#01 Od Isaaca do Satoru

 Kolejny dzień, kolejny wieczór w samotności.
Czy jednak to przeszkadzało idącemu białowłosemu, który bawił się otwieranym scyzorykiem w kieszeni gigantycznego płaszcza? Nie. Nawet dobrze było mu samemu, chociaż gdzieś z tyłu głowy słyszał krzyki, że coś jest nie tak. Może to przez to, że słyszał tyle błagających o życie krzyków świń, które bały się zarżnięcia je na śmierć... W sumie, lubił patrzeć na wylew krwi z tych nic nie wartych worków na wnętrzności. Isaac zaśmiał się pod nosem, a potem oblizał usta, wspominając o niedawnym, przyjemnym smaku metalicznej krwi na ustach.


- Nie! BŁAGAM! Nie! - krzyczał młody, brązowowłosy mężczyzna, ubrany w zwykły, zielony sweter.
Wszędzie wokół nich można było dojrzeć czerwone ślady krwi. Mężczyzna w płaszczu zamaszystymi ruchami uderzał nożykiem prosto w brzuch ofiary, z każdym ciosem powodując większy wylew krwi. Brzuch chłopaka coraz bardziej otwierał się, przez co napastnik miał coraz lepszy wgląd na wnętrze tego faceta.

Brudny.
Nieczysty.
Zupełnie jak on sam.

Z ust różowowłosego wydobywał się coraz to gorszy śmiech, kiedy patrzył, jak chłopak pod nim powoli wyziewa ducha. Jak przyjemnie było patrzeć, na coś, co i tak nie powinno żyć. Zagryzł lekko wargę, szerzej otwierając oczy, a potem wbił nóż prosto w środek jego klatki piersiowej i podniósł go w taki sposób. Ofiara zaczęła się krztusić własną krwią, a on złapał go mocniej za szyję, przez co plunął na niego nieco czerwoną cieczą. Niezadowolony z tego powodu zabójca prychnął śmiechem, pchnął go znowu na ziemię, powoli sunąc w dół nożem, rozpruwając jego brzuch. Miał ostatnią okazję, aby popatrzeć na powoli wywracające się do tyłu oczy oraz ten agonialny wyraz twarzy. Zawisł nad nim, zaśmiał się cicho, przybliżając nadgarstek do twojej twarzy. Obrócił lekko głowę na bok, a potem oblizał usta z krwi. 
- Odkupiłem twoje winy... Świnio... - szepnął. 
Podniósł się skocznym podskokiem, a potem wyjął z kieszeni talię kart tarota. Zaczął je przeglądać, a potem obejrzał jedną z nich. Widniał na niej błazen w kolorowym stroju. Isaac dokładnie przyjrzał się karcie, a potem wsunął ją delikatnie we wnętrzności leżącego, aby nadal można było dostrzec kartę.
- Zero. Głupiec. - dodał cicho, a potem z kapturem na głowie, zniknął z zaułka ulicy, wracając do domu.
W czasie drogi, jego ciało zaczęło się przemieniać, kolor włosów wrócił do czystej bieli, skóra pobladła, a on znowu stał się bardzo szczupły. Płaszcz stał się ogromny na jego ciałku, dzięki czemu lepiej ukrył zakrwawioną twarz. Dzięki temu bez zbędnego zwracania na siebie uwagi, zniknął w swoim mieszkaniu. Mruknął cicho niezadowolony, zrzucając płaszcz.
- Strasznie był pełny tego. - powiedział, a potem zaśmiał się cicho do siebie, otwierając szerzej oczy.
Przypomniał sobie widok. W domu było wtedy tyle krwi... Dwa dorosłe ciała leżące obok siebie, obok nich rozbita, zakrwawiona butelka po wódce, siniaki na jego ciele, a on wpatrywał się w wypływającą z dwóch ciał czerwoną maź. Wyglądało to jak obrzydliwe, czerwone wino matki, które ta chlała na potęgę. Obrzydliwa świnia, tłusta krowa... Po chwili białowłosy otrząsnął się i rozebrał do naga. Rzucił ubrania na podłogę przy drzwiach, a sam tańcząc na paluszkach i śpiewając, wszedł do łazienki i umył się z czerwonego obrzydlistwa, jakim ochlapał go Głupiec.
Nie obyło się bez śpiewania pod prysznicem, a kiedy wyszedł po wysuszeniu włosów i ubraniu nowych bokserek, pokierował się do małego pokoju. Tam wybrał białą koszulę, czarne spodnie oraz czarną marynarkę, którą rzucił na bok. Wziął stacjonarny telefon do ręki, dzwoniąc do swojego klienta. Usiadł pod ścianą, machając nogami w zadowoleniu. 
- Halo? - zapytał głos z telefonu.
- A dzień doberek. Zrobiłem. - powiedział szczęśliwy i dumny z siebie chłopak.
- Zaraz wszystko będzie na koncie. - odpowiedział mężczyzna, odkładając słuchawkę.
Isaac naburmuszył się, a potem odwiesił słuchawkę, wzruszając ramionami. Prychnął niezadowolony, biorąc marynarkę, jednak potem z powrotem odrzucił ją na bok i spojrzał na siebie, mrucząc coś do siebie pod nosem. Widocznie prowadził bardzo przyjemną konwersację sam ze sobą. Po co mu byli ludzie, skoro miał sam siebie. Te świnie nie zasługiwały na to, aby być ciepłymi. Lepiej było im w bieli... Lub w czerni. A sam chętnie popatrzyłby, jak kopią takie dziury i zakopują ich pod warstwą wapna. Marzył, aby samemu kiedyś dokonać tak brutalnej egzekucji. Najlepiej na żywym potworku, który by się krztusił pod warstwami spadającego białego prochu oraz ziemi.

Puścić w loopie: https://www.youtube.com/watch?v=yOb9Xaug35M

- Trickster! Czekają na ciebie! - krzyknął głos zza drzwi garderoby. 
Białowłosy przeciągnął się, poprawiając kusy strój, jaki wybrano mu na dzisiejszy występ. Chwilę przyglądał się sobie w lustrze z szeroko otwartymi oczami, a potem złapał za maskę leżącą na blacie, ubierając ją na swoją szczupłą twarz. Zagryzł wargę, lekko przymykając oczy, a chwilę potem odszedł od toaletki, tupiąc szpilkami, jakie miał na stopach. Przeszedł fioletowym korytarzem pełnym czerwono-różowych LED-ów, a potem wszedł na scenę, gdzie powoli został włączony podkład. Koścista dłoń Isaaca złapała za rurę, a zaraz potem zaczął taniec pole dance, śpiewając z zadowoleniem.
Układ mężczyzny był wyzywający, przyciągający uwagę, głównie dlatego, że całe ciało chłopaka było widoczne, czasami nawet świecił prywatniejszą, dolną częścią jego ciałka. Bardzo szczupły, ale w dziwny sposób zawsze pociągał siedzących przy barze, który był połączony ze sceną. Zagryzł lekko wargę, zaczynając też śpiewać. Szybko dojrzał czarnowłosego faceta, który nie umiał oderwać wzroku od niego, więc pod koniec występu zbliżył się do niego, padając przed czerwonookim na kolana, złapał go delikatnie za podbródek, a ostatnie słowa piosenki wyszeptał do mikrofonu oraz do ucha mężczyzny. Dlaczego by nie, ten przynajmniej nie ślinił się na niego, jakby co najmniej nie widział ciała przez kilkadziesiąt lat. Potem jego miejsce zastąpiły striptizerki klubowe, które uznawał za świnie, które przynajmniej mają dobry sposób na zarabianie pieniędzy. Wyszedł znowu fioletowym korytarzem, aż dotarł do garderoby, gdzie ubrał swoją czarną koszulę oraz różowe spodnie. Zdjął maskę, rzucając ją na toaletkę i zadowolony wyszedł do klubu. Z początku szybko zgarnął dwa shoty z baru, które wypił duszkiem. Wyleciał na parkiet, po prostu gibając się na boki pośród tłumu. Czasami poczuł, jak ktoś przejechał po jego pośladkach, kroczu, czy w innych miejscach, ale to nie był czas na to, aby doszukiwać się sprawcy zdarzenia. Minęła godzina, aż się trochę zmachał tym wszystkim, dlatego podszedł do baru. Wtedy też przypomniał sobie o tym czarnowłosym ciasteczku, jaki wpatrywał się w jego oczy i w to, jak ruszał się na scenie. Rozejrzał się tam, aż znalazł go, siedzącego przy barze, który z niezbyt dużym zainteresowaniem skakał wzrokiem po striptizerkach na scenie. Białowłosy podszedł do niego, a potem zbliżył usta do jego ucha, powtarzając słowa piosenki, jaką śpiewał na scenie. Usiadł obok niego.
- Poproszę jakiegoś przesłodkiego, różowego drinka. Na już, teraz, zaraz. - powiedział, machając nogami, po zasadzeniu pupy na stołku. - A witam pana. Czemu siedzisz sam, gdzie twoja laska, chcę ją zobaczyć. - dodał, machając łapkami, pokazując palcami figurę kobiety.
- Hah... - Satoru zaśmiał się i spojrzał czerwonymi ślepiami na Isaaca, opierając przy tym łokieć o blat baru i popijając drinka. - Laskę to ty mi możesz zrobić, pięknisiu. - powiedział niskim, lekko odchrypiałym głosem, dopinając drinka do dna.
- A chcesz? To mogę. Teraz? Potem? Kiedy sobie duszyczka pragnie? - zapytał, a potem oblizał swoje usta. - Ale ja chcę wpierw drineczka. A potem mogę pójść z tobą do łazienki i zająć się tym panem na dole. - wskazał palcem na jego krocze.
Satoru uniósł lekko brwi na komentarz Isaaca i uśmiechnął się szerzej, ukazując swoje śnieżnobiałe kły. Mężczyzna postawił pustą szklankę na blat i machnął ręką po następną, kiwając lekko głową.
- Proszę, proszę. Jaki zdecydowany. To lubię. - powiedział i przeniósł wzrok na jego palec, wracając później do jego oczu. - Powiedz, jak się nazywasz, perełko? Zainteresowałeś mnie. A to nie zdarza się często.
- Isaac. A ty, ty czarnowłosy czerwonku? - zapytał go, a potem uśmiechnął się szeroko.
Podali im ich drinki, oczywiście, białowłosego musiał być różowy. Od razu napił się go trochę, oblizując usta.
- Ani próbuj tu nic dosypywać, panie czerwony. Bo ja to chcę sam zrobić, mnie zmuszać nie trzeba. W sumie, ciekawie by było, nieświadomie, ale chcę świadomie. Bo wiesz, ja lubię bardzo uprawiać seks, bo wtedy tak miło na brzuszku się robi! I jest ciepeełko. I wiesz, lubię jak mnie wręcz brudzi całego, tak wiesz! - rozgadał się, majtając rękami na boki.
- Dosypywać? Kochanie, za kogo ty mnie masz. Takie sztuczki robią tylko obleśne, zdesperowane psy, które najlepiej, by po prostu zdechły. Powietrze się tylko marnuje. - powiedział, upijając łyk drinka. - Widzę, że nie owijasz w bawełnę. Tym lepiej dla mnie.
Wtedy, Satoru zbliżył się dosyć blisko do Isaaca i spojrzał mu prosto w oczy, jakby patrzył przez jego duszę, a następnie stuknął swoją szklankę o jego kieliszek i uśmiechnął się kątem ust, wypijając drinka duszkiem do dna.
 - Chodźmy. Nie będziemy się "poznawać" w takich warunkach... - rzucił i pokazał głową na wyjście, wstając że stołka i podając mu swe ramię. - Tak w ogóle, to jestem Satoru. Miło poznać...
Isaac poczuł się dobrze z faktem, że to on uwodził, albo uwodzili siebie nawzajem. Oblizał lekko swoje wargi, kiedy ten się zbliżył, a kiedy stuknęli ze sobą szklanki, on również wypił drinka duszkiem. A co, jak zaprasza, to pójdzie. Zadowolony potem wstał skocznie ze stołka i złapał jego ramię, śmiejąc się i pokazał mu swój język. Pociągnął go lekko do wyjścia, ale widząc, że nadążał, nie ciągnął go dalej, a spokojnie szedł obok, trzymając się mocno jego ramienia, jakby zaraz miał mu uciec. 
- A to miło, miło, Satoru-chan! - powiedział szczęśliwy, a potem nucąc piosenkę z kucyków pony wyszedł z nim przed bar. - A ma pan może telefonik, co by na taksóweczkę zadryndać? - dodał, szczerząc się do niego. - Ja chcę jak najszybciej dojechać, bo tu i uwdzie widzę, że się spodobałem. - dodał, dumnie się pusząc przy nim.
Satoru prychnął, nie zdejmując uśmiechu z twarzy i złapał go delikatnie za podbródek, obracając jego głowę do boku.
- Taksówka przyjechała. - szepnął mu do ucha, ukazując przed ich oczami dużą, czarną limuzynę. Wtedy, mężczyzna ubrany w garnitur ukłonił się lekko i otworzył drzwi do auta, zapraszając Satoru i jego partnera do środka. Mężczyzna uśmiechnął się ponownie i klepnął "zachęcająco" Isaaca po tyłu, wskazując mu wzrokiem na otwarte drzwi.
- Wskakuj, perełko. Siup siup.
Isaac zaśmiał się i zakręcił pupą, kiedy ten go klepnął, a potem lekko przylgnął tyłkiem do jego krocza i lekko odchylił się w jego stronę. Zagryzł wargę, wsiadł do auta, wciągając wręcz za sobą do środka czarnowłosego. Wlazł mu na kolana, bo co do czego, limuzyna była przestronna w środku i można było swobodnie w niej się ruszać, nie było ścisku. Białowłosy zagnieździł się na nim, obejmując go ramionami i przysunął do niego swoją twarz.
- Panie czerwony... A jakieś coś mocniejszego masz? Ja chcę jeszcze piić. - powiedział, a potem oblizał się. - Chyba, że mam się napoić czymś już sam... Czymś na pewno słodziutkim. - dodał, kładąc dłoń na jego krocze. - Hmm? - zapytał go, unosząc lekko głowę, aby zetknąć z nim swój nos.
- Hm... - Satoru mruknął nisko, unosząc jedną brew i kładąc dłoń na dolną część pleców białowłosego. - Na coś mocniejszego trzeba sobie zasłużyć. - szepnął ochryple, przejeżdżając kciukiem po jego dolnej wardze.
- A co muszę zrobić? Myślę, że podejmę się wyzwania... - szepnął, a potem polizał lekko kciuk Satoru. - Jestem chętny na wszystko, Satoru-chan... - dodał cicho.
Satoru przeniósł wzrok z oczu Isaaca na swoje krocze, powracając po chwili do dwukolorowych ślepi białowłosego, milcząc i wypychając przy tym od środka policzek językiem. Chłopak zrozumiał aluzję, a potem powoli zjechał na swoje kolana, klękając przed nim. Powoli, zsunął jego spodnie do połowy, aby po chwili zawisnąć nad jego męskością, którą chętnie potem wziął do buzi, bawiąc się nim niczym lizakiem. Póki co, skupiał się na czubku jego członka.
- Sa-chan... - szepnął, wystawiając język i jechał nim od samego dołu, do samego czubka jego penisa.
Satoru oparł się wygodniej o skórzane siedzenie auta i odchylił głowę do tyłu, wypuszczając powietrze z ust z cichym, niskim pomrukiem. Po chwili, dłoń czarnowłosego wplątała się w białą czuprynę Isaaca, zaciskając się na niej i popychając jego głowę głębiej, wsadzając prawie całą swoją męskość do jego ust.
- Mm... - mruknął, przymykając oczy.
Isaac palcami wsunął się pod jego koszulę, jeżdżąc kościstymi, zimnymi palcami po jego brzuchu oraz podbrzuszu. Dał dla Satoru satysfakcję, trzymając go głęboko w swoim gardle, aż zabrakło mu tchu. Wyjął go, biorąc zachłanny oddech, a potem znowu wsadził go najgłębiej jak tylko umiał, gruchając swoim gardłem. Dwukolorowe oczy uniosły się na niego, patrząc na ciemnowłosego z dołu. Satoru nawiązał kontakt wzrokowy z Isaac'iem, patrząc na niego z góry, a po chwili doszedł w jego ustach, uśmiechając się zadziornie kątem ust.
- Dobry jesteś. Rzeczywiście ''perełka'' do ciebie pasuje. - szepnął, gładząc jego policzek swoją ciepłą dłonią.
Białowłosy wyjął go ze swoich ust, a potem połknął to, co było w nich. Oblizał się, a potem polizał delikatnie czubek, zlizując ostatki spermy, jaka na nim została. Uśmiechnął się, wtulając policzek w jego ciepłą dłoń.
- A ty z kolei jesteś słodziutki. Taki drineczek. - szepnął, bawiąc się palcami nadal na jego brzuchu. - Jeszcze masz mi coś do zaoferowania? - zapytał, nasuwając mu z powrotem bokserki.
- Hm. - Satoru prychnął z uśmieszkiem na jego komentarz, a później zapiął swoje spodnie, spoglądając przelotnie na dobierającą się do niego, zimną rączkę. - Cierpliwość to pierwszy stopień do piekła, mój drogi. Zobaczysz. - dodał, dotykając palcem jego noska. - Przystanek końcowy. - powiedział po chwili, gdy limuzyna stanęła apartamentowcem, w którym mieszkał czarnowłosy.
Isaac wyszedł z auta, kiedy szofer otworzył im drzwi. Stanął obok Satoru, łapiąc go za ramię i uśmiechnął się słodko do niego. Zarumienił się zadowolony, tuląc się do niego.
- A mogę na rąączki? Weźmiesz mnie na rąączki? - zapytał, stojąc przed nim i wyciągnął do niego ręce. - A potem zrobisz sobie ze mną co tylko zeechcesz, co ty na to? Podoba ci się ten deal Sa-chan?! - zapytał, dumnie się na niego patrząc.
- Hah... - mężczyzna zaśmiał się i spuścił lekko głowę, nie dowierzając własnym uszom, lecz postanowił zlać to i zgodzić się na ten dziwny ''deal''. - Niech ci będzie. - powiedział i podszedł bliżej do białowłosego, a następnie złapał go pod kolanami oraz za plecami, podnosząc go w stylu panny młodej. - Zadowolony? - zapytał, z uniesioną jedną brwią, kierując się powoli do wejścia.
Isaac zaśmiał się niczym małe dziecko, które dostało to co chciało i przytulił się mocno do niego. Dawno nie czuł ciepła innego człowieka w końcu, większość umierała zanim on zaczął się bawić. Satoru wszedł do budynku, a potem pojechali windą na górę. Kiedy weszli do środka, oczom Isaaca ukazało się ogromne mieszkanie, na które nawet jego nie byłoby stać. 
- Łaaaa! Ja tu zostaajeee! - krzyknął, machając rękoma niczym na rollercoasterze.
- Podoba ci się? - zapytał, zamykając za sobą drzwi łokciem i kierując się do oszklonego od góry do dołu salonu, z pięknym widokiem na rozpościerające się na horyzoncie miasto.
- I jeszcze ty mnie pytasz! Ja tu zostaję, nie pozbędziesz się mnie. Mogę nawet sprzątać kible. - zaśmiał się i przytulił do niego, miziając go nosem po policzku. - Miziu, miziu, miziu...~
- Hola hola, nie bądź taki hej do przodu, bo cię sznurówki wyprzedzą, mój drogi. Wszystko okaże się w swoim czasie. - szepnął ochryple, sadzając go na dużej, czarnej kanapie.
- Moje sznurówki mają się dobrze, są ładnie zawiązane i nic mnie nie wyprzedza. - powiedział, siadając na kanapie. 
Była naprawdę mięciutka. Usadowił się tam kuperkiem, szczerząc się sam do siebie. Rozglądał się po tym miejscu z pasją, nigdy nie był w takim mieszkaniu, nie specjalnie chciałby mieszkać w tak dużym domu sam. Zagryzł jednak po chwili wargę, a potem otworzył szczerzej oczy, zawieszając się. Znowu przypomniał sobie krwawy dom, dwa ciała, rozbitą, zakrwawioną butelkę... Wszystko było porozrzucane, a na przeciwko zwłok stał on, nie wiedząc co się stało. Po chwili jednak zaśmiał się cicho, wracając po kilku minutach spojrzeniem do Satoru. 
- Witamy ponownie. Chyba ktoś się zawiesił trochę, hm? - prychnął, siedząc już obok niego na kanapie, z łokciem na oparciu i kieliszkiem wina w dłoni. - Proszę cię bardzo, perełko. - dodał zmysłowo, podając mu kieliszek wina.
- A dziękuję, Sa-chan. - powiedział, biorąc kieliszek do ręki. 
Oparł się o oparcie, a potem wypił trochę. Przypomniała mu się tamta krowa z domu... Jednak potem popatrzył na czarnowłosego i zaśmiał się cicho. Wziął butelkę z winem, jaką zauważył na stole. Zaczął śpiewać tą samą piosenkę, którą wtedy zadowalał publiczność w klubie. W pewnym momencie, po prostu oblał się winem, śmiejąc się i śpiewając w międzyczasie. Było widać, że bawił się w najlepsze, nawet nie obawiał się pokazywać ran na swoich nadgarstkach, które wcześniej ukrywał, bo to jego kara, a nie niczyja inna. Poza tym, już nie musiał się karać, teraz jest dumny z tego co robi. Spojrzał spod mokrych, białych włosów na Satoru. Satoru zmrużył nieco oczy, obserwując uważnie i analizując w swojej głowie każdy jego ruch i wyśpiewane słowo. Mężczyzna uniósł tylko jedną brew i upił łyk wina, gdy ten rozlał na siebie całą butelkę alkoholu, śmiejąc się w najlepsze. Będąc szczerym, to zaintrygowało go to trochę. Isaac nie był jak inne, zwykłe zabawki. Był nadzwyczaj dziwny i oryginalny na swój sposób i to wydawało się dla Satoru bardzo interesujące. W końcu coś się działo. Po chwili, czarnowłosy upił kolejny łyk wina i wstał z kanapy, odstawiając kieliszek na stół. Zbliżył się do stojącej przy ścianie komody i przycisnął jeden guzik, włączając tym samym jakąś spokojną, lecz zmysłową muzykę. Następnie podszedł do Isaaca i wziął od niego pustą butelkę, kładąc ją również na stół. Jego czerwone ślepia wpatrywały się intensywnie w tajemnicze, dwukolorowe oczy Isaaca, zaglądając jakby w środek jego duszy.
- Twoje ruchy są bardzo chaotyczne i impulsywne. Brakuje im gracji i lekkości. Spróbuj się uspokoić i przestać myśleć. - mówił to charakterystycznym dla niego, niskim i zmysłowym głosem, przenosząc również dłonie białowłosego na swoje ramię i rękę, łapiąc go przy tym w talii wolną kończyną (jak do tańca). - Jest tylko tu i teraz... Skup się na moich oczach. - dodał, czarując go swoim urokiem osobistym, zaczynając również powoli kołysać się z nim w tańcu. - Co cię dręczy, skarbie? Odkąd tu przyszliśmy, wyglądasz na zaniepokojonego. A ja nie lubię kiedy moi goście są spięci... Przyszliśmy się tu relaksować...
Isaac wpatrywał się na niego spod mokrych, białych włosów. Zamrugał oczami, nie wiedząc co ma ze sobą zrobić. Bujał się jak pingwin na przeciwko niego, miał drętwe nogi, jednak po chwili rozluźnił je lekko, dzięki czemu nie wyglądał jak kiwająca się na boki deska. Odwrócił chwilowo wzrok, ale szybko wrócił do niego spojrzeniem, zadziornie się uśmiechając. Dziwna sytuacja, szczególnie, że nigdy nie czuł czegoś takiego.
- Dręczy? Mnie? A nic. Taki ze mnie tajemniczy piesek... - powiedział do niego, a potem nieco pewniej objął go rękoma za szyję, przylegając do jego ciała, dalej z nim tańcząc. - Już się rozpinam... - dodał, biorąc wdech i wydech.
Wtedy Satoru mógł poczuć, jak w przeciągu chwili, całe jego ciało zaczyna odpoczywać, nie było żadnego spięcia w jego ciele, ale co było wewnątrz? To już wielka zagadka, którą trzeba by było rozwiązać. Isaac uśmiechnął się lekko do niego, nie zważając na przyklejone do jego twarzy białe kosmyki włosów. 
- '''Piesek''... Hmmm.... Zdążyłem wywnioskować z naszej krótkiej znajomości... Że jesteś bardzo konkretny. I baaaaardzo mi się to podoba, piesku... - Satoru zbliżył się do jego ucha i wyszeptał zmysłowo ostatnie zdanie, po chwili się odsuwając i patrząc na niego z delikatnym, zadziornym uśmiechem.
Po chwili, czarnowłosy obrócił Isaaca dookoła i zatrzymał go plecami do siebie tak, że jego tył wylądował na jego klatce piersiowej, a ich ręce splecione były na krzyż. - Chyba nie mamy wyjścia i musimy cię wykąpać. Szkoda, by taka ciepła woda się marnowała. - mężczyzna ponownie wyszeptał do jego ucha, stojąc za nim, specjalnie go wcześniej obracając, by ten mógł dostrzec podświetlone jacuzzi za oknem na balkonie.
Białowłosemu zaświeciły się oczy, kiedy ujrzał wielki basenik ze światłami. Zacisnął lekko dłonie Satoru, wręcz skacząc w miejscu. Zaśmiał się cicho, a potem pobiegł tam, rozbierając się po drodze. Za chłopakiem pozostał szlak ubrań, a potem jedyne co można było zobaczyć, to chlapiącego się w wodzie, szczęśliwego chłopca. Wyskoczył ze środka, świecąc gołym ciałkiem i pomachał do Satoru.
- Saaa-chaaan! Chooodź tu! - krzyknął. - Ja nie chcę sam! Sa-chan! Saaa-chan! - mówił ciągle, chodząc po jacuzzi z rozłożonymi rękoma na samolocik.
- Ah... - Satoru westchnął i kiwnął lekko głową, kierując się powoli w stronę balkonu.
Gdy mężczyzna wyszedł na zewnątrz, zaczął powoli zdejmować z siebie ubrania, zaczynając od koszuli. Po jej rozpięciu, Satoru zdjął ją i rzucił gdzieś w kąt na ziemię, ukazując tym samym swoje umięśnione i wytatuowane ciało, a następnie zdjął spodnie i skarpetki, kierując się po tym do basenu i siadając na jednym z miejsc siedzących.
- Oh... - mruknął cicho, strzykając kośćmi w karku i roztrzepując swoje czarne jak smoła włosy, relaksując się. - Widzę, że jesteś wniebowzięty, skoro tak szybko tu wskoczyłeś, hah.
- No oczywiście! Jak ja nigdy takich luksusów na oczy nie widziałem! Ale tu milutko. Czuję się jak rozpuszczony puszek teraz! Meow! - powiedział. - Chcę mleeeczka. - dodał, włażąc mu na kolana i lekko się otarł o jego krocze, mrucząc.
- Poproś ładnie. - czarnowłosy powiedział stanowczo, opierając się łokciami o skraj jacuzzi i patrząc prosto w jego oczy z delikatnym uśmiechem.
Isaac złożył ręce jak do modlitwy i zrobił minkę zbitego psa. Potem polizał obojczyki Satoru i pocałował go szybko w usta. Dłonie położył na jego torsie, bawiąc się swoimi kościstymi palcami na jego skórze.
- Proooszę, proszę pana... - szepnął w dość zadziorny i flirciarski sposób.
- Mm, no dobrze, chyba pora ci się odwdzięczyć za śliczną robotę w samochodzie.
Satoru spojrzał ponownie na niego i uśmiechnął się szerzej, przenosząc swoje duże ręce na jego pośladki, przyciągając go bliżej siebie. Ich klatki piersiowe zaczęły się stykać, oddechy łączyły się w jeden, usta muskały się delikatnie nawzajem, a oczy wpatrywały w siebie jakby świat dookoła nich nie istniał. Po chwili, Satoru złączył z nim swoje usta i zacisnął dłonie na jego pośladkach, dociskając go do swojego krocza i mrucząc między pocałunkami. Isaac cicho jęknął w jego usta, obejmując go, a potem zaczął jeździć paznokciami po jego plecach, oczywiście, też nie za mocno, przynajmniej na razie. Całował go raz co raz, a potem delikatnie nacelował jego męskość na swoje wejście, uśmiechając się lekko.
- Już chcę go w środku... - szepnął do ciemnowłosego, miziając go chłodnymi palcami po karku. - Proszę... - dodał mu w usta, a potem pocałował go ponownie.
- Tak bez gry wstępnej? Widzę, że ktoś lubi ostro i na temat. - powiedział z zadziornym uśmiechem Satoru, podjudzając go poprzez dociskanie, lecz nie wkładanie swojego członka. 
- Nie ma potrzeby mnie pieścić za długo... Chcę już, teraz... - szepnął do niego ponownie, a potem zamruczał dość głośno. - Mmm... - wymruczał cicho z przyjemności, jaką go obdarzał w tej chwili.
- Hah... Skoro ma perełka tego chce... - szepnął niskim głosem, ciągnąc go bliżej siebie za pośladki i wsadzając tym samym gwałtownie swojego członka w niego.
Isaac jęknął głośno i lekko się skrzywił, a potem popatrzył na Satoru, któremu widocznie podobało się, że co nieco go to zabolało. Ułożył na chwilę łapki na jego udach, podpierając się na nich i głęboko, szybko oddychał. Ta męskość była... Doprawdy duża i nie spodziewał się, że jego, Isaaca Fostera, zaboli coś takiego. Patrzył chwilę ze skrzywioną miną na ciemnowłosego, ale  po chwili zaśmiał się i objął go ponownie za szyję.
- Duży, twardy... - szepnął. - Nie spodziewałem się. - dodał, szczerząc się do niego, jak głupi do sera.
- Wiem... - powiedział pewny siebie, uśmiechając się szerzej, i pogładził delikatnie jego policzek. - Zacznij się ruszać, jak już będziesz gotów, perełko... Nie śpiesz się... - szepnął ''czule'', ścierając uciekającą, samotną łzę z bólu, która zaczęła spływać z jego oka.
Isaac długo się nie przyzwyczajał, dość szybko zaczął się powoli ruszać na jego męskości, robiąc to z początku wolno, a z każdą chwilą przyśpieszał, ruszając bioderkami szybciej. Patrzył mu prosto w oczy, uśmiechając się, a potem lekko pocałował go w usta, bo czemu nie. Kiedy zabrakło mu tchu, polizał jego policzek, szczerząc się.
- Hihi... Wolisz szybko, czy wolno? Dostosuję się. - powiedział zadowolony z siebie, machając pupą lekko na boki.
- Mmm... - Satoru mruknął, otwierając oczy i spoglądając prosto w jego dwukolorowe ślepia. - Wolno... Ale mocno. - dodał ochryple, przygryzając kłami jego wargę i ciągnąc go bardziej w swoją stronę, by położył się na jego torsie. - Nie trzeba się dostosowywać... Rób, co uważasz, słonko. I co ci się podoba... Ta noc jest twoja.
Białowłosy postanowił zachowywać się tak, jak chciał. Zaczął powoli ruszać biodrami, ale mocno kończył, co powodowało, że męskość Satoru wchodziła na całą swoją długość w jego ciało. Isaac jęczał, trzymając się go i miał głowę położoną na jego torsie. Uśmiechnął się lekko i uszczypnął go zębami za jego sutek.
- Mmm... - zamruczał, lekko liżąc jego tors.
- Mmh! - Satoru westchnął głośniej, nieco marszcząc brwi, gdy poczuł jego zęby na jednym z czułych miejsc u mężczyzn. - Nieładnie tak gryźć. - szepnął mu do ucha, kładąc jedną rękę na jego policzku, by przechylić jego głowę na bok i ugryźć go niedelikatnie w ucho.
- Lubię być niegrzecznym chłopcem... - szepnął i zbliżył się do jego ucha. - Sa-chan... - dodał cicho, bardzo uwodzicielskim głosem i jeszcze mocniej zaczął ruszać swoimi biodrami, sprawiając naprawdę dużo przyjemności dla czarnowłosego.
Z ust Isaaca bez końca wychodziły bardzo namiętne, głośne i przepełnione pożądaniem jęki. Odchylił na chwilę głowę do tyłu, zagryzając lekko wargę i otworzył szerzej oczy. Przez głowę przeleciało mu parę wspomnień związanych z krową i z chujem, którzy mieszkali w domu z czerwonej cegły... A pewnego dnia, czerwień przeniosła się również do wnętrza kuchni, gdzie wszystko było zachlapane czerwonym winem matki... I krwią... Obrzydliwe.
Satoru westchnął namiętnie, odchylając głowę do tyłu i kładąc ją na brzeg jacuzzi. Mężczyzna nieco zmarszczył brwi i ścisnął mocniej pośladki Isaaca, po chwili dochodząc w jego wnętrzu. Jego ciepła ręka poklepała go lekko po tyłku, a potem pojechała w górę do jego pleców, delikatnie go muskając.
- Jak się czujesz, perełko? - zapytał, przenosząc na niego wzrok.
- Najlepiej, Sa-chan. - szepnął, a potem położył głowę na jego ramię. - Najlepiej... - dodał cicho, zamykając oczy.
Objął go szczelnie swoimi ramionami, a potem otworzył powieki, patrząc martwo, z lekko wyszczerzonymi oczami. Te wspomnienia nie dawały mu chwili odpoczynku... Za oknem, w kuchni, niczym migające wspomnienia widział stojących dwójkę ludzi, a potem, niby glitch, leżeli już na ziemi, a wokół nich było pełno krwi...

Czerwone wino matki było obrzydliwe, prawda?

Tak. Nienawidziłem go.
Dlaczego?

Bo wcześniej nie kojarzyło mi się z niczym, tylko jego zepsuty smak.
 
A czemu je teraz lubisz?

Bo kolor przypomina krew, która wylewa się z ich ciał. Wreszcie uchodziło z nich życie, tak, jak o tym zawsze marzyłem.

<następne opowiadanie>
Ilość słów: 4294

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Formularze osobowości: Yokai

Formularze postaci: Kyo

Formularze osobowości: Ren