#9 Od Rina do Katsukiego
UWAGA! W OPOWIADANIU WYSTĘPUJĄ DRASTYCZNE OPISY, DEPRESJA I MYŚLI SAMOBÓJCZE!
Notka ode mnie: Te opowiadanie będzie trochę inne niż wcześniejsze.
Akcja nie będzie typowo liniowa i będzie dużo retrospekcji, które
Akcja nie będzie typowo liniowa i będzie dużo retrospekcji, które
będą miały na celu zobrazowanie psychiki Rina, więc niekiedy może
być trochę chaotycznie, ale o to właśnie chodzi.
być trochę chaotycznie, ale o to właśnie chodzi.
Klimacik: https://www.youtube.com/watch?v=NT0TRUYiIy8&ab_channel=SYML
Jak się czuję? Hm... Bardzo interesujące pytanie, wiesz? Sam chciałbym znać na nie odpowiedź.
---
---
I R Y T A C J A
Czarnowłosy stanął przed drzwiami wyjściowymi sklepu, które po chwili samoistnie się otwarły, ukazując mały, gromadzący się pod marketem tłum ludzi, z różnego rodzaju aparatami i mikrofonami w rękach.
Rin: Eh... - chłopak westchnął głęboko, zakładając kaptur na głowę i nawiązując chwilowy kontakt wzrokowy ze swoim ochroniarzem, który był ostatniego czasu jak jego wierny pies, zawsze u jego boku gdziekolwiek by nie poszedł.
Ochroniarz: Proszę trzymać się blisko mnie.
Rin westchnął ponownie i spojrzał w dół, chowając ręce do kieszeni i wychodząc ze sklepu. Paparazzi od razu zaczęli robić zdjęcia i zadawać multum pytań, próbując się przepchnąć przez wielką, umięśnioną ścianę jaką stanowił ochroniarz. Niebieskooki nie pisnął do nich ani słowem, tylko skierował się od razu do stojącego na parkingu, czarnego samochodu, do którego drzwi otworzył mu ochroniarz.
Ochroniarz: Proszę trzymać się blisko mnie.
Rin westchnął ponownie i spojrzał w dół, chowając ręce do kieszeni i wychodząc ze sklepu. Paparazzi od razu zaczęli robić zdjęcia i zadawać multum pytań, próbując się przepchnąć przez wielką, umięśnioną ścianę jaką stanowił ochroniarz. Niebieskooki nie pisnął do nich ani słowem, tylko skierował się od razu do stojącego na parkingu, czarnego samochodu, do którego drzwi otworzył mu ochroniarz.
Przecież sam potrafię to zrobić.
Chłopak wszedł do auta, po spojrzeniu kątem oka na ochroniarza, i oparł się o siedzenie, odchylając do tyłu głowę.
Kierowca: Nic się panu nie stało? Wszystko w porządku? - odparł białowłosy mężczyzna w średnim wieku, siedzący za kierownicą.
Rin: Ta... - czarnowłosy powiedział zirytowany, przewracając oczami. - Na prawdę musicie wszędzie ze mną łazić? Przecież sam potrafię o siebie zadbać.
Kierowca: Nic się panu nie stało? Wszystko w porządku? - odparł białowłosy mężczyzna w średnim wieku, siedzący za kierownicą.
Rin: Ta... - czarnowłosy powiedział zirytowany, przewracając oczami. - Na prawdę musicie wszędzie ze mną łazić? Przecież sam potrafię o siebie zadbać.
Kierowca: Bardzo chciałbym móc spełnić pańskie żądania, lecz takie są rozkazy ojca waszmości.
Rin: Ah, no tak... - mężczyzna westchnął głęboko, ponownie przewracając oczami. - Kochany ojczulek, jak on się o mnie martwi... Ojeju... - Rin powiedział sarkastycznie, wpatrując się w dach auta. - Szkoda, że nie martwił się tak o mnie wcześniej.
Kierowca: Żywi pan jakąś urazę do swego ojca? Zechciałby waszmość o tym porozmawiać?
Rin: Jedź. Nikt cię nie pytał o zdanie.
Kierowca: Tak, oczywiście, proszę mi wybaczyć moją śmiałość.
Rin: Ah, no tak... - mężczyzna westchnął głęboko, ponownie przewracając oczami. - Kochany ojczulek, jak on się o mnie martwi... Ojeju... - Rin powiedział sarkastycznie, wpatrując się w dach auta. - Szkoda, że nie martwił się tak o mnie wcześniej.
Kierowca: Żywi pan jakąś urazę do swego ojca? Zechciałby waszmość o tym porozmawiać?
Rin: Jedź. Nikt cię nie pytał o zdanie.
Kierowca: Tak, oczywiście, proszę mi wybaczyć moją śmiałość.
Mam tego serdecznie dość. Albo te muchy, które nie chcą się ode mnie odczepić, albo te psy, które ciągle za mną łażą. Dajcie mi w końcu święty spokój. Nie musicie traktować mnie jak jakieś jajko, które może pęknąć przy każdym najlżejszym nacisku.
Moja skorupa i tak już dawno pękła i jakoś wcześniej mój ojczulek się tym za bardzo nie przejmował. Wolałbym chyba, by już tak zostało niż patrzeć na tą jego ''litościwą troskę''. To takie irytujące, być zdanym na jego łaskę i patrzeć jak te psy wszędzie za mną łażą.
Niemiłosiernie mnie to irytuje, że nie potrafię przejąć kontroli nad własnym życiem.
Ogarnij się w końcu! Czemu nie potrafisz tego zrobić?!
Wszystko jest przez ciebie!
To tylko twoja wina, że twoje życie tak wygląda! Powinieneś w końcu coś z tym zrobić, a nie tylko narzekać i być ofiarą losu!
Irytujący. Jestem strasznie irytujący. Znowu jestem w punkcie wyjścia... Znowu rozpocząłem to błędne koło. I teraz muszę za to płacić.
---
B E Z S E N S
Bez sensu. Wszystko jest bez sensu. Na co ja się w ogóle staram skoro i tak wszystko spieprzę? I czemu teraz nagle ojciec zaczął się o mnie martwić? Nagle sumienie złapało go za serce? Szkoda, że Eren musiał trafić do szpitala, by tak się stało. A gdy ja chciałem się zabić... Zamieciono mnie pod dywan i powiedziano, że ''wydziwiam''. Najwyraźniej nie jestem aż tak ważny i wszyscy poradziliby sobie doskonale beze mnie, a w szczególności mój ojciec. W takim razie po co ja w ogóle żyję? Po co w ogóle się urodziłem? Po co, skoro wszystko jest bez sensu. Moje życie jest bez sensu. Ja jestem bez sensu. Jedyny sens miała ta ''otoczka szczęścia'', którą teraz sam sobie spierdoliłem. Boże, jaki ja jestem do niczego... Mógłbym choć raz w życiu się na coś przydać.
Bez sensu. Wszystko jest bez sensu. I to tak boli. Chcę, by wszystko znów miało sens.
---
Z Ł O Ś Ć
Psychofanka: Rin! Rin!
Dziewczyna wyskoczyła nagle zza rogu i zaczepiła czarnowłosego, gdy ten był już gotów wejść do swojej klatki, ciągnąc go mocno do siebie za jego bluzę.
Psychofanka: Jak mogłeś mi to zrobić! Zdradzasz mnie?! Przecież bylibyśmy razem tacy idealni! Tak pasujemy do siebie!
Rin: Słucham?
Rin: Słucham?
Znowu jakaś szurnięta idiotka.
Rin: Proszę mnie zostawić.
Psychofanka: Co? Tak się odzywasz do swojej przyszłej dziewczyny?! Powiedz, jak mogłeś mi to zrobić?!
Dziewczyna zaczęła szarpać go jedną ręką, a drugą robić mu milion niewyraźnych zdjęć i filmików. Rin na to westchnął głęboko i przewrócił oczami, łapiąc mocno jej nadgarstek i zaciskając na nim rękę.
Rin: Powiedziałem, zostaw mnie. - czarnowłosy powiedział stanowczo, mając już dosyć takiego zachowania, które ostatniego czasu było coraz częstsze. - Masz 3 sekundy, by mnie zostawić w spokoju i pójść sobie albo dzwonię na policję. - dodał, odciągając jej siniejący od nacisku nadgarstek od swojej bluzy.
Dziewczyna zaczęła szarpać go jedną ręką, a drugą robić mu milion niewyraźnych zdjęć i filmików. Rin na to westchnął głęboko i przewrócił oczami, łapiąc mocno jej nadgarstek i zaciskając na nim rękę.
Rin: Powiedziałem, zostaw mnie. - czarnowłosy powiedział stanowczo, mając już dosyć takiego zachowania, które ostatniego czasu było coraz częstsze. - Masz 3 sekundy, by mnie zostawić w spokoju i pójść sobie albo dzwonię na policję. - dodał, odciągając jej siniejący od nacisku nadgarstek od swojej bluzy.
Wtedy, z oddali słychać było dźwięk robionego telefonem zdjęcia, który obił się echem o ściany wieżowców. Rin momentalnie zwrócił na to uwagę i spojrzał w tamtym kierunku, zauważając zakapturzoną i zamaskowaną po same oczy postać, średniego wzrostu. Te opadające na oczy blond kosmyki... Gdzieś już ją widział...
???: Tsh, tsh, tsh... - postać kiwnęła przecząco głową, zaczynając pisać coś w swoim telefonie. - ''Zobaczcie, jak Rin traktuje swoich fanów poza kamerami. Biedna dziewczyna, miała cały siny nadgarstek! Co się ostatnio dzieje z naszym Rinem????'' - dziewczyna mówiła to, co pisze, spoglądając na końcu na chłopaka. - Cóż, nie chciałam dolewać oliwy do ognia, ale wybacz, to było silniejsze ode mnie... W końcu, jesteś taki fotogeniczny, wiesz? Aż trudno się oprzeć.
Rin: Co? - Rin patrzył w niedowierzaniu i zastanowieniu na tajemniczą postać, marszcząc brwi.
O co mogło jej chodzić? Jak to ''dolewać oliwy do ognia''? Czy to jest ta sama osoba, która go wcześniej śledziła i która zrobiła to ''słynne'' zdjęcie?
???: Btw., nie zmarzłeś wtedy, w nocy? Było całkiem zimno. A wiesz, szkoda by taka osobistość jak ty była chora. Przeziębienie, wycieranie nosa... To podrażnia skórę. Mam nadzieję, że twój kochaś przynajmniej pożyczył ci swoją bluzę, byś nie zmarzł. - powiedziała sarkastycznie, kręcąc telefonem w dłoni.
Rin: Co...? O czym ty... - Rin powiedział, zmieszany, po chwili łącząc fakty i rozpoznając głos tajemniczej osoby. - Ty... To ty wstawiłaś tamto zdjęcie...
???: Hah, cudne zdjęcie, wiem, wiem. Chociaż te przy rzece bardziej mi się podoba. Idealnie widać twoją twarz w świetle gwiazd. O, albo te na moście... Tak ładnie się obejmujecie... O, nie, wiem! Jak trzymacie się za ręce, idąc przez miasto! Jak słodko... Chcesz zobaczyć?
Rin: Co? - niebieskooki zmarszczył brwi, patrząc w niedowierzaniu na zamaskowaną postać i słysząc, że ma więcej zdjęć jego i Katsukiego, które równie dobrze mogą znaleźć się w internecie. - Czemu... Czemu mnie śledzisz i robisz te zdjęcia? Czego ty ode mnie chcesz? Chcesz pieniędzy czy coś?
???: Pieniędzy? HAHA! - postać zaśmiała się, podrzucając swój telefon i łapiąc go z powrotem w dłoń. - Pieniędzy to mi nie brakuje. Gdybym chciała hajsu to bym poszła do banku albo wyłudziła je od jakiegoś nadzianego faceta. A właśnie, co do pieniędzy. - dziewczyna wsadziła rękę do kieszeni bluzy i zaczęła czegoś w niej szukać, wyjmując po chwili parę banknotów zawiniętych w gumkę recepturkę. - Spisałaś się na medal, kochana. A teraz zjeżdżaj.
???: Hah, cudne zdjęcie, wiem, wiem. Chociaż te przy rzece bardziej mi się podoba. Idealnie widać twoją twarz w świetle gwiazd. O, albo te na moście... Tak ładnie się obejmujecie... O, nie, wiem! Jak trzymacie się za ręce, idąc przez miasto! Jak słodko... Chcesz zobaczyć?
Rin: Co? - niebieskooki zmarszczył brwi, patrząc w niedowierzaniu na zamaskowaną postać i słysząc, że ma więcej zdjęć jego i Katsukiego, które równie dobrze mogą znaleźć się w internecie. - Czemu... Czemu mnie śledzisz i robisz te zdjęcia? Czego ty ode mnie chcesz? Chcesz pieniędzy czy coś?
???: Pieniędzy? HAHA! - postać zaśmiała się, podrzucając swój telefon i łapiąc go z powrotem w dłoń. - Pieniędzy to mi nie brakuje. Gdybym chciała hajsu to bym poszła do banku albo wyłudziła je od jakiegoś nadzianego faceta. A właśnie, co do pieniędzy. - dziewczyna wsadziła rękę do kieszeni bluzy i zaczęła czegoś w niej szukać, wyjmując po chwili parę banknotów zawiniętych w gumkę recepturkę. - Spisałaś się na medal, kochana. A teraz zjeżdżaj.
Psychofanka: ... - kobieta spojrzała przelotnie na Rina, a później wyrwała swój nadgarstek z jego uścisku, by podejść do zamaskowanej postaci, wziąć od niej pieniądze, a następnie opuścić miejsce jak gdyby nigdy nic.
Rin patrzył na to wszystko z niedowierzaniem. Nie wiedział w ogóle, co się dzieje. Czyli to wszystko było ustawione? To nie była żadna szurnięta fanka, tylko aktorka, którą specjalnie wynajęto, by zrobić to zdjęcie? Ale dlaczego? Czemu mu się to przytrafia? Czego ona od niego chce?
Rin: Co... Co to ma znaczyć? Ustawiłaś to?
???: Oczywiście, że tak. A co ty myślałeś? Potrzebuję dobrych ujęć, by wzniecić ciekawość ludzi. Drama powoli wygasa, a ja nie mogę pozwolić, by zostawili cię w spokoju tak szybko. Niektórzy mówią, że zemsta najlepiej smakuje na zimno, lecz ja uważam, że to szczypta pikanterii nadaje jej idealnego smaku.
Rin: Zemsta? O czym ty mówisz?
???: ... - postać zignorowała jego pytanie i zaśmiała się, zaczynając się powoli cofać.
???: ... - postać zignorowała jego pytanie i zaśmiała się, zaczynając się powoli cofać.
Rin: Gdzie idziesz? Hej! Stój! Nie skończyliśmy rozmawiać!
Widząc, jak zamaskowana postać się oddala, Rin momentalnie rzucił się w pogoń za nią, nie zastanawiając się długo. Musiał wiedzieć, kto go szantażuje i niszczy mu życie. Musiał dopaść tą osobę za wszelką cenę. Miał tego serdecznie dość. A teraz ma ją na wyciągnięcie ręki. Teraz jest okazja. Nie myślał o tym, że to może być pułapka. Liczyło się ujrzenie twarzy tej osoby, wtedy będzie miał ją w garści.
Zamaskowana postać zachichotała dosyć głośno, gdy czarnowłosy wystartował, zaczynając uciekać przed nim, goniącym ją ile tylko miał sił w nogach. Mijali osiedlowe chodniki i przejścia, ławki, fontanny, schody i krzaki aż wybiegli na główną ulicę miasta, które aktualnie było w godzinach szczytu. Dwójka biegła zawzięcie po chodniku, obaj jak najszybciej potrafili. Co chwila obijali się o idące obok tłumy ludzi, wracających do domów po długim dniu w pracy bądź w szkole, rowery hamowały gwałtownie bądź się wywracały, hulajnogi traciły równowagę, a ludzie krzyczeli oburzeni, gapiąc się na nich jak na jakąś wielką sensację.
Kilka minut później, po intensywnej gonitwie po prostej drodze, tajemnicza postać skręciła w lewo, a Rin podążył jej śladem. Jednak jak mężczyzna wychylił się zza rogu, po dziwnej postaci nie było ani śladu, jakby dosłownie rozpłynęła się w powietrzu. Czarnowłosy zwolnił tępo, rozglądając się dookoła i próbując złapać oddech, lecz rzeczywiście, ku jego zdziwieniu, postać wyparowała i zniknęła z jego pola widzenia, gdy tylko ulotniła się za ostrym zakrętem.
Kilka minut później, po intensywnej gonitwie po prostej drodze, tajemnicza postać skręciła w lewo, a Rin podążył jej śladem. Jednak jak mężczyzna wychylił się zza rogu, po dziwnej postaci nie było ani śladu, jakby dosłownie rozpłynęła się w powietrzu. Czarnowłosy zwolnił tępo, rozglądając się dookoła i próbując złapać oddech, lecz rzeczywiście, ku jego zdziwieniu, postać wyparowała i zniknęła z jego pola widzenia, gdy tylko ulotniła się za ostrym zakrętem.
Rin: Co jest... - Rin szepnął do siebie, marszcząc brwi i rozglądając się po ludziach przechodzących dookoła.
Nic. Zero. Nie ma jej. Zniknęła. Po prostu wyparowała.
Rin: Kurwa... - Rin powiedział do siebie, na głos, nadal się rozglądając i obijając się ramionami o niektórych przechodniów.
Przechodzień: Ej, uważaj pan jak leziesz! - powiedział jeden mężczyzna.
Rin: ... - Rin spojrzał na niego, zagubiony, wciąż się rozglądając po tłumie.
Rin: ... - Rin spojrzał na niego, zagubiony, wciąż się rozglądając po tłumie.
Przecież nie mogła tak po prostu się rozpłynąć, prawda? Przed chwilą tu była!
Mężczyzna: Przepraszam, czy wszystko w porządku? - ktoś podszedł nagle do czarnowłosego, widząc jego zagubienie i zakłopotanie.
Rin: ... - Rin obrócił się w stronę mężczyzny, zauważając od razu jego wyraziste, fioletowo-różowe oczy.
Rin: ... - Rin obrócił się w stronę mężczyzny, zauważając od razu jego wyraziste, fioletowo-różowe oczy.
Lecz wtedy, nim zdążył cokolwiek powiedzieć, na jego telefon przyszło powiadomienie, które Rin momentalnie otworzył i odczytał. Ku jego nieszczęściu, był to kolejny tweet od dobrze ''znanej'' mu już osoby. Tweet, który rzekomo mówił o znęcaniu się i złym traktowaniu fanów przez Rina na ulicy, poza kamerami.
Chłopak złapał się za głowę, zaciskając dłoń we włosach i wpatrując się z niedowierzaniem w treść oraz zdjęcie zamieszczone w tweecie. Jego serce wręcz przestało bić na moment, a świat ponownie ''pękł'' i zamarł w miejscu.
Mężczyzna: Przepraszam, na pewno nic panu nie jest?
Rin: O nie... Nie, nie, nie, nie, nie... - niebieskooki powiedział nerwowo i zignorował mężczyznę, wymijając go i kierując się w stronę domu.
Cisza. Obijające się o uszy krzyki i silniki samochodów. Pisk. Derealizacja. Szybkie bicie serca. Jaskrawy ekran telefonu i zdjęcie. Czy to się dzieje na prawdę? A pośród tego wszystkiego, muzyka. Melodia... Na dodatek znajoma. Skąd on ją zna? Ah, no tak. Telefon. Ktoś dzwoni.
Katsuki: Rin...? Widziałem właśnie ten nowy post, wszystko okay? - zapytał czule, ciepłym i lekko ochrypłym głosem. - Nie to, że się martwię czy coś... No ale tak na dobrą sprawę zadzwoniłem, bo... Akurat mi się nudzi i no wiesz. - dodał, nieco plącząc, by nie wyjść na ''zbyt miękkiego''.
Rin: Nie. Nic nie jest ok. Wszystko jest daleko od bycia ''ok''. - powiedział przez zęby, czując jak bezsilność i skumulowane emocje przeradzają się w złość. - Już prawie ją dorwałem! Miałem ją na wyciągnięcie ręki i nagle rozpłynęła się w powietrzu! Tak po prostu zniknęła! Agh! Gdybym był trochę szybszy! Jebany stalker!
Katsuki: Co? Kogo prawie dorwałeś? Stalker? Rin, o czym ty mówisz?
Rin: ... - chłopak zamilkł na chwilę, ogarniając, że właśnie się wygadał dla Katsukiego, choć miał mu nic nie mówić, by go bardziej nie martwić. - Kurwa...
Katsuki: Rin? Gadaj o co chodzi.
Rin: Później zadzwonię.
Katsuki: Ri-
Katsuki: Co? Kogo prawie dorwałeś? Stalker? Rin, o czym ty mówisz?
Rin: ... - chłopak zamilkł na chwilę, ogarniając, że właśnie się wygadał dla Katsukiego, choć miał mu nic nie mówić, by go bardziej nie martwić. - Kurwa...
Katsuki: Rin? Gadaj o co chodzi.
Rin: Później zadzwonię.
Katsuki: Ri-
Wtedy wybrzmiał dźwięk przerwanego połączenia, a Rin odetchnął głęboko, spoglądając w niebo. Nie minęła nawet minuta, a na jego telefon zaczęło przychodzić masę smsów. Oczywiście, że były od Katsukiego, czarnowłosy nie musiał nawet patrzeć w ekran, by to wiedzieć. Jednak po chwili odblokował urządzenie i wszedł w konwersację z blondynem, przeglądając pobieżnie wysyłane na bieżąco wiadomości.
Kurwa. Nie powinien on tym wiedzieć. Nie powinien go tym martwić. To jego sprawa. Co jak mu się teraz coś przez niego stanie? Nie wybaczy tego sobie nigdy. Jego jedyna, wciąż jarząca się gwiazdka na ciemnym, czerniejącym niebie musi wciąż świecić... I nigdy nie zgasnąć.
Po tym, czarnowłosy schował telefon do kieszeni, ponownie odetchnął i przyspieszył kroku. Musi jak najszybciej znaleźć się w domu. Czuje, że zaraz eksploduje. Ma taki mętlik w głowie. I co on ma teraz niby zrobić z tym wszystkim?
Po paru minutach, Rin znalazł się w domu. Chłopak zatrzasnął za sobą z hukiem drzwi wejściowe, rzucił torbę i kurtkę gdzieś niedbale w kąt, a następnie zsunął się plecami po ścianie i usiadł na podłodze, zatapiając się w swoich myślach.
Kurwa, co on ma teraz zrobić? Na początku myślał, że to jakaś zwykła gierka i tak na prawdę nic złego się nie stanie. Przecież ma dużo fanów, którzy mają nierówno pod sufitem i mocno naruszają jego prywatność. Ale że nagle ma ''stalkera'', który robi mu zdjęcia na każdym kroku i go szantażuje? A nawet chce zemsty? Niby za co? Co on niby takiego zrobił? Niemożliwe, by ktoś był homofobem do takiego stopnia, by się od razu mścić z tego powodu. Albo, że ktoś jest w nim tak zadufany, by robić takie rzeczy. Nic z tego nie rozumie. I nie wie, co ma teraz zrobić. Nie wie nawet jak wygląda ta osoba. Jedyną wskazówką jest to, że jest to średniego wzrostu kobieta o blond włosach i tyle, ale przecież ile jest takich kobiet na całej Euclii! To może być dosłownie każdy! A na dodatek ma na niego haka, i to nawet kilka. Co jak znów wstawi kolejne zdjęcie? Czy będzie w stanie się wtedy z tego wyplątać?
Rin: Aaaaaaargh! - Rin krzyknął donośnie, wplątując ręce w swoje włosy i czując, jak niepewność, złość i bezsilność przejmują jego serce. - Kurwa, czemu ja! Czemu akurat teraz! I co ja mam do jasnej cholery teraz zrobić?! Czego ona ode mnie chce?! Jaka kurwa zemsta?! Ja pierdole...
Po chwili zastanowienia i paru głębszych oddechach, Rin wyjął telefon z kieszeni i wszedł w swoje kontakty, studiując zapisane w nich nazwiska. Nie może tego dłużej ignorować. Już dawno to przestało być zwykłą gierką i szantażem, i powinien był coś z tym zrobić już wcześniej, ale oczywiście, że musiał zmieść to na drugi plan, jak zwykle. Mężczyzna postanowił więc powiedzieć to komuś, szczególnie spośród jego rodziny, by sprawa nie wymknęła się jeszcze bardziej spod kontroli. Ale do kogo ma zadzwonić?
Mama? Nie, nie chce jej tym martwić. Serce jej pęknie, jak się dowie, że coś się takiego stało.
Ojciec? Ugh... Może w ostateczności. Król przecież ma ''ważniejsze obowiązki''.
Eren? Nie, i tak ma już dużo na głowie...
Satoru? Ta... ''No to zrób coś z tym, a co ja, prywatny detektyw?''. Ta, to bardzo w jego stylu.
Aaron? Prędzej go opierdoli pięćdziesiąt razy za to, że dopiero teraz mu to mówi.
Satoru? Ta... ''No to zrób coś z tym, a co ja, prywatny detektyw?''. Ta, to bardzo w jego stylu.
Aaron? Prędzej go opierdoli pięćdziesiąt razy za to, że dopiero teraz mu to mówi.
Hiroto? Ten maluch, który cały czas lata głową w chmurach? Raczej nie.
Hiyori? Siostra bliźniaczka, porządna, opiekuńcza... Nigdy nie zostawiła go w potrzebie.
Hiyori? Siostra bliźniaczka, porządna, opiekuńcza... Nigdy nie zostawiła go w potrzebie.
Rin: Hiyori? - Rin powiedział przez telefon, po wybraniu jej numeru.
Hiyori: Rin-chan? Co tam?
Rin: S-Słuchaj... Muszę ci o czymś powiedzieć... Pewnie widziałaś już nowy post, prawda?
Hiyori: Rin-chan? Co tam?
Rin: S-Słuchaj... Muszę ci o czymś powiedzieć... Pewnie widziałaś już nowy post, prawda?
---
S T R A C H I B E Z S I L N O Ś Ć
Drzwi do mieszkania otworzyły się nagle z hukiem. W progu stanęła młoda, wysoka kobieta, o włosach farbowanych na chłodny blond, z lśniącymi w ciemności, fiołkowymi oczami.
Hiyori: Rin! - dziewczyna podbiegła do siedzącego na podłodze w przedpokoju brata, zamykając za sobą drzwi. - Rin, o matko, nic ci nie jest? - kobieta kucnęła tuż przed nim, łapiąc jego oba policzki w swoje zimne, lecz zadbane dłonie.
Rin: ... - chłopak spojrzał na swoją siostrę, mając zeszklone od łez oczy, milcząc.
Rin: ... - chłopak spojrzał na swoją siostrę, mając zeszklone od łez oczy, milcząc.
Brat wpatrywał się w swoją siostrę, z początku nie wyduszając z siebie ani słowa, a potem pękł niczym bańka mydlana, spuszczając głowę i dając upust swoim emocjom.
Rin: Nie wiem, co mam robić... Wszystko się wali tak szybko... Myślałem, że mam tą sytuację pod kontrolą, że to tylko jedno, głupie zdjęcie, o którym ludzie zaraz zapomną... Ale co jak ten ktoś wstawi więcej zdjęć? Gdzie widać mnie i Katsukiego doskonale? Co jak ma jeszcze jakieś zdjęcia, o których ja nie mam nawet pojęcia? Boję się, że już się z tego nie wywinę... I że ona planuje coś gorszego. Mówiła, że chce się na mnie zemścić. Ale za co? Nic nie rozumiem! - mężczyzna kiwnął przecząco głową, próbując powstrzymać łzy. - Dlaczego to znów muszę być ja? Dlaczego znów musiałem wszystko spierdolić?
Hiyori: Rin, spokojnie... To nie jest twoja wina. Nie zrobiłeś nic złego.
Rin: Ale gdybym bardziej uważał, nic by się nie stało! Gdybym był trochę szybszy i złapał tą typiarę, to nie musiałbym teraz-
Hiyori: Rin, spokojnie... To nie jest twoja wina. Nie zrobiłeś nic złego.
Rin: Ale gdybym bardziej uważał, nic by się nie stało! Gdybym był trochę szybszy i złapał tą typiarę, to nie musiałbym teraz-
Hiyori: Rin, spójrz na mnie. - blondynka ścisnęła lekko jego policzki, odwracając jego wzrok z powrotem na nią. - Pamiętasz co ci wcześniej mówiłam? Ty też masz prawo do szczęścia. To, że są szurnięci ludzie na tym świecie, to nie jest twoja wina... Wynajmiemy kogoś, wytropimy ją i złapiemy i będzie po sprawie. Spokojnie, wszystko będzie dobrze. Jestem tu przy tobie. Katsuki też tu jest i na pewno-...
Rin: Nie! - czarnowłosy przerwał siostrze, mówiąc stanowczo, z przerażeniem w oczach. - Nie, nie wkręcajmy w to Katsukiego, błagam... I tak mu się już wygadałem przez przypadek... Nie, nie wybaczę sobie, jak coś mu się stanie.
Hiyori: Rin, ale nie uważasz, że powinien o tym wiedzieć? Poza tym, że jest twoim przyjacielem, ten facet ma takie kontakty, że złapaliby tego kogoś trzy razy szybciej niż policja. Nie mówiąc nawet, że to on jest z tobą na tych zdjęciach.
Rin: Właśnie dlatego nie może o niczym wiedzieć, nie rozumiesz?! Jak dowie się szczegółów, to od razu zacznie coś robić i coś mu się stanie! A on zawsze tak ma, że mówi, że nic mu nie będzie, a później wraca cały posiniaczony i we krwi, ale nie przyzna się, że coś go boli albo że coś się stało. Więc nie, Katsuki odpada...
Hiyori: Rin, ale nie uważasz, że powinien o tym wiedzieć? Poza tym, że jest twoim przyjacielem, ten facet ma takie kontakty, że złapaliby tego kogoś trzy razy szybciej niż policja. Nie mówiąc nawet, że to on jest z tobą na tych zdjęciach.
Rin: Właśnie dlatego nie może o niczym wiedzieć, nie rozumiesz?! Jak dowie się szczegółów, to od razu zacznie coś robić i coś mu się stanie! A on zawsze tak ma, że mówi, że nic mu nie będzie, a później wraca cały posiniaczony i we krwi, ale nie przyzna się, że coś go boli albo że coś się stało. Więc nie, Katsuki odpada...
Hiyori: Dobrze, wymyślimy coś innego...
Rin: Ale niby co wymyślimy? Pójdziesz z tym na policję, nie znając nawet tożsamości tej osoby? Wiesz, ile oni dziennie dostają takich zgłoszeń? Po prostu wysłuchają ciebie, popatrzą jak na idiotę i wrzucą całą sprawę gdzieś w zakurzony kąt.
Hiyori: Ale jesteśmy z królewskiej rodziny do cholery, nie? Mają obowiązek nas wysłuchać i coś z tym zrobić.
Rin: Hiyori, to jest Auris! Nikt nie będzie patrzył tutaj na twój status, te miasto rządzi się własnymi prawami. Nie ważne, czy jesteś kurwa królem czy szczurem z kanału, zasady to zasady. Poza tym, to jest kurwa Auris, tutaj takie rzeczy to codzienność, nikt nie będzie traktować tego poważnie.
Hiyori: To kurwa pójdziemy z tym do Aerdyn, tam na pewno coś z tym zrobią!
Rin: Ale to jest już za granicą, tam jest inne prawo! Zbrodnia, która dzieje się tutaj nie jest w ogóle brana pod uwagę poza granicami!
Hiyori: Ale dotyczy ona bezpośrednio ciebie, a nie jakiegoś randomowego wydarzenia, które wydarzyło się za granicą.
Rin: To nie ma znaczenia. Osoba, której szukamy, jest najprawdopodobniej stąd, więc ani aerdyńska straż, ani policja nie mają tutaj mocy i władzy do samowolnego działania. Musieliby nawiązać współpracę z tutejszą policją, a wiesz ile to jest pierdolenia? Nikt nie będzie chciał się w to bawić. Odeślą nas z kwitkiem i tyle.
Hiyori: A tata? Ojciec na pewno będzie mógł coś z tym zrobić, w końcu jest królem do jasnej cholery.
Hiyori: A tata? Ojciec na pewno będzie mógł coś z tym zrobić, w końcu jest królem do jasnej cholery.
Rin: Proszę cię, żeby go to jeszcze obchodziło. Ojciec zajmuje się sprawami wagi państwowej i międzynarodowej i będzie myślał jeszcze, że ktoś śledzi jego syna? Prędzej uzna, że mam paranoję i wydziwiam niż weźmie tą sprawę na poważnie. I tak cud, że wysłał ochronę.
Hiyori: Właśnie, ochrona. Gdzie ona w ogóle jest?
Hiyori: Właśnie, ochrona. Gdzie ona w ogóle jest?
Rin: Odesłałem ich.
Hiyori: Co?! Czy ty jesteś poważny?!
Rin: Kurwa, miałem dość, że cały czas ktoś za mną łazi i mówi do mnie ''per waszmość''. Jakbyś się czuła, gdyby cały czas ktoś był przy tobie, nie ważne gdzie byś nie poszła? ''Książę, nie rób tego. Książę, nie rób tamtego. Proszę tego nie robić, pan się jeszcze zrani'', ble ble ble.
Rin: Kurwa, miałem dość, że cały czas ktoś za mną łazi i mówi do mnie ''per waszmość''. Jakbyś się czuła, gdyby cały czas ktoś był przy tobie, nie ważne gdzie byś nie poszła? ''Książę, nie rób tego. Książę, nie rób tamtego. Proszę tego nie robić, pan się jeszcze zrani'', ble ble ble.
Hiyori: Cholera... To mamy po prostu czekać i się temu przyglądać? - dziewczyna westchnęła ciężko i usiadła na podłodze obok brata, wpatrując się w sufit.
Rin: Nie wiem, nie mam zielonego pojęcia...
W tamtym momencie, czułem się taki... Bezbronny. Byłem przerażony faktem, że osoba, której twarzy ani imienia nawet nie znam, ma mnie w garści. I że jestem zdany na jej ''łaskę''. Ona zna każdy mój ruch; wie, gdzie mieszkam, gdzie wychodzę, z kim się widuję i kim jest ta osoba. Ma nasze zdjęcia i nie zdziwię się, jak ma nawet moje dane. A ja nie mogę nic z tym zrobić. Gdybym znał jej twarz, mógłbym podać jej rysopis policji, lecz jej nie znam. A informacje, które mam, są zbyt ogólne. Nawet jak komuś jakimś cudem uda się ją wytropić, to jest ona nieuchwytna. Dosłownie rozpłynęła się w powietrzu w zaledwie kilka sekund, gdy próbowałem ją dogonić. Nie mówiąc nawet, że nie chodzi jej o pieniądze ani jakąś chorą zazdrość, tylko o zemstę. A ja nie mogę nic z tym zrobić, tylko czekać na jej kolejny ruch. Ta bezsilność i niepewność mnie przeraża. Chyba pierwszy raz w swoim życiu czuję się taki... Mały. W pałacu, moje słowo zawsze było wysłuchiwane i brane pod uwagę. Jedno moje słowo mogło sprawić, że byłem jak lalkarz, który steruje swoimi pacynkami. A tutaj mogę krzyczeć i drżeć się dopóki nie zedrę sobie gardła, i to i tak i tak nic nie da. Ten brak władzy, ta bezsilność, jest dla mnie gorsza niż jakikolwiek inny strach. To uczucie, że nie mogę nic zrobić, tylko się temu wszystkiemu przyglądać, jak wszystko więdnie i sypie się przed moimi oczami, jest na prawdę niesprawiedliwe i wkurwiające.
---
London Bridge is falling down
Falling down, falling down
London Bridge is falling down
My fair lady...
---
B R A K A P E T Y T U
Hiyori: Rin, wszystko w porządku? Jesteś strasznie blady. - zapytała zmartwiona siostra.
Rin: Mhm... - mruknął cicho niebieskooki, wpatrując się nieprzerwanie w ścianę.
Hiyori: Może coś zjesz, co? Ostatnio trochę schudłeś.
Rin: Nie chce mi się jeść.
Hiyori: A kiedy ostatnio coś jadłeś?
Rin: Mhm... - mruknął cicho niebieskooki, wpatrując się nieprzerwanie w ścianę.
Hiyori: Może coś zjesz, co? Ostatnio trochę schudłeś.
Rin: Nie chce mi się jeść.
Hiyori: A kiedy ostatnio coś jadłeś?
Poniedziałek
Jadłem dzisiaj tylko kanapkę... Dobra, jakoś przeżyję, jutro też jest dzień.
Wtorek
Kurde, zupełnie zapomniałem dzisiaj o jedzeniu. Dobra, i tak jest już późno, jutro rano coś zjem.
Środa
Meh, nie chce mi się jeść. Nie mam apetytu.
Czwartek
(otwiera lodówkę)
Ugh... Nie mam na nic ochoty.
Piątek
Jestem głodny... Ale nie mam siły nawet czegoś zrobić, nie chce mi się. Dobra, wezmę po prostu jakieś chipsy z szafki.
Sobota
Nie mam nawet siły pomyśleć, czy chce mi się coś jeść. Z resztą, na co to komu.
Rin: Nie pamiętam.
Hiyori: Co?! - Hiyori zerwała się i spojrzała na brata, szczerze zmartwiona i przejęta. - Rin, ale musisz coś jeść... Zrobię ci coś, co ty na to? Na co masz ochotę?
Hiyori: Co?! - Hiyori zerwała się i spojrzała na brata, szczerze zmartwiona i przejęta. - Rin, ale musisz coś jeść... Zrobię ci coś, co ty na to? Na co masz ochotę?
Rin: Hiyoriś, nie... Jest ok. I tak nie mam na nic ochoty.
Hiyori: Musisz mieć na coś ochotę. Na cokolwiek. Musisz zjeść choć trochę...
Rin: Nie wiem, nic nie przychodzi mi do głowy.
Hiyori: Dobra, to zrobię coś i ci zaraz przyniosę.
Po kilku minutach, dziewczyna wróciła do pokoju z talerzem pełnym jedzenia, następnie siadając obok leżącego Rina na łóżku.
Hiyori: No dalej, przyniosłam ci coś.
Rin: Mm... - chłopak po prostu mruknął, nadal leżąc.
Hiyori: ... - dziewczyna westchnęła głęboko, gryząc się w język i powtarzając sobie, że ''tylko spokojnie, on nie robi tego specjalnie'' w kółko, a następnie odłożyła talerz na szafkę nocną. - Chodź, niedźwiatku, pora na jedzenie. - blondynka podniosła ostrożnie Rina, opierając go plecami o zagłówek łóżka, a potem wzięła z powrotem talerz w ręce, nakładając na widelec ryż z sosem i przykładając go do jego ust.
Hiyori: ... - dziewczyna westchnęła głęboko, gryząc się w język i powtarzając sobie, że ''tylko spokojnie, on nie robi tego specjalnie'' w kółko, a następnie odłożyła talerz na szafkę nocną. - Chodź, niedźwiatku, pora na jedzenie. - blondynka podniosła ostrożnie Rina, opierając go plecami o zagłówek łóżka, a potem wzięła z powrotem talerz w ręce, nakładając na widelec ryż z sosem i przykładając go do jego ust.
Rin: Nie chcę. - Rin przechylił głowę w bok, ''uciekając od jedzenia''.
Hiyori: Rin, proszę cię... To dla twojego dobra. Nie musisz jeść wszystkiego, połowa wystarczy. I tak nie zrobiłam tego dużo.
Hiyori: Rin, proszę cię... To dla twojego dobra. Nie musisz jeść wszystkiego, połowa wystarczy. I tak nie zrobiłam tego dużo.
Rin: Połowa? - chłopak spojrzał przelotnie na talerz, a później na siostrę.
Hiyori: Połowa, i obiecuję, że nie będę cię już nękać.
Rin: No dobra... - czarnowłosy przytaknął i wziął w końcu ryż z widelca.
Hiyori: Połowa, i obiecuję, że nie będę cię już nękać.
Rin: No dobra... - czarnowłosy przytaknął i wziął w końcu ryż z widelca.
O S Ł A B I E N I E
Hiyori zapukała ponownie kilka razy do drzwi apartamentu brata, wciąż uzyskując brak jakiejkolwiek odpowiedzi i żadnego znaku życia. Kobieta na to westchnęła głęboko i zdjęła jedno ramię torebki ze swojego ramienia, szukając w niej zapasowych kluczy do mieszkania. Po chwili, udało jej się je znaleźć, więc blondynka otworzyła drzwi i weszła do mieszkania, zamykając je za sobą, a następnie skierowała się do pokoju brata, wcześniej zdejmując swoje buty i kurtkę.
Po wejściu do pomieszczenia, jej oczom ukazał się straszliwy dla niej, jako skrajnej pedantki, widok - masę papierów porozrzucanych po podłodze, śmieci od chipsów i puszki po napojach, puste butelki, rozrzucone wszędzie ubrania i do tego straszny zaduch. Hiyori przełknęła cicho ślinę i podeszła do łóżka, budząc swego brata, który wciąż nieprzerwanie leżał na swoim łóżku.
Hiyori: Rin, wstawaj...
Rin: Nie mam siły...
Hiyori: ... - dziewczyna westchnęła i po chwili usiadła na brzegu łóżka, odgarniając włosy z jego twarzy za ucho. - Jak się czujesz?
Rin: Nie mam siły...
Hiyori: ... - dziewczyna westchnęła i po chwili usiadła na brzegu łóżka, odgarniając włosy z jego twarzy za ucho. - Jak się czujesz?
Rin: Tak jak wczoraj.
Hiyori: Czyli?
Rin: Równie chujowo.
Hiyori: Chcesz coś? Masz na coś ochotę? Przyniosłam ci też wodę do picia i jakieś owoce. Chcesz?
Rin: Nie... Ale dzięki.
Hiyori: Na pewno nic nie chcesz? Może chcesz pogadać o czymś?
Rin: Nie...
Hiyori: A nie chcesz się umyć i odświeżyć trochę? Może będzie ci trochę lepiej po tym, co?
Rin: Hm, ''pójdź na spacer i wszystko wyparuje, co?''
Hiyori: Oj, wiesz, że nie to miałam na myśli.
Rin: Wiem, wiem... - Rin mruknął, wstając powoli do pozycji siedzącej. - No, przydałoby się ogarnąć w końcu... Ale tak mi się nie chce... Wszystko mnie boli...
Hiyori: Nie śpiesz się. Ja pójdę do kuchni i zrobię ci jakiś obiad, a ty odpocznij, dobra? - kobieta uśmiechnęła się do niego kojąco i lekko rozczochrała mu przetłuszczone już włosy, po chwili wstając i kierując się do kuchni.
Hiyori: Chcesz coś? Masz na coś ochotę? Przyniosłam ci też wodę do picia i jakieś owoce. Chcesz?
Rin: Nie... Ale dzięki.
Hiyori: Na pewno nic nie chcesz? Może chcesz pogadać o czymś?
Rin: Nie...
Hiyori: A nie chcesz się umyć i odświeżyć trochę? Może będzie ci trochę lepiej po tym, co?
Rin: Hm, ''pójdź na spacer i wszystko wyparuje, co?''
Hiyori: Oj, wiesz, że nie to miałam na myśli.
Rin: Wiem, wiem... - Rin mruknął, wstając powoli do pozycji siedzącej. - No, przydałoby się ogarnąć w końcu... Ale tak mi się nie chce... Wszystko mnie boli...
Hiyori: Nie śpiesz się. Ja pójdę do kuchni i zrobię ci jakiś obiad, a ty odpocznij, dobra? - kobieta uśmiechnęła się do niego kojąco i lekko rozczochrała mu przetłuszczone już włosy, po chwili wstając i kierując się do kuchni.
Gdy kobieta opuściła pokój, Rin pozostał w tej samej pozycji, rozglądając się po sobie i po pokoju.
Ale syf... Powinienem się ogarnąć... Hiyori tak się stara... Ja też powinienem.
Rin: ... - chłopak przesunął z trudem swoje nogi i usiadł na brzegu łóżka, wpatrując się w podłogę. - Dam radę, dam radę, dam radę, dam radę... - powtarzał sobie w kółko, wstając i kierując się do łazienki.
Po parunastu dobrych minutach, Rin wyszedł w końcu z łazienki, umyty pierwszy raz od kilku dni i ubrany w czyste ciuchy, które Hiyori wcześniej mu przygotowała. Powoli powlókł się do swojego pokoju, a gdy przekroczył próg, nie mógł uwierzyć własnym oczom. Czy to był ten sam pokój, co wcześniej? Pomieszczenie całe wręcz lśniło, papiery były poukładane na biurku, śmieci wyniesione, wszystkie ubrania poukładane w szafie, pościel zmieniona, okna otwarte na oścież, by wpuścić świeże powietrze do pokoju, a na stoliku dodatkowo stał talerzyk z jedzeniem i uśmieszkiem zrobionym z sosu.
Rin spojrzał się do tyłu na swoją siostrę, która stanęła w progu, wycierając swoje ręce z szerokim uśmiechem na twarzy.
Hiyori: Ta daam!
Rin: Hiyoriś... - chłopak szepnął, rozczulony, podchodząc do dziewczyny i przytulając ją mocno. - Kocham cię, wiesz?
Hiyori: Wiem, wiem... Ja też cię kocham. Masz o tym nigdy nie zapominać...
Rin: Hiyoriś... - chłopak szepnął, rozczulony, podchodząc do dziewczyny i przytulając ją mocno. - Kocham cię, wiesz?
Hiyori: Wiem, wiem... Ja też cię kocham. Masz o tym nigdy nie zapominać...
Z M Ę C Z E N I E
Rin kolejną już noc przewracał się z boku na bok, nie mogąc w ogóle zasnąć. Tabletki, melisa... Nic nie pomaga. Albo zasypia dopiero koło 4-5 nad ranem, albo budzi się milion razy w nocy, albo w ogóle nie może spać. I jest tak już od kilku dni. Chłopak wyglądał i funkcjonował jak zombie. Na początku, był po prostu zmęczony, później zaczął mieć problemy z koncentracją, a jeszcze później zaczął mieć omamy. Rzeczywistość zaczęła mu się jakby zacierać, w jego głowie był mętlik, morze myśli, roztargnienie i istny chaos. Przez drastyczne osłabienie i zmęczenie organizmu, mężczyzna zaczął również mieć koszmary i paraliże senne, co nie ułatwiało mu sprawy w ogóle, szczególnie, że część z nich dotyczyła niedawnych spraw... Rin był jak chodzący trup, który wędrował gdzieś pomiędzy życiem, a śmiercią, we własnej pustce.
Nie mogę zasnąć.
Budzę się w nocy.
Znów miałem koszmar.
Tabletki nie działają.
Jestem otumaniony. Nie wiem, co się dzieję.
Dajcie mi odpocząć, błagam.
Nie mogę się w ogóle skupić.
Zaczynam mieć omamy...
Ktoś mnie obserwuje... Ktoś stoi w moim pokoju. Kto to jest? Nic nie rozumiem...
Nie mogę spać od kilku dni, wszystko mnie boli. Kości, mięśnie, głowa, życie. Mam w nocy koszmary i budzę się co chwila. Mam dość. Chcę do domu. Chcę zniknąć choć na chwilę, by przynajmniej się wyspać i nie myśleć. Mam dosyć myślenia. Dajcie mi wszyscy święty spokój.
Boże, jak głośno. Moja głowa, zaraz mi ją rozsadzi. Zamknij się. Błagam, zamknij się i nie drzyj się na mnie. Zamknij się.
Rin: Zamknij się. - powiedział na głos, opierając się o szafkę.
Ikuo: Słucham? Wołam ciebie od kilku minut, a ty żadnego hej ani kurwa nic tylko ''zamknij się''? - odparł brunet, opierając się o ścianę i patrząc na Rina w zastanowieniu, z jedną podniesioną brwią.
Rin: Hę? - czarnowłosy spojrzał na bruneta, na wpół żywy, zauważając go dopiero teraz. - Oh, to ty, sorki, nie widziałem ciebie.
Ikuo: Lol, stoję tu od 5 minut. - Ikuo zmarszczył brwi, bacznie obserwując przyjaciela. - Rin, na pewno wszystko w porządku?
Rin: ...
Ikuo: Rin?
Rin: Hm, co?
Ikuo: Stary... Ty weź lepiej sobie dzisiaj odpuść i idź do domu spać czy coś. Wyglądasz jak trup.
Rin: ...
Ikuo: Rin?
Rin: Hm, co?
Ikuo: Stary... Ty weź lepiej sobie dzisiaj odpuść i idź do domu spać czy coś. Wyglądasz jak trup.
Rin: Nie, jest ok, dam radę.
Ikuo: Ta, sranie w banie. Chodź, zawiozę cię.
Ikuo: Ta, sranie w banie. Chodź, zawiozę cię.
Jakiś czas później.
Ikuo: Eh... - brunet westchnął głęboko, otwierając kluczem drzwi wejściowe do mieszkania Rina, niosąc go śpiącego na plecach. - Boże, jak tu duszno. - szepnął do siebie, wchodząc z nim do jego pokoju.
Mężczyzna ostrożnie położył Rina na łóżku, a następnie otworzył okna i przykrył go jakimś kocem. Gdy miał jednak już wychodzić, stąpnął na coś miękkiego, co przykuło jego uwagę. Ikuo wziął przedmiot do ręki i zbadał go dokładnie. Był to joint, jeden z wielu leżących na podłodze. Brunet ponownie spojrzał na śpiącego w końcu niebieskookiego i kiwnął przecząco głową, zbierając cały ten bałagan z podłogi z dezaprobatą.
Ikuo: Oj, Rin, Rin... Hiyori się to bardzo nie spodoba...
W Y P A L E N I E
Rin spojrzał na swoją gitarę, leżąc na łóżku już od kilku godzin.
Nie chcę mi się grać. Nie chcę mi się nic pisać. Nie chcę mi się nic robić. Czemu nie mogę się zabrać do tego? Do czegokolwiek? Wszystko wydaję się męczące i takie... nudne. Co się ze mną dzieje? Czemu nie sprawia mi to takiej przyjemności jak kiedyś?
P A R A N O J A
Ktoś mnie obserwuje.
Obracam się, pusto, cisza. Idę dalej.
Kurwa, przecież wiem, że ktoś za mną idzie. Czuję na sobie czyjś wzrok!
Obracam się, znów pusto. Martwa cisza.
Ja pierdole, czy ja zaczynam mieć jakieś zwidy? Czy to znowu ten ktoś? Boję się...
C I Ę Ż A R
P̸ ̴U̴ ̴S̵ ̶T̷ ̵K̶ ̸A̷ ̷
Nicość. Bezsens. Ciemność.
Z̵͓̊ ̷̘͂Ȧ̶̤ ̵̩̽G̶̩̑ ̶̨́U̸̼͌ ̸͝ͅB̴͕͋ ̴͕͝I̴̜̕ ̴̇͜Ë̵͙́ ̷͙̑N̵̮̚ ̵͔̉I̸͇̅ ̴͔̾Ë̶̯́
Kim ja w ogóle jestem?
Ǹ̴͎̰̄ ̶̧̼̃I̸̱̐ ̴̳̪̌̕Ĕ̵͉͙̌ ̶̮̈́͝Ć̶͉͇̐ ̸̹͗H̴̢͖̒ ̴̥̥̾Ę̵͈̫̊̌ ̶̗̑Ć̶̮̪̓̽
Nic mi się nie chce. Nie chce mi się żyć.
Życie jest zbyt męczące.
B̷̭̼͌͐̄̑ ̶̧̪̻͉͛͝Ę̴̢͔͖̐͂ ̴͚̺̃̉̾Z̵͖̈́̎͑ ̴͇̜͈̰͝N̵̢̪̰͔̍ ̸̡̬̭̻̐̀Ă̶̳̽̓ ̶̨̙̗͑͑D̴̝͉̩̈́̔ ̶̠̭͚̯͝Z̸̧͕̖̔ ̴͓͍̹̣̓̃̀̕I̶̦̼̘̘͝ ̸̜́Ȅ̵͉͖ ̵̺̰͓͓͘J̶̧̨̺͈̽̔̂̃ ̷̻̝͋̆̕͘Ȧ̶͉̝̅̽̕
̶͎͕̙̈́̽̄͝
Jestem beznadziejny. Moje życie jest
beznadziejne. Czemu nie potrafię czuć
się dobrze? Jestem tylko problemem dla
innych, dla Hiyori... Ona się tak stara,
bym znów wrócił do normalności, a ja
nawet nie potrafię tego zrobić...
Żałosne, Rin. Jesteś żałosny.
Ȧ̶̬̲̂ ̴̘̏̀̾P̶̹̦̟͂͛̆͜ͅ ̴̛͎̊̿A̴͇̪̾̆̑͠ ̷̟̦̪̘̬͐T̵̹̩̜͎̜͊̔̅͝ ̷͇̤̰͍̲̑Ḭ̷͓͖̾͜ ̴̼͎̇͆A̴̘͐͐̄̂ ̴̢̫̰̳͕̕
Nawet nie chce mi się już płakać.
Nie to, że nie mam siły. Po prostu
mi się już nie chce. Nie jestem zły,
smutny, zirytowany... Nic. Chociaż
może to i lepiej? Taki... Pusty
spokój. Nudna cisza.
Ż̶̢̰̣̉ ̵̭͚̼̗̞̜̋̈́̓̿͆͋Ǎ̶̯͒̂̕ ̴̬͉̤̈̽̌͌̍͠L̵͈̙̠̩̜̮̓̄͝͝
Żałuję, że nie mogłem powiedzieć
mu jak bardzo go kocham. Żałuję, że
cokolwiek wtedy powiedziałem.
Żałuję, że w ogóle potrafię mówić.
Czasem powinienem wymyć usta mydłem
albo najlepiej zaszyć je i nigdy
nie rozpruwać.
M̸͙̙̦̳͗̅̚ ̵̧̱̝̐͝Ė̶̢ ̴̡͍͓̦̳̥̾̋L̶͉̪͍̺̗͊̏͒͠ ̷͇͙̞̤̊̈́̀̓͑̄A̷̟̿̿̈̍̈́ ̶̳̩̱̉̂̔̾̚N̷̡̞̙̮͛̕͜ͅ ̵͔̅̄͠ͅČ̵̥̥̾̏̈́̒̐ ̸̧̡̹̳̠̅͛̃̒͊͝H̴̘͌͂̿͘͜ ̵̢̫̼́́͗O̵̧̞̦̖̭̥̔͋̋̍͘͠ ̸̡̛̜͎̌̉́͜͜͠ͅL̵̼̭̯̖̮̀̾̀͐͂̕ ̵͕̾͊́̌͝I̶̩̜̱͗̽̈́̌̋ ̵̗̺̅̓͑͑̏̓͜A̵̢̺̤̲͉͑͋͌
Chciałbym, by wszystko było
takie, jak dawniej. Kiedy życie
było prostsze. Kiedy wszystko
miało sens... Kiedy mogłem
zasypiać bez martwienia się o
jutro. To było coś... Pięknego.
Z̷͎̹̅̿̋͂̋͌̚ ̵̢̨̙͔͔̟͍͑̈́̈́W̶̛̲͚͌̈́͐̀̊̾ ̵̖̓͗̅̄͝Ą̷̢̲̮̬̜̟̀ ̸͖̱͈̭̗̠͆̑͛̃̕T̶̨͇̩́̇̋͒̆̑̽ ̸̠̤̆͋P̶̨̧͉̜̆́̿̏ ̶̨̙̯̬̼͑̒̅͆͛̏̕I̵̧͓̯͍̒̇ͅ ̴͖̾̓̿Ę̶̟̮̗̮̝͋ ̵̬͓̋̍̈́̈́͜N̸̢̢̮͖͖͛̇͐̅͐̉ ̶̹͙͔̻̈́̃̌̅̓̇ͅI̴̢͔̦̠͈̼̩͐͗̀̒̏ ̷̡̺̻̩̑Ë̴̲͉̩́͒͘ ̶̲̎̈́
Może rzeczywiście nie jestem
taki ''fajny i dobry'' jak myślałem?
Przecież są ludzie bardziej utalentowani
ode mnie. Nie jestem nikim wyjątkowym.
Może ci wszyscy ludzie mają jednak rację?
Może rzeczywiście na to zasługuję?
Może taki jest już mój los...
Chyba pora to zaakceptować.
P̶̢͓͎̀̈́̈́ ̸̨̞͆̐̄̓̍͛R̴̜͔̲̖͉͓̞̽̈́̍́̑̊́ͅ ̴͕͎̭͒̀́Z̷̞͔͎͈͉̥̼̓ ̶̺͍̟̊̄͆̎͗̈̊̏̚E̵͕͓̞̝̜͌̔̌̓̎̆́͌̕ ̵̒̈́̀ͅR̴̻͛̌͒̄ ̶̦̑͑̾͐͐̏̐A̴̒̀̈́͗͜ ̵̧̘̫̋͛Ż̵͈̇̂͗ ̷̛̣̜̦̖͍̦̒̓̆̇̈́È̷̘͚̰͈̪̼̫͒̏̏̈́̋̊͒ͅ ̴̠͍̫̂̈́̏͐́͛̄Ǹ̷̰͔̻̗̋̋̒̊̆̊̚͝ ̸̡̰͐͌͊͛̄̓͛͗͠İ̵̧̛̥̲̘̠̥̟̲̳̂͂ ̴̪̩̬̌̽̃̐Ę̴̺͈͚͋͗͒̅͝ ̶̧͈̙͈̦̣̟͕̆̎́̑͆̊̌̇
Ś 冊 工 ヨ 尺 Ć
Sufit. Powieś się na nim.
Ş̶̛͚̝̱̰̪̙͚̥́̎͂̕͝͝ͅ ̷̨̫̼̫̣̥̼̲̳͙̫̱͑̇Ṃ̷̰̱̻͎̦̭̤͖̥̻̌̊̑̆͆̄̇̀̿͂̈̈́̀̋͜ ̴̝͖͋͑͐͋̓͑̀̚Ị̷̼͍̭͇̈́̅̀̍͐͒̂̂̀͛̊̈́̆ ̴̡̹͗̈́̇́̇̃̔̂͝͝ͅĘ̵͚̲͈̭̯̳̣͉̀̒͑̌̋͋̎̂̒̕͠͝ͅͅͅ ̸̹̰̰͔̪̖̑̏͆̄̐Ŗ̸̛̺͙͕̝̜̱͔̰͙͑̅͐̀̏̉̑̑͗̈̿́̽̈́̄͜ͅͅ ̵̱̥̌̔̍̄̕̕Ḉ̷̙͕̪͚̍̈͌͛̈́͛͝
Poduszka. Uduś się nią.
�̛̝͖̗̬̟͓͛ͩ�̩͎͓̲͎̼̟̽̕ͅ ̡̟̣̟͂̅ͥ̚M̶̝͇̲̫͉̜̌ͥ͋ͅ ͆̔͏̪͓I̢̞̙͍̗̠ͨ ̷̻͔͖ͩͣ̽̿É̢͕̥̼͍͍̖̜͎̆ ̵͈͉̯̝ͦͨͤ͛R̢͙̰̹̖̜ͧͪ̍ͅ ͚̼̭̲̫̪̫͇ͩ̀͝�̢̲̠͙̝͚͚̫̇�̵͉͈͓ͣͫ͊
Balkon. Skocz z niego.
Ś̶̢̨̪̰͎̙̘̟̞̫̻̣̮̺̱̤̪͙̣̲̳̫͇̖͑̽͊̒̅̿̀̐͆̈́͠͠ ̴̡̨̨̧͇̭̪̼̮͓̦̩̮̭̻̤̥̥͔̭͔̭͊̄̎́͋́̇̈̄̈́́́̓͑͑́̄̅́́̎̂̾̂͌̍̚͘̕͜͠͝ͅ๓̸̡̛͚̰̙̝̥̲̯̦͓̮͍̱̥̭̬̹̫͈̱̳͍͔́̅̓́̓̂̐͊̊̈̃̇̔̑̅̅͆̎͘̚͜͜͜͜͝ ̴̧̢̛͔͓̘͍̗̤̩͕͎̱̗̫̜͚͇̝͍͖̳͇̖̤̟͚̘̟̫̀͊͋̊̂̂̾͆͋͆͝เ̵̧̝̤̫̑͗̉̄̀͐̂͌͛͑͆̾̀̓̊̒̓̚͘̚ ̷̢̨̛̹̫̼̩̝̗̙̜͎͍̬̪̞̬͔̠̟̓̄̉̋͗͗̉͑̈̔̃́̆̑̇̃͘͠͠ͅє̸̨̨͉͉̪̜͚͍͍̼̱̼͔̠̲͍̪̙̟̲̒̃̇̓̐̽̈́́̌͗̈́̀͛͆̊̒́͝͝ͅ ̵̨̢̨̛͇͔̜̣͎̤̦̪̥̜͈͖͓͔̙̟̗͍̹̭̲̤̭̝͍̒̍͑̎̆̌̎͐̃͂́̈́̕ͅͅг̶̧̢̧̡͚̩̮̬̰̪͎̠̻̘̻̹͕̺̖̝̣̥̬̹̖̼͈̱̬̗͛̈́ ̴͔̗̫͚̈́̈̌̑͒̃͠ͅĆ̸̬̹͖͓͋̍͊͋͗̅̊͗̈́̅̆̾͛̈͛̂͘͝͠
Żyletka. Potnij się.
Ś̸͎͎͉͛̓́̚ ̷͚̝͔̗͖͌̅̊̿͊̈̾̕ꂵ̴̧̢͂͂̔̉͊̅̂̉ ̴̞̞͎̅͂̊ꂑ̶̼̹̠̍͛̽ͅ ̷̼̈̈́̅͝ꈼ̶̜̈́̈̑ ̵̢̰̈́̎͝ꌅ̶̣̫̲͓̿ ̶̹̖͚̟͊̈́͝Ḉ̸͈͔͋̽̿̒̍
Leki. Weź je. Całą paczkę.
Ale ja nie chcę tego robić.
Zrób to, poczujesz się lepiej.
Nieprawda, będzie jeszcze gorzej.
Ulżyj sobie. Na co to wszystko?
To tylko chwilowe. Muszę być silny.
Po co? Nikt ci za to medalu nie da.
Przynajmniej będę żywy.
No i na co?
Mam jeszcze tyle rzeczy do zrobienia.
I tak umrzesz prędzej czy później,
więc jakie to ma znaczenie.
Że na końcu nie będę niczego żałować.
I tak trafisz do piekła, więc po co
czekać i przedłużać swe męki.
Inni mnie potrzebują. Rodzina,
przyjaciele, fani... Katsuki.
Inni poradzą sobie doskonale bez ciebie.
Ale będą za mną tęsknić.
Za tobą? Proszę cię, tylko
mniej problemów i balastu.
Dołącz do niego, przecież tak
za nim tęsknisz.
On czeka tam na ciebie.
To będzie twoje zadośćuczynienie.
Będziesz wiedział, co wtedy czuł.
Odkupisz swe winy.
W końcu będziesz wolny.
Czy nie tego właśnie pragniesz?
W̸̡̨͖̙̜͎͖̘̉̏͊́̈́̾̓̀́͆͋̈̄
̷̻̖̤̝̫͍̻̠͈̥͉̼̪́͋͂̅̎̃̕̕O̷̢̨̯̲̜̱̤͉̗̗̱̲͎͛̀̓̽̊
̶̢̩́̐̉̃͑̿̉̈́̅Ļ̸̢̡̧̛̱̫͈̫̟̫͑͐̿͐͐̍̿͗̈͜͠
̵̨̫̪̭̤͇͉͖́͗́N̴̡̬̖̼̲̳̜̞̻̓
̷̡̭̻̰̳̳̲̝͔̼͔̟̭̯̗̓͛̔̌͘O̶̞̞̗͊́̀̐͆̑̎̓͒͝
̶̥̜̱̜̲̀͂̎̄͊̆͠Ś̸̭̹̩̘͚̀̇̑̍̔̈́̏̀̽̊̃̓͘͘͝
̴̢̛̼̲̹͔̭͇͍͇̯̪̫͉̂̈̇̀͝͝ͅĆ̸̢̱̙͕̖̰̳̭́̓
Nie, nie mogę tego zrobić.
Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę.
---
W Y R Z U T Y S U M I E N I A
Rin: T... Takeo... Nie... Kochanie... Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie!!!
Łazienka. Wanna pełna krwistej wody, która wylewa się i płynie po całej posadzce, zostawiając na niej czerwone plamy.
Rin: NIE! NIE! BŁAGAM, NIEE!
Agonalny krzyk kochanka. Ręka, która bezwładnie zwisa z wanny. I skapująca z niej na klepki krew, która sączy się z zastygających ran.
Rin: O mój Boże... Nie, błagam... Boże, jeżeli mnie słyszysz, jeżeli na prawdę istniejesz... Błagam, spraw, by jego serce wciąż biło... Zrobię wszystko... ZROBIĘ WSZYSTKO, BŁAGAM!
Bezwładne ciało. Ciężkie. Wyginająca się nienaturalnie do tyłu głowa. Ułożone na zimnej, mokrej od wody i krwi podłodze.
Rin: Takeo, kochanie... Słyszysz mnie? Błagam, otwórz oczy... To nie dzieje się na prawdę... To tylko zły sen... Prawda...?
Ucho przyłożone do piersi. Serce. Cisza.
Przerażająca, martwa, zimna cisza.
I nagle - ciemność.
Takeo: Rin.
Zimna ręka na policzku, cała we krwi, brudząca jego skórę, oczy i usta. Zostawia niezmywalny, szkarłatny ślad.
Takeo: Nie martw się, to po to, byś o mnie nie zapomniał...
Zjeżdża w dół. Maluje swym piętnem jego ramiona i dłonie, kończąc na sercu.
Takeo: Że moja krew zawsze będzie na twych rękach.
---
Rin: AAAAAAAAAAAAAAAAAA! - Rin obudził się z krzykiem, zrywając się do pozycji siedzącej na łóżku.
Rin był w ciężkim szoku. Cały się trząsł jak galareta, jego zęby obijały się o siebie, a jego oddech nie mógł się za nic uspokoić. Cały świat jakby zapadł się pod siebie i zamarł, powracając w jego głowie do tej samej, traumatycznej chwili sprzed kilku lat - do dnia, w którym Rin odnalazł ciało Takeo w łazience.
Po gwałtownym obudzeniu się, Rin rozglądnął się nerwowo po ciemnym pokoju. Nic nie było widać, więc odsłonił jedną zasłonę, by wpuścić trochę nocnego światła. I wtedy ujrzał istne piekło. Wszystkie ściany były pokryte krwią, spływającą wręcz strumykami z sufitu, a podłoga była mokra od wody, która mieszała się ze skapującą z góry cieczą. Zza oka było słychać za to donośne syreny karetek i wozy policyjne, które otaczały wtedy cały dom dookoła.
Przez ten drastyczny widok, cały żołądek Rina, i wszystko co w nim jeszcze było, zaczęło podchodzić do góry, wywołując wręcz odruch wymiotny. Chłopak więc momentalnie zerwał się z łóżka, nie dbając o ''pływającą'' w całym mieszkaniu, brudną wodę, i od razu wparował do łazienki, zwracając wszystko do sedesu. Wtedy jednak zauważył, że cała muszla klozetowa pomazana jest na czerwono, z odciśniętymi śladami dłoni i linii papilarnych na całej jej powierzchni. Zmieszany i zdziwiony, Rin przeniósł swój wzrok na swoje ręce i jego serce stanęło na moment na widok tego, co zobaczył. Mianowicie, całe jego dłonie i ramiona pokryte były szkarłatną, gęstą cieczą, która lała i skapywała wręcz na podłogę.
Rin ponownie krzyknął i podbiegł do umywalki bez zastanowienia, próbując zmyć krew ze swych rąk. Jednak mimo wysiłku, ciecz nadal pozostawała na jego skórze. Czarnowłosy ponownie próbował ją zmyć, panikując zarówno w środku, jak i na zewnątrz, jednak bezskutecznie - jego ręce wciąż pozostawały czerwone. Rin spojrzał wtedy w lustro, i ku jego zaskoczeniu, jego oczom ukazała się jego twarz, również pomazana czerwonym płynem. Chłopak cofnął się o parę kroków, uderzając plecami o ścianę za sobą. Nie obchodziło go, czy to był sen, rzeczywistość, czy wizja. Musiał zmyć to coś z siebie.
Nie myśląc trzeźwo i wciąż będąc w amoku, Rin zdjął swoją koszulkę i wszedł pod prysznic, puszczając zimną, wręcz lodowatą wodę. Wciąż próbował zmyć z siebie krew, lecz mimo brudzącej się od niej wody, wciąż był nią pokryty. Po chwili jednak, widząc, że działanie samej wody jest raczej bezskuteczne, mężczyzna wziął do jednej dłoni gąbkę, która leżała na półce, i zaczął mocno pocierać nią o swoją skórę z nadzieją, że ciecz wtedy po prostu zniknie.
Do jego umysłu natomiast zaczęły napływać wspomnienia i wszystkie emocje, które wtedy czuł, zacierając granicę pomiędzy rzeczywistością, a przeszłością i wizją. Wszystko wracało do niego z wielkim impetem, niczym tsunami mające zaraz zalać całe miasto i zniszczyć wszystko, co napotka na swej drodze. Jego ręce zaczęły się bardziej trząść, nogi być jak z galarety, serce bić jak szalone, a oddech drastycznie przyspieszać i zaciskać jego klatkę piersiową od środka.
Rin: Czemu to nie chce się zmyć... Czemu?! - Rin krzyknął, przerażony i sfrustrowany, nadal trąc z całej siły swoją skórę szorstką stroną gąbki.
Ponownie nie widząc jednak rezultatów, Rin zaczął rozglądać się nerwowo po całej łazience, szukając czegoś, co mogłoby zmazać w końcu tą jebaną krew z jego skóry. Jego wzrok zatrzymał się na szafce pod umywalką, w której zwykle trzymał różne detergenty i płyny. Do jego głowy przyszedł pewien pomysł, który na tamtą chwilę wydawał się rozsądny, jednak w rzeczywistości wcale taki nie był. Niebieskooki wyszedł szybko z prysznica i kucnął przy szafce, następnie otwierając ją i przeczesując wszystkie butelki, które w niej się znajdowały. W końcu doszukał się tego, czego chciał, a mianowicie - silnie żrącego wybielacza do ubrań i różnych powierzchni. Po tym, Rin ponownie wszedł pod prysznic i namoczył lekko gąbkę w płynie i zaczął ponownie trzeć nią o swoją skórę, nie odczuwając bólu z powodu ciężkiego szoku emocjonalnego i skrajnego wymęczenia.
Rin: Wiedziałeś, że kłamię... - mówił jakby do siebie i do Takeo, podczas, gdy jego łzy mieszały się z wodą. - Nie byłem wtedy sobą! Nie miałem tego na myśli! Ja nie chciałem tego powiedzieć... Przysięgam! Przysięgam!!!!
Rin zatrzymał się na chwilę i zamknął oczy, mając nadzieję, że nie zobaczy już tej spływającej bez końca krwi. Po chwili jednak, gdy je znów otworzył, ujrzał Takeo, siedzącego i opierającego się o ścianę prysznica tuż pod nim. Kapała na niego krew i woda, która spływała z ramion i twarzy Rina, również go brudząc i plamiąc go szkarłatną cieczą. Czarnowłosy wytrzeszczył na to oczy i zamarł w miejscu, patrząc na niego w niedowierzaniu.
Rin: Nie... Nie, nie... Ty nie żyjesz... Jak...
Rin: Nie, to nie prawda... Nie... To nie dzieje się na prawdę... Nie żyjesz... Nie może cię tu być... - Rin zaczął powtarzać sobie pod nosem, cofając się powoli do drugiego brzegu prysznica.
Rin: Nie... To nie prawda... Nie żyjesz, nie możesz tutaj być... - czarnowłosy spojrzał na otwarte drzwi łazienki, próbując dojść z powrotem do zdrowych zmysłów. - Katsuki... Potrzebuję Katsukiego... To nie jest prawda... Po prostu zaczynam mieć omamy... To się dzieje tylko w mojej głowie... Tylko w mojej głowie...
Rin wyszedł z prysznica, nie dbając o wciąż lecącą litrami wodę oraz skapującą, tym razem prawdziwą, krew z jego rąk, i skierował się do pokoju, szukając swojego telefonu wśród sterty kartek, papierów i śmieci leżących na biurku, mażąc je cieczą spływającą z jego otarć i chemicznych poparzeń od wybielacza. Po chwili szukania, udało mu się go znaleźć. Chłopak podniósł go drżącymi dłońmi i odblokował go, szukając w kontaktach numeru blondyna i mocząc przy okazji ekran urządzenia.
Rin: Katsuki... - powiedział drżącym głosem Rin, gdy ten odebrał połączenie. - Błagam, przyjdź... Potrzebuję cię... Zaczynam tracić kontakt z rzeczywistością... Nie wiem, co się dzieje... Wszędzie jest krew... I on cały czas mówi, że to jest moja wina... I nie mogę tego zmyć... Nie mogę się tego pozbyć! Błagam, pomóż mi! Zaraz znowu zwymiotuję...
Katsuki: Rin? Rin mów do mnie! Już jadę, nie rozłączaj się! Mów, opowiedz mi... Jestem przy tobie, zaraz będę... - powiedział widocznie zestresowany.
Katsuki od razu ubrał kurtkę i wyleciał z domu. Wsiadł do samochodu, włączając telefon na głośnomówiący, a potem ruszył, aby jak najszybciej do niego przyjechać.
Rin: Boję się tam wracać, on tam siedzi i... Znaczy wiem, że go tam tak na prawdę nie ma, ale ja go widzę i... - Rin przerwał nagle, przenosząc wzrok na wolną rękę i czując powracające w nich czucie i ból. - AAŁAA! Jak to piecze! Cholera jasna! - krzyknął, upuszczając telefon na podłogę.
Katsuki: RIN! RIN! - krzyknął głośno, a potem zamknął na chwilę oczy. - KURWA! - wrzasnął głośno i dodał gazu.
Po kilku minutach, Katsuki był już na miejscu. Jak szalony wleciał do windy, a kiedy wyszedł, wparował do jego mieszkania, rozglądając się za Rinem. W łazience cały czas lała się woda, lecz chłopaka tam nie było. W kuchni i salonie również. Katsuki wbiegł więc do jego pokoju i tam zauważył czarnowłosego, trzęsącego się i skulonego w kącie jak małe dziecko. Od razu uklęknął tuż przed nim i złapał go w swoje ramiona, przytulając go mocno do siebie, jakby chroniąc go przed całym światem.
Katsuki: Shh... Jestem tutaj. Rin, oddychaj ze mną, dobrze....? Wdech... I wydech... - mówił najspokojniej jak mógł.
Rin: Katsuki... - szepnął Rin, wtulając się w jego klatkę piersiową i przymykając na chwilę oczy.
Bezpieczeństwo. Jest już bezpieczny... Katsuki tu jest, a więc wszystko będzie dobrze... Znów będzie dobrze, prawda...? To wszystko zniknie, tak? Po prostu wyparuje, jak ona za zakrętem.
Po chwili czułości, chłopak odsunął się od blondyna i spojrzał na niego czerwonymi od płaczu oczami, pokazując mu tym samym swoje ręce, drżące od bólu i przerażenia, z ogromnymi płatami otarć od szorstkiej gąbki i oparzeniami od wcieranego w już częściowo zdartą skórę wybielacza.
Rin: Co ja zrobiłem... - szepnął, patrząc na swoje poranione ręce.
Katsuki: Spokojnie... Zabiorę ciebie do szpitala, opatrzą ciebie Rin... - szepnął do niego.
Uśmiechnął się słabo, aby ten poczuł się bezpieczniej, a potem delikatnie przejechał dłonią po jego włosach. Czemu go tutaj nie było wcześniej... A mógł temu zapobiec...
Rin spojrzał na niego ze łzami w oczach i spuścił głowę do dołu, zaczynając płakać. Samo jedno jego spojrzenie potrafiło naprawić i wyczyścić wszystko. Sam jego wzrok sprawiał, że Rin czuł się jak w domu. Że nie musiał się już dłużej bać...
Rin zjechał delikatnie dłońmi do koszulki blondyna i zacisnął na niej pięści, zbliżając się do niego i kładąc czoło na jego klatce piersiowej. Z tej odległości mógł już usłyszeć jego serce; ten piękny, równy i taki żywy rytm, który nie miał zamiaru zwalniać. To wywołało u Rina jeszcze większy potok łez. Chłopak zaczął więc rzewnie i głośno płakać, dając upust łzom i żalu, który zdążył nagromadzić się w jego sercu przez ten cały czas.
Rin: Przepraszam... Przepraszam za wszystko... Obiecuję, że wrócę na terapię... Obiecuję, że będę brać leki... Zrobię wszystko... Ale błagam... Błagam! Zabierz mnie z tego piekła... Ja już dłużej nie dam rady... Chcę umrzeć... Chcę przestać istnieć... Mam dość... Mam dość! Mam dooość! Chcę żyć, ale nie wiem jak... Życie jest za trudne... Codziennie żyję w strachu, że ktoś mnie śledzi, że ktoś znowu wstawi jakieś zdjęcie i ci coś zrobi... Wszystko się wali. Wszystko traci sens! - Rin spojrzał na niego ponownie, ze łzami lejącymi się po jego policzkach.
Katsuki: Oddychaj razem ze mną... I wysłuchaj mnie... - szepnął. - Nie masz za co mnie przepraszać... Nie martw się... Ja nigdy ciebie nie zostawię. Strach podziel między nas dwóch. Wszystkie swoje problemy podziel między nas. Nie zostawię ciebie z niczym samego, Rin... Obiecuję ci to, nigdy nie będziesz sam. - dodał. - Jestem tu, moje serce bije dla ciebie, będę ostrożniejszy, nikt nigdy mnie nie skrzywdzi. Obronię się. Nie boję się. Bo mam ciebie, wiesz...? Stawię czoła każdej przeciwności, jestem gotowy na to. - szepnął.
Usta Katsukiego delikatnie musnęły wargi Rina, a potem pocałował go jeszcze w czoło, głaszcząc następnie jego włosy. Musiał go uspokoić, choć sam blondyn czuł, jak lekko trzęsą mu się ręce.
Po tym, Katsuki czekał na jakąś reakcję bądź odpowiedź Rina, lecz jej nie dostał. Chłopak wciąż miał schowaną twarz w jego klatce piersiowej, nie ruszając się ani na krok. Po chwili jednak, jego ciało zaczęło bezwładnie przesuwać się w jedną stronę, co Katsuki w porę zauważył i złapał mdlejącego partnera w swoje ręce. Przerażony blondyn spojrzał na czarnowłosego ze zmartwieniem, a potem przeniósł wzrok na jego ręce, które wciąż sączyły się krwią i osoczem, brudząc również jego ubrania. Nie zastanawiając się długo, czerwonooki wstał z kolan, podnosząc tym samym nieprzytomnego Rina na swoje ramiona, a potem wybiegł z nim z mieszkania, kierując się do windy. Po drodze napotkał jednak sąsiada chłopaka, który mieszkał dosłownie w apartamencie obok.
Słysząc słowa Katsukiego, Rin ponownie wybuchł łzami, których nie miał już nawet zamiaru kontrolować. Jak bardzo on potrzebował tych słów... I nie on byle kogo... Tylko od niego i od niego wyłącznie. Jego serce zaczęło powoli zwalniać i uspokajać się... Jego umysł robić się coraz czystszy... Lecz gorycz przeszłych ran i przeszywający, promieniujący go ból nadal odciskały piętno na jego duszy i ciele.
Chłopak spojrzał ponownie w czerwone, zmartwione oczy Katsukiego, nadal mając drżące dłonie ułożone na jego policzkach. Próbował zebrać swoje myśli, lecz jego głowa była jednym wielkim pobojowiskiem i chaosem. Nie wiedział, co miał mu powiedzieć. Nie wiedział, czy to, co powie, będzie stosowne i znów nie palnie czegoś głupiego, czego później będzie żałować. Jednak czuł, gdzieś w głębi serca, że musi to powiedzieć, bo jak wróci znów ''do siebie'', to te słowa zostaną uwięzione i zamknięte w klatce przez jego strach.
Rin: Naprawdę... - Rin zaczął cicho, biorąc szybkie i nierównomierne oddechy pomiędzy przez rzewny płacz. - Naprawdę chcę cię pokochać... Jesteś moim słoneczkiem... Które rozświetla każdy dzień i przegania wszystkie chmury... Ale bez ciebie obok, było tak ciemno... Tak strasznie ciemno! I zimno! Nie chcę, by już dłużej było ciemno! Ja chcę znowu poczuć te słońce! Chcę już zawsze je czuć! Nie chcę, by kiedykolwiek znikło! - krzyknął, patrząc mu prosto w oczy. - Nie daj mi zasłonić tego słońca... Rozumiesz?! Nie pozwól mi zasłonić tego słońca, błagam! Świeć nadal... Dla mnie... Proszę... Błagam cię... Zrobię wszystko... Wszystko... - szepnął, przykładając czoło do jego klatki piersiowej.
Katsuki słysząc jego płacz i widząc jak bardzo się bał, znowu się czule do niego uśmiechnął. Uniósł lekko dłoń, a potem podpalił swój palec wskazujący, dzięki czemu twarz blondyna była lekko oświetlona. Pocałował usta Rina, gładząc wolną ręką jego biodro, a potem policzek.
Katsuki: Będę świecił, obiecuję. Nigdy nie zgasnę. Jestem niczym słońce na niebie, na noc lekko gasnę, ukrywam się, ale nadal jestem. - szepnął. - Potem wracam, świecąc coraz mocniej...
Katsuki zgasił palec, przytulając potem mocno do siebie Rina, gładząc jego włosy. Pocałował lekko czubek jego głowy, serce czerwonookiego biło bardzo mocno.
Sąsiad: Przepraszam, czy wszystko w porządku? Słyszałem krzyki i-...
Katsuki: Nie mam czasu! Niech pan wyłączy wodę w łazience i przypilnuje mieszkania, byłbym wdzięczny! - krzyknął Katsuki, wchodząc do windy.
Katsuki: Nie mam czasu! Niech pan wyłączy wodę w łazience i przypilnuje mieszkania, byłbym wdzięczny! - krzyknął Katsuki, wchodząc do windy.
Po chwili, blondyn zjechał na dół i pobiegł jak najszybciej do samochodu, kładąc Rina na siedzeniu, a następnie siadając na miejscu kierowcy, odpalając samochód i ruszając do szpitala jak najprędzej. Chłopak nie dbał o rosnącą diametralnie prędkość i niebezpieczeństwo, jakie stwarzał wtedy na drodze. Nie miał czasu pierdolić się i czekać grzecznie na światełkach jak ''prawowity obywatel'' albo zatrzymywać się na przejściach dla pieszych, bo jakaś babcia wracała sobie ze sklepu do domu. Blondyn wymijał za to niebezpiecznie jadące obok samochody i cały czas dodawał gazu, by tylko dojechać do szpitala w jak najkrótszym czasie.
Po paru minutach, mężczyzna dotarł na parking, hamując z piskiem tuż przed wejściem, na środku chodnika. Następnie, Katsuki wyszedł z samochodu, wziął Rina ponownie na ręce i wbiegł do środka, szukając pomocy. Lekarze i pielęgniarki od razu zwrócili na nich uwagę, momentalnie przywożąc łóżko i badając kondycję czarnowłosego. Katsuki cały czas biegł za nimi, lecz nim weszli na salę, pielęgniarka zatrzymała go przed wejściem, dając znać, że jest on teraz w dobrych rękach i że musi poczekać trochę, by znów zobaczyć się z Rinem.
Yoshimura stanął przed drzwiami sali, wplatając ręce we włosy i ''modląc się'', by nic się mu nie stało i by wyszedł z tego cały i zdrowy. Po paru ''kurwach'' i ''ja pierdole'', mężczyzna pomyślał, że może jednak powinien powiedzieć coś rodzeństwu Rina, że ich brat jest w szpitalu. Nie to, że ich jakoś bardzo lubił lub znał ich bardzo dobrze, lecz uznał, że powinni o tym wiedzieć i taka jest ludzka przyzwoitość, by poinformować ich o tym. Katsuki więc wyjął telefon ze swojej kieszeni, szukając numeru kogokolwiek z rodzeństwa Rina, by móc do nich zadzwonić.
Ponad paręnaście minut później, na korytarz wbiegła blond włosa dziewczyna, a za tuż za nią, wysoki, białowłosy chłopak. Kobieta od razu zauważyła i rozpoznała Katsukiego, podbiegając do niego.
Hiyori: Błagam, powiedz, że nic mu nie jest! Co się dzieje z moim bratem?! Gdzie on teraz jest?! Gdzie jest mój brat?! - kobieta szarpnęła Katsukiego za koszulkę, patrząc na niego z przerażeniem i zmartwieniem w oczach.
Katsuki zauważył siostrę Rina. Kiedy ta zaczęła go szarpać, złapał ją mocno za nadgarstek i warknął na nią.
Katsuki: Nie szarp mnie. - powiedział i puścił jej rękę. - Jest na sali, pomagają mu. Miał halucynacje. - dodał niezadowolony, że ta szarpała go. - Nic mu nie będzie, mam taką nadzieję.
Białowłosy chłopak widocznie niezbyt dobrze przyjął, jak ten szarpnął Hiyori. Objął blondynkę, a potem ją do siebie lekko przytulił, aby się uspokoiła. Po chwili, drzwi otworzyły się, a z sali wyszedł lekarz, trzymając jakieś papiery w ręku.
Lekarz: Są państwo rodziną pacjenta? - zapytał mężczyzna, widząc trójkę stojącą w korytarzu.
Hiyori: Ja, jestem jego siostrą. Co się dzieje z moim bratem? Wszystko z nim w porządku? - dziewczyna podeszła do lekarza, czując, że serce zaraz wyskoczy jej z piersi.
Lekarz: Rozumiem. Zacznę od tego, że pacjent był odwodniony i miał duży spadek glukozy we krwi, czym się zajęliśmy. A jeżeli chodzi o jego rany, to proszę się nie martwić, wypłukaliśmy pozostałe resztki chemikaliów i opatrzyliśmy je. Pani brat będzie miał się dobrze, lecz powinien zostać jeszcze w szpitalu przynajmniej kilka godzin.
Hiyori: O matko, dziękuję... Jestem panu naprawdę wdzięczna. Mogę się z nim zobaczyć?
Lekarz: Oczywiście, choć pacjent jest jeszcze nieprzytomny, więc proszę o cierpliwość i spokój.
Hiyori: Ja, jestem jego siostrą. Co się dzieje z moim bratem? Wszystko z nim w porządku? - dziewczyna podeszła do lekarza, czując, że serce zaraz wyskoczy jej z piersi.
Lekarz: Rozumiem. Zacznę od tego, że pacjent był odwodniony i miał duży spadek glukozy we krwi, czym się zajęliśmy. A jeżeli chodzi o jego rany, to proszę się nie martwić, wypłukaliśmy pozostałe resztki chemikaliów i opatrzyliśmy je. Pani brat będzie miał się dobrze, lecz powinien zostać jeszcze w szpitalu przynajmniej kilka godzin.
Hiyori: O matko, dziękuję... Jestem panu naprawdę wdzięczna. Mogę się z nim zobaczyć?
Lekarz: Oczywiście, choć pacjent jest jeszcze nieprzytomny, więc proszę o cierpliwość i spokój.
Po zgodzie lekarza, Hiyori od razu poszła na salę do swojego brata. Katsuki też miał zamiar iść, lecz białowłosy mężczyzna zatrzymał go, kiwając przecząco głową i nie dając mu przejść.
Hiyori: Altair, puść go. Katsuki też może wejść.
Altair: Na pewno?
Altair: Na pewno?
Hiyori: Tak, chodźcie...
Czas: Parę dni po ostatniej scenie (z #8 opowiadania)
~*~ Retrospekcja ~*~
Czemu nie może być jak Satoru, który odpyskował ojcu?
''Satoru: Uuu. Mocne. - odparł czerwonooki po spoliczkowaniu przez ojca. - Ale i tak słabiej niż poprzednio. Starzejesz się? Uuu, niemożliwe! W końcu zdechniesz? To jak coś to pozdrów dziadka ode mnie jak już będziesz tam na dole, dobra? Dzięks, doceniam. - mrugnął i poklepał ojca po ramieniu, powoli kierując się do wyjścia. - I nie złość się tak, bo złość piękności szkodzi, a ty nie masz czym szastać. Ciao!''
Czas: Kilka godzin później, ten sam dzień.
''K: Nigdy cię nie zostawię. Chyba, że sam ode mnie uciekniesz, a ja nie będę w stanie cię już dogonić...''
''K: Tylko ty wprawiasz moje serce w to przyjemne ciepło, które nazywam szczęściem.''
''K: Idę z tobą, nie zostawię cię teraz samego.''
''K: Zostań, bo ja cię o to proszę... Nie musimy nic robić, po prostu... Po prostu zostań tu ze mną...
''K: Kiedy będziesz chciał słuchać bicia mojego serca, zawsze możesz mi powiedzieć... Choćbyś zadzwonił w środku nocy, obiecuję ci, przyjadę i zostanę tyle, ile będziesz chciał...''
''K: Ciągle będzie biło tak samo, obiecuję ci.''
''R: Nie ma innej drogi... Cofam się, spadam... Idę jednym mostem, spadam... Idę drugim mostem, spadam... Aevon mówi, że nie spadnę... Ale wiem, że ja spadnę...
K: Więc... Czemu nie przejdziesz z kimś przez ten most? Ja... Mogę iść z tobą. Złapałbym ciebie za tą głupią rękę i bym z tobą poszedł. A gdybyś spadał, złapałbym ciebie i nie dał spaść...
R: M-m... Ty już stoisz na tym moście... Jesteś po drugiej stronie... To ja muszę iść... Tam... Gdzie stoisz... Ale co jak ten most też runie...? I ty spadniesz razem ze mną? I tak spadniesz... Ale wtedy przeze mnie... Ale beze mnie też spadniesz... I to wtedy też będzie przeze mnie... Bo mnie tam nie było...
K: Chyba oszalałeś. Ja nie spadam. Ja się będę unosił. Jestem silny. I ja będę czekał z wyciągniętą dłonią. Demon ma rację, musisz być dzielny. Bądź silny, Rin.''
I tak, Rin zaczął powoli wracać do zdrowia i do siebie. Choć jego sytuacja zawodowa i prywatna, związana z plotkami, nadal była nieciekawa, symptomy depresji na szczęście zaczęły znikać, a chłopak czuł się coraz lepiej z dnia na dzień. Od tamtych wydarzeń minęły koło 2 tygodnie, a sytuacja Rina poprawiła się na tyle, by znów mógł samodzielnie funkcjonować bez żadnych obaw, że sobie coś zrobi. Przybrał również na wadze i znów zaczął dbać o siebie tak, jak miało to miejsce przed epizodem depresyjnym. Jednak w jego głowie wciąż pozostawała jedna myśl, która miała swój początek podczas tych drastycznych wydarzeń. Mianowicie, w jego głowie wciąż co jakiś czas dźwięczało - ''muszę iść w końcu na terapię, bo boję się, że następnym razem nie będę miał już tyle szczęścia''.
Czas ogarnąć swoje życie.
Czas ogarnąć siebie.
Czas w końcu ruszyć do przodu i przestać oglądać się za siebie.
_________________________________________________________________________________
Czas: Parę dni po ostatniej scenie (z #8 opowiadania)
Miejsce: Biuro psychoterapeuty.
P.o.v.: Autor.
P.o.v.: Autor.
Klimacik: https://www.youtube.com/watch?v=BwuH6jvWxlE&ab_channel=SYML
Psychoterapeuta (Jun): I wtedy pomyślałeś, że zmyjesz tą krew wybielaczem? - ciemnowłosy mężczyzna po czterdziestce zapytał spokojnym tonem i oparł się wygodniej o krzesło.
Rin: Tiaa... Nie było to zbyt rozsądne z mojej strony, ale... Nie myślałem wtedy trzeźwo. Byłem w... Naprawdę dziwnym stanie. Nie spałem od kilku dni, byłem strasznie roztargniony i wyczerpany i... Rzeczywistość zaczęła mi się mieszać. Zacząłem mieć jakieś dziwne omamy i w ogóle... Czułem się jakbym nie egzystował ''tu i teraz'', tylko byłem gdzieś pomiędzy, gdzieś daleko. Nie wiem, ciężko to opisać słowami.
Jun: Rozumiem. Twój organizm był na tyle wyczerpany, że zacząłeś mieć po prostu halucynacje i przestałeś rozróżniać je od rzeczywistości. Ale powiedz proszę, co stało się dalej?
Jun: Rozumiem. Twój organizm był na tyle wyczerpany, że zacząłeś mieć po prostu halucynacje i przestałeś rozróżniać je od rzeczywistości. Ale powiedz proszę, co stało się dalej?
Rin: Zadzwoniłem do Katsukiego i... Wydaje mi się, że później zemdlałem. I obudziłem się już w szpitalu.
Jun: Pamiętasz coś przed tym, jak zemdlałeś?
Rin: Tak. Rozmawialiśmy o czymś ważnym. Pamiętam światło, płomień. I że chciałem powiedzieć mu coś ważnego. I wiedziałem, że muszę mu to powiedzieć teraz za wszelką cenę, bo jak już dojdę do siebie, to wiedziałem, że nie powiem mu już tego.
Jun: Pamiętasz coś przed tym, jak zemdlałeś?
Rin: Tak. Rozmawialiśmy o czymś ważnym. Pamiętam światło, płomień. I że chciałem powiedzieć mu coś ważnego. I wiedziałem, że muszę mu to powiedzieć teraz za wszelką cenę, bo jak już dojdę do siebie, to wiedziałem, że nie powiem mu już tego.
Jun: Pamiętasz może jak brzmiało to zdanie?
Rin: ''Nie przestawaj świecić''.
Jun: Rozumiem... ''Nie przestawaj świecić''... Tak jakby twoja podświadomość bała się, że mógłby kiedyś zgasnąć... Ale dobrze, przejdźmy dalej... Co pamiętasz po tym, jak się obudziłeś w szpitalu? Jaka była twoja pierwsza myśl?
Rin: Ulga. Czułem ulgę, bo Katsuki był przy mnie, jak się obudziłem. Nie pamiętam już, o czym wtedy myślałem, ale czułem się dużo spokojniejszy, wiedząc, że on jest tuż obok.
Jun: Hm, rozumiem... I po tym wydarzeniu powoli zacząłeś dochodzić do siebie. Ale zastanawia mnie jedno. Co sprawiło, że postanowiłeś wznowić terapię? Czy myślałeś o tym już od dłuższego czasu, i to wydarzenie po prostu przypieczętowało twoją decyzję, czy to była nagła decyzja pod wpływem przeżytych wtedy przez ciebie emocji?
Rin: ... - niebieskooki westchnął cicho i odwrócił wzrok na podłogę, zastanawiając się chwilę. - Znaczy... Myślałem nad tym wcześniej, ale nie brałem tego aż tak na poważnie. Jakoś cały czas to odkładałem, później mi się nie chciało i... Jakoś tak szło. Ale... Po tej całej sytuacji, nie tylko tamtej nocy, zacząłem myśleć, że jeżeli teraz nic nie zrobię, to następnym razem może być jeszcze gorzej. A zdanie Katsukiego z tamtego wieczoru dodatkowo tak... Pchnęło mnie w tym kierunku.
Jun: Jak brzmiało tamto zdanie?
Rin: ''Wszystkie swoje problemy i strach podziel między nas''. Jakoś... To zdanie bardzo mnie tknęło. Przypomniałem sobie wtedy, że... Rzeczywiście, nie muszę już przecież dźwigać tego całkiem sam. I że jednak mam w nim oparcie. Wcześniej rzeczywiście wahałem się trochę, czy mogę powiedzieć mu dosłownie o wszystkim, nawet tych najcięższych dla mnie rzeczach... I bałem się pokazywać siebie w tym wydaniu, ale... Po tym jak widział mnie, jak byłem na samym dnie. I zawiózł mnie nawet do szpitala i... Czekał całą noc aż się obudzę... - Rin westchnął głęboko, przenosząc wzrok ponownie na swojego terapeutę. - Po tym, uznałem, że... A raczej zdałem sobie sprawę, że Katsuki nie jest tymczasowym etapem w moim życiu. I że ta relacja stała się poważniejsza zanim zdążyłem to sobie uświadomić, więc... Wypadałoby zacząć coś ze sobą robić.
Jun: Czyli to głównie przez Katsukiego się tutaj znalazłeś. Z twoich opowieści wnioskuję, że jest dla ciebie bardzo ważny. Cały czas o nim mówisz. Kim w ogóle jest dla ciebie Katsuki, może porozmawiajmy teraz o tym?
Rin: Katsuki jest moim... - Rin zawahał się, zaczynając zastanawiać się, kim właściwie dla niego jest ten czerwonooki blondyn. - Powiedziałbym, że jest moim przyjacielem, ale... Jest między nami coś więcej niż przyjaźń.
Jun: Czyli jest twoim partnerem?
Rin: Nie, nie do końca. Nie jesteśmy w oficjalnym związku, ale... Tak, jest dla mnie swego rodzaju partnerem.
Jun: Dobrze. A czemu ze względu na niego postanowiłeś wznowić terapię? Oprócz tego, że popchnął cię do przodu, powiedziałeś, że wasza relacja stała się na tyle poważna, że masz wewnętrzną potrzebę, by popracować nad sobą. Czemu?
Rin: Eee... - Rin odwrócił wzrok na bok, błądząc nim po podłodze i ścianach, ponownie zbierając swoje myśli. - Nie powiedział mi tego wprost, więc mogę się mylić, ale podejrzewam, że Katsuki zaczyna coś do mnie czuć, a ja nie potrafię tego odwzajemnić. I... Nie chodzi o to, że tego nie chcę, bo chcę, na prawdę, ale... Cały czas się waham i się boję i... W mojej głowie cały czas stawiam między nami mur i nie wiem jak go zburzyć...
Jun: Co masz na myśli przez ten mur? Na czym on polega?
Rin: Cóż... Wiem, że teraz, po tym co się stało, mogę pokazać mu całokształt siebie i mogę na nim polegać. Wiem, że on zawsze przy mnie będzie, niezależnie od sytuacji. I w tym też tkwi problem. Bo znam już siebie na tyle, że jestem wręcz pewny, że prędzej czy później puszczą mi hamulce i go zranię. I to mocno. A on jest na tyle uparty i zdeterminowany, że mnie nie opuści, niezależnie jakie świństwo mu zrobię. Będzie czepiał się jak rzep albo wracał jak bumerang, niezależnie od tego jak bardzo toksyczny się stanę i niezależnie jak bardzo będę próbował go od siebie odepchnąć. To znaczy, że skoro ja będę go ranić, a on cały czas tutaj będzie, to... Co jak coś mu się stanie? Co jak coś sobie zrobi? Bo, przykładowo, gdybym uprawiał seks z kimś innym teraz, nie byłoby to aż tak bolesne jakbym zrobił go, gdybyśmy byli razem w oficjalnym związku, prawda? Dlatego wstrzymuję się przed pchnięciem tego dalej, bo jak już pójdzie to w tą stronę to... Odepchnięcie go będzie jeszcze trudniejsze i bardziej niemożliwe niż teraz.
Jun: Czyli boisz się, że osoba, na której ci zależy, będzie cierpieć przez ciebie, a ty nie będziesz mógł nic z tym zrobić, bo wiesz, że za jakiś czas może się to powtórzyć, więc twoje przeprosiny nie będą... ''Adekwatne''. I przez twoje wcześniejsze doświadczenia, obawiasz się, jak to wszystko wpłynie na jego psychikę?
Rin: Tak.
Jun: Boisz się tego bólu, jaki to za sobą niesie? Oglądanie twojego partnera, który płacze przez ciebie... I że to wszystko, co się stało kilka lat temu, może się kiedyś powtórzyć? Szczególnie, że wiesz, że Katsuki sam z własnej woli nie odejdzie?
Rin: Tak... Dokładnie tak...
Jun: Ale czemu zakładasz odgórnie, że zranisz Katsukiego do tego stopnia, że coś sobie zrobi, i stawiasz siebie w złym świetle? To, jak zachowywałeś się podczas wcześniejszych epizodów, nie oznacza, że będziesz się tak zachowywać teraz.
Rin: Nie ufam sobie na tyle, by mieć pewność, że nic nie zrobię. Nie wiem, co mi odbije. Wszystko może się zdarzyć, a ja nie chcę ryzykować. Poza tym, jest wiele innych rzeczy, które utrudniłyby nasz związek oprócz tego.
Rin: Tak.
Jun: Boisz się tego bólu, jaki to za sobą niesie? Oglądanie twojego partnera, który płacze przez ciebie... I że to wszystko, co się stało kilka lat temu, może się kiedyś powtórzyć? Szczególnie, że wiesz, że Katsuki sam z własnej woli nie odejdzie?
Rin: Tak... Dokładnie tak...
Jun: Ale czemu zakładasz odgórnie, że zranisz Katsukiego do tego stopnia, że coś sobie zrobi, i stawiasz siebie w złym świetle? To, jak zachowywałeś się podczas wcześniejszych epizodów, nie oznacza, że będziesz się tak zachowywać teraz.
Rin: Nie ufam sobie na tyle, by mieć pewność, że nic nie zrobię. Nie wiem, co mi odbije. Wszystko może się zdarzyć, a ja nie chcę ryzykować. Poza tym, jest wiele innych rzeczy, które utrudniłyby nasz związek oprócz tego.
Jun: Na przykład?
Rin: No bo... Wraz z związkiem idą w parze zobowiązania. A mi... Ciężko je wszystkie spełniać, bo moje życie nie ma określonego planu, typu: ''wstaję o tej i o tej godzinie, idę do pracy, wracam o 16, kolejny dzień tak samo, wstaję i idę do pracy...'' i tak dalej i tak dalej... Moje życie to jeden wielki chaos: nagle mam przypływ weny, tworzę nowy album, jadę na trasę koncertową na kilka miesięcy, później mam wywiady, albo fan-meetingi, albo pomagam ojcu w królestwie, albo jadę na jakąś delegację, albo coś tam, albo coś tam i coś tam jeszcze... Ciężko pogodzić związek z takim trybem życia i że praktycznie cały czas otaczają mnie ludzie. Plus... Boję się o niego. I tu nie chodzi mi już o to, że go zranię czy coś, tylko z tego względu, że jestem celebrytą, w związku z czym mam dosyć sporo ''fanów'', którzy mają nierówno pod sufitem. Albo ze względów politycznych, bo jednak mój ojciec jest królem, a jego ojciec jest szefem całej mafii, więc nasza relacja byłaby bardzo kontrowersyjna i niebezpieczna... Szczególnie, że związki jednopłciowe wśród ludzi o moim statusie są nadal kontrowersyjne i niezbyt mile widziane.
Jun: A nie uważasz, że skoro Katsuki jest synem osoby, która zarządza całą mafią, ma siłę, wpływy i możliwości, które nie każdy posiada? Że... Może być odporny na przynajmniej część powodów, które właśnie wymieniłeś?
Rin: Na część na pewno ma jakiś wpływ. Ale to, że on teraz mówi, że nic mu nie będzie nie oznacza, że tak samo będzie za miesiąc, pół roku albo rok. Co jak coś się stanie i nie będzie już odwrotu?
Jun: Hm... Ok. Rozumiem co chcesz przez to przekazać.
Mężczyzna mruknął i kiwnął głową potwierdzająco, a następnie spojrzał w swój zeszyt, zastanawiając się chwilę i czytając swoje notatki.
Jun: Podsumowując to, co powiedzieliśmy do tej pory... Twoją największą obawą jest to, że coś się stanie dla Katsukiego... Albo przez ciebie, albo z innych powodów. Dlatego powstrzymujesz się przed dalszym rozwinięciem waszej relacji. Sam powiedziałeś, że masz problem z tym, że Katsuki jest tak uparty i nie wiesz, co masz zrobić w związku z tym, bo wiesz, że go zranisz, a Katsuki nie ustąpi, więc zranienie go jest, według ciebie, nieuniknione. Powiedziałeś, że to jest jeden z powodów, przez które lepiej by było, by wasza pozostała taka, jaka jest w tym momencie... Lecz wcześniej powiedziałeś, że chciałbyś, by się rozwinęła, ale mur postawiony przez ciebie samego ci na to nie pozwala. Czy nie jest przypadkiem tak, że w głębi serca chcesz, by wasza relacja była czymś więcej, bo przy Katsukim czujesz się swobodnie, ale uważasz, że nie zasługujesz na miłość przez to, co się stało z Takeo, dlatego się powstrzymujesz i tłumaczysz się swoją chorobą? Z tego wynika, że wolisz podążać za swoim strachem i poświęcić swoje szczęście w zamian za bezpieczeństwo niż stawić jemu czoła, by robić to, czego tak na prawdę pragniesz. Podobnie jak swego czasu było z twoim ojcem. Wolałeś przyjąć cios w policzek i wmawiałeś sobie, że to jest twoja wina, bo w twojej głowie, konfrontacja z ojcem była scenariuszem o wiele gorszym, bo zawsze kończyłoby się to czymś boleśniejszym niż sam cios w policzek. Tu jest tak samo. Wolisz przyjąć ten przysłowiowy ''cios w policzek'', czyli zdystansować się, bo to jest w twojej głowie bezpieczniejsze i mniej bolesne niż kontynuowanie tego. Obwiniasz siebie tak samo, jak obwiniałeś siebie wcześniej, bo taki jest twój mechanizm obronny. I skoro i tak i tak ta relacja będzie ciebie boleć, wolisz, byście pozostali przyjaciółmi, by bolało to mniej niż gdyby się rozwinęła, ale ból byłby gorszy i cięższy do zniesienia. Co nie oznacza, że jej nie chcesz, bo tak samo jak kiedyś - chciałeś skonfrontować się ze swoim ojcem i powiedzieć mu, co ci leży na sercu, lecz twój strach ci na to nie pozwalał. Tak jak teraz.
Rin: ... - chłopak spojrzał ponownie na swojego terapeutę, który czytał z niego jak z obrazka, nie wiedząc nawet, co ma powiedzieć. -Eee... Jak... Jak pan to robi?
Jun: Hah... - mężczyzna zachichotał cicho pod nosem, poprawiając przy tym swoje okulary. - Taka jest moja praca. By zaglądać w ludzkie umysły i wyjaśniać to, co dla niektórych może nie być takie oczywiste. A po twojej reakcji widzę, że mam rację.
Rin: ... - Rin spojrzał w dół, myśląc i ''trawiąc'' to, co powiedział właśnie pan Jun.
Jun: Hah... - mężczyzna zachichotał cicho pod nosem, poprawiając przy tym swoje okulary. - Taka jest moja praca. By zaglądać w ludzkie umysły i wyjaśniać to, co dla niektórych może nie być takie oczywiste. A po twojej reakcji widzę, że mam rację.
Rin: ... - Rin spojrzał w dół, myśląc i ''trawiąc'' to, co powiedział właśnie pan Jun.
Rosły mężczyzna zamachnął się i uderzył swojego syna w twarz, zostawiając na jego policzku czerwone znamię. Chłopak zrobił dwa kroki do tyłu, próbując utrzymać równowagę po impakcie uderzenia, pozostawiając głowę w tej samej pozycji, z twarzą skierowaną do boku.
Strach zaczął narastać w jego sercu, powoli wypełniając i przejmując kontrolę nad całym jego ciałem. Ręce zaczęły mu drżeć, klatka piersiowa kurczyć się, zęby zgrzytać, a nogi słabnąć jakby były z waty. Nie był w stanie nawet spojrzeć mu w oczy. Chciał schować się pod ziemię. Zniknąć z tej komnaty. Przestać istnieć. Mógł nawet nigdy się nie urodzić, by nie musieć teraz patrzeć mu w oczy. Tak wielki był jego strach przed jakąkolwiek konfrontacją ze swoim ojcem.
Strach zaczął narastać w jego sercu, powoli wypełniając i przejmując kontrolę nad całym jego ciałem. Ręce zaczęły mu drżeć, klatka piersiowa kurczyć się, zęby zgrzytać, a nogi słabnąć jakby były z waty. Nie był w stanie nawet spojrzeć mu w oczy. Chciał schować się pod ziemię. Zniknąć z tej komnaty. Przestać istnieć. Mógł nawet nigdy się nie urodzić, by nie musieć teraz patrzeć mu w oczy. Tak wielki był jego strach przed jakąkolwiek konfrontacją ze swoim ojcem.
Atsushi (ojciec): Spójrz na mnie. - ciemnowłosy mężczyzna powiedział nadzwyczaj spokojnym i obojętnym tonem, który przerażał Rina bardziej niż jego najgłośniejszy krzyk.
Rin: M-m.... - chłopak kiwnął lekko głową, czując napływające łzy do jego oczu.
Atsushi: Powiedziałem, spójrz na mnie. - mężczyzna złapał twarz syna w dłoń i obrócił ją w swoim kierunku, by ten spojrzał na niego. - Co ci wcześniej mówiłem? Masz na mnie patrzeć, gdy do ciebie mówię. Zachowuj się, jak na księcia przystało.
Jak mam na ciebie patrzeć, skoro sam twój wzrok sprawia, że chce mi się wymiotować z nerwów.
Rin: W-wybacz, o-ojcze... - niebieskooki powiedział cichym, łamiącym się głosem.
Ty nieczuły potworze! Jestem twoim synem, a traktujesz mnie jak jakiegoś parobka albo worek na ziemniaki! Mam dość! Nienawidzę cię! Mam nadzieję, że dostaniesz to, na co zasługujesz! Nie przeproszę. Nie uchylę łba. Nie żałuję niczego. Jestem tylko dzieckiem. Mam prawo popełniać błędy!
Rin: M-m.... - chłopak kiwnął lekko głową, czując napływające łzy do jego oczu.
Atsushi: Powiedziałem, spójrz na mnie. - mężczyzna złapał twarz syna w dłoń i obrócił ją w swoim kierunku, by ten spojrzał na niego. - Co ci wcześniej mówiłem? Masz na mnie patrzeć, gdy do ciebie mówię. Zachowuj się, jak na księcia przystało.
Jak mam na ciebie patrzeć, skoro sam twój wzrok sprawia, że chce mi się wymiotować z nerwów.
Rin: W-wybacz, o-ojcze... - niebieskooki powiedział cichym, łamiącym się głosem.
Ty nieczuły potworze! Jestem twoim synem, a traktujesz mnie jak jakiegoś parobka albo worek na ziemniaki! Mam dość! Nienawidzę cię! Mam nadzieję, że dostaniesz to, na co zasługujesz! Nie przeproszę. Nie uchylę łba. Nie żałuję niczego. Jestem tylko dzieckiem. Mam prawo popełniać błędy!
Rin: W-wybacz, to się więcej nie powtórzy. Poprawię się, o-obiecuję...! - chłopak schylił głowę i zacisnął mocno powieki, przygotowując się na kolejny cios.
Atsushi: ... - mężczyzna pozostał w milczeniu, patrząc na swojego syna złotymi ślepiami. - Możesz odejść.
Rin: T-tak, ojcze.
Atsushi: ... - mężczyzna pozostał w milczeniu, patrząc na swojego syna złotymi ślepiami. - Możesz odejść.
Rin: T-tak, ojcze.
Po tym, książę obrócił się i wyszedł z komnaty swojego ojca. Drzwi otwarły się, ukazując długi, ciągnący się, wydawałoby się, że w nieskończoność, korytarz, wyjawiając również dwójkę braci, stojących nieopodal i opierających się o ścianę.
Eren: Rin! - brunet otrząsnął się nagle i podbiegł do swojego młodszego brata, a drzwi zamknęły się z hukiem. - Wszystko w porządku? Jak się czujesz?
Rin: ... - chłopak potrząsnął głową, cały się trzęsąc i mając szeroko otwarte oczy.
Satoru: Jak on kurwa śmiał, zaraz sam mu-... - czerwonooki zacisnął zęby, chcąc wparować do komnaty ojca po zobaczeniu czerwonego policzka Rina.
Eren: Satoru. - złotooki zatrzymał swojego brata i kiwnął przecząco głową, sygnalizując, by nie pogarszał sprawy i siedział cicho.
Eren: Rin! - brunet otrząsnął się nagle i podbiegł do swojego młodszego brata, a drzwi zamknęły się z hukiem. - Wszystko w porządku? Jak się czujesz?
Rin: ... - chłopak potrząsnął głową, cały się trzęsąc i mając szeroko otwarte oczy.
Satoru: Jak on kurwa śmiał, zaraz sam mu-... - czerwonooki zacisnął zęby, chcąc wparować do komnaty ojca po zobaczeniu czerwonego policzka Rina.
Eren: Satoru. - złotooki zatrzymał swojego brata i kiwnął przecząco głową, sygnalizując, by nie pogarszał sprawy i siedział cicho.
Rin za to zakrył swoje oczy dłońmi i zaczął rzewnie płakać, nie mogąc już powstrzymać swoich emocji.
Jak on bardzo chciał być jak jego starsi bracia. Czemu nie może być tak odważny jak oni? Czemu nie może znosić tego lepiej? Czemu musi być aż tak żałosny?
Jak on bardzo chciał być jak jego starsi bracia. Czemu nie może być tak odważny jak oni? Czemu nie może znosić tego lepiej? Czemu musi być aż tak żałosny?
Czemu nie może być jak Satoru, który odpyskował ojcu?
''Satoru: Uuu. Mocne. - odparł czerwonooki po spoliczkowaniu przez ojca. - Ale i tak słabiej niż poprzednio. Starzejesz się? Uuu, niemożliwe! W końcu zdechniesz? To jak coś to pozdrów dziadka ode mnie jak już będziesz tam na dole, dobra? Dzięks, doceniam. - mrugnął i poklepał ojca po ramieniu, powoli kierując się do wyjścia. - I nie złość się tak, bo złość piękności szkodzi, a ty nie masz czym szastać. Ciao!''
Czemu nie może być jak Aaron, który przyjął wszystko z kamiennym wyrazem twarzy, jakby nic go nie ruszyło?
''Aaron: Zrozumiałem, ojcze. Mój błąd. - zielonooki poprawił tylko swoje okulary i obrócił się o 180 stopni, wychodząc z pomieszczenia bez żadnych emocji wypisanych na twarzy.''
Czemu nie może być jak Eren, który był w stanie się mu przeciwstawić?
''Eren: ... - brunet złapał nadgarstek ojca zanim ten zdążył go uderzyć. - Wiem, że znowu opuściłem pałac bez twojego pozwolenia, ale nie musisz za każdym razem mnie lać. Poszedłem tylko na spacer do lasu i tyle. Żyję i nic mi się nie stało, więc się uspokój, dobra?''
Mimo, że później i tak obrywali za odpyskowanie, liczy się to, że byli w stanie to zrobić...
''Aaron: Zrozumiałem, ojcze. Mój błąd. - zielonooki poprawił tylko swoje okulary i obrócił się o 180 stopni, wychodząc z pomieszczenia bez żadnych emocji wypisanych na twarzy.''
Czemu nie może być jak Eren, który był w stanie się mu przeciwstawić?
''Eren: ... - brunet złapał nadgarstek ojca zanim ten zdążył go uderzyć. - Wiem, że znowu opuściłem pałac bez twojego pozwolenia, ale nie musisz za każdym razem mnie lać. Poszedłem tylko na spacer do lasu i tyle. Żyję i nic mi się nie stało, więc się uspokój, dobra?''
Mimo, że później i tak obrywali za odpyskowanie, liczy się to, że byli w stanie to zrobić...
Lecz nie ważne, jak bardzo Rin chciałby mu to wszystko wygarnąć. Wykrzyczeć mu to prosto w twarz. Powiedzieć, co czuje. Jak bardzo go zranił, jak bardzo zniszczył mu życie, jak bardzo go nienawidzi... Nie ważne, jak bardzo odważny i pewny siebie się czuje... Gdy stoi przy nim, cała ta odwaga i chęć znika w mgnieniu oka, a jego wnętrze mięknie niczym namoczona wodą gąbka.
---
Takeo: Jak mogłeś mi to zrobić! - szatyn krzyknął do swojego chłopaka, z łzami lejącymi się po jego twarzy. - Mało tego, że spałeś z innym facetem, to jeszcze wstawiłeś zdjęcia z nim na instagrama i wysyłałeś mi z nim snapy?! Co jest z tobą kurwa nie tak?! Raz potrafię wybaczyć, ale dwa?! Rin, do jasnej cholery!
Rin: W-wybacz, ja...
Takeo: ''Wybacz''? ''Wybacz''?! Myślisz, że twoje przeprosiny wystarczą i magicznie wszystko naprawią?!
Rin: Ja...
Takeo: Jak mogłeś mi to zrobić! - szatyn krzyknął do swojego chłopaka, z łzami lejącymi się po jego twarzy. - Mało tego, że spałeś z innym facetem, to jeszcze wstawiłeś zdjęcia z nim na instagrama i wysyłałeś mi z nim snapy?! Co jest z tobą kurwa nie tak?! Raz potrafię wybaczyć, ale dwa?! Rin, do jasnej cholery!
Rin: W-wybacz, ja...
Takeo: ''Wybacz''? ''Wybacz''?! Myślisz, że twoje przeprosiny wystarczą i magicznie wszystko naprawią?!
Rin: Ja...
A myślisz, że jak ja się z tym czuję? Że wszystko jest ok? Masz pojęcie, jak bardzo brzydzę się i nienawidzę siebie z tego powodu? Gdybym mógł cofnąć czas, to walnąłbym sobie takiego gonga w tamtym momencie, że od razu by mi się odechciało. Ale nie panuję nad tym! Nie panuję nad sobą wtedy! To nie byłem ja! Ja... Nie chciałem tego! Nigdy bym czegoś takiego normalnie nie zrobił!
Ale jakbym tak powiedział... Zacząłby się obwiniać, że jest złym chłopakiem i zacząłby się doszukiwać tego, co niby zrobił źle... A co jak coś sobie zrobi przez to? Może jak przyjmę całą winę na siebie, może zrozumie, że nie zrobił nic złego... Może nic się nie stanie? Znaczy... To i tak i tak jest w 100% moja wina, więc...
Rin: Przepraszam... - Rin upadł kolanami na podłogę i schylił się, kładąc czoło na ziemię w przepraszającej pozycji. - Wybacz mi, to wszystko moja wina... Nie zrobiłeś nic złego... Błagam, wybacz mi ten ostatni raz... Obiecuje, że się poprawię... Ale błagam... Nie opuszczaj mnie...
~*~ Koniec retrospekcji ~*~
Jun: Rin? Wszystko w porządku?
Rin: C-co? - Rin otrząsnął się nagle i spojrzał na pana Juna, wracając do rzeczywistości.
Jun: Chyba odpłynąłeś na chwilę... Wszystko ok?
Jun: Chyba odpłynąłeś na chwilę... Wszystko ok?
Rin: A... Tak, tak, przepraszam, zamyśliłem się...
Jun: Nie masz za co przepraszać. - mężczyzna uśmiechnął się pokrzepiająco, układając się inaczej na krześle i zakładając nogę na nogę. - Rin, posłuchaj. Po pierwsze, musisz zrozumieć to, że chorujesz na skrajny przypadek choroby dwubiegunowej, i to, co czasem robisz lub mówisz, nie oznacza, że to jesteś w stu procentach ty. Ty nie jesteś chorobą, ty chorujesz na to. Musisz nauczyć się oddzielać siebie od swojej choroby i nie utożsamiać się z nią. A jeśli osoba, z którą jesteś, nie potrafi tego zrozumieć, najlepiej po prostu zakończyć tą relację, bo nie przyniesie ci ona nic dobrego. Dodatkowo, to, co działo się przed rozpoczęciem epizodu, ma duży wpływ na to, jak się podczas niego będziesz zachowywać. Takeo był osobą o własnych, na dodatek poważnych, problemach psychicznych, co automatycznie przekładało się na ciebie i na twoją chorobę. Musisz zrozumieć, że Katsuki nie jest tak niestabilny emocjonalnie, jak Takeo, więc twoja choroba też będzie wyglądać inaczej, gdy jesteś pod dużym wpływem emocjonalnym wywołanym przez Katsukiego. Tak, masz rację, nie wiadomo, co się wydarzy podczas kolejnego epizodu, ale jeżeli wasz związek będzie zdrowy i szczęśliwy, nie będziesz miał potrzeby szukania kogoś innego, by poczuć się lepiej. Musisz zrozumieć i zaakceptować w głębi, że Katsuki nie jest Takeo i nigdy nim nie będzie. Bez tego, nigdy nie pozbędziesz się tego strachu i nigdy nie ruszysz na przód. Pamiętaj, jesteś człowiekiem, każdy człowiek popełnia błędy, a relacja to siły i praca obojga ludzi, nie tylko twoja. Relacja nie jest terapią. Nie jesteś z kimś, by go lub się naprawić, tylko by z nim być, się nawzajem wspierać i iść razem przez życie.
Rin: ... - Rin spojrzał na swojego terapeutę, a następnie przeniósł swój wzrok na podłogę, przyswajając to, co właśnie do niego powiedział.
Jun: I taka już moja prywatna rada dla ciebie: jeżeli będziesz mieć jakiekolwiek wątpliwości, pomyśl, jak się czujesz przy tej osobie i co ona ci tak na prawdę daje, czy może ty dajesz za dużo, a nie otrzymujesz nic w zamian.
Rin: Dziękuję, zapamiętam. - Rin przytaknął, kiwając potwierdzająco głową.
Jun: Chcesz jeszcze o czymś porozmawiać?
Rin: Nie, nie... Chyba na dzisiaj starczy. Muszę przyswoić sobie to, co pan powiedział... Trochę... Trochę dużo tego.
Rin: Nie, nie... Chyba na dzisiaj starczy. Muszę przyswoić sobie to, co pan powiedział... Trochę... Trochę dużo tego.
Jun: Rozumiem. A więc życzę ci miłego, udanego dnia i zapraszam do mnie za tydzień.
Rin: Dziękuję. - czarnowłosy ponownie przytaknął z uśmiechem, a potem ukłonił się uprzejmie i wyszedł z biura swego terapeuty, kierując się do wieszaka z ubraniami.
Rin westchnął głęboko, zdejmując swoją kurtkę i narzucając ją na siebie, a następnie wyjął telefon z kieszeni i sprawdził godzinę, wciąż zastanawiając się nad tym, co powiedział pan Jun.
''Musisz nauczyć się oddzielać siebie od swojej choroby i nie utożsamiać się z nią.''
Rin: Uh... - Rin ponownie westchnął i schował telefon do kieszeni, kierując się do wyjścia.
Po wyjściu, od razu uderzył go powiew świeżego powietrza i przyjemny, jesienny chłód, który lekko szczypał go w policzki i nos. Chłopak wziął głęboki oddech i przymknął na chwilę oczy, wyciszając się i próbując cieszyć się z najmniejszych rzeczy, na które ostatniego czasu w ogóle nie zwracał uwagi. Choćby było to świecące słońce, piękne, kolorowe drzewa i opadające liście lub nawet to, że ma przed sobą cały wolny dzień i może robić, co mu się żywnie podoba. Ah, to jest właśnie życie, zbiorowisko takich małych momentów, które dają, choć chwilową, radość i uśmiech na twarzy.
Katsuki: A ty co się tak szczerzysz, co? - nagle, Rin usłyszał dobrze mu znany głos, dochodzący z nieopodal, co momentalnie zwróciło jego uwagę.
Rin: Huh? Katsuki? Co ty tutaj robisz? - czarnowłosy otworzył oczy, przenosząc wzrok na blondyna, opartego o swój czarny motor.
Rin: Huh? Katsuki? Co ty tutaj robisz? - czarnowłosy otworzył oczy, przenosząc wzrok na blondyna, opartego o swój czarny motor.
Katsuki: Jak to co. Przyjechałem sobie. Nie mogę? - powiedział i spojrzał na Rina. - Chodź, pojedziemy gdzieś, co ty na to?
Rin uśmiechnął się szeroko na tą propozycję i od razu podbiegł bliżej do blondyna, wsiadając bez zastanowienia na jego motor i obejmując go mocno w pasie, będąc w siódmym niebie.
Rin: O tak! Błagam, chodźmy gdzieś! Tak za tobą tęskniłem... - czarnowłosy powiedział z uśmiechem, mocno go przytulając.
Katsuki słysząc, jak ten powiedział, że za nim tęsknił, zarumienił się mocno. Blondyn popatrzył na niego, pocałował go w czoło i nałożył mu kask na głowę, a potem sobie.
Katsuki: No to chodź... Pojedziemy do sklepu na razie, a potem się zobaczy. - powiedział, a potem poprawił jego ręce, aby dobrze go obejmował i ruszył motorem do miasta.
Katsuki i Rin mijali wielkie, nowoczesne budynki, samochody stojące w korku, ludzi spacerujących po chodniku, wracających z pracy lub szkoły, pary trzymające się za ręce lub właścicieli wyprowadzających swoje zwierzaki. Rin ponowie odetchnął głęboko świeżym powietrzem i ułożył głowę na plecach partnera, patrząc na przemijający między jego oczami krajobraz, tak jak wszystkie jego problemy w życiu, które pojawiają się i znikają, niosąc za sobą coraz to nowy widok i perspektywę.
To jest życie. W końcu czuje, że odżywa!
''Kiedy będziesz mieć jakiekolwiek wątpliwości, pomyśl, jak czujesz się przy tej osobie''
Rin: Szczęśliwy. - Rin powiedział na głos, gdy akurat stali na czerwonym świetle.
Katsuki: Co? - blondyn zapytał, nieco zdziwiony randomową wypowiedzią.
Rin: Przy tobie czuję się szczęśliwy. Przy tobie czuję, że... Tu jest moje miejsce.
_________________________________________________________________________________
Czas: Kilka godzin później, ten sam dzień.
Miejsce: Mieszkanie Rina, pokój.
P.o.v.: Autor.
P.o.v.: Autor.
Księżyc powoli zaczął wstępować na ściemniające się niebo, w towarzystwie lśniących obok niego gwiazd, miasto zaczęło rozświetlać się nocnymi lampami i billboardami, a świeże, wieczorne powietrze zaczęło wpływać przez okno do pokoju, w którym znajdowali się Rin i Katsuki.
Mężczyźni leżeli na łóżku Rina, nadzy, lecz przykryci kołdrą, po naprawdę udanym dniu oraz po pięknych i gorących chwilach spędzonych razem we dwójkę. Katsuki przymknął na chwilę oczy, odpoczywając po wysiłku, a Rin wpatrywał się w sufit, zatapiając się w swych myślach i wciąż rozmyślając to, co powiedział mu rano jego terapeuta.
''Pomyśl, co ta osoba tak na prawdę ci daje''
~*~ Retrospekcja ~*~
''K: Czy jak spędzałeś ze mną czas, czułeś ciepło w sercu? Mama mi zawsze mówiła, że jak się coś takiego czuje, to jest się szczęśliwym... Ja to czułem, zawsze. I to tylko przy jednej osobie. Przy tobie.''
Tylko... przy mnie?
Tak, to prawda, że ostatnio było mi.. Bardzo ciepło.
Tak, to prawda, że ostatnio było mi.. Bardzo ciepło.
A jak zniknąłeś, nagle przyszedł ten nieprzyjemny chłód...
Pamiętam, że wtedy tak bardzo chciałem znów usnąć w cieple twych ramion... Bo miałem dosyć zasypiania na tym śniegu.
''K: Rin, nie odsuwaj mnie aż tak daleko.''
Goń mnie. Nawet jak zabraknie ci tchu,
nie przestawaj biec. Proszę...
''K: Każdego dnia myślę o tobie i tęsknię za tobą.''
Czuję, że czegoś mi brakuje,
gdy nie ma cię obok.
Tylko ty jesteś w stanie rozpuścić ten lód,
którym pokryte jest me serce.
Nigdy mnie nie zostawiaj.
R: Daj mi jeden powód, czemu miałbym to zrobić po tym, jak się na mnie wydarłeś.
K: Bo cię potrzebuję, ok?! Boję się...!''
Chce cię chronić przed złem tego świata.
''K: Kiedy będziesz chciał słuchać bicia mojego serca, zawsze możesz mi powiedzieć... Choćbyś zadzwonił w środku nocy, obiecuję ci, przyjadę i zostanę tyle, ile będziesz chciał...''
''K: Ciągle będzie biło tak samo, obiecuję ci.''
''R: Nie ma innej drogi... Cofam się, spadam... Idę jednym mostem, spadam... Idę drugim mostem, spadam... Aevon mówi, że nie spadnę... Ale wiem, że ja spadnę...
K: Więc... Czemu nie przejdziesz z kimś przez ten most? Ja... Mogę iść z tobą. Złapałbym ciebie za tą głupią rękę i bym z tobą poszedł. A gdybyś spadał, złapałbym ciebie i nie dał spaść...
R: M-m... Ty już stoisz na tym moście... Jesteś po drugiej stronie... To ja muszę iść... Tam... Gdzie stoisz... Ale co jak ten most też runie...? I ty spadniesz razem ze mną? I tak spadniesz... Ale wtedy przeze mnie... Ale beze mnie też spadniesz... I to wtedy też będzie przeze mnie... Bo mnie tam nie było...
K: Chyba oszalałeś. Ja nie spadam. Ja się będę unosił. Jestem silny. I ja będę czekał z wyciągniętą dłonią. Demon ma rację, musisz być dzielny. Bądź silny, Rin.''
Muszę być silny... Dla ciebie.
''K: Nigdy nie mów. Rozumiesz, kurwa? Nigdy nie mów, że nasza relacja jest tylko dla seksu... Nigdy...''
Wiem. Teraz zaczynam to rozumieć.
''K: Jak kogoś się kocha, zrobi się dla tej osoby wszystko. Choćby ktoś cierpiał na twoich oczach, nigdy nie wyciągniesz do niego dłoni, skoro trzymasz obiema swojego ukochanego. Dwie zajęte dłonie nie pomogą, bo są zajęte czym innym... A raczej kimś.''
I tak już trzymasz moją jedną dłoń...
I za nic nie chcesz jej puścić.
''K: On? Znowu mówisz o ''nim''. Kim on jest? Co się stało między wami?
R: Eh... Nieważne. Powiedzenie ci tego i tak nic nie zmieni.
K: Rin, przestań się ukrywać. Może ulży ci jak mi powiesz? Może uda mi się to zrozumieć.
R: A kim ty jesteś, moim terapeutą, by wysłuchiwać moich traumatycznych historii?
K: Mogę nim być, jeśli zechcesz, bym nim był... Jeżeli to sprawi, że poczujesz się lepiej.
R: Czemu ci aż tak na tym zależy? Żebym poczuł się lepiej?
K: Bo jesteśmy przyjaciółmi, czyż nie? Od tego są przyjaciele. By sobie pomagać i tak dalej...''
R: Eh... Nieważne. Powiedzenie ci tego i tak nic nie zmieni.
K: Rin, przestań się ukrywać. Może ulży ci jak mi powiesz? Może uda mi się to zrozumieć.
R: A kim ty jesteś, moim terapeutą, by wysłuchiwać moich traumatycznych historii?
K: Mogę nim być, jeśli zechcesz, bym nim był... Jeżeli to sprawi, że poczujesz się lepiej.
R: Czemu ci aż tak na tym zależy? Żebym poczuł się lepiej?
K: Bo jesteśmy przyjaciółmi, czyż nie? Od tego są przyjaciele. By sobie pomagać i tak dalej...''
''K: Zepsułeś mnie, Rin. Nie myśl więc teraz, że sobie tak po prostu pójdę i zapomnę o tym wszystkim, co zaszło między nami... Bo jak skosztowałeś raz dobrego wina... To nie odstawisz lampki na bok, z myślą, że ''już wystarczy''. Tylko wypijesz ją do końca, nalejesz sobie drugą, a potem weźmiesz też i całą butelkę.
R: A co jak to wino jest zepsute i wcale nie jest takie dobre? Albo jak za dużo wypijesz i rano będziesz mieć kaca?
K: Nie da się zepsuć wina. To zepsucie nadaje mu smak, który nie każdy po prostu potrafi docenić... A ty jesteś najlepszym winem, jakie kiedykolwiek próbowałem w swoim życiu. Wtedy kac się nie liczy, bo to uczucie, kiedy je pijesz, jest po prostu bezcenne i niezastąpione. Więc nawet jakbym po nim miał największego kaca w swoim życiu, to i tak i tak sięgnąłbym po nie drugi raz.''
R: A co jak to wino jest zepsute i wcale nie jest takie dobre? Albo jak za dużo wypijesz i rano będziesz mieć kaca?
K: Nie da się zepsuć wina. To zepsucie nadaje mu smak, który nie każdy po prostu potrafi docenić... A ty jesteś najlepszym winem, jakie kiedykolwiek próbowałem w swoim życiu. Wtedy kac się nie liczy, bo to uczucie, kiedy je pijesz, jest po prostu bezcenne i niezastąpione. Więc nawet jakbym po nim miał największego kaca w swoim życiu, to i tak i tak sięgnąłbym po nie drugi raz.''
''K: Ten most może się walić i palić, jakoś nadal tu siedzę, co? A jak nie chcesz na to patrzeć, zakryję ci oczy, a jak nic nie będziesz mógł zrobić, rozwiążę ci ręce i będziesz miał więcej siły, zobaczysz...''
''K: Oddychaj razem ze mną... I wysłuchaj mnie... Nie masz za co mnie przepraszać... Nie martw się... Ja nigdy ciebie nie zostawię. Strach podziel między nas dwóch. Wszystkie swoje problemy podziel między nas. Nie zostawię ciebie z niczym samego, Rin... Obiecuję ci to, nigdy nie będziesz sam. Jestem tu, moje serce bije dla ciebie, będę ostrożniejszy, nikt nigdy mnie nie skrzywdzi. Obronię się. Nie boję się. Bo mam ciebie, wiesz...? Stawię czoła każdej przeciwności, jestem gotowy na to.''
Gdy to usłyszałem, chciało mi się zarówno śmiać i płakać. Czemu on chciałby pisać się na coś takiego? Nie potrafiłem tego zrozumieć... Ale w głębi serca, ulżyło mi. Ulżyło mi, że nie będę musiał przechodzić przez to sam. Wiem, że to symboliczne, ale... To prawda, że biegłem w kółko od czasu, kiedy znalazłem ciało Takeo w łazience. Nie widziałem żadnego wyjścia z tej sytuacji poza śmiercią. Wtedy, on był miłością mojego życia. Kochałem go jak nikogo innego. Ceniłem sobie jego życie ponad swoje... Dlatego tak cholernie bałem się nowej relacji. Nadal się tego boję. Że będę musiał patrzeć na łzy, które sam spowoduję. Że będę patrzeć bezsilnie na jego cierpienie. Że nie będę wiedział, jak mu pomóc... I co zrobić.
Minęło tyle czasu, a ja nadal krążę w kółko. Nie wiem, co robię. Nie mam zielonego pojęcia. Czuję się jak te matematyczne wahadło, które bez końca waha się to w jedną stronę, to w drugą, nie mogąc obrać prostego, jednoznacznego toru. Obijam się o ściany własnych myśli i umysłu. Moje serce i moja głowa toczą zatartą wojnę, a ja jeszcze nie wiem, kto wygra.
Minęło tyle czasu, a ja nadal krążę w kółko. Nie wiem, co robię. Nie mam zielonego pojęcia. Czuję się jak te matematyczne wahadło, które bez końca waha się to w jedną stronę, to w drugą, nie mogąc obrać prostego, jednoznacznego toru. Obijam się o ściany własnych myśli i umysłu. Moje serce i moja głowa toczą zatartą wojnę, a ja jeszcze nie wiem, kto wygra.
Lecz te słowa... Ten jego uśmiech. Ta pewność w jego oczach... Może jednak powinienem mu zaufać?
Po tamtym wieczorze, coś się we mnie przestawiło. Widział mnie w takim stanie, jak byłem płaczącym chaosem, a on wciąż tu był. I nawet próbował zrozumieć mój bezsensowny bełkot. Zaniósł mnie w swych ramionach do szpitala i czekał całą noc aż w końcu otworzę oczy. Przyszedł tu praktycznie od razu... Nie wahał się nawet na sekundę...
Może to jest jednak ten moment, kiedy w końcu mogę ruszyć przed siebie i... W końcu pomyśleć o własnym szczęściu i czego tak na prawdę chcę...
(Kontynuacja ostatniej sceny z #8 opka)
''R: Dzisiaj zostajesz ze mną, nie przyjmuję innej opcji.
K: A ci twoi paparazzi nie wejdą ci tutaj?
R: Mam to gdzieś. Dzisiaj się liczy tylko ty i ja. Zero wspominania o moim byłym. Zero paparazzi. Zero jakichkolwiek pretensji i nieporozumień. Czekałem zbyt długo na tą chwilę. Dzisiaj zamierzam być szczęśliwy. Z tobą. Chce dotrzymać obietnicy. Że skoro ty mnie nie opuścisz, ja cię nie odepchnę...
K: Tylko dzisiaj? Czy dłużej?
R: Dopóki śmierć nas nie rozłączy.
K: Miałem powiedzieć ci to wczoraj... Może i nie możemy się widywać... Ale musisz wiedzieć jedno, że każdego dnia myślę o tobie i tęsknię za tobą. Bo tylko ty wprawiasz moje serce w to przyjemne ciepło, które nazywam szczęściem.
R: ...
K: ...
R: ...
R: ...
K: Czekaj, czy ty płaczesz?
R: Nie, wcale nie!
K: Ha! Płaczesz, o matko! Wzruszyłem cię?
R: >.<
K: Aw, chodź tu, bekso.
R: Ahaha! Przestań, to łaskocze, Katsuki!
K: Na pewno chcesz, żebym przestał?
R: ...
R: Nie... Rób tak dalej...
K: Hah, tak myślałem...''
~*~ Koniec retrospekcji ~*~
Po przyjemnych myślach i wspominaniu wspólnych chwil spędzonych z Katsukim, Rin otworzył oczy, mając duży i szczery uśmiech na twarzy. Chłopak spojrzał na swojego przysypiającego już partnera i obrócił się na swój bok, patrząc i podziwiając jego piękno.
Te śliczne, miękkie blond włosy, które opadają mu na twarz. Nieskazitelna, jasna skóra z delikatnymi rumieńcami... Te piękne, rumiane i wciąż lekko spuchnięte od pocałunków usta. I te czerwone niczym lśniący rubin oczy, które się właśnie otworzyły i zaczęły spoglądać na niego w zastanowieniu.
Katsuki: Co ty robisz? - szepnął cicho Katsuki, budząc się pod wpływem delikatnego dotyku chłopaka na jego twarzy.
Rin: Nic... Po prostu podziwiam ciebie. - dodał z uśmiechem, patrząc się prosto w jego oczy. - Wyglądasz jak anioł, kiedy śpisz, wiesz?
Katsuki: Co ciebie tak na czułości wzięło, Rin... - zaśmiał się cicho, a potem obrócił się do niego bokiem i lekko pocałował go w usta. Rin: Nic... Po prostu podziwiam ciebie. - dodał z uśmiechem, patrząc się prosto w jego oczy. - Wyglądasz jak anioł, kiedy śpisz, wiesz?
Blondyn przejechał dłonią po jego policzku, jadąc łapką do jego szyi, którą po chwili mocniej złapał i zaczął delikatnie masować, zjeżdżając co jakiś czas do jego ramienia.
Rin: Katsuki, słuchaj... - Rin szepnął, chłonąc przyjemny masaż zadawany przez partnera. - A może... Wyjechalibyśmy gdzieś razem? Z daleka od wszystkim innych ludzi i mediów i... Zmartwień. Tylko ty i ja... - zaproponował czarnowłosy, patrząc prosto w jego rubinowe oczy.
Katsuki: Nie głupi pomysł. Przydałby mi się odpoczynek. - powiedział, uśmiechając się lekko do niego. - A jakieś propozycje, Rin? - zapytał go, po czym pocałował go lekko w czoło.
Rin: Hm... Co myślisz o... Aerdyn, moim rodzinnym kraju? Trochę czasu w sumie minęło, kiedy tam byłem... Odwiedziłbym rodzinę, może pokazałbym ci w sekrecie pałac i okolice... A na dodatek, mamy zarąbiste, gorące źródła i pięęęekne góry! Muszę cię tam zabrać! - Rin powiedział z entuzjazujem, uśmiechając się od ucha do ucha. - Co myślisz, słońce?
Licznik słów: 14428
Komentarze
Prześlij komentarz