I tak nie uda mi się stąd wydostać, bo te pnącza są zbyt silne, a ja jestem zbyt słaby, by się z nich wyrwać. Z resztą, po co się w ogóle wyrywać? Po co w ogóle próbować i się starać? Czy mam w ogóle jakikolwiek powód, by walczyć teraz o swoje życie?
Z sekundy na sekundę czuję, że ciernie coraz mocniej się na mnie zaciskają. Ich kolce zaczynają wbijać się w moją skórę. Nie oddycham, lecz... Wciąż czuję, jakbym tracił oddech? Czuję, jak odpływam... Jakby moja świadomość cofała się gdzieś daleko, w nieznane mi już miejsce, a ja... Powoli usypiam. Czuję nicość. I to jest tak pięknie przerażające.
''Me dziecię... Zbudź się z letargu.'' - nagle, niski, męski głos rozległ się echem po otaczającej mnie pustce, rezonując w mojej głowie.
''Kim jesteś?'' - zapytałem.
''Jam jest ojcem twym.''
''Kłamiesz. Nie brzmisz jak mój tata.''
''Zaprawdę powiadam ci, że jam jest ojcem i patronem wielu, a nędznicy bogiem chcą mnie zwać. Lecz w tobie mam upodobanie, boś z krwi mej powstał i krwią mą żyjesz. Tak jak ojciec twego ojca, co z kości mej stworzon został i w pył się obrócił, takżeś również jest mym synem, a jam ojcem twym pierwotnym jest.''
Jego głos jest taki kojący i... Ciepły. A więc to jest ten, kogo zwą pradawnym ojcem? Moim... Przodkiem? Bogiem... Ale dlaczego mówi do kogoś takiego, jak ja? Czy na prawdę jestem godzien, by słyszeć jego słowa i... Być jego synem?
''Powstań żeś teraz i zbudź się ze snu, me drogie dziecię, bom ci tak przykazał.''
''Ale... Po co, ojcze? Po co mam wstawać?''
''Bom taka jest ma wola.''
''Wybacz, lecz nie mogę spełnić twego życzenia. Nie mam sił. Jestem zbyt słaby.''
''Żadne z mych dzieci nie jest słabe. Choć brat twój moc mą odziedziczył i patronem jest, co lud mój wiedzie, tyś również powstał z kości mej, toteż boską część nosisz w sobie.''
''Ma krew jest twoją krwią. Twe ślepia są moimi ślepiami. Twe dłonie są moimi dłońmi. Pochodzisz ode mnie, więc jestem częścią ciebie. Tak więc ma wola jest również twoją wolą. Wstań więc i zacznij iść przed siebie, synu, bom tak ci przykazał. Powstań. Niech mój płomień rozbudzi twe śmiertelne ciało, byś stał się podobny mi, Moggonie.'' - wypowiadając to imię, niespodziewanie wprawił moje martwe serce w ruch, które z sekundy na sekundę biło coraz szybciej.
Czuję, jak krew nagle zaczyna przepływać przez me ciało. Stopniowo odzyskuję zmysły i siły. Ciepło i wola walki wzrasta we mnie. Jakby właśnie tchnął we mnie ducha, bym narodził się na nowo.
Pnącza mocniej zaciskają się wokół mnie, lecz nie boję się, bo wiem, że on jest przy mnie. Walczę, bo on mi tak mówi. Jego wola staje się moją wolą. Wyrywam się, szarpię. Kolce pnączy nie są mi straszne.
Czuję jego wzrok na sobie... Obserwuje mnie. Ale zupełnie mi to nie przeszkadza, bo wiem, sam nie wiem skąd, że on i tak wie o mnie wszystko i nie mam przed nim nic do ukrycia. Czuję, jak jego słowa, wypowiadające moje imię, obijają się o zakamarki mego umysłu i rozpalają mnie od środka. Im dłużej o tym myślę, tym szybciej chłód opuszcza me ciało. Płonę, a on jest mym ogniem. Ja... jestem jego ogniem.
Moja skóra zajarzyła się niebieskim płomieniem, a pnącza zaczęły ustępować. Stałem się wolny, mogę wstać. Ogień dał mi wolność i wolę walki. Czuję się... Żywy.
Podnoszę się na własne nogi i spoglądam w ciemność. Nic nie widzę, lecz ojciec chce, bym szedł.
Więc idę. Robię pierwszy krok. Chodź nic nie widzę, idę na przód, bo jego wola jest moją wolą.
''Jesteś częścią mnie, mój synu, a twe całe istnienie jest naznaczone tym, że jesteś moim synem. Zawsze pamiętaj o tym. A teraz idź. Puszczam cię wolno. Lecz nigdy nie zapominaj o tym błogosławieństwie, które zwie się również klątwą. Albowiem płomień, któryś otrzymał ode mnie namaszczony jest mą wolą. Pamiętaj, żeś jest latarnią nadziei podczas sztormu i żeś potrafisz rozświetlić czarną noc, lecz zdolnyś również spalić i obrócić w pył to, coś zdołał wydostać z tej ciemności. Płomień mój wybudził twe serce z objęć śmiertelności, więc twe serce od poczęcia jest nim namaszczone. Toś jest klątwa, którą musisz nieść.''
Wtedy, ciemność rozświetliła się momentalnie, a moim oczom ukazała się łąka, pokryta białymi płatkami kwiatów, które pochodziły od wielkiego, samotnego drzewa, znajdującego się na jej środku.
Spojrzałem na me ręce. Ogień powoli uspokajał się, aż w końcu zniknął, jakby wchłaniając się w me ciało. A więc... To ja rozświetliłem tą łąkę?
Zacząłem iść na przód. Mokra trawa delikatnie łaskotała moje stopy, a szum wody i śpiew ptaków docierał do moich uszu gdzieś z oddali, dodając całemu otoczeniu klimatu i atmosfery.
Rozejrzałem się dookoła. Oprócz wielkiego drzewa, pod którym stałem, przez łąkę płynęła również całkiem spora rzeka. Nad jej brzegiem siedział jakiś chłopak, który bawił się z małym stadem ptaków, śmiejąc się radośnie.
Uśmiechnąłem się szeroko, rozpoznając chłopaka, a potem podszedłem do niego, siadając przy brzegu obok niego.
Rin: Hej. - rzuciłem na powitanie, lekko trącając go w ramię.
Takeo: Hej! - szatyn obrócił się w moją stronę z szerokim uśmiechem na ustach, który jednak szybko zbledł, widząc moją twarz. - Rin? Co ci się stało? Wszystko ok?
Rin: Co masz na myśli?
Takeo: Krew ci leci z ust... Nie czujesz?
Rin: Co? - zmarszczyłem brwi, dotykając palcami moich ust i spoglądając później na nie.
Rzeczywiście, była na nich krew. Próbowałem ją wytrzeć, lecz im dłużej i bardziej się starałem ją zetrzeć, tym więcej było jej na moich rękach.
Rin: Co jest? - szepnąłem do siebie, nachylając się nad wodą, by spojrzeć na swoje odbicie w niej.
Moje całe usta były zakrwawione i cały czas z nich ciekła krew, która teraz również znajdowała się na całych moich dłoniach.
Nie miałem pojęcia, co i dlaczego to się dzieje, lecz wiedziałem, że muszę ją zmyć z siebie jak najszybciej. Zamoczyłem więc ręce w wodzie do łokci, a następnie zbliżyłem je do swojej twarzy, wycierając i myjąc swoje usta. Po paru razach, ponownie spojrzałem w swe odbicie w wodzie, lecz szkarłatna ciecz wciąż znajdowała się na mojej skórze, nie chcąc z niej w ogóle zejść.
Rin: Dlaczego... - wyszeptałem, bardziej nerwowo próbując zmazać z siebie to coś.
Takeo: Coś ty zrobił...? Rin... Czemu? Myślałem, że... Ty i ja... - szatyn odezwał się nagle drżącym głosem, momentalnie zwracając moją uwagę.
Lecz gdy zobaczyłem ten widok... Zamarłem w miejscu. Wszystkie ptaki, z którymi wcześniej bawił się Takeo, leżały dookoła nas, martwe, poszarpane, a niektóre z nich miały nawet oderwane głowy. A on sam siedział przerażony, trzymając kurczowo zakrwawione po łokcie ręce przy swojej szyi, z której ciecz lała się dosłownie jak woda z kranu.
Rin: Takeo-... - chciałem wyciągnąć do niego rękę, lecz wtedy ujrzałem, że jest ona cała zakrwawiona.
No tak... To ja to zrobiłem. To jego krew leje się z mych ust. Lecz najbardziej obrzydliwe było to, że... Lubiłem jej metaliczny posmak.
Rin: I tak chciałeś umrzeć, więc... Wyświadczyłem ci tym przysługę. Przynajmniej przydasz się na coś przed śmiercią.
Dlaczego ja to powiedziałem? Nie chciałem tego powiedzieć! Czekaj, nie, nie to miałem na myśli! Takeo!
Rin: Dzięki, że byłeś moją inspiracją. Szkoda tylko, że nikt się nie dowie, że to ty stoisz za moim sukcesem.
Takeo: To znaczy, że moja śmierć była... Przydatna?
Rin: Tak, kochanie... Byłeś moją najlepszą, tragiczną inspiracją...
Wtedy, moja ręka nagle złapała jego koszulkę, a ja przyciągnąłem go do siebie, wbijając się kłami w to samo miejsce na jego szyi, z którego sączyła się krew. Rany pasowały idealnie. Były wręcz odbiciem mojego uzębienia. Czuję się sobą obrzydzony, lecz nie mogę przestać. Jakby nieznana mi siła zaczęła kontrolować me ciało.
Takeo: Czyli przyznajesz, że... Umierając, stałem się częścią ciebie?
Jego słowa sprawiły, że się zatrzymałem, a moje ciało odsunęło się od niego, patrząc mu w oczy.
Takeo: Ciekawe, kto kogo wykorzystał. Jak myślisz, Rin? - powiedział z uśmiechem, rozsmarowując dodatkowo krew na moich ustach. - Mam nadzieję, że będzie cię to boleć jak cholera. Tak samo, jak mnie bolało to, kiedy mnie raniłeś. Wypchaj się własnym ''lekarstwem''.
Po chwili, ręka szatyna odepchnęła moją twarz, a jego ciało bezwładnie upadło na ziemię, by następnie sturlać się po brzegu i na koniec wpaść do znajdującej się obok rzeki. Woda nagle zabarwiła się na czerwono, a jej prąd przybrał na szybkości, wzburzając ją do tego stopnia, że aż zaczęła się wylewać z koryta.
Ten widok przeraził mnie do tego stopnia, że aż odzyskałem kontrolę nad mym ciałem. Wstałem więc szybko z trawy i zacząłem się cofać, lecz tym sposobem zgniotłem zwłoki i pozostałości biednych ptaszków, których krew i pióra przylepiły się do moich stóp.
''Toś jest klątwa, którą musisz nieść.''
Donośny głos ojca znów rozległ się po całym otoczeniu, a wszystko zaczęło jakby... Pękać?
Płatki kwiatów drzewa zaczęły pokrywać się szkarłatną krwią, a ja dodatkowo swoimi stopami brudziłem te z nich, które zdążyły upaść już na ziemię. Roślina zaczęła więdnąć i martwieć tuż przed moimi oczami, a spadające z jej gałęzi kwiaty zaczęły mnie powoli otaczać, powalając mnie i powoli przykrywając całe moje ciało.
Czuję, jak moja klatka piersiowa zapada się pod siebie. A widok zwisającego z gałęzi nade mną ciała szatyna, którego krew kapała mi na twarz, przypominało mi jego słowa, które wręcz trwale odcisnęły się w mym umyśle.
Rzeczywiście stał się częścią mnie, czy tego chciałem, czy nie. Nawet jeśli jego ciało więdnie wraz z tym drzewem... Nawet jeśli go już tu nie ma. Będzie wciąż żył i lśnił w mych wspomnieniach niczym złoto.
I wtedy - ciemność. Kwiaty pokryły i zaczęły wręcz mnie dusić, ''topiąc'' mnie w ich ciasnym objęciu. Czuję je w swoim gardle. Nie mogę się ruszać. Tak, jak wtedy, zanim ojciec mnie uratował.
Lecz nie mogę im pozwolić na to, by mnie pochłonęły, bo nie taka jest jego wola. Nie jestem już tak słaby jak wcześniej. Mogę po prostu spalić to wszystko i pozbyć się tych durnych kwiatów, prawda?
Moje ręce zajarzyły się więc ponownie ogniem, a ja poczułem jak ciężar powoli ze mnie schodzi. Wystarczy, że wszystko spalę i znów będę mógł powstać! Wystarczy, że...
Spalę to... Co zyskałem i ujrzałem, oświetlając to miejsce...
Czyli... Od samego początku byłem naznaczony, by to zniszczyć? A więc to jest moja klątwa... Już rozumiem, ojcze, co miałeś wtedy na myśli.
Świat wtedy ponownie pękł, a ja poczułem nagle, jak ziemia się pode mną zapada, a ja zaczynam spadać gdzieś w otchłań. Wszystko dookoła mnie dosłownie pękło jak szkło, w którym odbijały się moje wspomnienia z martwym już szatynem.
Takeo: Rin! - martwe ''ciało'', które zaczęło spadać razem ze mną, ożyło nagle, wyciągając do mnie rękę, by mnie złapać i uratować z upadku, lecz...
Wiedziałem, że świat, w którym on się znajduje, nie należy już do mnie, a rzekome ''ciało'', które chciało mnie właśnie złapać... Było tak na prawdę jego duszą, próbującą wciągnąć mnie razem z nim na ten drugi, pozagrobowy świat.
Lecz ja nie mogę do ciebie dołączyć, kochanie. Me nieśmiertelne serce mi na to nie pozwala. To jest moja klątwa za to, że jestem synem mego ojca. To jest naznaczeniem i sensem mojego istnienia, bo on jest częścią mnie i to jego krew płynie w moim sercu, które bez tego byłoby... Martwe.
Cóż za ironia, nieprawdaż? Żyję, bo on jest częścią mnie. Ten, który powołał mnie do życia. I to właśnie sprawia, że chcę umrzeć. Ale nie mogę, bo jego nieśmiertelne serce... Jest moim sercem.
Paradoks mojego istnienia. Paradoks mego ojca boga. Paradoks tego świata, z którego nie potrafię się wydostać. Moją klątwą jest właśnie ten paradoks.
I nagle, moje plecy uderzyły w coś twardego, a szkło znikło, przetapiając się tym samym w zupełnie nowe otoczenie.
Znów znajdowałem się na łące, lecz tym razem - pełnej niebiesko-fioletowych kwiatów... Niezapominajek. Przeniosłem swój wzrok na niebo nade mną i... Boże, jaki piękny to był widok. Jeszcze piękniejszy niż tamto białe drzewo, zanim zwiędło. I ten śpiew przelatujących po tym niesamowitym niebie ptaków, które były... Żywe. Jeszcze... Żywe. Było tak spokojnie, lecz... Czy ja na prawdę zasługuję na ten spokój? Po tym jak zniszczyłem tamtą łąkę?
???: Pięknie tu... Nieprawdaż? - nagle, usłyszałem nieznajomy głos obok mnie, co od razu sprawiło, że zerwałem się z pleców, odsuwając się do boku. - Coś nie tak? Przecież to tylko ja.
Rin: Tylko ty...? Kim jesteś, nie znam cię.
Przyglądałem się uważnie blondynowi obok mnie, którego krwistoczerwone ślepia wpatrywały się wprost we mnie, jakby przeszywając na wskroś mą duszę.
???: Jestem tym, kogo możesz nazwać częścią siebie. Lecz w tym samym czasie, jestem oddzielną osobą. Ale to nie ma teraz znaczenia. Ważne, że jesteśmy tutaj razem. - dodał z uśmiechem, zrywając jeden niebieski kwiat i wsadzając mi go we włosy. - Chodź, musze ci coś pokazać.
Wpatrywałem się w tajemniczego, nieznanego mi blondwłosego chłopaka w zdziwieniu, a ten po chwili wstał z ziemi i złapał mnie za rękę, zaczynając mnie gdzieś prowadzić, sam nie wiem jeszcze gdzie.
Rin: Czekaj, ja-... Nie, zostaw mnie. Musisz uciekać! Ja nie chcę cię skrzywdzić! - wykrzyknąłem, spoglądając w przerażeniu na moje ręce.
???: O czym ty mówisz? Nigdy byś mnie nie skrzywdził, ufam ci.
Rin: N-nie rozumiesz! - krzyknąłem, wyrywając od niego dłoń, gdy doszliśmy do kamiennego mostu przy rzece. - Ja... Ja wszystko niszczę na swojej drodze. Wszystko obraca się w pył, jak tego dotknę. To jest moja klątwa. Nie możesz tutaj ze mną być. Zranię ciebie prędzej czy później.
???: Ranisz mnie bardziej tym, że oddalasz się ode mnie, Rin.
Rin: Co?
???: Za każdym razem, gdy ciebie nie ma... Te pnącza owijają się wokół mnie. - powiedział, a z jego oka spłynęła krwista łza. - Ten ogień zaczyna palić mnie od środka. Niszczy mnie. Tylko przy tobie on się uspokaja.
Nie rozumiem. Przecież to właśnie ten ogień spalił poprzednią łąkę. Ja ją spaliłem, a jego razem z nią. Jakim cudem więc mogę kogoś uspokajać, skoro w mą naturę wpisane jest zniszczenie?
???: Ogień daje też światło w mroku i ociepla tych, którzy umierają z zimna.
Rin: Ale... To nie ma sensu. Nie rozumiem.
???: Skupiasz się za bardzo na klątwie, a nie myślisz o błogosławieństwie. Jedno nie istnieje bez drugiego. Obie te natury są kompatybilne. Lecz to nie od ciebie zależy, którą z nich wybierzesz. To natura wybiera ciebie, a raczej... Osoba, która potrzebuje twego ognia. Bo przecież... Ogień został stworzony, by służyć ludziom, prawda?
To prawda...
Ale czy to ma wtedy oznaczać, że... Takeo chciał... Bym go zniszczył? Nie, on potrzebował, bym go zniszczył.
???: A ja potrzebuję, byś mnie uratował, Rin.
Wtedy, wszystko dookoła pokrył cień, a mym oczom ukazał się widok owego blondyna, owiniętego i przykutego do podłoża pnączami, których kolce zaczęły wbijać się w jego skórę. Tak, jak miało to miejsce ze mną...
Przyglądałem się chwilę temu agonalnemu cierpieniu chłopaka, który krzyczał w niebogłosy, próbując walczyć z nieokiełznanymi pnączami. I wtedy zrozumiałem, że... Mimo tego, że jest owinięty tak, jak ja kiedyś... Różniliśmy się od siebie. Ja od razu się poddałem, a on próbuje walczyć mimo tego, że pnącza są zbyt silne, by sam mógł się z nich wyrwać.
On posiadał wolę walki, której mi brakowało od samego początku. On nie potrzebuje ojca, by wyrwał go z letargu i dał mu wole życia oraz cel. On sam go znalazł, sam obudził sobie w to pragnienie. Lecz jego śmiertelne ciało nie pozwala mu się stąd wydostać, więzi go. Ciekawi mnie, czy gdyby miał krew i serce ojca, jak ja... Co by się wtedy stało?
???: Aaargh! - blondyn ponownie krzyknął, a przez jego żyły i serce przebiegł niebieski płomień, który aż było widać przez jego skórę, sprawiając, że na chwilę dał pnączom za wygrane.
Tak, jak myślałem... Jego ciało nie jest gotowe na przyjęcie ognia ojca, a raczej - jest niezdolne do tego. Czyżby dlatego, że... Ogień posiada jego wolę, która kłóci się z wolą blondyna? Właśnie... Ja przyjąłem ogień, bo nie miałem własnej woli, więc jego wola stała się moją wolą. Lecz on sam ją znalazł więc... Nie potrzebuje jej i dlatego sprawia mu cierpienie.
Dlatego... Jestem jego ukojeniem?
Rin: Spokojnie, jestem tu...
Po chwili, podszedłem do blondyna i dotknąłem delikatnie jego serca, a ogień w środku momentalnie się uspokoił, sprawiając mu natychmiastową ulgę.
Ja byłem jego ulgą.
Wtedy, blondyn zamachnął się mocno i zerwał z siebie natrętne pnącza, nie przejmując się ranami i spływającą z nich krwią.
Rin: Niesamowite... Jak to zrobiłeś? - zapytałem, szczerze zaintrygowany jego siłą.
???: Bo ty tu jesteś. - odpowiedział na pytanie, nawiązując ze mną kontakt wzrokowy. - Jestem częścią ciebie, a ty jesteś częścią mnie.
''Bo ja jestem wolą walki, której ty potrzebujesz, a ty jesteś ukojeniem, którego potrzebuję ja.''
~ Koniec snu ~
_________________________________________________________________________________
Czas: następny dzień, wieczór.
Miejsce: pokój Katsukiego, dom rodu Yoshimura.
P.o.v.: Autor.
Katsuki, po wczorajszym zderzeniu z Rinem na przejściu, gdy wrócił już do domu, nie mógł przestać o tym wszystkim myśleć. Był zaintrygowany i zaciekawiony tą całą sytuacją i tym, kim tak na prawdę był ten mężczyzna. I co zrobił, że ludzie się po prostu... Zatrzymali? Kurwa, niebo dosłownie poczerniało w sekundę i... Te szafirowe oczy. Ta aura. Ten głos... Nie, to nie mogło mu się po prostu ''przywidzieć''. Czuł, że coś było na rzeczy, tylko co?
Z początku, Katsuki opierał się myśli wyszukiwania tego typa w przeglądarce i w ogóle rozmyślania nad tą całą sytuacją. Jednak nie udało mu się i po pewnym czasie uległ, zaspokajając swoją ciekawość poprzez wpisanie frazy z jego imieniem w internecie. Oczywiście, od razu pokazało mu się setki artykułów, zdjęć, filmów oraz jego ''profil'' na wikipedii. Po chwilowym zawahaniu, blondyn kliknął w pierwszy link, a jego oczom ukazała się strona wypełniona tekstem, z różnymi tabelkami, zakładkami i zdjęciem chłopaka po prawej - typowa strona na wikipedii.

''O kurwa'' - pierwsze, co Katsuki pomyślał, widząc poświęconą mu stronę. Matko, te wszystkie tytuły... Dyskografia i biografia... O, jest w jego wieku, ciekawe...
I tak zaczęło się poszukiwanie informacji na temat - już nie tak tajemniczego - mężczyzny z przejścia dla pieszych. Katsuki przeczytał kilka zdań z wikipedii, później zerknął na jego profil na instagramie i tweeterze, obczaił jego zdjęcia, a nawet parę piosenek i filmów na youtubie. Wydawał się dosyć... Czarujący? Nie to, że jest gejem, czy coś. Po prostu wygląda... Spoko. Chyba.
I w ten sposób minęły kolejne 24 godziny (tamto wcześniej działo się tego samego dnia, co ich ''spotkanie'', a to jest już dzień później), a Katsuki wciąż nie mógł się zdecydować, co ma zrobić z tym portfelem, który Rin zgubił tamtego popołudnia. Z jednej strony mógłby to po prostu olać, bo w sumie czemu nie, ale kradzież pieniędzy, mimo jego dosyć wybuchowego i delikwenckiego charakteru, wydawała się bardzo podłym i haniebnym czynem, którego on nie chciał dokonać. Chłopak leżał więc na łóżku, słuchając muzyki w słuchawkach i wpatrując się w sufit z założonymi za głową rękoma, rozmyślając również, co powinien zrobić w tej sytuacji. Przecież nie ma jego numeru, nie ma z nim żadnego kontaktu. Ba, w ogóle go nie zna, jeżeli chodzi o osobiste relacje. A czy osoba jego pokroju, to znaczy sławna i te sprawy, dodałaby go do znajomych na facebooku, gdy się nie znają osobiście, albo czy w ogóle odczytałby jego wiadomość? A w sumie, co to za różnica, napisze mu na privie na fejsie o tym jebanym portfelu, to już nie jego sprawa, czy odczyta, czy nie. Chciał dobrze przecież, prawda?
Ku zdziwieniu Katsukiego, Rin odczytał wiadomość stosunkowo szybko, bo zaledwie 5 minut później, a nawet sam zaprosił go do znajomych. Chłopak na to zmarszczył brwi, nieco zdziwiony, przyjmując zaproszenie, a następnie wszedł w konwersację z nim, odczytując wiadomość.
Katsuki prychnął, lecz podświadomie również się lekko uśmiechnął na jego reakcję, a potem napisał zwykłe ''ok'', blokując telefon i rzucając go obok na łóżko.
''Hm... Ciekawe.'' - pomyślał.
_________________________________________________________________________________
Czas: następny dzień, koło 12.
Miejsce: centrum miasta, ''Złota Galeria''.
P.o.v.: Autor.
Piękny, słoneczny poranek kolejnego, jesiennego dnia. Rin czekał na Katsukiego w galerii w umówionym wcześniej przez nich miejscu, tym razem przychodząc punktualnie, co nie zdarzało mu się zbyt często.
Chłopak opierał się łokciem o metalową barierkę w jednym z głównych korytarzy galerii, przeglądając przy tym coś w telefonie, by szybciej zabić czas. Cóż, humor dzisiaj mu dopisywał. Był całkiem podekscytowany tym spotkaniem, a może raczej... Był bardziej zaciekawiony? No i przecież odzyska swój portfel! To oszczędzi mu tyle formalności i pierdolenia się! Coś cudownego.
Z kolei Katsuki, po wyszykowaniu się do wyjścia, zastanawiał się dosyć długo, czy dzisiaj być w lepszym, czy może w gorszym humorze? Opierdolić go i zjechać, czy być stosunkowo ''miłym'' (fuj) i po prostu oddać mu ten portfel i tyle? Lecz koniec końców - postanowił być neutralny, przynajmniej z początku. Jak gwiazdor go wkurwi, wtedy wybuchnie i może da mu w mordę dla rozrywki? Kto wie?
Po wyjściu z domu, blondyn wsiadł do samochodu, wrzucając wszystkie rzeczy z kieszeni do schowka samochodowego. Następnie powoli pojechał w stronę galerii, gdzie umówił się z czarnowłosym, stawiając samochód na podziemnym miejscu parkingowym, gdy znalazł się już na miejscu. Po zaciągnięciu ręcznego, spojrzał na wiadomość w telefonie, aby sprawdzić gdzie dokładnie mieli się spotkać, a potem wyszedł z pojazdu, wcześniej biorąc swoje rzeczy ze schowka, i zamknął samochód, kierując się do wejścia galerii.
Chwilę zajęło mu odnalezienie go, lecz po paru minutach udało mu się, zauważając w oddali opierającego się o barierkę chłopaka, który poprawiał swoje czarne, chaotycznie ułożone włosy.
Katsuki: Yo. - mruknął, podchodząc bliżej i machnął lekko dłonią.
Rin: Huh? O hej! - Rin odwrócił nagle wzrok od telefonu, słysząc czyjś głos i zauważając podchodzącego w jego stronę blondyna. - Cześć, jestem Rin. Miło poznać. - rzucił z uśmiechem, podając mu rękę na przywitanie.
Dziwne... Znów czuje to gorejące uczucie w sercu. Nie jest tak intensywne, jak wtedy na przejściu, ale... Sam nie wie, jak ma to opisać.
Rin, z drugiej strony, zdziwił się wewnętrznie, że mężczyzna, który właśnie przed nim stanął, był praktycznie identyczny wyglądem do chłopaka, który znalazł się w jego śnie. W ogóle, sam fakt, że tak dobrze pamiętał czyjąś twarz, był dla niego mega dziwny, bo całe życie myślał, że ma skrajnie słabą pamięć jeżeli chodzi o twarze innych, a tu proszę. Mógłby przywołać jego każdy najmniejszy szczegół.
Katsuki: Katsuki. - mruknął na wyjebaniu, również ściskając jego dłoń.
Szczerze, to niespecjalnie go obchodziło to spotkanie. A może po prostu sobie to wmawiał? Może po prostu chciał mówić sobie, że ma go w dupie, ale tak naprawdę chciał go poznać? Coś jednak było w tym czarnowłosym, że chciał się zagłębić się bardziej w jego życie... I poznać go osobiście, a nie z artykułów i wikipedii.
Blondyn dość długo trzymał jego dłoń, bo zapatrzył się ponownie w jego szafirowe oczy, również się zamyślając i błądząc gdzieś w chmurach, co było do niego raczej niepodobne. Rin za to, po chwili oczekiwania aż ten puści w końcu jego dłoń, uśmiechnął i zaśmiał po nosem, unosząc przy tym jedną brew do góry, zmieszany, gdy ten wciąż ściskał dosyć mocno jego rękę.
Rin: Um... Wszystko w porządku, Katsuki?
Miał coś na twarzy, czy po prostu kolejna osoba nie może odwrócić od niego wzroku? Nie to, że się przechwala, ale... Zdarzyło się nie raz.
Katsuki: Ta. Nie poczuwaj się. - zawarczał, budząc się z zamyślenia, a potem popatrzył szybko w bok.
Rin: Um, o... Ok? Jasne. - Rin zaśmiał się dosyć nerwowo, marszcząc brwi, i również zabrał swoją rękę, kładąc ją na barierce za nim.
Po dosyć krótkiej chwili niezręcznej ciszy, Katsuki postanowił wyciągnąć z kieszeni swoich spodni portfel mężczyzny, a następnie rzucił go bez ostrzeżenia w jego stronę, czekając na jego reakcję. Rin za to wciąż patrzył w bok, więc nie zauważył, jak ten wyciąga jego portfel, jednak i tak udało mu się złapać nadlatujący w jego stronę przedmiot jedną ręką, wywołując delikatne zdziwienie na twarzy blondyna.
Katsuki: Całkiem nieźle. - rzucił czerwonooki, delikatnie się uśmiechając.
Rin: Dzięki. - odpowiedział czarnowłosy, z powrotem przenosząc na niego wzrok. - Um... Masz może ochotę na jakąś kawę? Ja stawiam, w ramach podziękowań za... To, haha. - ogoniasty pokazał portfel, a następnie schował go do kieszeni, czekając na odpowiedź blondyna.
Katsuki: Może być. - odpowiedział na propozycje, a potem mruknął cicho, przebierając palcami w kieszeniach. - Chodź. - dodał i powoli ruszył w stronę kawiarni, która znajdowała się na drugim piętrze galerii niedaleko ruchomych schodów. - Może być tu?
Rin: Jasne. Panowie przodem. - Rin dodał prześmiewczo z czarującym uśmiechem, wskazując ręką na wejście, by ten poszedł pierwszy.
Katsuki: Pf. - prychnął, wchodząc do środka.
Owa kawiarnia, do której właśnie weszli, była dosyć duża i piękne przeszklona, z widokiem na jedną z głównych ulic oraz wieżowce, znajdujące się nieopodal. Dodatkowo, modernistyczny styl jej wnętrza bardzo odpowiadał czarnowłosemu, dzięki czemu od razu poczuł się jakoś swobodniej w tym otoczeniu.
Po krótkiej chwili i rozglądnięciu się, obaj mężczyźni podeszli do długiej lady, wykonanej z jasnego drewna, a Rin oparł się o blat, patrząc nieco w górę na menu.
Rin: Czego duszyczka sobie życzy? - zapytał, sam zastanawiając się nad wyborem kawy.
Katsuki podszedł obok niego i również oparł się o blat, spoglądając kątek oka na zastanawiającego się kompana. Zaczął zwracać uwagę na jego profil i ostrą linię żuchwy, na jego ramiona, szyję, zadbane, nieco żylaste dłonie, z pierścieniami na palcu wskazującym i serdecznym. Ten czarny sweter, okryty skórzaną kurtką o tym samym kolorze, i srebrny naszyjnik, schowany pod koszulką. A do tego te ładne, roznoszące się w powietrzu perfumy, których zapach docierał wprost do jego nozdrzy.
Rin wydawał się mu taki... Atrakcyjnie czysty, o ile to stwierdzenie ma w ogóle sens. Może zadbany byłoby lepszym słowem? Sam nie wie. Po prostu nie każdy mężczyzna, z którym się przyjaźni bądź spotyka na ulicy, wygląda tak, jak on. To znaczy, wiadomo, że książę i celebryta musi dbać o swój wygląd, ale... Sam vibe, jaki daje, czyli taki... Męski, lecz nie przesadnie, a bardziej tak... delikatnie męski? Przyciąga go do niego. Cóż, ciężko to opisać słowami.
Dziwne jest dla niego również to, że wcześniej nie zwracał uwagi na takie cechy u innych mężczyzn, po prostu go to nie obchodziło lub nigdy nie przykuło jego szczególnej uwagi. A u Rina, te cechy ''same wpadają mu w oko''. Co nie oznacza, że jest od razu gejem, oczywiście. Po prostu potrafi przyznać, że mężczyzna stojący obok niego jest atrakcyjny, i tyle. W ogóle, ciekawe, czy Rin... Czy on jest gejem? Wyglądał na zaciekawionego jego obecnością, ale... Czy pytanie go o coś takiego będzie... Spoko? W sumie nie znają się długo. Może sobie odpuści, bo jeszcze wyjdzie na debila, a tego nie chce.
Po chwili, czując na sobie wzrok Katsukiego, Rin obrócił wzrok w jego stronę, uśmiechając się kojąco od ucha do ucha, co sprawiło, że blondyn momentalnie odwrócił wzrok na menu, próbując ''nie dać po sobie poznać'', że się mu przyglądał.
Katsuki: Dużą latte z syropem kokosowym. - odpowiedział szybko, a potem spojrzał na ciastka w gablotce obok. - I ciastko z chilli.
Rin: Mm, zdecydowany. Lubię takich. - powiedział z uśmiechem, bez żadnego wstydu, spoglądając na niego, a później przenosząc wzrok na podchodzącą właśnie do kasy baristkę.
Huh... Ciekawe.
Baristka: W czym mogę słu-... - kobieta powiedziała, wpierw patrząc na kasę, lecz później zauważyła patrzącego na nią Rina, od razu się rumieniąc. -... żyć... O matko. Przepraszam, ja-... Woah. O mój Boże.
Rin: Haha! - Rin zaśmiał się, zauważając, że baristka jest prawdopodobnie jedną z jego fanek, a następnie spojrzał w górę na menu, mówiąc zamówienie. - Poproszę... Dużą latte z syropem kokosowym i ciastko z chilli, a dla mnie... Hm... Dużą mochę.
Baristka: O-ok. Coś jeszcze pan sobie życzy?
Rin: Nie dziękuję.
Baristka: Ok, to będzie...
Widząc, jak kobieta i Rin rozliczają się już z rachunku, Katsuki odszedł od lady, by znaleźć dla nich jakiś stolik. Nie szukając długo, blondyn usiadł w najdalej wysuniętej części kawiarni, z dala od reszty, i rozsiadł się wygodnie w fotelu. Następnie, spojrzał przelotnie na Rina, a potem przeniósł wzrok na widok za oknem, czekając na przyjście swojego ''kompana''.
Rin za to rozliczył się z kelnerką, dając jej również napiwek, a potem dodatkowo złożył jej upragniony autograf, wprawiając tym samym baristkę w zachwyt, że aż poszła się pochwalić swoim przyjaciółkom z pracy. Następnie, chłopak rozejrzał się w poszukiwaniu stolika, przy którym siedział Katsuki. Na szczęście, udało mu się go dosyć szybko znaleźć, więc mężczyzna skierował się tam i usiadł na przeciwko niego z uśmiechem, poprawiając i przeczesując swoje bujne włosy ręką.
Rin: O matko. - westchnął cicho, chowając długopis do kieszeni w swojej skórzanej kurtce, którą następnie zdjął i położył obok siebie.
Katsuki: ...
Blondyn westchnął cicho, bacznie go obserwując i zastanawiając się nad tym, czy powinien powiedzieć to czy nie. Ale w sumie... Jebać. Skoro typ sam stworzył taką okazję to, czemu nie?
Katsuki: Co to w ogóle był za tekst, tam przy ladzie? - rzucił nagle, rozpoczynając tym samym rozmowę.
Rin: Huh? A co, zaczerwieniłeś się? - odpowiedział lekkim żartem, uśmiechając się i układając wygodniej w fotelu.
Katsuki: Nie pozwalaj sobie. Po prostu pytam. Chce mieć jasna sytuację z tym wszystkim. - powiedział i wywrócił oczami, opierając się wygodnie plecami o kanapę z tyłu.
Rin: ''Jasną sytuację'' z czym dokładniej? - zapytał, wywijając wypowiedź tak, by blondyn zapytał go o to wprost.
Katsuki: No, czy ty... Ugh... Wiesz o co mi chodzi. - mruknął, patrząc na widok za oknem.
Rin: M-m. - burknął, kiwając przecząco głową, jakby nie wiedział o co mu chodziło, by się z nim trochę podrażnić.
Katsuki: Ugh... - westchnął, przewracając oczami, by na końcu spojrzeć na niego. - Dobra, jebać. Jesteś gejem, czy... Po prostu rzucasz takimi tekstami dla zabawy?
Rin: Jestem. - powiedział bez zawahania, patrząc mu prosto w oczy. - A ty?
Katsuki: Ja? Nie. Pf, jeszcze czego. - dodał i odwrócił wzrok, brzmiąc dziwnie podejrzanie.
Rin: Mhm. Słodko. - szepnął cicho i zachichotał pod nosem, poprawiając włosy.
Katsuki: Co?
Rin: Nic nic. - machnął ręką, zlewając jego pytanie. - Dobra, zmieniając temat... Jesteś znajomym Satoru, nie? Słyszałem co nie co o tobie. Katsuki Yoshimura...
Katsuki: Ta, znajomym. Bardziej po prostu łączy nas tylko robota. Do niczego innego nie jest mi potrzebny. - powiedział, patrząc na niego. - A co?
Rin: Woah. - Rin otworzył nieco szerzej oczy i uniósł brwi do góry, słysząc niezbyt przyjazną wypowiedź o swoim bracie. - Nic, po prostu tak chciałem się spytać.
Katsuki: Ja też po prostu pytam. - mruknął, siedząc trochę jak na skazaniu.
Mimo to, co jakiś czas spoglądał na Rina. Coś go w nim ciekawiło, ale za cholerę nie wiedział co... Zastanawiał się, co niby w nim takiego jest, co go do niego przyciągało.
Rin: Hah, nie no... Po prostu coś mi się skojarzyło, że się znacie i ogarnąłem wtedy, że to ty byłeś tym typem z przejścia, więc... - rzucił, spoglądając przelotnie na widok za oknem. - Zajebiście wyglądasz na okładce Vogue'a, by the way. Pomarańczowy pasuje do ciebie. - dodał, przenosząc ponownie na niego wzrok.
Katsuki: Spoko. W sumie to nie chciałem nawet tego, ale zostałem trochę do tego zmuszony. W końcu trzeba trzymać dobre imię yakuzy. - burknął nieco niezadowolony, a potem wyciągnął się, myśląc o tym całym wydarzeniu. - Ah, na co mi to było. Tylko ból w dupie.
Rin: Czemu?
Katsuki: Bo laski teraz podbijają do mnie cały czas na ulicy, bym złożył im podpis na okładce. Już zaczyna mnie to irytować, nie mogą zająć się swoimi sprawami i zostawić mnie w spokoju?
Rin: A co, nie podoba ci się to, że masz dużo lasek, które się za tobą uganiają? Myślałem, że nie jesteś gejem?
Katsuki: O ty. - prychnął, uśmiechając się lekko i wypychając swój policzek od środka językiem. - Masz język w gębie, piękniusiu.
Rin: Po prostu lubię się drażnić. Szczególnie, jak ktoś czeka jeszcze, by rozwinąć swoje skrzydła. - dodał, ewidentnie referując o nim.
Katsuki: Jakaś aluzja?
Rin: Możliwe. - dodał, zjeżdżając go wzrokiem i powracając do jego oczu. - Widziałem, jak mnie obczajałeś przy ladzie.
Katsuki: A co, nie mogę? Mam oczy, to się patrzę.
Rin: Ależ proszę, nikt ci nie zabrania. - rzucił, wskazując na siebie i opierając się wygodniej o krzesło. - Jestem przyzwyczajony, że dużo ludzi na mnie patrzy.
Katsuki: No tak. - westchnął, unosząc lekko brwi do góry ze zdziwienia jego pewnym komentarzem.
Rin: Haha, nie no. Żartuję, nie bierz tego na poważnie. - zaśmiał się sam z siebie i machnął ręką, zaczynając bawić się swoim srebrnym naszyjnikiem. - Ale wracając. Rozumiem twoją frustrację. To nie jest nic przyjemnego jak ludzie, których nawet nie znasz, zatrzymują cię co chwila na ulicy.
Katsuki: No... - przytaknął i założył ręce na piersi, wracając do poprzedniego tematu rozmowy. - Nie wiem... Chyba odmówię im następnym razem, jak wyślą mi propozycję, bo... Pytania jakie mi momentami zadawali to jakiś pierdolony żart. Makulatura, a nie gazeta. Nie wiem, co ludzie w tym widzą.
Rin: Cóż, kontrowersyjne pytania, porady i ładne zdjęcia z hot typem albo laską... - odparł, wyliczając na palcach. - Publika lubi takie rzeczy.
Katsuki: Pf ''kontrowersyjne pytania'' to mało powiedziane. Mało brakowało, a zerwaliby ze mnie spodnie, by zapytać jeszcze ile mam centymetrów na dole. To były pytania na takim poziomie.
Rin: Hahaha! Ja bym nie narzekał, za taką informację. - zaśmiał się głośniej, uśmiechając się.
Katsuki: OCZYWIŚCIE, że nie. - odparł, akcentując specjalnie pierwsze słowo, a potem zaśmiał się razem z nim, kiwając przecząco głową.
I tak, ich konwersacja w ten sposób jakoś się rozkręciła i trwała nieprzerwanie aż do chwili, gdy kelnerka przyniosła im kawy do stolika, oczywiście wewnętrznie podniecając się na widok Rina oraz słynnego syna Yoshimury, o którym było ostatnio głośniej przez okładkę Vogue'a. Blondyn od razu to zauważył, że jeszcze trochę i by zemdlała ze szczęścia, więc wywrócił oczami, a gdy kobieta odeszła od nich po ustawieniu kaw na blacie, wziął i ugryzł ubóstwiane przez siebie pikantne ciastko, mrucząc cicho zadowolony.
Rin: Dzięki. - Rin podziękował kelnerce szerokim uśmiechem i mrugnięciem, po chwili przenosząc wzrok na swoją kawę.
Czarnowłosy pochylił się wtedy lekko nad stolikiem i owinął kubek swoimi zadbanymi, dużymi, nieco żylastymi dłońmi, nadpijając przy tym kawę, by ta się przypadkiem nie wylała, gdy podniesie szklankę. Robiąc to jednak, jego dosyć luźny sweter nieco odchylił się, ukazując tym samym część jego obojczyków i torsu, oraz uwolnił przy tym cienki, srebrny naszyjnik, który wypadł spod koszulki. Rin, czując wylatujący spod materiału wisiorek, nic na to nie powiedział, tylko po prostu znów się wyprostował i schował biżuterię z powrotem pod koszulkę, dodatkowo zlizując resztki piany ze swych ust językiem, co praktycznie zmiotło Katsukiego z planszy.
Blondyn o mało co się nie zakrztusił, gdy zobaczył pochylającego się nad kawą chłopaka oraz wypadający spod swetra naszyjnik, a na dodatek ten język... Sam nie wie czemu, ale to coś w nim obudziło. Czemu wydało mu się to tak atrakcyjne, przecież nie jest gejem?
Mężczyzna przełknął głośno ślinę, czując jak jego serce znów przyspiesza swój rytm, a mu zaczyna robić się gorąco. Z początku jednak postanowił to zlać i zignorować, lecz im dłużej patrzył się na czarnowłosego, tym bardziej nieznośne i bolesne było bicie jego serca oraz gorejące, palące go od środka uczucie. Co się z nim do cholery jasnej dzieje? Nie, ten typ nie może go zobaczyć w takim stanie. Musi się uspokoić.
Katsuki: I... Idę do łazienki. - powiedział nagle, dosyć szybko i zamaszyście wstając od stolika.
Rin: Yy... Wszystko ok? - czarnowłosy powiedział, marszcząc brwi, nieco zaskoczony jego raptownym ''wyskokiem''.
Katsuki: Ta. - mruknął, a potem szybkim krokiem poszedł przed siebie, prosto do łazienki, jaka była w rogu kawiarni.
Gdy się już tam znalazł, zamknął drzwi i przekręcił zamek, a następnie stanął przed lustrem, opierając się rękoma o blat, ciężko dysząc i patrząc sam na siebie. A im dłużej się sobie przyglądał, tym bardziej było mu gorąco. Jakby... Coś grzało się w nim od środka, w okolicach jego serca, a z każdym biciem roznosiło się dalej, wgłąb jego ciała. Pierwszy raz w życiu czuje coś takiego i nie wie za chuja, o co z tym chodzi. Ten typ tak na niego działał? Rzucił na niego jakiś urok czy co? Ale po co tak w ogóle? A może czymś go zaraził? Nic nie rozumie.
Po chwili, Katsuki przemył swoją twarz zimną wodą, a następnie poklepał się kilka razy po policzkach, oddychając głęboko, by choć trochę się uspokoić. Z czasem, gorąco zaczęło powoli cichnąć. Nie znikło w stu procentach, lecz było o wiele lepiej niż wcześniej. Czerwonooki urwał więc kawałek ręcznika i przetarł swoją twarz, a następnie spojrzał w lustro kolejny raz, marszcząc brwi.
''Co ja odpierdalam?'' - pomyślał do siebie, wyrzucając ręcznik i wychodząc z łazienki.
Chwilę później, Katsuki znów znalazł się przy stoliku i usiadł na fotelu, wzdychając cicho pod nosem. Rin odwrócił wtedy wzrok od swojego telefonu i położył go na blacie, zauważając nadchodzącego blondyna i spoglądając na kompana z zaciekawieniem.
Rin: Na pewno wszystko ok? Bo wstałeś tak nagle, że myślałem, że coś się stało. - zapytał, biorąc łyk swojej kawy.
Katsuki: Ta, jest okay. - mruknął, odwracając wzrok do boku.
Wtedy, między nimi zapadła dosyć niezręczna cisza i żaden z nich nie wiedział, jak ma ją przerwać. W głowie Katsukiego jednak zaczęła narastać chęć zapytania czarnowłosego o to, co się właściwie stało wtedy, na tym przejściu, by wyjaśnić to raz na zawsze i rozwiać wszelkie swoje wątpliwości, póki jest do tego okazja. Po prostu chce mieć to już za sobą i żyć dalej.
Katsuki: W ogóle... - rzucił nagle Katsuki, przerywając ciszę i zwracając uwagę Rina. - Wtedy jak się zderzyliśmy na ulicy... Nie wiem, wydawało ci się jakby... Nie wiem, może jakby ktoś powiedział coś dziwnego? - zapytał go, czując się dosyć nieswojo po niedawnej sytuacji.
Rin: Ugh... Co masz na myśli? - Rin uniósł jedną brew do góry, średnio ogarniając, o co mu chodzi.
Katsuki: No... Nie wiem, jakby jakiś niski głos odezwał się... Taki... No nie wiem, z daleka. Jak mam ci to wytłumaczyć inaczej. Czy słyszałeś coś, widziałeś, czy nie wiem, chuj wie co, po prostu czy było coś dziwnego. - burknął widocznie podirytowany tym, że musiał o tym rozmawiać, a nie wiedział jak.
Machał rękoma jak głupi, a pod koniec już całkiem zacisnął pięści, hamując się przed uderzeniem z całej siły w stół z tej frustracji.
Rin: Yyy... Głos? To znaczy... Ugh... N... Nie? - spojrzał na niego z uniesioną do góry brwią, nie wiedząc w sumie, co ma powiedzieć, bo pierwsze słyszy o tym wszystkim.
Stało się tam coś dziwnego w ogóle? Dla niego po prostu się zderzyli i... I tyle? Chyba nie było w tym nic dziwnego, prawda? W sensie... Nic dziwnego nie stało się w rzeczywistości, w jego mniemaniu. Sny to inna sprawa... Ale nie chce przekładać tego, co widział tam, na świat realny, bo przecież... Co jest to był na prawdę tylko i wyłącznie sen?
Rin: Znaczy... Chcesz powiedzieć, że słyszałeś jakiś głos, jak się zderzyliśmy?
Katsuki: No słyszałem. Coś mi powiedziało "to on", a potem nie wiedząc skąd, obudziłem się jakby. W sensie, wcześniej wszystko stanęło w miejscu i... Jakby ktoś kliknął pauzę, przyrzekam na bogów. - powiedział; co jak co, ale na wariata wyjść nie chciał.
Rin: Huh... Ciekawe. - czarnowłosy westchnął, zaciekawiony, opierając się o krzesło i zakładając ręce na piersi, w zastanowieniu.
Widać było, że jest bardziej tym zaintrygowany i zmieszany niż jakby uznawał, że blondyn plecie głupoty i trzeba go wysłać ''do wariatkowa''. Jakby sam się nad czymś zastanawiał.
A co jak jednak... Te sny nie były tylko snami? Sam nie chce w to wierzyć, ale... Co jeśli?
Katsuki: Ciekawe? Co ciekawe? Dla mnie to nie było ciekawe, a raczej trochę przerażające. - burknął niezadowolony, a potem wywrócił oczami.
Rin: Cóż... - Rin westchnął, biorąc kolejny łyk kawy i zastanawiając się, czy powinien powiedzieć mu o swoich snach, czy nie. - Ja nic nie widziałem wtedy, ale... Miałem za to parę snów o tobie. I... Raz śniło mi się coś podobnego, więc... To mnie ciekawi. - dodał, spoglądając mu prosto w oczy.
Katsuki: O mnie? - zapytał. - Czemu o mnie? Przecież my się w ogóle nie znamy... - powiedział, patrząc się intensywnie w oczy Rina.
Rin: Huh... Też zadaje sobie to pytanie. - szepnął, również patrząc na niego i przypominając sobie słowa Ikuo oraz Aevona.
Cóż... Nie jest to totalnie niemożliwe, lecz... Czy na prawdę można nazwać to przeznaczeniem? Ciężko powiedzieć. Brzmi bardzo... Dziwnie przynajmniej, by nazwać tak nieznaną ci osobę, że ''jest tobie przeznaczona''. Może to był po prostu jakiś... Dziwny zbieg okoliczności i tyle, kto wie? Nie chce teraz wychodzić z konkluzjami.
Rin: Katsuki, a czy... - czarnowłosy odparł po chwili ciszy, chcąc zapytać go o jedną rzecz, lecz dzwonek telefonu przerwał mu jego wypowiedź. - Przepraszam.
Niebieskooki zmarszczył nieco brwi i sięgnął po swój telefon, a następnie odebrał połączenie od swojego brata, wcześniej spoglądając na ekran i imię dzwoniącego.
Satoru: Gdzie ty jesteś do jasnej cholery? Mamy nagrywki za pół godziny, zapomniałeś?
Rin: Co? Przecież jeszcze mam trochę... - powiedział, odchylając swój rękaw, by spojrzeć na swój zegarek. - O kurde, myślałem, że jest dopiero wpół-do.
Satoru: No to źle myślałeś. Zbieraj dupę i przyjeżdżaj do roboty.
Rin: Dobra, już jadę. Powiedz dla Ji-hyuka, że będę za jakieś... Pff... 20 minut?
Satoru: Dobra, nara.
Rin: Cześć. - dodał, wstając z fotela. - Matko, tak strasznie cię przepraszam, ale muszę już iść. Zapomniałem na śmierć, że dzisiaj mieliśmy zacząć godzinę wcześniej, ja pierdole. - przeklął pod nosem, biorąc swoją kurtkę z siedzenia i narzucając ją szybko na swoje ramiona.
Katsuki: Spoko, nic się nie dzieje. - dodał, również wstając i biorąc swoją kurtkę. - Jesteś samochodem?
Rin: Ta.
Katsuki: To zejdę z tobą na dół.
I w ten sposób, dwoje mężczyzn zeszło razem na parking podziemny, gdzie zaparkowali swoje samochody, mijając po drodze dziesiątki wlepiających w nich swe gały ludzi. Po paru minutach doszli do rozwidlenia dróg, a Rin stanął w miejscu, spoglądając na blondyna idącego obok niego.
Rin: Dobra, ja idę w tamtą stronę.
Katsuki: No, a ja w tamtą.
Rin: Tooo... Do zobaczenia? - rzucił, kręcąc kluczykami w dłoni.
Katsuki: Jasne.
Czarnowłosy uśmiechnął się na to i kiwnął mu lekko głową na pożegnanie, a następnie zaczął kierować się do swojego samochodu, obracając się do niego plecami. Katsuki patrzył chwilę na odchodzącego chłopaka, a wtedy coś mu się przypomniało, więc zawołał dosyć głośno jego imię.
Katsuki: Ey, Rin!
Rin: Tak? - czarnowłosy odkrzyknął, ponownie odwracając się w jego stronę.
Katsuki: O co chciałeś mnie zapytać? W kawiarni?
Rin: Ah, to... Nieważne! Nic szczególnego! Nie przejmuj się tym!
Katsuki: Na pewno?
Rin: Tak, cześć!
''Dziwne to było... Bardzo dziwne.'' - pomyślał blondyn, idąc do swojego auta.
_________________________________________________________________________________
Czas: ten sam dzień, późny wieczór.
Miejsce: pokój Katsukiego.
P.o.v.: Autor.
Katsuki znowu wrócił późno do domu, po szlajaniu się na mieście i załatwieniu paru spraw. Gdy przekroczył próg tego domostwa, od razu czmychnął do swojego pokoju i zamknął drzwi z impetem, a później jebnął się na łóżko, biorąc głęboki wdech.
Co za dzień. Ma już dość. Dobrze, że jest już przynajmniej w domu i może się w końcu zrelaksować, bo jeszcze chwila i by komuś przyłożył. W sumie to nie byłby aż taki zły pomysł, ale czy chce mu się ruszać dupę znowu? Nie, zdecydowanie nie.
Po paru minutach spędzonych na leżeniu i obczajaniu, co nowego stało się na świecie przez ten cały czas = przeglądaniu tiktoka, tweetera i instagrama, blondyn wstał z łóżka i włączył swój komputer, chcąc zagrać parę meczy w jedną ze swoich ulubionych gier. W końcu level sam się nie wbije. Do tego, włączył sobie jakąś muzykę w słuchawkach i wziął paczkę chipsów z szafki, a po usadzeniu się na krześle, odpalił grę, zatapiając się w rozrywce i czystej przyjemności z wkurwiania się na ludzi z teamu za to, jak chujowo grają i co to w ogóle jest za support. Gówno, a nie healer, co za debile żyją na tym świecie, pojebane.
Po parudziesięciu minutach i jakiś 3-4 meczach, gdy przeglądał telefon w oczekiwaniu na mecz, jego uwagę przykula wiadomość z messengera, która pojawiła się nagle na głównym ekranie. Był to nie kto inny, jak Rin, który zdążył już zmienić motyw chatu oraz napisać krótką wiadomość:
''Jeszcze raz dzięki za ten portfel! Btw, fajnie się gadało w kawiarni 😚''
Katsuki podświadomie się uśmiechnął na tą wiadomość i praktycznie od razu mu odpisał, chwilę się zastanawiając.
Lecz mijały kolejne minuty, a Rin wciąż nie odpisywał na jego wiadomość. O co w ogóle chodzi, skąd on o tym wie? Chyba nic mu nie mówił o tym... W sensie, konkretnie o tym. Więc skąd mógłby wiedzieć? Czekaj... Może rzeczywiście on ma coś z tym wspólnego? Co jak zaraził go jakimś choróbskiem czy innym gównem? Co jak rzucił na niego jakiś urok czy cokolwiek kurwa to było?
Ten typ go tak denerwuje. Zarazem go fascynuje, ale też denerwuje i to jest tak wkurwiające, bo nigdy w życiu się tak nie czuł. Przynajmniej w stosunku do mężczyzny. A go spotyka raptem 2 razy, nie zna go nawet tak dobrze, a ten typ robi z nim cokolwiek chce! Nawet jeśli może nie zdawać sobie do końca z tego sprawy.
On nigdy się tak nie zachowuje, więc to musi być jego sprawka. Że niby on, Katsuki Yoshimura we własnej osobie, podnieca się na widok jakiegoś tam książulka-pseudo-celebryty, bo było mu widać trochę klaty? Bo spojrzał mu w oczy? Kurwa, jak to w ogóle brzmi? I-D-I-O-T-Y-C-Z-N-I-E. Coś ten typ kręci, i on się jeszcze dowie, o co dokładnie chodzi, a potem skręci mu łeb lub przywali mu w mordę i będzie po sprawie.
Chociaż... Dobra, musi przyznać jedną rzecz. Typ jest na prawdę spoko z wyglądu i ma zajebiste oczy, ok? Jebać resztę. Te oczy. One są tak-
Czekaj. Nie. Katsuki? Co to jest w ogóle za gejowe myślenie? Nie jesteś gejem. Nie jesteś gejem, słyszysz?! Ten typ zrobił ci jakieś pranie mózgu w tej kawiarni czy ki chuj. Nie jesteś gejem i tyle.
Ah, od tego wszystkiego odechciało mu się już grać. Blondyn przerwał więc wyszukiwanie meczu i po spoglądaniu tępo w sufit przez parę dobrych minut, stwierdził, że może pójdzie się wykąpać i ogarnąć, by zmyć z siebie wszystkie ''brudy'' dzisiejszego dnia.
Mężczyzna wstał więc z fotela i wziął swoją piżamę, którą w rzeczywistości były tylko bokserki, a następnie skierował się do łazienki, zamykając za sobą drzwi i przekręcając zamek. Po wejściu, czerwonooki położył wszystkie swoje rzeczy na blat i spojrzał na swoje odbicie w lustrze, wzdychając głęboko.
''Pojebany dzień.'' - pomyślał, biorąc swoją szczoteczkę z kubka, nakładając na nią pastę, by po chwili zacząć szorować swoje zęby.
Przez jego głowę mimowolnie zaczęły przewijać się wspomnienia z całego dzisiejszego dnia, a w szczególności te ze spotkania z Rinem, od samego początku aż po moment pożegnania. O dziwo, były bardzo wyraźne i... Graficzne. Tak, jakby znów to przeżywał, jakby znów to widział...
Ten jego wzrok, uśmiech... Te dłonie, śmiech, szyja, ramiona... Jego głos. On. Po prostu on.
Im dłużej o tym myślał, im bardziej analizował te wspomnienia, tym szybciej zaczęło bić jego serce, a ciepło w jego wnętrzu rosnąć. Znowu to się działo, cholera jasna. Ale zanim zdążył się zorientować, było już za późno. Teraz nie mógł przestać o nim myśleć, nie mógł wyrzucić go z głowy. Ciągle słyszał jego głos, ciągle miał przed oczami ten wzrok.
Katsuki: Kurwa. - szepnął do siebie, wypluwając pianę z ust i płucząc je wodą.
Jego serce zaczęło tak mocno bić. Nie tyle, co szybko, lecz po prostu mocno. Jakby zaraz na prawdę miało wyskoczyć z jego piersi. Czy on ma zawał? Czy to jest w ogóle normalne, że go to tak fizycznie boli? Słyszy wręcz jego rytm w swoich uszach i czuje pulsacje wewnątrz ciała. Przecież nie zakochał się w jeden dzień, by reagować na niego w taki sposób. Na dodatek, w tak mocny i drastyczny sposób. Coś musiało być na rzeczy, to nie jest normalne.
Blondyn zamknął oczy i oparł się rękoma o łazienkowy blat, próbując wziąć kilka głębokich oddechów, by uspokoić swoje serce. Lecz to nie dawało żadnego efektu. Zaraz zwariuje, co on ma robić? Przecież poprzednio to zadziałało?
A może powinien napisać do niego i zapytać, o co chodzi?
Nie. Nie, nie nie. Nie ma takiej opcji. Nie będzie prosić tego jebanego książulka o rady, sam sobie z tym poradzi. Jest dorosłym facetem, jakoś da sobie z tym radę.
Po tym, Katsuki zgiął się nieco i nachylił nad zlewem, czując jak ciepło przybiera na sile, wywołując wręcz u niego odruch wymiotny. Czuł, jakby ogień dosłownie zaczął palić jego wnętrzności i wędrował przez jego naczynia krwionośne. Pot zaczął powoli lać się z jego czoła, a świat wokół niego zaczął wirować, przyprawiając go o jeszcze większe mdłości.
Katsuki: Ja... Pierdole... - syknął ponownie pod nosem do siebie, próbując zdjąć jakimś cudem swoją koszulkę, którą po chwili rzucił gdzieś niedbale w kąt łazienki.
Wtedy, blondyn otworzył w końcu swoje oczy i powoli przeniósł wzrok na lustro, lecz zamarł w miejscu, widząc to, co miał przed sobą. Jego oczy... Czemu one są niebieskie? Czemu świecą się tak jak... Oczy Rina? Czemu one w ogóle się świecą? Co się dzieje?
''Witam. Sztukę czas zacząć... Gotowy?''
Nagle, usłyszał znów ten dziwny, niski głos z przejścia, który sprawił, że wręcz odskoczył od blatu, rozglądając się dookoła. Czy zaczął mieć jakieś zwidy z bólu?
''Tu jestem, spójrz w lustro.''
Katsuki: Co? - warknął, ponownie patrząc w lustro.
''Bu.'' - głos powiedział nagle, ukazując swą mdlistą sylwetkę tuż za nim na ułamek sekundy.
Katsuki: Uwah! - krzyknął, od razu obracając do tyłu, lecz nie nie udało mu się dojrzeć nic oprócz ściany. - Co jest? Co to było?
W tym momencie, Katsuki poczuł, jakby dosłownie coś wybuchło w środku jego ciała, jakby ogień eksplodował w jego sercu. Chciał krzyknąć, lecz szybko zakrył swoją buzię ręką, tłumiąc swój wrzask, by ojciec go przypadkiem nie usłyszał. Po jego policzku za to spłynęła łza, która ulotniła się automatycznie pod wpływem nagłego, mocnego uderzenia gorąca.
Boże... To tak zabolało, że przez sekundę czuł, jakby umierał...
Następnie, blondyn spojrzał powoli na prysznic, wciąż trzymając dłoń na swoich ustach. Woda, lodowata woda. Może to zgasi... Czymkolwiek jest to zjebane uczucie, które go teraz męczy. I ten dziwny głos.
Nie marnując czasu i sił, powoli wgramolił się do prysznica, nie dbając już o założone na nogach spodnie, a potem sięgnął do kranu i po prostu zamachnął się niedbale, odblokowując tym samym źródło lodowatej wody, która zaczęła spływać strumieniem po jego ciele. On sam za to zsunął się po ścianie na podłogę, opierając się brzeg plecami. Dało mu to jakąś ulgę, lecz... To wciąż było za mało.
To wciąż było za mało. Co on ma zrobić w tej sytuacji?
Rin... To wszystko jego wina. Zapłaci mu za to. Za wszystko. Za ten durny głos w jego głowie, to palące uczucie, haniebne myśli, które miał na swój i jego temat... Za samą fatygę, za wszystko. Czemu kurwa był tak głupi, by w ogóle myśleć o tym spotkaniu. Powinien mieć to w dupie i koniec! Nic by się nie stało, gdyby po prostu pierdolił ten jebany portfel i zostawił go w cholerę. Tak się właśnie kończy sprawa, gdy chciał choć raz być miły. Gdy myślał, że może tym razem będzie inaczej? Sam kurwa nie wie. Czuje, że nabrał się jak idiota i teraz za to cierpi.
Katsuki: Za... morduję... - wyszeptał, czując wyrywające się, gorejące serce.
_________________________________________________________________________________
Czas: kilka dni później, wczesne popołudnie.
Miejsce: plac uniwersytecki, Uniwersytet Auris.
P.o.v.: Autor.
Od czasu spotkania Katsukiego i Rina w galerii minęło kilka dobrych dni. Czarnowłosy praktycznie cały czas miał czymś zajęte ręce - to próbował napisać kawałek tekstu do piosenki, to brzdąkał coś w celu znalezienia inspiracji, to kręcili coś w wytwórni... Zawsze coś się znajdywało do roboty.
A jeżeli chodzi o Katsukiego to... Cóż, nie czuł się on za dobrze. Chociaż w sumie ''niezbyt dobrze'' to mało powiedziane. Czuł się okropnie, tragicznie, wręcz piekielnie, można by rzec. Wciąż nie mógł pozbyć się tego dziwnego, gorejącego uczucia i kołatania serca, które nie dość, że były nie do zniesienia, to jeszcze powracały raz na jakiś czas falami, kilka razy w ciągu jednego dnia. Przez to nie mógł nic porządnie zrobić, nie mógł odpocząć, nie mógł spać, nie był w stanie nawet trzeźwo i normalnie myśleć. Ogólnie nie ma zbyt ''pokojowego'' charakteru, ale przez to wszystko był jeszcze bardziej podirytowany niż zwykle i cały czas chodził jak na szpilkach. A ignorowanie jego wiadomości przez Rina również mu nie pomagało. Aktualnie, to chciał go wręcz udusić, zgnieść, zabić, zamordować, zakopać żywcem, rozbić jego ''piękną'' mordę własnymi rękoma na kwaśne jabłko. Gdyby się do niego teraz dorwał to chyba by mu oczy wydłubał. A do tego jeszcze te jebane zajęcia na uniwersytecie, których nie może opuścić. Ostatnio życie po prostu wpierdala mu kamienie pod nogi na każdym kroku, by przypadkiem mu się za przyjemnie nie szło, i to go tak niemiłosiernie wkurwia, że normalnie ma ochotę kogoś zabić.
Ale wracając. Aktualnie było dosyć ciepłe, jesiennie popołudnie. Rin czekał na swoją siostrę na parkingu przy placu uniwersyteckim, aż ta skończy swój ostatni wykład, by mógł podwieźć ją do domu, skoro i tak był w okolicy. Katsuki natomiast siedział na ostatnim już na dzisiaj wykładzie, umierając wręcz w środku z nudów i ze zmęczenia. Modlił się wręcz, by jego męki zostały skrócone, bo ten typ tak pierdoli od rzeczy, a on nie ma nastroju na wysłuchiwanie takich pierdół i bawienie się w dobrego, słuchającego studenta. I, o dziwo, jego ''modlitwy'' chyba zostały wysłuchane, bo profesor nagle postanowił skończyć wcześniej zajęcia o całe 15 minut, co po prostu, jak na tamten moment, było czystym zbawieniem i ukojeniem jego duszy, przynajmniej po części.
I tak, Katsuki wyszedł z auli, z dwoma przydupasami u swego boku, kierując się następnie w stronę wyjścia z uczelni. Boże, wolność, w końcu. Coś cudownego. Jednak jego zadowolenie nie potrwało zbyt długo, bo gdy tylko znalazł się na parkingu przez uczelnią, ujrzał tam osobę, która wywoływała w nim obecnie taką złość, że aż miał ochotę ją rozszarpać. Mianowicie, ujrzał tam Rina, który opierał się swym tyłem o maskę swego samochodu, kręcąc kluczykami w dłoni i przeglądając coś w telefonie, jak gdyby nigdy nic.
Nie dość, że przez niego wyszedł na wariata; musiał się fatygować do tej jebanej galerii, by oddać mu ten pierdolony portfel; zaczął kwestionować własną seksualność stricte przez niego; zaraził go czymś lub rzucił na niego jakiś dziwny urok; praktycznie umierał przez ostatnie dnie i słyszał ten głos, który nie dawał mu spokoju i spuszczał mu sen z powiek, a ten tam nie mógł znaleźć nawet 5 walonych minut przez ten cały czas, by mu odpisać, a teraz sobie na chillu na kogoś czeka i przegląda swój telefon jakby nic się nie stało?! Nie, miarka się przebrała. Ma już tego wszystkiego serdecznie dość!
Katsuki szybkim krokiem ruszył w stronę czarnowłosego, a słysząc za sobą swoich przydupasów, warknął wkurzony i nagle stanął, łapiąc ich za kołnierze ich koszulek. Następnie, ścisnął mocno materiał w swoich dłoniach i zbliżył ich do swojej twarzy, zaciskając zęby i piorunując ich wzrokiem.
Katsuki: Wypierdalać... Dać mi spokój... Już!
Darius i PJ od razu zbledli i pobiegli w swoim kierunku, potykając się ze strachu o własne nogi, a blondyn za to wrócił do realizowania swojego planu, który nazwał: "Wpierdol dla gwiazdy". Chłopak podszedł więc do niego, a potem szarpnął go za ramię, momentalnie zwracając jego uwagę.
Katsuki: A ty co? Oślepłeś na oczy, że nie widziałeś wiadomości? Ciągle siedzisz na skurwiałym telefonie, a nie łaska odpisać? Ciężko palcami ruszyć na ekranie? - warknął do niego.
Rin: Co, o czym ty mówisz? - Rin zmarszczył brwi, zdziwiony, odpychając od siebie jego rękę i chowając telefon do kieszeni. - Możesz mnie nie szarpać? Dziękuję.
Katsuki: Pisałem do ciebie kilka razy kurwa. Nie dość, że zaraziłeś mnie jakimś syfem, to też nie łaska odpisać? Wielki księżunio potrzebuje lokaja, bo rączkami nie umie ruszyć?! - warknął głośniej do niego, zabierając dłoń, którą zacisnął w pięść.
Rin: Pisałeś do mnie? Sory, nie widziałem, byłem zajęty i-... Czekaj, co? Jak to ''zaraziłem cię jakimś syfem''? Nie rozumiem. - odparł, próbując zachować spokój i opanowanie.
Katsuki: Ty się mnie pytasz? Po spotkaniu w kawiarni czułem się beznadziejnie! Coś się ze mną kurwa działo! Zaraziłeś mnie czymś i nawet nie raczyłeś mi odpisać, żeby napisać co to za syf i co mam z tym zrobić! - wrzasnął głośno, zaciskając pięści.
Rin: Katsuki, spokojnie. Rozumiem twoją frustrację, ale nie musisz tak krzyczeć. Porozmawiajmy spokojnie i-... - powiedział uspokajająco, patrząc prosto w jego oczy.
Katsuki: Nie, właśnie, że nie rozumiesz mojej frustracji, bo gdybyś mnie rozumiał, to od razu byś mi odpisał, matole!! - krzyknął głośniej i złapał go za koszulkę, zbliżając się twarzą do niego i zaciskając zęby. - Przez ostatnie dni czuję, jakbym dosłownie umierał i jakby coś paliło mnie od środka! Do tego słyszę ten jebany głos w mojej głowie, widzę to jebane coś w lustrze, i mam tego już serdecznie dość! Gadaj, co to kurwa jest i co masz z tym wspólnego w tej chwili! Sam napisałeś wcześniej o tym, więc to MUSI być twoja sprawka, że nagle coś mi odpierdala! Czego ty ode mnie chcesz, co?!
Wtedy, oczy blondyna zapaliły się podświadomie na niebiesko, a on mocniej ścisnął koszulkę chłopaka, ponownie czując stopniowo rosnący ogień w swoim sercu. Dodatkowo, zaczęła go otaczać niewidzialna zwykłym okiem, lecz za to dobrze wyczuwalna dla demonów aura, która była bardzo chaotyczna, jakby dopiero co się przebudzała i ''formowała''. Była koloru niebieskiego, jakby płomienie uchodziły z jego ciała i formowały się w postać/byt stojący za nim, przybierając dokładnie taką samą pozycję, co on.
Oczywiście, nie uszło to uwadze Rina, któremu momentalnie w głowie ''zapaliła się lampka'', widząc dziwną aurę wokół Yoshimury oraz jego świecące się, niebieskawo-czerwone oczy. Chłopak zaczął rozumieć, co się tak na prawdę dzieje i co jest powodem owych ''symptomów'', o których właśnie powiedział mu Katsuki. I o których miewał w sumie sny przez kilka ostatnich tygodni. Czarnowłosy po tym stwierdził, że sytuacja jest jeszcze bardziej nieciekawa niż myślał wcześniej, ale nie rozumiał jednego... Dlaczego tak późno? Dlaczego akurat teraz? I czemu Katsuki nic o tym nie wie? Powinien zdawać sobie sprawę, że jest demonem i że jego przebudzenie może nastąpić w każdej chwili, skoro nie wystąpiło do tej pory?
Rin: Katsuki, spokojnie... Oddychaj. - Rin szepnął spokojnie i spojrzał prosto w jego niebieskawo-czerwone ślepia, wystawiając obie ręce przed siebie. - Musisz się uspokoić, złość w niczym ci tu nie pomoże. Wdech, wydech...
Katsuki: Nie mów mi, co mam robić, tylko powiedz, o co kurwa chodzi!!! - blondyn wrzasnął głośniej i szarpnął go jeszcze mocniej, słysząc te niezbyt pomocne na tą chwilę słowa.
Rin: Woah, woah, woah, spokojnie... - Rin powiedział głośniej i położył jedną rękę na jego sercu, delikatnie go odciągając od siebie, gdy ten zaczął na niego naskakiwać. - Uspokój się... I oddychaj.
Czując rękę czarnowłosego na swojej piersi, Katsuki, o dziwo, zaczął się powoli uspokajać, jakby cała jego złość i palący go w środku ogień zaczął tak po prostu ''wyparowywać'' i zanikać. W kilka sekund objął go taki spokój i ulga, że aż nie wiedział, co ma powiedzieć. Jak on to zrobił? Co on w ogóle zrobił, że te uczucie po prostu... Znikło?
Katsuki krótką chwilę się wpatrywał w niego, zdziwiony, a jego ręce zaczęły się lekko trząść. Po chwili jednak pomachał głową, budząc się z dziwnego transu, i zamrugał kilkukrotnie oczami, których niebieski blask również zniknął, przenosząc z powrotem wzrok na Rina.
Katsuki: C-Co...? - zapytał. - Jak ty to... Jak ty to zrobiłeś?
Rin: Um... Cóż, ja-
Hiyori: Rin? Wszystko w porządku? - siostra czarnowłosego podeszła nagle do nich, przerywając wypowiedź brata i zwracając na siebie uwagę dwóch mężczyzn, którzy byli w dosyć... Niefortunnej pozycji.
Rin: Uh... Tak... Tak. Tylko rozmawialiśmy. - dodał, nieco zmieszany, odsuwając się od Katsukiego i zabierając od niego swoją rękę. - Wsiadaj do samochodu, ja zaraz przyjdę, ok?
Hiyori: O... Ok? - dziewczyna popatrzyła ze zmarszczonymi brwiami na ich obu, mając wrażenie, że właśnie w czymś im przeszkodziła, lecz postanowiła nic nie mówić i po prostu wsiąść do pojazdu, w oczekiwaniu na swojego brata.
Gdy Hiyori wsiadła do auta, Rin odwrócił na bok wzrok, lekko się odchrząkując i wzdychając, a Katsuki śledził wzrokiem farbowaną blondynkę, na koniec przenosząc wzrok na czarnowłosego z uniesioną jedną brwią.
Katsuki: Myślałem, że jesteś gejem?
Rin: To moja siostra, głąbie.
Katsuki: A... Robi sens. Czekaj, jak ty mnie nazwałeś?
Rin: A co, uszu nie masz?
Katsuki: O ty-
Rin: Dobra, słuchaj, i tak nie mam zamiaru się z tobą kłócić, bo muszę już iść. Ale... Jak coś będzie się działo to pisz do mnie, dobra? Tym razem odpowiem, obiecuję. - powiedział poważnie, spoglądając w jego ślepia.
Katsuki: Na pewno. Już to widzę. - warknął, przewracając oczami.
Rin: Mówię poważnie.
Katsuki: Ta? To powiedz mi poważnie, co tu się odpierdala? Bo wciąż nie odpowiedziałeś na moje pytanie. I jakim cudem to ''coś'' znikło za twoim jednym dotknięciem, co? Próbowałem już chyba wszystkiego, a ty robisz nic tak na prawdę i to tak po prostu znika? Czyli chcesz mi przez to powiedzieć, że to rzeczywiście jest wszystko twoja wina, że się tak czuję, tak? - powiedział już spokojniej, nadal jednak będąc na niego zły.
Rin: To skomplikowane. Poza tym, gdybym miał ci to teraz wyjaśniać, to siedzielibyśmy tu do wieczora, a ja nie mam tyle czasu. Ale bardziej zastanawia mnie to, dlaczego ty nie masz o niczym pojęcia? W sensie, powinieneś zadawać sobie z tego sprawę, raczej.
Katsuki: Zdawać sobie sprawę z czego niby? Z tego, że czymś mnie zaraziłeś?
Rin: Nie, że twój demon się budzi. - powiedział całkiem poważnie, marszcząc lekko brwi i wpatrując się w jego oczy.
Katsuki: Co, żarty sobie teraz ze mnie robisz? Kurwa, prześmieszny jesteś. - zaśmiał się głośno, odwracając wzrok na chwilę na bok. - Gwiazda, co nie wie, że syn najsławniejszej yakuzy w mieście to najczystszy w świecie żywiołak ognia? Weź, nie ośmieszaj się idioto. - warknął do niego, wciąż podśmiechując się pod nosem.
Rin: Czysty to może być twój tyłek jak wyjdziesz spod prysznica. Nikt w tych czasach nie jest czysty, nawet ja. - powiedział, nie spuszczając z niego oczu. - Chciałeś, bym ci powiedział o co chodzi, to mówię ci jak jest. Wierz w to lub nie, twoja sprawa.
Katsuki: Dobra, uznajmy, że ci wierzę. Skąd niby mógłbyś to wiedzieć, co?
Rin: Bo sam przez to przechodziłem. Tylko ja miałem wtedy 10 lat, a nie 20-ileś. - westchnął i odwrócił wzrok, a następnie odsunął się od niego i podszedł do drzwi auta. - Słuchaj Katsuki, na prawdę muszę już iść. Jak coś to zgadamy się na messie. Tym razem będę sprawdzał telefon. - odparł, otwierając drzwi i spoglądając na niego ostatni raz przed wejściem do środka pojazdu.
Jednak gdy Rin miał już zamknąć drzwi, by mieć tą całą sytuację za sobą, Katsuki nagle je złapał i szarpnął go jeszcze raz za kołnierz, wręcz gotując się w środku ze złości. Oczy chłopaka błysnęły na sekundę, a jego dłonie zrobiły się bardzo, bardzo ciepłe.
Katsuki: Masz mi to wyjaśnić. I to za niedługo. Jak nie, przyjdę z towarzystwem i dowiem się na siłę. - warknął, a potem puścił go niedbale, zamykając drzwi z impetem.
Hiyori: Huh? Rin? Co się dzieje? Co to było? - zapytała zmieszana kobieta, gdy Katsuki odszedł już do swojego auta.
Rin: A weź kurwa, co za typ. - westchnął, zirytowany, wsadzając klucz do stacyjki.
Hiyori: Ale co się stało? To nie był Katsuki Yoshimura? Skąd wy się w ogóle znacie?
Rin: Ah... - westchnął ponownie, po chwili cofając z miejsca parkingowego i wyjeżdżając na ulicę. - Pamiętasz jak ci mówiłem, że zgubiłem portfel? Jakiś tydzień temu?
Hiyori: No?
Rin: No to właśnie on go znalazł.
Hiyori: Oh...
Rin: No. No i w związku z tym, spotkaliśmy się kilka dni temu w galerii, by mi go oddał. No a ja w ramach podziękowań zaprosiłem go na kawę i... W sumie tyle by było z naszej znajomości.
Hiyori: No to o co się tak pruł teraz do ciebie? Nie rozumiem.
Rin: No bo... Myśli, że go czymś zaraziłem i ma teraz o to pretensje.
Hiyori: Mówisz poważnie? Typ złapał przeziębienie i dlatego się pruje o takie coś?
Rin: Nie, nie... To nie chodzi o przeziębienie. Eh... - czarnowłosy westchnął, stając w korku na światłach. - Wydaje mi się, że... To znaczy, teraz jestem tego prawie pewny, ale... Chyba po prostu jego demon zaczyna się budzić i... On myśli, że to jest moja sprawka.
Hiyori: Czekaj co? Jak to?
Rin: To skomplikowana sytuacja. Sam do końca nie jestem wszystkiego pewien. - dodał, ruszając i skręcając w prawo. - Pamiętasz jak opowiadałem ci o moich snach? Wiesz, tych o tym dziwnym blondynie i drzewie i Takeo?
Hiyori: No?
Rin: No to właśnie on jest tym blondynem z mojego snu. Znaczy... Przynajmniej wygląda tak, jak on. Ale zakładam, że to prawda, skoro sam mówił, że jak spotkaliśmy się pierwszy raz na tym przejściu to ''słyszał jakiś dziwny głos'' i coś tam widział. A ja za to miałem sny o tym jego rzekomym przebudzeniu, więc... Podejrzewam, że mam coś z tym wspólnego.
Hiyori: Ale co możesz mieć z tym wspólnego niby? To, że miałeś o nim sen jeszcze nic nie znaczy.
Rin: Niby tak, ale podejrzewam, że to ja wywołałem jego przemianę. A może raczej przyspieszyłem, nie wiem.
Hiyori: Dziwne. Zwykle demony budzą się tak... Maksymalnie do 16 roku życia? To czemu u niego nastąpiło to tak późno?
Rin: Nie wiem. Może jest wyjątkiem? Albo... Jakimś cudem jego demon był uśpiony, a ja go obudziłem? Nie wiem.
Hiyori: Ale to co, nie zdawał sobie sprawy, że coś takiego może nastąpić któregoś dnia, skoro ma w sobie krew demona?
Rin: Właśnie o to chodzi, że on nadal myśli, że jest czystym żywiołakiem i nie chce przyjąć do wiadomości, że może być też demonem. Dlatego zwala winę na mnie i myśli, że go czymś zaraziłem, bo przecież: ''ja jestem czysty, nie mogę być demonem; śmieszny jesteś, jak tak twierdzisz''.
Hiyori: Aaa dobra, już rozumiem... Ale to co masz zamiar teraz z tym zrobić?
Rin: Chyba nie mam innego wyjścia niż zadzwonienie do niego wieczorem lub jutro. Spróbuję mu to łopatologicznie wytłumaczyć i... Nie wiem jeszcze, co dalej.
Hiyori: A nie możesz tego po prostu pierdolić i go zablokować? To nie jest twoja odpowiedzialność, by się nim zajmować i wyjaśniać mu oczywiste. Sam powinien to już wiedzieć w takim wieku, a jeżeli ma o to problem, to jego sprawa, że się niedoedukował.
Rin: Ale ja właśnie czuję, że to jest moja odpowiedzialność, Hiyoriś. Przynajmniej po części.
Hiyori: Jak to?
Rin: Nie wiem, po prostu czuję, że... Że muszę mu z tym pomóc. Przynajmniej na początku. Nie zostawię go tak z tym.
Hiyori: Ale dlaczego nie? Co cię powstrzymuje?
Rin: Nie wiem... Po prostu czuję, że... Muszę mu pomóc. Albo raczej - że tylko ja jestem w stanie mu pomóc...
_________________________________________________________________________________
Czas: ten sam dzień, wieczór.
Miejsce: apartament Rina.
P.o.v.: Autor.
Rin siedział aktualnie w studiu nagraniowym w swoim domu, przygotowując się do pracy poprzez wyciągnięcie notatek z prowizorycznym tekstem piosenek, nastrojenie gitary i włączenie komputera z programem rejestrującym nagrywany przez niego dźwięk. Kiedy wyciągał i segregował jako-tako swoje chaotyczne, porozwalane wszędzie notatki, nagle usłyszał powiadomienie z messengera, pochodzące z jego telefonu, co mogło oznaczać, że to prawdopodobnie Katsuki do niego napisał, domagając się wyjaśnień.
Rin westchnął i przewrócił oczami, wyjmując swój telefon z kieszeni, a następnie odblokował go i spojrzał na powiadomienie, które było od nikogo innego jak od użytkownika o imieniu ''Katsuki Yoshimura''.


Po tym, Rin podszedł do swojego biurowego komputera i odpalił na nim discorda, następnie przyjmując użytkownika o nicku ''KingExplosionMurder'' do znajomych.
I że to niby on ma zjebany nick, hm?
Po westchnięciu i zaśmianiu się, czarnowłosy wziął swój mikrofon do nagrywania, który i tak musiał ustawić do pracy, i postawił go przy krześle, a sam wszedł na rozmowę na priv, oczekując na blondyna.
Nie zauważając włączonej kamerki, Rin usiadł na krześle, oddalonym od biurka o kilkadziesiąt centymetrów, a następnie poprawił mikrofon i wziął stojącą obok gitarę, by nie marnować czasu i ją przy okazji nastroić, jak będzie z nim rozmawiać.
Kilka chwil później, na chat głosowy wszedł Katsuki, co momentalnie przykuło uwagę czarnowłosego, który w końcu spojrzał w monitor, ogarniając dopiero teraz, że ma włączoną kamerkę.
Rin: Oh... Nie wyłączyłem kamerki. Whatever... - powiedział, patrząc się w ekran, lecz zlał to zupełnie, nie chcąc już odkładać gitary ze swych kolan i ruszać się z miejsca. - Słyszysz mnie dobrze? - zapytał, zaczynając stroić instrument.
Katsuki: Słyszę. - warknął do niego. - Czym mnie zaraziłeś. Gadaj. Masz mi to powiedzieć. Wcześniej czy później. - powiedział, a potem oparł się wygodnie o swoje krzesło, wyczekując odpowiedzi.
Rin: Woah ''Rin, jak ci minął dzień''? ''O, dzięki, że pytasz, Katsuki'' - zaśmiał się, parodiując trochę to, że blondyn od razu przeszedł do sedna bez żadnego przywitania.
Katsuki: Gadaj i mnie lepiej nie wkurwiaj. Chcę wiedzieć, co się ze mną dzieje do cholery. Zaraziłeś mnie czymś i teraz boisz się powiedzieć?! To trzeba było uważać! - krzyknął. - Gadaj!
Rin: Kurwa, uspokój się, bo ci jeszcze żyłka w dupie pęknie. - chłopak zaśmiał się ponownie, patrząc na struny swojej gitary. - Niczym ciebie nie zaraziłem, ile razy mogę ci to powtarzać. Z resztą, mówiłem ci to już na parkingu. Podejrzewam, że po prostu twój demon się budzi i to właśnie dlatego się tak czujesz. A raczej nie podejrzewam, a jestem tego prawie pewien po tym, jak na mnie naskoczyłeś wtedy.
Katsuki: Jaki kurwa demon. Mówiłem ci, nie jestem demonem, tylko żywiołakiem. Tylko i wyłącznie. Czego nie rozumiesz? - warknął, zaczynając się coraz bardziej wkurwiać.
Rin: Nie, czego ty nie rozumiesz, Katsuki? Chciałeś wiedzieć o co chodzi, to ci mówię. To już nie mój problem, że nie wiesz, kim jesteś i że mi nie wierzysz. Nie mam dosłownie żadnych powodów, by ci kłamać. - powiedział, uśmiechając się kątem ust, a potem przejechał raz po strunach, sprawdzając nastrojenie.
Katsuki: Niech ci będzie, że jestem tym czymś. Powiedzmy. Ale kurwa skąd to się u mnie wzięło? Tym diabelstwem można się zarazić? Moja matka i ojciec to czyste żywiołaki, więc skąd tutaj demon niby? - warknął do niego.
Rin: To albo twoi rodzice robią cię w konia, albo jesteś adoptowany, bo nie da się zarazić ''byciem demonem''. To jest już tak podstawowa wiedza, że już bardziej dziwi mnie to niż śmieszy, że o tym nie wiesz. - zaśmiał się pod nosem, kiwając przecząco głową. - Skąd tyś się urwał, chłopie? - szepnął, już bardziej do siebie.
Katsuki: Śmieszy? Patrz, żebyś się tak nie cieszył, jak ci wyjebię, za śmianie się ze mnie. - warknął. - Nikt mnie nie adoptował, jestem tego pewny. Jestem dumnym, czystym żywiołakiem. To na pewno ty rzuciłeś na mnie jakieś popierdolone czary!
Rin: Mhm. - Rin mruknął, przygryzając wargi i próbując się nie zaśmiać z jego komentarza. - Tak na prawdę jestem wiedźmą z głuszy i uwielbiam rzucać na innych demoniczne uroki. Kurde, przejrzałeś mnie, a niech mnie. Kuro, i co my teraz zrobimy? - zażartował, spoglądając na wałęsającego się po całym pomieszczeniu kota. - O właśnie, a Kuro to tak na prawdę mój smok, którego okiełznałem, tylko przybiera postać kota, by nie wzbudzać podejrzeń. Hahahaha! - zaśmiał się głośno, nie mogąc się już powstrzymać.
Katsuki: Bardzo kurwa śmieszne. Wielce książunio z koziej pizdy. A to ja podobno jestem skurwysynem. - warknął na niego. - Twój książulkowy autorytet na mnie nie działa. Oderżnąłbym ci łeb gdybym tylko miał jak!
Rin: Mhm, jasne. - powiedział na wyjebaniu, słysząc już nie pierwszy raz w swoim życiu tego typu słowa. - A sory, zapomniałem się bać. O mój Boże, tylko nie to! I co ja teraz zrobię! Uwaaaah! - dodał, specjalnie podwyższając głos. - Dobra, słuchaj, Katsuki. Już na poważnie. Nie rzuciłem na ciebie żadnego uroku ani niczym ciebie nie zaraziłem. Nie da się tak, w ogóle po co miałbym to robić? Nie sądzisz, że to samo w sobie nie ma sensu? Proszę cię. - dodał i uniósł jedną brew, przenosząc wzrok na kamerę.
Katsuki: A kij wie, co strzeli księciuniowi do głowy. - prychnął i wywrócił oczami. - Lepiej gadaj, jak mam się pozbyć tego czegoś.
Rin: Pozbyć? Gdyby można się było tego po prostu pozbyć, życie byłoby o wiele łatwiejsze. Nie da się tak po prostu wyrzucić części ciebie. Musisz się jakoś nauczyć z tym żyć i... Tyle.
Katsuki: To nie jest żadna część mnie! - krzyknął, a potem złapał się za zaczynającą go boleć głowę. - I znowu to skurwielstwo! - wrzasnął i uderzył z całej siły w biurko, aż cała kamerka się zatelepała.
Rin: Ah... - Rin westchnął, kiwając przecząco głową z niedowierzania i zmęczenia jego wybuchowym charakterem.- Katsuki, spójrz na mnie. Weź głęboki oddech, najgłębszy, jaki potrafisz. I wstrzymaj go na 5 sekund, a potem powoli go wypuść. I tak parę razy. Dużo nie pomoże, ale zawsze to jakaś ulga. I pamiętaj, że im bardziej się denerwujesz, tym bardziej boli. Plus, w takich chwilach, spróbuj się na czymś skupić. Jeżeli koncentrujesz się na czymś innym, zapominasz o bólu, przynajmniej po części. A jeżeli skupiasz na nim całą uwagę, to rośnie on w siłę. - odparł i założył nogę na nogę, spoglądając na chwilę w kamerkę i poprawiając przy tym gitarę na swoich kolanach. - Spróbuj się skupić teraz na mnie, ok?
Wtedy, Rin uśmiechnął się do niego lekko i wrócił wzrokiem do swojej gitary, zaczynając na niej grać pierwszą lepszą piosenkę, która przyszła mu do głowy. Po chwili, czarnowłosy zaczął śpiewać do granej przez siebie melodii, bez żadnego skrępowania, i spojrzał na bawiącego się z jego ogonem Kuro, który ganiał zanim, gdy ten się machał w te i we w tę. Katsuki natomiast spojrzał na kamerkę Rina na ekranie i pokręcił kilka razy głową, a potem rozluźnił swoje pięści, próbując skupić swoją uwagę zarówno na oddechu, jak i na śpiewającym ''przed nim'' chłopaku.
Gdy spoglądał tak na niego - na jego ułożone w nieładzie włosy, jego uśmiech i napinające się mięśnie podczas szarpania za struny - oraz zaczął wsłuchiwać się w jego głos, ból zaczął powoli ustępować, niczym za dotknięciem magicznej różdżki, zostawiając go w szoku, z otwartą buzią i oczami wlepionymi w ekran.
Katsuki: Jak ty to znowu... - rzucił blondyn, gdy ten skończył grać.
Rin: Hm... - Rin tylko mruknął z uśmiechem, widząc, że ten się uspokoił dzięki niemu. - Magia.
Katsuki: Ta. Odpowiesz mi, czy nie? Na parkingu też to zatrzymałeś. Jak? Jak ty to robisz?
Rin: Nie wiem. - wzruszył ramionami, spoglądając przelotnie w kamerkę. - Na prawdę nie wiem. Znaczy... Domyślam się, ale nie mogę ci tego powiedzieć.
Katsuki: Czemu niby nie możesz? Ktoś ci kurwa broni?
Rin: Powiedzmy. Teraz najważniejsze jest to, że się uspokoiłeś, a nie jak to się stało. - spojrzał na niego, uśmiechając się przy tym szeroko.
W tamtym momencie, telefon Rina zadzwonił, co momentalnie przykuło jego uwagę. Chłopak wziął więc urządzenie do ręki i spojrzał na imię i numer dzwoniącego, a widząc znajomą nazwę, uśmiechnął się jeszcze szerzej. Wtedy, jego oczy przeniosły się na ekran komputera i Katsukiego, a on sam podjechał bliżej monitora, wciąż trzymając gitarę na kolanach.
Rin: Dobra, muszę kończyć. Zgadamy się później... Może, nie wiem, whatever.
Katsuki: Rin, czekaj-
Rin: Buuuziaki! - czarnowłosy wysłał mu pocałunek na odległość, a potem rozłączył się z rozmowy, wzdychając ciężko.
''Co za typ.'' - pomyślał, odbierając połączenie od swojego dobrego znajomego.
Rin: Taaaaaak?
Aiden: Hej, hej, hej! Co tam słychać?
Rin: Mmm... Nic szczególnego. Właśnie zabieram się do pracy.
Aiden: Uuu, czyżby nowa piosenka?
Rin: Mhm, żebyś wiedział. A co u ciebie, Ai?
Aiden: Jestem podekscytowany, ale tak jebitnie się denerwuje, że nie wiem, co mam ze sobą zrobić.
Rin: Mówisz o występie?
Aiden: Taaak! Stary, jak ty to robisz, że występujesz przed TYSIĄCAMI ludzi i w ogóle nie masz tremy! Ja boję się jak cholera, a będę występować zaledwie przy kilkudziesięciu!
Rin: Haha, trening czyni mistrza. Poza tym, ja też się boję, no co ty. Po prostu trzeba to przełknąć i dać z siebie wszystko.
Aiden: Ta, łatwo ci mówić.
Rin: Aj, przestań. Przecież ja tam będę, prawda? I będę cię wspierać z całych sił, myśl o tym.
Aiden: No dobra, to, że ty tam będziesz trochę mnie uspokaja. Ale stilllllll!!!
Rin: Haha, uspokój się. Może w nagrodę... Zrobimy collab w moim nowym albumie? Kto wie?
Aiden: Co? Mówisz poważnie?
Rin: Tak, czemu nie? Ale najpierw musisz zacząć od małych kroków. Nie to, że umniejszam twój talent, ale... Chyba wiesz o co mi chodzi.
Aiden: Wiem, wiem, spokojnie. Ty działasz na międzynarodową skalę, a ja jestem skromnym piosenkarzem ''z osiedla'', haha!
Rin: Cóż, jeszcze.
Aiden: Kurde, no. To by tak pomogło mi się wybić, że... O ja pierdole, nawet sobie tego nie wyobrażam. Na prawdę mógłbyś to dla mnie zrobić?
Rin: Oczywiście, że tak. Przecież jesteśmy przyjaciółmi.
Aiden: Matko, kocham cię! Dziękuję!!
Rin: Podziękujesz mi już po fakcie. A teraz idź ćwiczyć. Liczę na ciebie!
Aiden: Dobra, to do zobaczenia w weekend?
Rin: Tak, do zobaczenia.
Aiden: Cześć!!
_________________________________________________________________________________
Czas: weekend, późny wieczór.
Miejsce: centrum miasta.
P.o.v.: Autor.
Katsuki przechadzał się po centrum miasta późnym wieczorem, po załatwieniu swoich spraw i skopaniu paru tyłków. Niby mógłby wrócić już do domu, ale czy mu się chciało? Chyba nie. I tak niemiałby co tam robić oprócz siedzenia przed komputerem i wkurwiania się na ludzi za to, jakimi są debilami i że nie umieją grać w tą zjebaną grę. Blondyn postanowił więc obrać drogę naokoło, by się przy okazji przejść, powdychać trochę świeżego powietrza oraz poukładać nieco myśli w swojej głowie.
Od czasu rozmowy z Rinem na discordzie minęło parę dni, a on wciąż nie wie, co ma o tym wszystkim myśleć. Gadają już od jakiś 2 tygodni... W sensie, ''gadają'' to może za dużo powiedziane, ale w każdym razie - znają się jakieś 2 tygodnie, a to nie jest przecież aż tak dużo czasu, prawda? A ten typ, w ciągu tak krótkiego czasu, zdążył wprowadzić go w potężne wątpliwości co do samego siebie - persony, którą budował przez lata. Na prawdę myślał, że siebie zna. A tu nagle okazuje się, że chyba lubi też mężczyzn i że jest demonem? W to ostatnie nadal średnio chce mu się wierzyć, ale samo to, że się nad tym zastanawia jest poniżeniem, które w ogóle nie powinno mieć miejsca. Ten jebany, czarnowłosy księżunio tak działa mu na nerwach, że wręcz ciężko to ubrać w słowa. Pogrywa nim, a on nienawidzi, jak ktoś się nim bawi. Tylko jaki jest jego cel? Po co miałby to robić? A może chce go wykorzystać? Ale po co, dlaczego?
I tak, pochłonięty swymi myślami, Katsuki nie zauważył, że znalazł się już na środku jednej z głównych, najbardziej ruchliwych w weekend ulic - stolicy klubów, pubów i wszelkiego rodzaju knajp. Jego szczególną uwagę przykuł natomiast klub ''Enigma'', przed którym kolejka wręcz zawijała się wężykiem, tworząc kilka rzędów stojących, cisnących się jeden za drugim ludzi. Był to jeden z najpopularniejszych klubów w mieście dla całej społeczności LGBT, co było z resztą widać zarówno po kolejce, pełnej trzymających się za ręce mężczyzn lub kobiet, jak i tęczowych flagach, akcesoriach lub samym logo klubu, które również było w kolorach tęczy.
Katsuki na początku chciał po prostu olać to i iść dalej, jednak po chwili zawahał się, patrząc uważnie na wejście do budynku. W sumie, i tak nie ma nic do roboty, a nigdy nie był w tym klubie, więc... Mógłby z ciekawości tam wejść i zobaczyć, jak to w środku wygląda. Może zda później raport ojcu i wykupią ten klub, kto wie? To nie tak, że ciekawi go homoseksualna, męska część jego społeczności, a raczej - czy rzeczywiście lubi również mężczyzn, czy to po prostu Rin tak na niego działa?
Katsuki westchnął więc i podszedł do ochroniarza stojącego przy wejściu, nie zważając na kolejkę i burzących się dookoła ludzi. Jedno spojrzenie w stronę bramkarza wystarczyło, by ten rozpoznał go i wpuścił go do środka bez kolejki ani pokazania dowodu, dodatkowo lekko pochylając głowę w jego stronę. Po zjechaniu go wzrokiem i prychnięciu, blondyn wszedł do środka, a jego oczom praktycznie od razu ukazała się ogromna sala, z milionami kolorowych świateł, wędrujących po całym pomieszczeniu. Oczywiście, nie obeszło by się to również bez ludzi, którzy albo tańczyli na parkiecie i ocierali się o siebie przed sceną, albo pili przy barze, albo lizali się po kątach, praktycznie pożerając siebie nawzajem swoimi ustami. Katsuki spojrzał na ten cały chaos i zmarszczył brwi, zniesmaczony? Zdziwiony? Sam nie wie. Chyba dopiero teraz dotarło do niego, gdzie się znajduje i... Po co tu w ogóle przyszedł? Nie to, że ma coś do ludzi tego typu, bo w sumie ma wyjebane i ma głęboko w dupie, kto z kim i gdzie sypia. Ale jak ''pokazują'' to w ten sposób to... Cóż, trudno też ich za to winić, w końcu to jest klub dla ludzi tego typu, więc to on jest tutaj impostorem i nie ma na co narzekać. Dobra, wypije drinka albo dwa, rozejrzy się szybko i sobie pójdzie, nie ma tragedii, przecież nikt go tu siłą trzymać nie będzie.
Dopiero, gdy wszedł głębiej, usłyszał dosyć znajomy dla niego głos, a później zauważył na wielkich telewizorach teledysk obecnie puszczanej piosenki, na którym był nie kto inny jak ten czarnowłosy skurwiel. Blondyn aż się zatrzymał na chwilę, by dokładnie się przypatrzeć puszczanym na ekranach klipom, bo Rin wyglądał na nich zupełnie inaczej niż w rzeczywistości. To znaczy - pomalowany był tęczowymi cieniami i eyelinerem, miał nieco dłuższe, pofarbowane włosy i na dodatek ten strój, ta prześwitująca koszula i tzw. ''body chains''... Woah. Wyglądał... Zupełnie inaczej. No ale cóż, w końcu jest celebrytą. W sumie nie powinno go to dziwić, przecież sam przyznał, że jest gejem, a ten teledysk tylko by oznaczał, że zrobił już publiczny coming-out i tyle. Z resztą, co go to kurwa obchodzi? Czemu on w ogóle on tym myśli?
(Wyobrażam sobie, że to jest ta piosenka: https://www.youtube.com/watch?v=4S_vclBlGZo&ab_channel=Pillow)
Wyrywając się z własnych przemyśleń, Katsuki podszedł w końcu do baru i usiadł na jednym ze stołków, zaczynając przeglądać menu drinków i shotów, które były tam serwowane. Wyglądały bardzo... Kolorowo. Ale tym razem go to nie zdziwiło. Blondyn wzruszył więc ramionami i westchnął, przeglądając kolejną stronę karty.
Barman: Witam, kochaniutki. Co podać? - barman podszedł nagle do niego, opierając się o blat przedramionami i wpatrując się prosto w niego z szerokim uśmiechem.
Katsuki: Morda. Nie widzisz, że się zastanawiam? - burknął i zjechał go wzrokiem, wracając do karty.
Rin natomiast wyszedł ze swojej taksówki, którą w rzeczywistości był jeden z pracowników wytwórni muzycznej, a potem od razu skierował się do wejścia klubu, żegnając po drodze znanego mu kierowcę. Mężczyzna również opuścił całą kolejkę jak Katsuki i podszedł bezpośrednio do ochroniarza, który od razu wpuścił go do środka bez żadnego zawahania, kłaniając się lekko w jego stronę. I w ten sposób, Rin znalazł się w środku klubu, w którym był... Dosyć częstym bywalcem. I w którym dzisiejszej nocy miał występować jego przyjaciel - Aiden.
Po wejściu do środka, czarnowłosy uśmiechnął się szeroko, widząc ten cały, bawiący się i zakochany w sobie tłum, który w końcu może być sobą bez żadnych ograniczeń i wyzwisk ze strony nietolerancyjnej części społeczeństwa. A gdy wszedł głębiej, zauważył na wielkim ekranie swój teledysk sprzed ponad 3 lat, co wywołało w nim natychmiastowy uśmiech na twarzy na wspomnienie tamtych czasów i jego publicznego coming-outu.
''Mm, hot 18, to były czasy, haha!'' - pomyślał, wpatrując się chwilę w teledysk i swoje kolorowe włosy. - ''Nie no, ale z tymi włosami to przesadziłeś, kolego.''
Po zaśmianiu się z samego siebie, Rin zaczął rozglądać się po całej sali, lecz po chwili stwierdził, że dostrzeżenie w niej Aidena będzie niemożliwym do wykonania. Chłopak postanowił więc, że pogada chwilę z barmanem, który z resztą również był jednym z jego znajomych, zamówi sobie drinka, a później pójdzie go szukać w strefie dla vipów lub na backstage'u.
I tak, czarnowłosy skierował się prosto do baru. Gdy miał już jednak wołać swojego przyjaciela i zamawiać swojego ulubionego drinka, dojrzał tam osobę, której w życiu by się nie spodziewał w takim miejscu, a mianowicie - Katsuki Yoshimura, we własnej osobie, siedział przy barze i popijał sobie drinka? Czy on dobrze widzi? Co za szok i niedowierzanie. Czyżby nowy demonek rzeczywiście zaczął rozwijać swoje skrzydła, jak wcześniej podejrzewał? Niemożliwe.
Rin: Katsuki? - zapytał szczerze zdziwiony Rin, podchodząc bliżej i siadając na stołku obok. - Co ty tu robisz? Nie spodziewałem się ciebie tutaj.
Katsuki: A co, nie widzisz debilu? Napić się chciałem, a ten bar był najbliżej. Poza tym, mój ojciec i tak planuje wykupienie kilku barów w mieście, wiec się rozglądam. Pieniądze zawsze się przydadzą. - powiedział, wywracając oczami.
Rin: Mhmm... - Rin mruknął z uśmiechem i oparł się łokciem o blat, wyczuwając, że to nie był czysty przypadek, że trafił akurat do klubu tego typu. - A co tam słychać u ciebie? Jak ci życie mija? - zapytał o cokolwiek, by jakoś zacząć rozmowę, przeglądając w tym czasie i tak dobrze znane mu menu.
Katsuki: Może być. A ty co tu robisz? - mruknął zadowolony, biorąc kolejny łyk swojego drinka, aby poprawić sobie ten zjawiskowy smak.
Rin: Oficjalnie jestem tu, by wspierać mojego przyjaciela, bo ma tu dzisiaj koncert. A nieoficjalnie...
Barman (Louis): By kogoś wyrwać, hmmm? - fioletowowłosy barman zjawił się nagle koło dwóch rozmawiających mężczyzn, włączając się do rozmowy i przecierając przy tym szklankę szmatką.
Rin: A może, może. Kto wie, co przyniesie los? - odparł z uśmiechem Rin, zauważając swojego przyjaciela.
Louis: Ah, w końcu! Mój kochany Rin rozwija swoje skrzydła! Aaah, chodź tu! - mężczyzna odłożył szklankę i wyciągnął ręce do czarnowłosego, łapiąc go za twarz i całując go w policzek.
Rin: Dzięki, dzięki. - zaśmiał się cicho i poklepał przyjaciela po ramieniu, witając się z nim.
Louis: Ah, aż chce się żyć jak się na ciebie patrzy, gdy się w końcu uśmiechasz. Specjalnie dla ciebie, mój drogi, twój ulubiony drink na mój koszt. - fioletowowłosy powiedział z entuzjazmem, stawiając szklankę przed sobą i zaczynając przygotowywać drinka dla Rina.
Rin: Haha, dzięki, Lou. - zaśmiał się ponownie, po chwili przenosząc swój wzrok z powrotem na Katsukiego. - I jak? Smakuje ci drink? Lou jest w tym mistrzem, mówię ci. Raz mnie tak upił swoimi drinkami, że zgonowałem 2 dni.
Louis: Oooh, wtedy musiałem przetestować nową kartę, a w związku z tym, że ty jesteś moim ulubionym klientem, który na dodatek ma mocny łeb... Wybór był oczywisty!
Katsuki: Hm... - mruknął, nieustannie sącząc drinka.
Katsuki spojrzał na nich, unosząc jedną brew, a potem wywrócił oczami, niezbyt pozytywnie reagując na to, co wyrabiali we dwójkę. Czy to normalne, by znajomi się tak witali? Cóż, może w ich kręgu to nic dziwnego... W końcu nie zna się na tym aż tak.
Po chwili wpatrywania się w dwóch rozmawiających i śmiejących się mężczyzn, Katsuki zdał sobie sprawę, że wypił już całą zawartość swojego drinka w przeciągu zaledwie kilku minut, więc odsunął od siebie szklankę i wzrokiem poprosił o kolejnego, oblizując usta. Co jak co, ale typ robił na prawdę dobre drinki, sam musi to przyznać.
Katsuki: Dobre. - mruknął, a potem odwrócił szybko spojrzenie. - Nie pijam często drinków... Wolę po prostu czystą, nachlać się i następnego dnia nie żałować. Ale ten był całkiem niezły.
Rin: Aaaa, to ten typ! - Rin zaśmiał się, patrząc na swojego przyjaciela, który śmiał się razem z nim.
Lou: To ten typ!
Rin: Hahaha! - Rin zaśmiał się ponownie, a potem zwrócił się do Katsukiego, kładąc jedną rękę na jego plecach. - Dobra, to skoro tak... Robimy challenge, co ty na to? Spróbujemy wszystkie drinki i shoty z karty Lou i zobaczymy, kto padnie pierwszy. Wchodzisz w to, czy się cykasz za bardzo, że przegrasz? - dodał, uśmiechając się kątem ust i unosząc jedną brew do góry.
Katsuki: Pf, ja nigdy nie przegrywam. Dawaj mi to. Zapłacę. - powiedział i stuknął pięścią w blat baru, a potem popatrzył na czarnowłosego z dominacją w oczach, oblizując swoje usta i piorunując spojrzeniem zarówno barmana, jak i Rina. - Zobaczysz, będziesz płakał.
Rin: Uhuhuhuhu. - Rin gwizdnął, wachlując się koszulką, jakby było mu gorąco. - Mówiłem już, że zdecydowani i pewni siebie faceci to mój typ? Lou, wiesz co robić! Zobaczymy, czy ''nowonarodzony'' jest wart zachodu. - spojrzał na niego z lekko uniesioną do góry głową, przejeżdżając przy tym językiem po swoich śnieżnobiałych zębach.
Katsuki: Dobra, dobra. I tak jesteś w tyle o jeden, więc pij i nie gadaj. - rzucił, pokazując wzrokiem na drinka, który Louis właśnie postawił przed Rinem.
Rin: Hah, dzięki, Lou. - odparł z uśmiechem, a potem wziął kieliszek do ręki i wypił całego drinka duszkiem do dna, na końcu stawiając puste szkło na blat i patrząc na Katsukiego z uniesioną brwią. - Mówiłeś coś?
Katsuki: Hah... Całkiem nieźle. - mruknął, przewracając oczami.
Louis: Powodzenia, panowie. Niech wygra lepszy. Tylko nie zarzygajcie mi mojego ślicznego, granitowego blatu, dobra? Dzięks, złotka. - fioletowowłosy powiedział nagle i puścił im oczko, stawiając oba drinki przed nimi, a potem odchodząc do kolejnych klientów.
Rin: Mhmm! - czarnowłosy mruknął, nadpijając swojego drinka.
Katsuki: Nawet niezły. - odparł blondyn, upijając pierwszy łyk, a potem oblizując się ze smakiem. - Taki... Słodki? - dodał niepewnie.
Rin: Ale ma na końcu słony posmak. - dodał z uśmiechem, mlaskając parę razy, by dobrze wyczuć smak. - A tego chyba jeszcze nie piłem. Ciekawe... - rzucił, biorąc kolejny łyk.
Katsuki: Mhm. Ale poprzedni był lepszy moim zdaniem. - mruknął i kiwnął potwierdzająco głową, na końcu przenosząc spojrzenie na Rina. - Często tutaj przychodzisz? - zapytał, będąc już w połowie drinka.
Rin: Mm, powiedzmy. Kiedy mam wolny weekend. Lub po prostu chcę przestań myśleć i się napierdolić w atrakcyjnym towarzystwie. - powiedział dumnie, spoglądając raz co raz na robiącego kolejne drinki przyjaciela.
Katsuki: Atrakcyjne towarzystwo? Nie wiem co jest tutaj atrakcyjnego. - powiedział i wywrócił oczami. - Ten klub wygląda dennie, ale przychodzi tu dużo ludzi. Na pewno będzie dobrym miejscem do zarabiania kasy. - dodał.
Rin: Ty jesteś atrakcyjnym towarzystwem. - powiedział bez wstydu, pijąc drinka z równoczesnym wpatrywaniem się prosto w jego oczy, ignorując jego wypowiedź o pieniądzach. - Kac-chan.
Katsuki, słysząc te słowa, poczuł dziwny uścisk w klatce piersiowej, a potem odwrócił szybko wzrok, by nie dać nic po sobie poznać, przebierając przy tym palcami na blacie baru.
Katsuki: Idiota. - warknął, a potem wywrócił oczami, spoglądając na to, co wyrabiał Lou za barem.
Jednak nie mógł ukryć, że spodobał mu się ten komentarz czarnowłosego. Yoshimura zagryzł więc lekko wargę, podświadomie rumieniąc się delikatnie na końcówkach uszu i próbując przy tym wydedukować rodzaj drinka, który właśnie przygotowywał barman, by utrzymać pozory ''wyjebania''.
Katsuki: Co jest kolejne? Długo to trwa. - mruknął i spojrzał na Rina, który wcale nie odwrócił od niego wzroku przez ten cały czas. - Co się tak lampisz, co?
Rin: Mam oczy to patrzę, nie mogę? Blondasku? - zaśmiał się pod nosem, dopijając swojego drinka. - Uroczy jesteś, wiesz?
Katsuki: Uchlałeś się już, że walisz takie teksty? - zapytał, a potem prychnął i wywrócił oczami, zakładając dłonie na piersi.
Teksty Rina były dziwne, ale wprawiały go w miłe uczucie w jego sercu. A takowe rzeczy często się nie działy... Co jest w tym mężczyźnie, że tak na niego działa?
Rin: Pf, ja dopiero się rozkręcam. A co, nie lubisz, jak ktoś ci prawi komplementy lub się na ciebie patrzy? Hm? - odparł radośnie, opierając się policzkiem o wierzch swojej dłoni i wciąż wpatrując się w niego intensywnie, a gdy Lou przyniósł im kolejne drinki, podziękował mu skinieniem głowy.
Katsuki: Nie lubię. Bo ich nie dostaję. I mam się z tym dobrze. - powiedział, odwracając ponownie wzrok, nie wiedząc jak ma zareagować na to, że ten ciągle się na niego patrzy.
Rin: A więc trzeba to zmienić. - odparł, uśmiechając się szerzej. - Podobają mi się... Twoje oczy, ładnie podkreślają twoją karnację. Poza tym, masz taki... Pewny siebie wzrok. Taki ostry. Za każdym razem, jak na mnie patrzysz, to czuję, jakbyś przeszywał na wskroś moją duszę. Dziwne uczucie. Czuję się wtedy taki ''obnażony''. - rzucił, nadpijając drinka i w końcu odwracając od niego swoje spojrzenie.
Katsuki warknął, a potem odwrócił wzrok z czerwonymi policzkami. Cały czas przebierał palcami po blacie, niby to z nerwów, niby to z zakłopotania, nie wiedząc w sumie, co ma ze sobą zrobić. Nadal miał to dziwne uczucie w piersi. Serce mu łomotało jak głupie... Ale czemu? Czy rzeczywiście jego komplementy wywoływały w nim aż taką reakcję?
Katsuki: Weź, przestań. - burknął, a potem popatrzył na barmana.
Gdy Rin miał już zamiar coś powiedzieć, nagle, ''na plan'' wbił Aiden, pojawiając się znienacka i owijając od tyłu swoje ręce wokół szyi czarnowłosego, uśmiechając się przy tym i podśmiechując się jak głupi.
Aiden: Heeeeeeeeej, Rin-chan! W końcu cię znalazłem! - rzucił, wieszając się wręcz na chłopaku.
Rin: Ai, złaź ze mnie, grubasie. - dodał, pochylając się do przodu tak, że miętowowłosy wręcz unosił się nad ziemią.
Aiden: Mm, ale jesteś taki wygodny. - mruknął, wtulając się policzkiem w jego plecy. - Mmm, masz ładne perfumy. - dodał, wsadzając nosa w jego koszulkę.
Rin: A ty cuchniesz ziołem. Co ci mówiłem o jaraniu przed występem?
Aiden: Hmpf. A ty to se możesz palić przed koncertem, co? - wetchnął, dąsając się i po chwili schodząc z jego pleców.
Rin: Ale ja to ja. A ty jesteś jeszcze noobikiem i musisz się skupić. - dodał, ''boopiąc'' go w nos, jednak wciąż delikatnie się uśmiechając.
Aiden: Ale to tylko jeden skręt...
Rin: Aideeen...
Aiden: No dobra, niech ci będzie, dzisiaj już nie będę palić. I... Idę się dalej przygotowywać. - rzucił, po chwili zastanowienia, a potem zbliżył się do niego, całując go w policzek. - Tylko masz na mnie patrzeć, jasne? - spojrzał mu prosto w oczy, a potem obrócił się i przeczesał jego włosy ręką, odchodząc i odchylając jego głowę do tyłu.
Rin: Hah. - Rin kiwnął przecząco głową, z uśmiechem, wracając po tej sytuacji do swojego drinka.
Katsuki: Porzygam się zaraz z tej słodkości. - prychnął, przyglądając się przedstawieniu dwóch chłopaków. - Obleśne. Bleh. - zbliżył palec do buzi, gdy ten drugi odszedł, pokazując tym samym, jak go to zmuliło. - Kto to był? Twój chłopak? - zapytał, unosząc brew do góry.
Rin: Mój chłopak? Nieee. Aiden to mój... Dobry przyjaciel.
Katsuki: Mhm. Czyli mam rozumieć, że każdy twój ''dobry przyjaciel'' całuje cię w policzek i się do ciebie przystawia, hm?
Rin: Cóż... Jak ujmujesz to w ten sposób... Hahaha! - Rin zaśmiał się, po chwili machając ręką i kiwając przecząco głową. - Nie no, po prostu przespaliśmy się 2 razy pod wpływem i tyle. Nic więcej. Poza tym, Aiden od zawsze lubił się tak miziać, więc...
Katsuki: Aha. Spoko. - powiedział z pewnego rodzaju wyjebaniem.
Sam też przespał się kilka razy z laskami, bo one kleiły się jak mucha do gówna, a on zawsze korzystał z okazji, aby zaspokoić samego siebie. Takie dziwki nie zasługiwały według niego na nic więcej.
(oj Katsuki 👀, zmroziło)
Następnie, upił połowę drinka, oblizując swoje usta, a potem zmierzwił swoje włosy. Czemu w tym klubie było tak ciepło? A może to alkohol zaczął już powoli na niego działać.
Rin: Mm. - Rin mruknął, dopijając drinka. - Co ty na to, byśmy przenieśli się na górę, blondasku? Tam jest spokojniej i trochę ciszej i jest też dobry widok na scenę. Hmm, co myślisz? - zapytał, wstając z krzesła i ustawiając się za nim, by oprzeć się łokciami o jego ramiona, w pewien sposób go ''przytulając.''.
Katsuki nagle poczuł, jak Rin objął go od tyłu. I to było... Bardzo dziwne przeżycie. Co najmniej dziwne. Całe jego serce aż ''podskoczyło'' z wrażenia, a on sam, nie wiedząc, co powinien zrobić, siedział spokojnie, praktycznie w bezruchu. Zaczął się zastanawiać: czy odepchnąć go, czy nie? Ale w sumie... Miło było tak siedzieć, z nim opartym o niego w ten sposób. Co prawda, czułość innego mężczyzny w stosunku do niego, gdy on sam też jest mężczyzną, wciąż wzbudzała w nim dosyć negatywną reakcję, ale jakoś... Gdy Rin tak robi, to nie ma nic przeciwko. Wręcz przeciwnie.
Po chwili, do nosa blondyna dotarł lekko słodki zapach owocowych perfum czarnowłosego, co po prostu... Odjęło mu mowę na sekundę. Nie był pewny, jaki to był zapach dokładnie, ale... Na pewno było to coś bardzo przyjemnego do wąchania. O wiele lepszego niż woń potu i alkoholu, unosząca się w całym klubie.
Katsuki: Nie wypiliśmy chyba aż tak dużo... Nie wiem... - powiedział, a potem odwrócił lekko wzrok do czarnowłosego. - A co ja... Wieszak...? - mruknął, nieco puszczając swoje hamulce pod wpływem alkoholu i lekko opierając się plecami o tors Rina.
Rin: Mhm. Bardzo wygodny wieszak... - mruknął, po chwili wsadzając nos w jego włosy. - Który ma też z resztą ładny szampon. Mm, twoje włosy są gładsze niż myślałem. - dodał, delikatnie przeczesując jego blond kosmyki palcami.
Katsuki: Bo dbam o nie. Mają być idealne. - powiedział. - Nie macaj.... Popsujesz... - dodał i machnął dłonią, jakby odganiał muchę.
Rin: Mm, dobra, dobra. - Rin zaśmiał się i nieco się od niego odsunął, szepcząc mu do ucha. - Chodź na górę do strefy vip. To jeszcze nie koniec naszego challenge'u. - dodał, po chwili zwracając się do Lou. - Lou! Kocham cię Muah! Twoje drinki były wyborne! - czarnowłosy powiedział głośniej z uśmiechem, posyłając swojemu przyjacielowi pocałunek na odległość.
Lou: Ja też cię kocham! Rin, skarbie, chodź no tu na słówko.
Rin: Mhm. - niebieskooki mruknął, odsuwając się od kompana i nachylając się nad blatem. - Co tam? - szepnął.
Lou: Masz gumki?
Rin: Mhahaha! Lou, ty zboczeńcu. Tylko o jednym myślisz.
Lou: Przezorny zawsze ubezpieczony, wiesz o co chodzi.
Rin: Wiem, wiem. Mam, spokojnie. Niebieskie. - Rin powiedział, unosząc nieco brwi do góry z uśmiechem, a po chwili odsunął się od blatu z powrotem do Katsukiego.
Lou: Fiu, fiu! - fioletowowłosy zagwizdał, puszczając mu oczko. - Do zobaczenia później!
Rin: Czeeeść. - odparł Rin, przeciągając specjalnie, a potem klepnął blondyna w ramię, by ten ruszył się z miejsca. - Chodź, chodź.
Katsuki przyglądał się dla barmana i dla Rina z zaciekawieniem. Wyglądali, jakby co najmniej planowali morderstwo. A kiedy Rin poklepał go po ramieniu, blondyn wstał i wyciągnął się, a potem ruszył za nim do loży dla VIP-ów.
Katsuki: Hm... - popatrzył na niego i mruknął zadowolony.
Rin: Co tam? - zapytał, obracając się w jego stronę i wchodząc na górę po schodach.
Katsuki: Nic, nic. Po prostu ciekawi mnie, jak to wszystko będzie wyglądać tam na górze.
Rin: Mm, zaraz zobaczysz.
Rin rzucił do niego z uśmiechem, a gdy doszli już na górę, skinął głową do ochroniarza na powitanie, który wpuścił go i Katsukiego bez żadnego problemu. Mężczyźni weszli więc przez drzwi i czerwoną ''blokadę'' do strefy dla vipów, po chwili wchodząc głębiej w stronę baru i siedzeń.
Pomieszczenie było dosyć obszerne, lecz mniejsze niż pokój na dole. Tak na prawdę duża część górnej hali to był po prostu balkon, znajdujący się tuż nad główną częścią klubu, który na końcu przeradzał się w bar i korytarz, prowadzący do prywatnych loży i strefy sypialnej. Siedzenia tutaj były rozdzielone ścianami, by dać klientom trochę prywatności, a na środku, oprócz parkietu przeznaczonego do tańca, znajdowały się kolorowe maszyny do palenia różnego rodzaju zioła i nikotyny. Rzeczywiście było tu spokojniej i... Bardziej kulturalnie.
Rin: Hmm... Może tu? - odparł Rin, szukając wzrokiem wolnego siedzenia, oddalonego jak najdalej od reszty.
Po krótkich poszukiwaniach, obaj mężczyźni usiedli na oddzielonej ścianami kanapie, a gdy jedna z kelnerek podeszła do nich, ciemnowłosy zamówił szereg różnego rodzaju kolejek, zapewniając przy tym Katsukiego, że to on teraz stawia.
Rin: Więc... Jak ci się tu podoba? - zarzucił jakiś temat, gdy kelnerka odeszła od nich, opierając się przy tym ręką o róg kanapy.
Katsuki: Klub jest spoko. Dużo miejsca, oddzielne sale do wynajęcia. Ojciec będzie zainteresowany kupnem tego miejsca. - powiedział spokojnie. - A wtedy będę miał wszystko taniej lub za darmo. To się szanuje. - dodał jeszcze, przeciągając się lekko.
Rin: Tylko nie zmieniajcie go za bardzo, co? Mam do niego... Duży sentyment. - szepnął, kładąc oba łokcie na stół, a podbródek na swoje dłonie.
Katsuki: Nie będziemy nic zmieniać. Szkoda wydawać pieniądze na zmianę klubu, który wygląda w porządku. - odpowiedział mui oparł się wygodnie o kanapę, po czym się wyciągnął, patrząc na to, jak wyglądał ten pokój.
Rin: To dobrze. Czyli mogę spać spokojnie.
Po tym, kelnerka przyniosła im pierwsze kolejki na tacy, a oprócz tego - jakieś przekąski, chusteczki, popielniczki i innego tego typu rzeczy. Mężczyźni wypili razem pierwszą kolejkę, potem drugą i kolejną, a rozmowa jakoś zaczęła im się kleić. Rozmawiali w sumie o wszystkim i o niczym, nie zbaczając aż tak na jakieś bardzo prywatne tematy. Alkohol też zaczął im całkiem nieźle wchodzić, a Katsukiemu od tego wszystkiego nieco rozwiązał się język. Rin zauważył, że po alkoholu, blondyn wcale nie jest taki zły i narwany, a tak na prawdę to całkiem fajnie się z nim gada, kiedy nie warczy na niego co 3 sekundy i nie wrzeszczy na cały regulator.
Rin: Hahaha! - Rin zaśmiał się razem z Katsukim, nieco spuszczając głowę i przeczesując swoje włosy ręką.
Katsuki: Mm, a jakie masz czerwoniutkie policzki. - powiedział z uśmiechem, dotykając palcem wskazującym jeden z jego policzków.
Rin: Haha, ty też! - ciemnowłosy zaśmiał się, lekko klepiąc go po policzku.
Kelnerka: Proszę bardzo. - kobieta podeszłą nagle do nich, stawiając kolejne kieliszki, a do tego sól wraz z limonką na talerzyku, zabierając przy tym puste szkło i odchodząc od nich po cichu.
Rin: Uuuuooooh! Tequila. Uwielbiam. - rzucił, przysuwając do nich wszystko.
Katsuki popatrzył, jak kobieta postawiła kieliszki, sól i limonkę, dziwiąc się, a następnie podrapał się lekko po policzku, przyglądając się temu w zastanowieniu. Sól do alkoholu? Limonka jest zrozumiała, ale sól? Dużo go chyba ominęło. Popatrzył więc zaskoczony na Rina, oczekując, że ten powie mu, o co z tym wszystkim chodzi.
Katsuki: A po co to...? - zapytał, wskazując na sól leżącą na stoliku. - Nie słyszałem, aby do alkoholu dodawano sól.
Rin: Nigdy nie piłeś shotów z tequili? - Rin spojrzał na niego, nieco zaskoczony, że nie ma o tym pojęcia, lecz po chwili wziął sól i limonkę, demonstrując mu całą sztukę. - To tak. Sypiesz sól na rękę. - powiedział, sypiąc przy tym trochę soli na wierzch swojej dłoni. - Zlizujesz ją, pijesz shota, a na koniec zagryzasz to limonką.
Wtedy, zrobił to, co powiedział, na końcu krzywiąc się nieco i wyjmując kawałek cytrusa z ust.
Rin: Wow, mocne. Spróbuj. - szepnął, wskazując wzrokiem na kieliszki.
Katsuki pokiwał lekko głową i nasypał soli na wierzch dłoni, zlizał ją, a następnie zapił to shotem. Po tym skrzywił się lekko i wziął szybko limonkę do ust, którą pochłonął w mgnieniu oka.
Katsuki: Wow... Mocne... Dość... Mocne... - mruknął, a potem zamknął oczy, oblizując usta z soli.
Rin: Mhm... A teraz patrz na to... By nie było zbyt nudno.
Rin zaśmiał się cicho pod nosem i wziął delikatnie dłoń blondyna, który otworzył oczy i spojrzał na niego ze zmarszczonymi brwiami. Czarnowłosy jednak nie zwrócił na to aż takiej uwagi i kontynuował zaplanowany przez siebie manewr, którego pierwszym krokiem było podwinięcie rękawa koszuli chłopaka aż do łokcia. Po tym, ogoniasty nasypał trochę soli na jego rękę oraz przedramię, a następnie wsadził do jego ust kawałek limonki, zbliżając po chwili swoje usta do jego skóry i zlizując ''biały proszek'' bez wstydu swoim językiem, nie zrywając przy tym z nim kontaktu wzrokowego przez ten cały czas. Po tym, pochłonął szybko shota i odstawił szkło na stół, a później zbliżył się niebezpiecznie ustami do niego i zagryzł cytrynę w jego ustach, nie zdejmując z niego oczu.
Katsuki spojrzał zaskoczony na Rina, nie wiedząc, co ma zrobić w tej sytuacji. Mężczyzna był bardzo, bardzo blisko niego. Znów mógł poczuć te jego słodkie perfumy. I na dodatek ten wzrok, te szafirowe oczy, które wpatrywały się prosto w niego... Cóż, chyba alkohol mocno uderzył mu już do głowy, skoro do tej pory go jeszcze nie odepchnął i... Całkiem podoba mu się ta sytuacja.
Katsuki: Kombinujesz... - szepnął i wypluł cytrynę na bok, oblizując swoje wargi i patrząc się to na oczy, to na usta czarnowłosego.
Rin: Może... - szepnął, zbliżając się do niego jeszcze bardziej, tak, że ich usta prawie się ze sobą stykały, a jego ręka powędrowała niedaleko uda blondyna, zamykając go tym samym w swoim objęciu. - Możesz mnie odepchnąć, jeżeli tego nie chcesz. Może i jestem pijany, ale nie chcę cię do niczego zmuszać... - szepnął ponownie, czekając na jego decyzję.
Katsuki: Jebać to... - opowiedział szeptem, po chwili złączając ich usta w pocałunku.
Obaj mężczyźni zarumienili się mocno, a Rin przysunął się bliżej niego, przymykając oczy i gładząc delikatnie jego policzek wolną ręką. Ręce Katsukiego powędrowały za to na biodra chłopaka i do jego torsu, zatapiając się wręcz w cieple drugiej osoby i przyjemności delikatnego pocałunku, który z sekundy na sekundę zyskiwał na namiętności. Podobało mu się to, nawet bardzo. Nie wiedząc czemu, poczuł... Dziwnie przyjemne ciepło w środku, które po chwili jednak niebezpiecznie zaczęło przybierać na temperaturze.
Robiło mu się coraz goręcej, a ból głowy zaczął stopniowo powracać. Ból serca, ten głos... I ten palący ogień. Narastająca złość... Dziwne uczucia, które nie są jego... Znowu. Znowu to się dzieje.
Katsuki: Rin... - blondyn szepnął, odsuwając się od niego i kładąc głowę na jego ramieniu.
Rin: Katsuki, wszystko w porządku? - rzekł zmartwiony, spoglądając na chłopaka.
Katsuki: M-m... Gorąco... Strasznie mi gorąco... Znowu... Znowu to się dzieje. Dlaczego?
Rin: Katsuki, spójrz na mnie. - mężczyzna uniósł delikatnie jego głowę, a wtedy ujrzał ślepia Yoshimury, które zaczęły pokrywać się niebieskim blaskiem. - Cholera jasna. - przeklął pod nosem, od razu ''przytomniejąc''. - Chodź, pójdziemy do pokoju... Dasz radę wstać?
Katsuki: Spróbuję...
Wtedy, Rin wstał z kanapy i podszedł do jej rogu, czekając aż Katsuki przesunie się powoli i wstanie. Jednak, gdy blondyn chciał już wstać na własne nogi, stracił siłę w nogach i padł w ramiona Rina, który złapał go w mgnieniu oka, ubezpieczając go i z powrotem sadzając na sofie.
Rin: Nic ci się nie stało?
Katsuki: M-m... - kiwnął przecząco głową, oddychając coraz ciężej. - Boże, jak to kurewsko boli... Zatrzymaj to, błagam. Zrób te swoje czary mary i to zatrzymaj. Proszę cię.
Rin: Nie tutaj. Zaczynasz wypuszczać aurę i zaraz może zrobić się nieciekawie. Chodź, zaniosę cię do pokoju.
Katsuki: Nie, dam radę sam.
Rin: Nie dasz rady, chodź. - powiedział stanowczo, klękając przy kanapie i wystawiając do niego swoje plecy, by ten mógł na nie wejść.
Katsuki: Mm... Nienawidzę cię. - powiedział cicho, lecz koniec końców wdrapał się na jego plecy, owijając przy tym ręce wokół jego szyi.
Rin wtedy wstał i podrzucił go lekko do góry, łapiąc go pod udami, a następnie udał się w stronę baru, by wziąć klucz do jakiegokolwiek pokoju na piętrze.
Rin: Daj mi jakiś klucz, szybko. Później się rozliczymy. - rzucił do barmana, który od razu otworzył szafkę pod barem i podał Rinowi w zęby kluczyk do jednej z kwater sypialnych. - Dzięki. - powiedział przez zęby, idąc w stronę korytarza.
Katsuki: Nienawidzę cię, to wszystko przez ciebie. - powiedział na wpół przytomny, przytulając się do jego pleców.
Rin: Wiem. - odparł, szukając wzrokiem odpowiedniego numeru.
Katsuki: Czy my się właśnie przelizaliśmy?
Rin: Tak.
Katsuki: Kurwa... To wszystko twoja wina. Rzuciłeś na mnie jakiś urok i temu mi się to podobało.
Rin: Podobało ci się?
Katsuki: Mhm...
Rin: Woah, to... Dobrze. Katsuki? - zapytał nagle, widząc drzwi z odpowiednim numerem. - Weź klucz ode mnie i otwórz drzwi.
Katsuki: Nie mów mi, co mam robić. - powiedział słabo, lecz i tak wziął klucz z jego buzi, następnie próbując trafić nim do zamka.
Po paru próbach otworzenia drzwi, w końcu mu się udało. Rin otworzył więc je łokciem i wszedł z blondynem na baranach do środka, a po usadzeniu go na łóżku, wyjął kluczyk z zewnątrz i zamknął drzwi, wracając do niego.
Katsuki: Gorąco... - Katsuki szepnął, majtając głowę w te i we w tę, bezskutecznie próbując zdjąć przy tym swoją koszulkę.
Rin: Czekaj. - Rin mruknął parę razy i poklepał się po policzkach, by wybudzić się choć trochę z upojenia alkoholowego, a następnie podszedł do niego i zaczął rozpinać powoli jego koszulę.
Katsuki: Co ty robisz. - spojrzał w górę, wpatrując się w jego oczy, a po chwili złapał jego oba policzki w swoje dłonie, zwracając tym samym jego uwagę. - Zrób te swoje czary mary, by to przeszło. Przecież poprzednio, jak na ciebie patrzyłem... To to zniknęło.
Rin: A znika, jak teraz na mnie patrzysz? - zapytał, również z czystej ciekawości, czy tym razem to też pomoże, wpatrując się również w jego oczy.
Katsuki: Nie...
Rin: Cholera jasna.
Katsuki: Co?
Rin: Nie powinienem cię podpuszczać tym pocałunkiem. Powinienem wiedzieć, że... Argh, jestem już tak pijany, że nie wiem, co robię.
Katsuki: Ale... Podobał mi się ten pocałunek.
Rin: Co z tego, skoro spowodowałem tym twój kolejny atak.
Katsuki: Czyli przyznajesz... Że to wszystko twoja wina? Tak?
Rin: Tak.
Katsuki: ...
Blondyn uchylił lekko usta, nie spodziewając się tej odpowiedzi od niego, a potem spuścił głowę i zabrał od niego ręce, krzywiąc się z rosnącego bólu.
Katsuki: Odsuń się... - szepnął, czując narastającą w sobie złość, spotęgowaną sam w sumie nie wie czym.
Rin: Nie.
Katsuki: Odsuń się powiedziałem, bo nie wiem, co mi zaraz strzeli do łba.
Rin: Nie, nie odsunę się.
Katsuki: Rin... - powiedział nagle, spoglądając na niego z zeszklonymi oczami. - Czy ja umieram? Bo za każdym razem jak to się dzieje, czuję, jakbym zaraz miał umrzeć. Albo jakbym miał zawał, co najmniej... I tak niemiłosiernie mnie to wkurwia, że nic nie mogę z tym zrobić. - powiedział, zaciskając ręce na swoich włosach. - Niech on się już zamknie... Niech to wszystko się skończy. Mam dość. Mam tak cholernie dość... Chcę wrócić do czasu, kiedy cię jeszcze nie poznałem. Kiedy to gówno nie zaczęło mnie męczyć. - powiedział, uderzając go dosyć mocno w klatkę piersiową, a wokół niego znów zaczęła pojawiać się powoli ta dziwna aura. - Nic by się nie stało... Gdyby nie ty. Nie czułbym się tak, gdyby nie ty. Nie byłoby mnie tutaj i nie bolałoby mnie tak znowu, gdyby nie ty. Gdyby nie ty, nie podobał by mi się ten pocałunek. To wszystko przez ciebie. A ja jestem takim debilem, że dałem się w to wrobić. Wpadłem kurwa prosto w twoją jebaną pułapkę. I przez ten jebany alkohol nawet nie zawahałem się tylko po prostu wdepnąłem w to jak w gówno. Jestem tak cholernie głupi, że zatrzymałem się wtedy na tym przejściu, że zgodziłem się na tą kawę, na to picie, i że wciąż z tobą gadam! Ale kurwa... Przy tobie czuję się... Przy tobie czuję, że... Że żyję.
Rin: Żyję... Życie. No tak. No tak! - Rin powiedział nagle, jakby coś go olśniło, i ponownie zaczął rozpinać koszulkę Katsukiego.
Katsukiego: Co ty odpierdalasz...? - wydukał między ciężkimi oddechami.
Rin: Powiedziałeś mi to w moim śnie. Że potrzebujesz mojego ognia. Że on uspokaja ciebie i to dziwne uczucie w twoim sercu.
Katsuki: Co, o czym ty-...?
Wtedy, czarnowłosy rozpiął do końca jego koszulę, by następnie zajarzyć nieco swoją dłoń niebieskim płomieniem i przyłożyć ją do jego piersi, w miejscu, gdzie było jego serce.
W tym momencie, Katsuki momentalnie poczuł wewnętrzną ulgę, a rosnący, wypalający wręcz jego wnętrzności gorąc zmienił się w takie... Przyjemne, można by nawet rzec, że kojące... Ciepło. Ból powoli ustał, głos ucichł. Złość przeszła. A jego oczom ukazał się stojący przed nim Rin, którego oczy znów zaczęły się tak niebiańsko pięknie świecić.
Rin: To działa... To rzeczywiście działa, ja pierdole. - szepnął niebieskooki, mówiąc jakby do siebie i zauważając, że jego aura powoli zanika.
Katsuki: Co działa? O czym ty mówisz? Co się właśnie stało?
Rin: Mój ogień... On cię uspokaja. Ja... cię uspokajam. Dlatego, jak patrzyłeś na mnie, to twoje ataki ustępowały. Mój sen się spełnia...
Katsuki: ... - blondyn spojrzał na niego, zmieszany i zakłopotany, nie wiedząc w sumie, co ma powiedzieć. - Że ty mnie uspokajasz? Ale dlaczego? Dlaczego akurat ty?
Rin: Nie wiem tego... Jeszcze.
Katsuki: Wow.
Rin: Ale wiem, że cię z tym nie zostawię. Obiecuję ci to. - szepnął, spoglądając w jego oczy, a następnie podniósł drugą rękę, zaczynając gładzić jego policzek. - Jakoś... Sami do tego dojdziemy, z czasem. Może... Nie wiem. Ale pomogę ci z tym.
Katsuki: Obiecujesz? - szepnął, przymykając oczy i przymilając się do jego dłoni.
Rin: Obiecuję...
Liczba słów: 21 719
Komentarze
Prześlij komentarz