#3 Od Rina do Katsukiego
Czas: Poranek po nocy w klubie.
Miejsce: Klub.
P.o.v.: Autor.
Po jakże gorącej i niespodziewanej nocy z Katsukim, Rin obudził się tuż obok niego. Po otworzeniu oczu, czarnowłosy zaczął wpatrywać się przez dłuższą chwilę w nieskazitelną, anielską wręcz twarz blondyna, który leżał w jego ramionach, zaledwie milimetry od niego. W jego głowie zaczęły przewijać się obrazy z poprzedniej nocy, którą mimo upojenia alkoholowego, dosyć dobrze pamiętał. Wkrótce po tym jednak, w miarę przypominania sobie minionych wydarzeń, Rin spanikował, a na jego twarzy i uszach pojawił się ogromny rumieniec. Niebieskooki wstał wręcz momentalnie z łóżka, uprzednio zdejmując ręce Katsukiego z siebie, a następnie złapał się za włosy, obserwując dokładnie widok przed sobą - nagiego blondyna, lekko przykrytego kołdrą, a także pościel mokrą wręcz od soków z ich ciał.
Rin: Kurwa. - czarnowłosy szepnął w szoku, obserwując uważnie łóżko i pokój, w którym się znajdowali.
To nie miało się tak skończyć. To W OGÓLE nie miało się tak skończyć. Jak on do cholery znalazł się z nim w łóżku? Z nim, spośród wszystkich osób, które były tamtego wieczoru w tym klubie...
Na samą myśl o tym, urywki wspomnień zaczęły przewijać się przez jego umysł, niczym zdjęcia i filmiki w montażu, tym samym ukazując mu całokształt poprzedniego dnia.
Alkohol. Dużo alkoholu. Chlali praktycznie drink za drinkiem, a później shot za shotem... Pamięta ten jego uśmiech, pierwsze zbliżenie się, pocałunek... I fakt, że Katsuki wcale nie protestował i nawet go odwzajemnił. A potem - pokój, ogień, rozbieranie się i... Seks.
Przecież przyszedł tu tylko i wyłącznie dla Aidena. Nie miał zamiaru nawet pić, tylko obejrzeć jego koncert i... O mój Boże. No właśnie, miał obejrzeć jego występ, ale oczywiście był zajęty piciem i pieprzeniem się z Katsukim i nie pomyślał o tym, że jego przyjaciel potrzebuje jego wsparcia. Pięknie, Rin, pięknie. Wykurwiście wręcz. I co on mu teraz powie? Skłamie, że widział występ, ale musiał po prostu szybko wyjść, czy powie mu prawdę? A na dodatek, co z Katsukim? Przecież sprawa z nim się jeszcze bardziej skomplikuje po tym wszystkim.
Po krótkiej refleksji, Rin rozejrzał się po pokoju, pogrążonym w chaosie i nieporządku. Krążąc chwilę wzrokiem po podłodze, czarnowłosy zdołał znaleźć swoje ubrania, które następnie nałożył na siebie, zakrywając przy tym wszelkie znamiona pozostawione przez Katsukiego. Potem, niebieskooki ogarnął z grubsza pokój, ustawiając stoły i krzesła, które zupełnym przypadkiem się przesunęły, na swoje miejsce, a następnie napisał krótką wiadomość na karteczce, pozostawiając ją na jednym z blatów. Już miał zamiar przekręcać klucz i wychodzić, lecz ostatni raz spojrzał na blondyna, który leżał praktycznie nagi na łóżku, zaledwie lekko okryty kołdrą. A co jak ktoś wejdzie nagle i zobaczy go w takim stanie, jak będzie spał?
''Przecież nie mogę na to pozwolić...'' - pomyślał.
Po tym, czarnowłosy wziął szybko ubrania Yoshimury z podłogi, zbliżył się do niego i zrzucił z niego kołdrę, odkrywając go całkowicie. Chwilę przyglądał się jego ciału, pokrytemu jego znakami, a następnie delikatnie wsunął jedną rękę pod plecy blondyna, podnosząc do lekko i ostrożnie, by ten się nie obudził. Niebieskooki nałożył na chłopaka koszulę, nie zapinając jej, a potem położył go z powrotem na łóżko. Następnie, zaczął wsuwać na niego bokserki, przytrzymując się na sekundę, gdy Katsuki zamruczał i zmarszczył nos, jakby czując przez sen jego dotyk. I gotowe. Rin po tym okrył go ponownie pościelą, a następnie skierował się do drzwi, z mieszanymi uczuciami i milionem pytań w głowie.
Kierunek - dom. Byle dostać się do domu. Nie myśleć i nie rozmyślać nad tym wszystkim. Zachować uśmiech i klasę. Nikt nie może się dowiedzieć. Nie teraz. Nie, kiedy on sam nie rozumie, jak to się w ogóle stało. I czemu aż tak mu się to podobało... Dom. Byle dostać się do domu...
_________________________________________________________________________________
Czas: Kilkanaście minut później.
Miejsce: Mieszkanie Rina.
P.o.v.: Autor.
Po kilkunastu minutach drogi, Rin z powrotem znalazł się w swoim mieszkaniu, które czekało na niego puste już od piątkowego wieczoru. Chłopak, pierwsze co zrobił, to zatrzasnął drzwi za sobą, zamykając je na klucz, a następnie się o nie oparł, wzdychając głęboko. Chwilę stał tak w ciszy, wpatrując się tępo w sufit, z muzyką płynącą do jego uszu przez słuchawki.
Rin: Eh... - czarnowłosy westchnął cicho pod nosem, wyrywając przy tym słuchawki z swoich uszu i gniazdka w telefonie.
Dosyć głośna muzyka od razu rozniosła się prawie że po całym domu, a Rin zdjął buty i kurtkę w pośpiechu, odkładając je szybko na ich miejsce w przedpokoju. Następnie, chłopak skierował się prosto do łazienki, zamknął za sobą drzwi i położył telefon na blat obok zlewu, a po tym zaczął się rozbierać w trakcie drogi do prysznica, rzucając brudne ubrania w kąt do kosza na pranie. Potem, niebieskooki wlazł do przestrzennego prysznica i zamknął szklane drzwiczki, by następnie odkręcić kran.
Rin: Tak po prostu... Jakoś dziwnie długo szukasz tej kartki. I nie mogłeś zapytać, bym ci ją podał, nie? Tak jakbyś... Robił to specjalnie.
_________________________________________________________________________________
Czas: Jakiś czas później.
Miejsce: Mieszkanie Rina.
P.o.v.: Autor.
Po umyciu się, ubraniu, ogarnięciu i zjedzeniu śniadania, w końcu nadszedł czas na trochę pracy i rozluźnienia. Rin zamknął się w swoim pokoju, wziął gitarę stojącą w rogu pomieszczenia, a także notatki z nutami i słowami, następnie kładąc je na biurku, podłodze i w sumie wszędzie gdzie popadnie. Po tym, chłopak usiadł na krześle, założył nogę na nogę, oparł gitarę o swoje uda, i w końcu zaczął na niej grać. Brzdąkał coś i brzdąkał, próbując wymyślić i ułożyć kawałek melodii, która ma znaleźć się w nowej piosence ich zespołu. Co prawda, zdołał już wcześniej wymyślić większą część utworu, lecz utkwił na tym jednym momencie, przez który nie mógł ruszyć dalej. Rin postanowił więc zagrać cały utwór od początku, z nadzieją, że może tym razem coś mu wpadnie do łba.
I tak niebieskooki zaczął grać na gitarze, ponownie zatapiając się w muzyce i w swoich myślach. Chłopak zamknął oczy, a ''przed jego oczami'' ponownie zaczęły pojawiać się sceny z Katsukim, i te słowa, które padły tamtej nocy...
''Do kogo należysz, Katsuki?''
''Do ciebie, pod warunkiem, że ty należysz do mnie...''
''Mm... Chcę więcej...''
''Twój zapach zaczyna doprowadzać mnie do szału.''
''Aż tak mnie pragniesz?''
''Zaraz zwariuję...''
''Rin... Chcę być tylko twój...''
''Weź mnie. Teraz.''
Rin zmarszczył brwi i nos, wciąż nie otwierając oczu, a jego gra na gitarze stała się ''ostrzejsza''. Chłopak zaczął mocniej szarpać struny swoimi palcami, jakby próbował tym zagłuszyć swoje myśli, co nie za bardzo mu się udawało. Tak więc po chwili, pod wpływem mocniejszego szarpnięcia, jedna ze strun pękła, raniąc przy tym palce i policzek chłopaka.
Rin: Au! Kurwa... - Rin momentalnie przestał grać i w końcu otworzył oczy, czując sączącą się krew na skórze jego dłoni i twarzy.
Jednak z początku, chłopak nie przejął się tym za bardzo. Po prostu oparł gitarę o krzesło, a następnie wstał i podszedł do szafki, by poszukać w niej zapasowych strun. Jednak, ku jego nieszczęściu, nie posiadał on żadnego zapasowego ekwipunku ani w tej szafce, którą przeszukiwał, ani w kolejnych, co mogło oznaczać tylko jedno - wędrówkę do sklepu. Rin westchnął głęboko, obracając swój wzrok na sufit, a następnie na zadrapaną przez pękniętą strunę rękę.
Rin: To wszystko przez ciebie, Katsuki... - chłopak szepnął do siebie, biorąc przy tym swój portfel i telefon, by następnie schować je do kieszeni i skierować się od razu do wyjścia.
Przy drzwiach, czarnowłosy nałożył na szybko swoje buty i kurtkę, a następnie zamknął za sobą mieszkanie na klucz, kierując się prosto do najbliższego sklepu muzycznego.
_________________________________________________________________________________
Czas: Jakiś czas później.
Miejsce: Park.
P.o.v.: Autor.
Rin dosyć szybko dotarł do sklepu muzycznego, w którym jest już stałym bywalcem jeżeli chodzi o kupno sprzętów i różnego rodzaju ekwipunku muzycznego. Na miejscu, powitał starego znajomego, pogadał z nim chwilę, a następnie kupił kilka kompletów strun do swojej gitary. Po paru minutach, chłopak wyszedł ze sklepu, pożegnał się ze swoim znajomym, a następnie skierował się prosto do domu.
Najkrótsza droga wiodła przez pobliski park, więc Rin bez wahania wybrał tą, z resztą dobrze mu znaną, trasę. Czarnowłosy szedł właśnie przez główną aleję, wokół której bawiły się dzieci, biegali atleci, lub przechadzały się trzymające się za ręce pary, a także przy której stały stoiska z lodami, balonami bądź watą cukrową. Chłopak jednak nie zwracał zbyt dużej uwagi na to, co się wokół niego działo. Był wpatrzony w opakowanie nowo kupionych strun, oglądając je z grubsza i czytając tekst widoczny na tyle opakowania. Jednak nagle, ze skupienia wytrącił go niespodziewany dotyk czyjegoś ramienia, które obiło się o jego ramię, gdy ten miał właśnie się z kimś minąć.
Rin: O, przepraszam. Nie zauważyłem pa-... - Rin podniósł głowę, by spojrzeć na osobę, z którą się przed chwilą zderzył, lecz zaniemówił, gdy przed jego oczami stał Katsuki we własnej osobie. - ... na... - niebieskooki dokończył przerwane wcześniej zdanie, zatrzymując się i patrząc z lekkim zdziwieniem na Katsukiego i dziewczynę idącą obok niego. - C-Cześć...
Katsuki fuknął pod nosem i zjechał morderczym wzrokiem stojącego na przeciwko niego chłopaka. Coś jednak w jego oczach zabłysło, jakby mała iskierka z poprzedniej nocy, podczas której czuł się tak cholernie dobrze.
Katsuki: Mhm. - blondyn mruknął, patrząc na siostrę, po czym lekko stuknął ją w ramię, a ta na niego spojrzała, przytulając się do jego boku.
Shiro: Yoshimura Shiro. - powiedziała dziewczyna obok. - Jestem siostrą Katsusia. - warknęła do chłopaka.
Rin: Em... Miło mi... - niebieskooki powiedział nieco zmieszany, kłaniając się przy tym lekko do dziewczyny.
To spotkanie było tym, czego Rin się najmniej spodziewał w tym momencie. Sprawa była świeża, więc chłopak wciąż czuł się nieco niezręcznie w jego towarzystwie. Szczerze mówiąc, to był też trochę zagubiony. Jednak wzrok Katsukiego, i ten gniew, który płynął z jego oczu, trafiły Rina w jakiś sposób. Czy on oczekiwał sympatii od niego po jednym razie? Nie. Czy miał na to skrytą nadzieję? Chyba tak. Cóż... Może się mylił? Może to była tylko gra aktorska z jego strony? Może nie powinien się tak czuć? Chłopak sam już nie wiedział, co ma o tym wszystkim myśleć. I jeszcze ta jego siostra, która patrzyła się na niego, jak głodny pies na osobę, która chce mu ukraść mięso. Przecież nic jej nie zrobił. Widzi ją pierwszy raz w swoim życiu, więc... Czemu? Cóż, chyba nie jest teraz mile widziany.
Rin: Um... To ja... Ee... - Rin zająknął się, patrząc na Katsukiego i jego siostrę, przewracając przy tym opakowanie ze strunami w dłoniach. - To ja będę już leciał... Miłego spaceru... Czy coś... - Rin uśmiechnął się lekko i wskazał kciukiem za siebie, powoli się cofając, by kontynuować swoją podróż do domu.
Katsuki: Nie. Stój.
Rin: Huh? - Rin obrócił się ponownie i stanął w miejscu, marszcząc brwi.
Katsuki: Do domu. - Katsuki spojrzał na swoją siostrę. - Jak nie będzie ciebie, jak wrócę, osobiście ci wleję. I jeszcze powiem o tym ojcu, a wiesz jak on nie lubi słuchać o swojej nieposłusznej córce.
Shiro: Ale bracisz-...
Katsuki: Nie braciszkuj mi tutaj. Won do domu. - powiedział.
Po słowach brata, nabuzowana Shiro minęła się z Rinem, głośno przy tym tupiąc. Z czasem gdzieś zniknęła za rogiem wyjścia z parku, a Katsuki z kolei szarpnął Rina za rękę.
Katsuki: Tyle masz mi do powiedzenia po tamtym? - warknął.
Rin: Ee... - Rin podszedł szybko kilka kroków do przodu pod wpływem nagłego szarpnięcia jego ręki, a zdziwienie na jego twarzy momentalnie zamieniło się w uśmiech, w akompaniamencie śmiechu. - O wow, haha! Po twoim wzroku wyniosłem, że nie chcesz mnie w ogóle znać po tym, co się stało. Uf... Szczerze, to trochę mi ulżyło. - Rin podniósł wzrok na Katsukiego z lekkim uśmiechem.
Katsuki: Zamknij się. Nie o to pytałem. Co masz mi kurwa do powiedzenia mówię... - Katsuki zacisnął jego ramię, patrząc na niego wściekłym spojrzeniem.
Rin: Aa... Co mam mieć ci do powiedzenia? - Rin zmarszczył brwi ze zdziwienia i zmieszania, w ogóle nie wiedząc, o co mu chodzi.
To w końcu, jaki był jego stosunek do tego wszystkiego? Rin sam już nic nie rozumiał i nie wiedział, co ma o tym myśleć. Podobało mu się? Nie? Był na niego zły? A jak tak, to o co?
Katsuki: Po co mnie kusiłeś? Jednorazowy seks? Po co. - warknął.
Rin: Co. Że ja ciebie... Co?
Katsuki: Słyszałeś mnie kurwa. Po coś ty mnie kusił?!
Rin: O wow... - Rin zaśmiał się pod nosem i kiwnął przecząco głową, wytrącając przy tym swoją rękę z uścisku Katsukiego. - Ja ciebie do niczego nie skusiłem. To ty chciałeś się pieprzyć, to po pierwsze. A po drugie-...
Katsuki: Tak, jasne, kurwa! A ten pocałunek, to niby co to miało być do cholery?!
Rin: Wtedy chciałem ci po prostu pomóc z-...
Katsuki zamachnął się i uderzył czarnowłosego w policzek, momentalnie przerywając jego wypowiedź. Jego oczy się zaświeciły na czerwono, a wokół niego rozniosła się aura wściekłości.
Katsuki: Nikt. Nikt mnie nie będzie wykorzystywał. To ja wykorzystuję ludzi, a nie oni mnie! - krzyknął donośnie.
Rin: Huh... - Rin mruknął pod nosem, patrząc na bok pod wpływem uderzenia, a jego rana na policzku, która powstała pod wpływem pęknięcia struny, na nowo się otworzyła.
Chłopak patrzył na bawiące się na placu obok dzieci, a na jego twarzy pojawił się bolesny uśmiech, na wspomnienie wydarzeń z jego przeszłości. Po krótkiej chwili, krew zaczęła spływać cienką strużką po jego policzku, lecz Rin od razu ją wytarł, przenosząc wzrok z powrotem na Katsukiego.
Rin: Myślisz, że cię wykorzystałem, tak? Że nie miałem nic lepszego do roboty, by stworzyć całą tą scenkę tylko i wyłącznie po to, by się w tobą ruchać? - niebieskooki podszedł do blondyna, patrząc mu prosto w oczy. - Myśl sobie, co chcesz, Katsuki. Radź sobie z tym sam, nie obchodzi mnie to. Skoro uważasz, że zrobiłem to tylko po to, by cię wykorzystać... To pierdol się. - Rin odepchnął lekko czerwonookiego i zjechał go wzrokiem. - A ja myślałem, że... Eh. Po co ja się w ogóle będę tłumaczyć. - zaśmiał się pod nosem i zaczął ponownie iść w stronę swojego mieszkania.
Jednak Katsuki był nieugięty i nie pozwolił mu tak łatwo odejść, bez żadnych wyjaśnień. Blondyn szarpnął więc czarnowłosego za kołnierz i pociągnął go za sobą, by następnie stanąć w rogu parku, gdzie nikogo nie było. Po tym, czerwonooki przyparł go do drzewa i warknął głośno, patrząc mu w oczy.
Katsuki: Tłumacz się kurwa... Do końca. Do pierdolonego końca. - warknął do niego. - Gadaj! - krzyknął.
Rin: Tłumaczyć się? Za co? Za to, że pomogłem uspokoić ciebie i twojego demona?! - Rin zmarszczył brwi i odepchnął go od siebie. - To nie moja wina, że krew na ciebie nie działa! A jedyne, co mi przychodziło do głowy w tym momencie to ślina, bo to występuje jako czynnik uspokajający tak często jak krew. To co? Miałem ci napluć do szklanki i ci ją podać? Albo poczekać grzecznie, aż się przemienisz i rozpierdolisz cały klub i może kogoś nawet zabijesz?! Co miałem zrobić twoim zdaniem?! To jest jedyne, co mi przyszło do głowy! To nie moja wina, że później chciałeś się ze mną ruchać! To nie było w ogóle moją intencją!
Katsuki: Nie jestem żadnym demonem! Uroiłeś coś sobie! Chciałeś mnie przelecieć! Ciekawe jak bardzo ucierpi na tym twoja kariera, kiedy dowiedzą się, że mnie zgwałciłeś!
Rin: Słucham?! O nie, mój drogi. Tak nie będziemy rozmawiać. - Rin złapał Katsukiego za rękę i przyciągnął go bliżej, obracając go przy tym i przyszpilając go siłą do drzewa. - Sam tego chciałeś, więc się teraz nie wykręcaj. Sam błagałeś mnie o to, bym się z tobą pieprzył. I w ogóle, ale to w ogóle nie protestowałeś. Gdybyś powiedział nie, nic by się nie wydarzyło. Więc nie zwalaj teraz całej winy na mnie. - Rin zbliżył groźnie twarz do niego, patrząc mu prosto w oczy. - I nie uroiłem sobie nic. Nie uważasz, że jako wyższy demon jestem w stanie wyczuć, co jest na rzeczy? Poza tym, typie, przecież wczoraj przeszedłeś nawet częściową przemianę, więc o czym pierdolisz?
Katsuki: Nic nie przeszedłem. Jestem czystej krwi. Jestem czystym żywiołakiem kurwa. - warknął. - Nie wmawiaj mi jakiś demonicznych gówien! - krzyknął. - Poza tym, rzuciłeś na mnie jakiś dziwny urok, nie wierze, że mi się podobało z własnej woli!
Rin: W tych czasach nikt prawie nie jest czystej krwi, Katsuki. Nie wiem w jakim ty świecie żyjesz, że nie zdajesz sobie z tego sprawy. Musiałeś przecież czuć moją aurę wtedy, w klubie. Dlatego się tak wkurwiłeś, czyż nie? Tylko demon potrafi wyczuć aurę drugiego demona. I cóż, nie wierz w to, jak nie chcesz. Ale ja na ciebie nic nie rzuciłem. Nie jestem żadną wiedźmą, ani czarownicą, ani sukkubem, by oczarowywać ludzi w ten sposób. - Rin powiedział spokojniej, odsuwając się od blondyna i zachowując tym razem dosyć spory dystans. - Skoro ci się to nie podobało tak na prawdę, dobra. Było, minęło. Nie musimy tego powtarzać. Nikt cię do tego nie będzie zmuszać. - Rin uniósł ręce do góry na chwilę, a później prychnął pod nosem i odwrócił wzrok.
Po słowach Rina, Katsuki stał chwilę jak wryty. Spojrzał na niego od góry do dołu, warcząc cicho.
Katsuki: Ci się... Podobało? Chciałeś jeszcze? - zapytał nagle, tym razem spokojniej.
Rin: Mówisz poważnie? Oczywiście, że mi się podobało, głąbie! Gdyby mi się to nie podobało, nie robilibyśmy kilku rund, a ja bym się teraz z tobą nie kłócił. I nie zostawiłbym ci kartki ze swoim numerem, duh? - Rin spojrzał na niego z lekkim niedowierzaniem.
Katsuki: Żartujesz sobie ze mnie? Ja? Serio? Lasek masz w koło tyle, a ty wybrałeś faceta? - warknął. - I to wrednego faceta bez uczuć. - burknął z lekko, ale naprawdę lekko rumianymi policzkami. - Nie chce mi się w to wierzyć.
Rin: Bardziej kręcą mnie faceci niż laski, więc to, czy jesteś facetem, czy babą, nie ma nic do rzeczy. A co do ciebie konkretnie, to szczerze? W ogóle nie spodziewałem się, że tak to się skończy. Ale nie jesteś aż taki zły, gdy nie drzesz ryja co 5 sekund. Poza tym, to był tylko seks, Katsuki. No co, mam kłamać przed samym sobą, że mi się nie podobało tylko dlatego, że to byłeś ty? Podobało mi się i tyle, lol. Nic dodać, nic ująć. Czemu miałoby mi się niby nie podobać?
Katsuki: Tylko seks ci się podobał, czy coś jeszcze? - warknął, zakładając dłonie na piersi i spoglądając na niego spod byka.
Rin: Hah... - Rin uśmiechnął się pod nosem, i spuścił lekko głowę, a następnie zbliżył się do ucha Katsukiego. - To moja słodka tajemnica... Jeżeli chcesz, odkryj to sam... Tak będzie ciekawiej, czyż nie? - wyszeptał zmysłowo, po czym się odsunął. - Ale to twoja decyzja, co z tym zrobisz. W końcu, jestem nachalnym gwałcicielem, który rzucił na ciebie urok i wcisnął ci kit, prawda? Więc nie będę już nic więcej mówić ani próbować nic więcej. Mój numer masz. Będziesz chciał? Zadzwonisz, albo złapiesz mnie w szkole. Nie? To traktujemy to jako jednorazową przygodę i udajemy, że między nami nic nie zaszło. I tyle.
Po tym, Rin spojrzał ostatni raz na Katsukiego, po czym odwrócił się w stronę wyjścia z parku. Lecz zanim zaczął iść, zwrócił się do niego ostatni raz.
Rin: I bez względu na to, czy wierzysz w to, czy nie... Radzę ci uważać, Katsuki. Skoro twój demon zaczął się powoli przebudzać, to będzie teraz bardzo niestabilny. Może cię to nie obchodzić, ale radzę o tym pomyśleć ze względu na twoją siostrę i jej życie, nim będzie za późno. To nie jest coś, co można po prostu zignorować. Chyba, że chcesz stać się bezduszną, krwiożerczą bestią, i pożegnać to. - Rin dotknął palcem jego klatkę piersiową, w miejscu, gdzie było jego serce, a następnie, po chwili ciszy i wzajemnych spojrzeń w oczy, zaczął iść w stronę swojego mieszkania. - Nara!
Katsuki stał chwilę w osłupieniu, przyglądając się oddalającemu się Rinowi, a na końcu prychnął i przeklął pod nosem, kierując się potem do swojego domu, z dłoniami w kieszeniach. Chyba nie był on taki zły, jak myślał wcześniej? Może to, co mówił, było prawdą? Może rzeczywiście tak było? Katsuki musiał to wszystko dobrze przemyśleć, i czy powinien w ogóle brnąć w to... To coś, co aktualnie było między nimi...
Jednak, mimo wszystko... Coś tu dla niego nie pasowało. Coś jest na rzeczy. Jeszcze sam nie wie, co to dokładnie jest, ale się tego dowie. Prędzej, czy później.
_______________________________________________________________________________
Czas: Kilka dni później.
Miejsce: Szkoła, korytarz.
P.o.v.: Autor.
Kilka dni później, po weekendzie, zaczął się kolejny tydzień szkolny. Katsuki i Rin, od czasu rozmowy w parku, nie zamienili ze sobą ani słowa. Katsuki sam nie wiedział, co ma o tym myśleć, choć zaczął powoli wierzyć w szczere intencje Rina. A Rin? Cóż... Było mu trochę przykro, że Katsuki posądził go o coś takiego, ale z drugiej strony nie dziwił mu się i po części go rozumiał. Teraz pozostawało mu tylko czekać na jego ruch. Albo na jego brak... Choć Rin miał skrytą nadzieję, że Katsuki jednak się do niego odezwie.
Aktualnie była długa przerwa. Rin stał przy swojej szafce, chowając do niej swoje książki. Przy nim jednak stał Ikuo, który nie dawał żyć dla Rina od czasu tego, co się stało wtedy w klubie. Zadawał on milion pytań i chciał wiedzieć, co się wtedy wydarzyło, że czarnowłosy nie wrócił już do nich, a Hiyori po prostu na to przytaknęła i kazała im wracać do domu. Niebieskooki nie miał jednak ochoty o tym z nim rozmawiać. Ba, nawet Hiyori, z którą jest najbliżej ze wszystkich znanych mu osób, nie zna wszystkich szczegółów i tego, co się wtedy dokładnie stało. Czemu miał więc się wygadać dla kogoś takiego jak Ikuo? Nie to, że go nie lubił. Po prostu to nie była jego sprawa.
Ikuo: Rin, ale-... - Ikuo był nieustępliwy.
Rin: Żadnych kurwa ale, do jasnej cholery! Nie rozumiesz, co się do ciebie mówi?! - Rin krzyknął i trzasnął mu szafką przed nosem. - Powiedziałem, że nie chcę o tym rozmawiać, i tyle! Lubię cię, ale nie wtykaj nosa w nie swoje sprawy, Ikuo, bo na prawdę mnie wkurwisz! Boże...
Rin westchnął głęboko, próbując się uspokoić, i wyminął swojego przyjaciela bez słowa, kierując się w stronę końca korytarza i znajdujących się tam schodów. Lecz zanim zdążył do nich podejść i zejść na pierwszy stopień, ktoś złapał go od tyłu za ogon i przyciągnął go do siebie z siłą.
Rin: Au! Co jest kurw-...! - ktoś przerwał krzyk Rina, zasłaniając jego usta dłonią.
Katsuki: Cicho, ogoniasty. - Katsuki powiedział mu cicho do ucha, a następnie obrócił go i przyszpilił go do ściany, która znajdowała się na końcówce korytarza, w ślepym zaułku. - Ktoś tu jest dzisiaj nie w sosie, co?
Rin: Katsuki, przynajmniej ty mnie nie wkurwia-... -
Jednak Rin nie zdążył dokończyć zdania, bo Katsuki momentalnie zbliżył się do czarnowłosego, rzucając się na jego usta w pocałunku. Na twarzy niebieskookiego, na krótką chwilę, pojawiło się zdziwienie, lecz później zamknął on oczy i położył jedną rękę na torsie blondyna, zatapiając się w przyjemności. Po dłuższej chwili, obaj przerwali pocałunek, by złapać oddech, patrząc przy tym sobie w oczy z delikatnym uśmiechem.
Rin: A to co niby miało być, huh? - Rin szepnął w usta Katsukiego, uśmiechając się zadziornie.
Katsuki: Powiedzmy, że przeprosiny. - czerwonooki przewrócił oczami i oparł ręce o ścianę, przy głowie Rina, przyszpilając go i blokując mu wyjście. - Powtórzmy to dzisiaj, Rin.
Rin: Aha, czyli jednak... - uśmieszek na twarzy Rina się powiększył, a ten cicho parsknął pod nosem. - Czyli nie jestem już ostatnim wcieleniem zła, który wciska ci kit i próbował cię zgwałcić, rzucając na ciebie urok?
Katsuki: Eh... - Katsuki odetchnął głęboko, ponownie przewracając oczami i wypychając przy tym język od środka swoim językiem. - Nie. Chociaż nie chce mi się wierzyć, że to wszystko, to był jakiś jebany przypadek. Coś jest na rzeczy, i ja się kurwa tego dowiem. Prędzej, czy później.
Rin: Przypadek, czy nie. Spodobało ci się to na tyle, że chcesz to powtórzyć. - Rin kontynuował z uśmiechem.
Katsuki: Nie tylko ja chcę to powtarzać. - Katsuki szepnął niskim głosem, powracając przy tym wzrokiem do jego oczu.
Rin: A niby skąd masz tą pewność?
Katsuki: Sam tak powiedziałeś. Wtedy, w parku.
Rin: A skąd wiesz, że wtedy nie kłamałem? - czarnowłosy szepnął mu do ust. - Może rzeczywiście było tak, jak mówiłeś, a ja chciałem cię po prostu oszukać?
Katsuki: Chcesz wiedzieć, skąd mam pewność, tak? Dobra. Mówisz, masz.
Rin: Katsuki... - niebieskooki szepnął, zaciskając nadgarstek ręki blondyna, która zaczęła masować jego męskość.
Katsuki: I co teraz, spryciarzu? Może i jesteś mocny w gębie, ale ciało nigdy nie kłamie. - Katsuki szepnął do jego ucha. - No dalej. Skoro kłamałeś, i tak na prawdę tego nie chcesz, to odepchnij mnie. To nie powinno być takie trudne...
Rin: Kurwa... - Rin jęknął cicho, uśmiechając się i opierając głowę o ścianę, nie ruszając się z miejsca na krok. - Przestań...
Katsuki: W takim razie mnie odepchnij, a przestanę.
Rin: Przestań, bo się nie powstrzymam... - niebieskooki szepnął ponownie, zaciskając dłoń na nadgarstku Katsukiego, a jego ogon zaczął powoli owijać się wokół nogi blondyna.
Katsuki: Hah. - Yoshimura uśmiechnął się z satysfakcją, patrząc na krocze i przylegający do niego ogon chłopaka. - A po co się powstrzymywać? - blondyn zaśmiał cicho, zaczynając obcałowywać szyję chłopaka.
Rin: Katsuki... Nie tutaj... - czarnowłosy próbował odepchnąć czerwonookiego, powstrzymując się od wydawania głośniejszych jęków. - Dziś wieczorem, u mnie... - Rin wyszeptał do ucha Katsukiego, lekko przygryzając jego płatek. - Adres wyśle ci później na messie.
Katsuki: Hm... Niech ci będzie. - po słowach czarnowłosego, Yoshimura przestał momentalnie, nieco się od niego odsuwając.
Oboje wtedy spojrzeli na siebie z pożądaniem w oczach, a po chwili, czarnowłosy odsunął się od blondyna, kierując się z powrotem na schody. Jednak, w trakcie drogi, obrócił się i spojrzał na niego ostatni raz, oblizując swoje kły i wargi z uśmiechem.
Rin: Wiedziałem, że przyjdziesz... - Rin powiedział głośniej, puszczając do niego oczko, i oddalając się na schody.
_______________________________________________________________________________
Czas: Ten sam dzień, wieczór.
Miejsce: Mieszkanie Rina.
P.o.v.: Autor.
Lekcje skończyły się w miarę wcześnie, po południu. Rin wrócił wtedy od razu do domu, nie zważając na propozycje znajomych bądź na osaczających go fanów, błagających wręcz o autografy i zdjęcia. Gdy znalazł się już na miejscu, chłopak ogarnął się, umył, zjadł coś, a następnie wrócił do swojej pracy, czyli próbowania wykreowania i napisania nowej piosenki. I tak zaczęły mu zlatywać kolejne minuty i godziny.
W końcu nastał wieczór. Rin nadal był pochłonięty graniem na gitarze i zapisywaniem nowych pomysłów na kartkach, czy to słów piosenki, czy to nut i akordów, które mógłby później wykorzystać. Zupełnie stracił poczucie czasu i nie zauważył nawet, że na dworze zaczyna się robić ciemno, a na zegarku widniała już dosyć późna godzina. Z transu jednak wyrwał go głośny dźwięk dzwonka do drzwi, który mógł oznaczać tylko jedno - przybycie Katsukiego. Rin momentalnie przerwał grę na gitarze i zmarszczył brwi, sięgając po telefon i spoglądając na godzinę.
Rin: O kurwa. - chłopak przeklął pod nosem, odkładając przy tym szybko gitarę i podchodząc go wejściowych drzwi.
Następnie, czarnowłosy przekręcił zamek i otworzył drzwi szeroko, a jego oczom ukazał się wysoki blondyn, ubrany w czarny dres i obcisnął koszulkę tego samego koloru, trzymający obie dłonie w kieszeniach swoich spodni. Na twarzy Rina pojawił się delikatny uśmiech, gdy ten przywitał się z nim i również się do niego uśmiechnął.
Katsuki: Yo.
Rin: Hej. Zapraszam! - czarnowłosy odsunął się nieco od wejścia, wskazując ręką na mieszkanie i zapraszając Katsukiego do środka.
Blondyn od razu wszedł bez wahania, zdjął swoje buty w przedpokoju, jak nakazywała tradycja i szacunek, i podążył za Rinem do jego pokoju.
Rin: Cóż, rozgość się! - Rin powiedział z uśmiechem, wchodząc do pomieszczenia.
Oczom Katsukiego ukazał się dosyć duży pokój, z łóżkiem, biurkiem, regałem z półkami oraz różnego rodzaju komodami. Jedna ściana była całkowicie przeszklona wielkimi oknami, sięgającymi od sufitu aż po podłogę, z wyjściem na balkon. Odsłonięte zasłony ukazywały natomiast piękny widok na całe, powoli rozbudzające się do nocnego życia, miasto. Na podłodze i biurku walały się kartki, wypełnione notatkami chłopaka, bazgrołami bądź nutami, a w powietrzu unosił się delikatny zapach alkoholu, w akompaniamencie szarawego dymu, pochodzącego od vape, który nadawał otoczeniu owocową i słodkawą woń.
Katsuki: O wow... Czyli tak wygląda życie artysty? - blondyn rozejrzał się po pokoju z uniesioną brwią, a następnie skierował się na łóżko chłopaka, siadając na nim.
Rin: Mniej więcej. - Rin wzruszył ramionami, podchodząc do krzesła i zbierając porozrzucane kartki, by położyć je potem na biurko.
Katsuki: Ile wypiłeś? - rzucił nagle Katsuki, widząc puszki po piwie na blacie i w przeźroczystym koszu na śmieci.
Rin: Mm, nie dużo. Po alkoholu po prostu mi się lepiej myśli. Chcesz? - czarnowłosy spojrzał na blondyna, biorąc przy tym pełną puszkę piwa do ręki.
Katsuki: Nie mogę, jestem motorem.
Rin: To co z tego? Zostaniesz na noc najwyżej. - Rin uśmiechnął się kątem ust i rzucił puszkę do chłopaka.
Katsuki: Kusząca propozycja, nie powiem. - Katsuki również się uśmiechnął i złapał piwo jedną ręką, następnie je otwierając i upijając z niego łyk.
Rin: Hm... - Rin uśmiechnął się szerzej na natychmiastową zgodę chłopaka, i usiadł na krześle, opierając głowę o oparcie, patrząc w sufit. - Hah, trochę mnie to śmieszy. - dodał niebieskooki po chwili milczenia.
Katsuki: Niby co takiego? - Yoshimura spojrzał na niego z uniesioną brwią, ponownie upijając łyk piwa.
Rin: Po prostu... Wydaje mi się to trochę zabawne, że uprawialiśmy już razem seks, a prawie w ogóle się nie znamy. Przecież parę dni temu się nienawidziliśmy, a przynajmniej... Ah, sam nie wiem. Po prostu nie spodziewałem się, że to wszystko tak się poukłada. - Rin zaśmiał się cicho, ukazując swoje kły, a następnie wziął vape'a z biurka, wciągając, a po chwili wypuszczając dym z swoich ust.
Katsuki: I co z tego? Musimy się dobrze znać, by się dobrze bawić?
Rin: No niby nie, ale... Hm...
Katsuki: Hm... No dobra. To, może powiedz coś o sobie czy jakoś tak. - burknął po chwili. - Nie, żeby mnie to obchodziło... - dodał.
Rin: Hah, to po co pytasz, jak cię nie obchodzi, co? Mogłeś po prostu to zignorować. - Rin spojrzał na blondyna, który przewrócił oczami i odwrócił wzrok. - Cóż... Mogę coś powiedzieć... Ale zależy co chcesz o mnie wiedzieć. Nie sprzedają swoich sekretów tak łatwo. Może ty powiesz coś o sobie?
Katsuki: A co mam ci powiedzieć? Sztuki walki, boks, dużo innych rzeczy. - powiedział, upijając piwa. - Nie gadam o sobie, bo nie umiem. Nikogo nie interesuję, wiec nie będę się upominał o atencję.
Rin: Oj tam, od razu nikogo nie interesuję... - Rin zaśmiał się, zgniatając kartkę papieru w kulkę i rzucając nią w czoło blondyna. - Gdzie podziała się twoja pewność siebie, co, Katsuki? Taka paplanina jest do ciebie niepodobna.
Katsuki: Zamknij się. - powiedział, po czym wziął papierek, spalając go na popiół, którym potem dmuchnął w twarz czarnowłosego. - Moja pewność siebie ma się bardzo dobrze kurwa. Po prostu nie gadam o sobie jak atencjusz. - prychnął.
Rin: Ugh... - czarnowłosy mruknął, strzepując popiół z swojej twarzy. - Wyczuwam aluzję. Ale ok, kumam, haha! - Rin zaśmiał się, ponownie otwierając oczy. - Tak w ogóle... - niebieskooki zaczął po chwili, zmieniając temat. - Nie wiedziałem, że ci się podobają faceci, Katsuki. Nie kłamię, trochę mnie to zaskoczyło. - dodał, upijając łyk piwa.
Katsuki: Nikt mi się nie podoba... - burknął. - Sypiam z kim chce i kiedy chce... - dodał, pijąc kilka łyków piwa. - To, że mi się podobało, nie znaczy, że od razu podobają mi się faceci...
Widać, że kłamał. Ten rumieniec go zdradził, a Rin doskonale o tym wiedział.
Rin: Mhmm... Oo tak... - niebieskooki powiedział sarkastycznie, lekko się podśmiechując. - Znaczy, wiesz... To nie jest nic złego, że podobają ci się też faceci. Sam miałem paru i sypiałem z niejednym, a jedyna dziewczyna, jaką miałem, okazała się lesbijką, więc... No. - czarnowłosy się uśmiechnął, bawiąc się kostką od gitary w dłoni. - Po prostu, dowiedzenie się tego o tobie na własnej skórze było... Ciekawym doświadczeniem.
Katsuki: Nie podobają mi się faceci. - warknął. - Wmawiasz mi, a mi się po prostu podobał seks. - burknął z rumianymi lekko policzkami. - I nie mów o tym, co się stało, jako doświadczeniu. Obrzydza mnie takie gadanie. - prychnął, a następnie położył się brzuchem na łóżku, rozglądając się nieco po pokoju.
Rin: Hah, dobra, dobra, kumam. - Rin przytaknął z delikatnym uśmiechem, wciąż bawiąc się kostką w dłoni.
Katsuki: Hm, co to jest? - blondyn mruknął, natrafiając wzrokiem na chaotycznie rozrzucone notatki chłopaka i gitarę opartą o ścianę biurka.
Rin: Ee... To? - czarnowłosy spojrzał na Katsukiego, przenosząc później wzrok tam, gdzie on patrzył. - Aa... To są zapisane akordy i słowa na kartkach. Eh... Już męczę się z tym od kilkunastu dni.
Katsuki: Nowa piosenka?
Rin: Mmhm.
Katsuki: Hm... - Yoshimura zmrużył nieco oczy, a na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. - Dobra, ogoniasty. Pokaż, na co cię stać. Zagraj coś.
Rin: Serio? - czarnowłosy spojrzał na chłopaka z podniesioną brwią i rosnącym uśmiechem.
Katsuki: Nie kurwa na niby. Dawaj.
Rin: No dobra, skoro nalegasz. - Rin podniósł się z oparcia i sięgnął po swoją gitarę, opierając ją o swoje udo. - A co mam zagrać?
Katsuki: Ty się mnie pytasz? Zagraj cokolwiek.
Rin: Hmmm... Ok. - czarnowłosy zmrużył oczy, wpatrując się w Katsukiego.
Katsuki: Co się tak na mnie lampisz?
Rin: Próbuję znaleźć twój vibe.
Katsuki: Że... Co? - blondyn powiedział zmieszany.
Rin: Vibe. Przynajmniej ja to tak nazywam... - niebieskooki powiedział, zaczynając stroić na nowo gitarę. - Każdy ma jakiś... Eee... Nastrój, obraz, melodię, jak zwał tak zwał... Które można przenieść na kartkę, płótno albo właśnie... na melodię. I chyba udało mi się twój znaleźć. - Rin powiedział, sprawdzając, czy gitara jest już dobrze nastrojona.
Katsuki: Niby jak?
Rin: Sekret.
Rin: I jak?
Katsuki: Całkiem nieźle. - burknął blondyn, z delikatnym rumieńcem na twarzy.
Rin: Chcesz spróbować?
Katsuki: Co? Że ja?
Rin: Noo, a kto inny?
Katsuki: Ale... Ja niezbyt umiem grać na tym czymś.
Rin: No i co z tego? Każdy kiedyś zaczynał i każdy, kto gra, kiedyś musiał się nauczyć. - Rin rzekł z uśmiechem, podchodząc bliżej do łóżka, na którym leżał Katsuki. - Poza tym, to nie jest aż takie trudne.
Po tym, Kasuki westchnął i usiadł z powrotem na materacu, dając miejsce dla Rina, który usadowił się tuż obok. Wtedy, czarnowłosy podał instrument dla Yoshimury, który oparł go o swoje nogi, patrząc się ze zmieszaniem na struny i akordy.
Katsuki: Hm... Zobaczymy, czy coś jeszcze pamiętam. - szepnął Katsuki, brzdąkając na trzymanej przez siebie gitarze.
Rin: Oo, czyli jednak coś tam potrafisz?
Katsuki: No, powiedzmy, że umiem co nie co.
Wtedy, Katsuki zaczął grać powoli jakąś piosenkę, którą najbardziej pamiętał i najlepiej znał. Rin za to przyglądał się uważnie chłopakowi, lekko kołysząc się w rytm muzyki z uśmiechem. Podobało mu się to jego skupienie, ten uśmiech i ten delikatny rumieniec, który pojawił się na jego twarzy. Po chwili jednak, Rin położył rękę na ramieniu blondyna, przez co ten przerwał grę z lekkim zdziwieniem.
Rin: Spróbuj... - czarnowłosy zbliżył się do chłopaka, patrząc na jego dłonie. - Tak. - niebieskooki pokazał mu poprawny uchwyt.
Katsuki: Tak? - czerwonooki spojrzał na chłopaka, znajdującego się centymetry od niego, i próbował poprawić sposób, w jaki trzyma gitarę oraz akordy, lecz Rin kiwnął przecząco głową.
Rin: M-m... - chłopak zamruczał cicho, pochylając i zbliżając się jeszcze bardziej.
Katsuk: Au... - Yoshimura syknął cicho z bólu, gdy jeden z kłów Rina zahaczył o jego wargę, rozcinając ją.
Rin: Wybacz... - Rin wyszeptał, obserwując uważnie, jak cienka strużka krwi powoli płynie w dół, wzdłuż brody blondyna.
Na to, Katsuki uśmiechnął się, a następnie starł kciukiem krew ze swojej brody i ust, po czym wsunął lekko palec w ust Rina, patrząc mu ciągle w oczy.
Katsuki: Smaczna, co...? - szepnął.
Rin: Mm... - Rin mruknął cicho, oblizując dokładnie językiem palec chłopaka, a na końcu lekko się uśmiechnął. - Lepiej mnie nie kuś, Kacchan... - szepnął, patrząc mu prosto w oczy.
Katsuki: Kusić...? No gdzie tam... - mruknął, patrząc mu nadal w oczy.
Potem jednak, zbliżył swoją wargę do jego ust i przejechał nią, aby Rin nadal mógł smakować jego krwi. Rana nie była duża, ale poleciało z niej dość sporo cieczy, co zaczęło podkręcać Rina i wzmagać jego pragnienie.
Rin: Masz szczęście, że stosunkowo niedawno się pożywiłem i nie rzucę się na ciebie jak wygłodniały lew... - Rin szepnął mu do ust, zbliżając się do niego. - Chociaż muszę przyznać... Twoja krew smakuje... Interesująco...
Katsuki: Nie interesująco, a najlepiej... Jestem najlepszym kąskiem... Uwierz mi. - mruknął.
Rin: To się jeszcze okaże...
Rin: Koszulka nie będzie ci już potrzebna... - wyszeptał Rin, zaciskając ręce na materiale, by następnie stopniowo go rozerwać i zdjąć z ciała chłopaka.
Katsuki obserwował tylko, jak niebieskooki rwie materiał, a potem rzuca go gdzieś w kąt pokoju, z lekkim uśmiechem i niedowierzaniem.
Katsuki: Ty szczylu, to była jedna z moich ulubionych koszulek.
Rin: Ooh, jak przykro... - Rin szepnął z złowieszczym uśmieszkiem. - Będziesz zmuszony wziąć jedną z moich...
Katsuki: Tsh. Idiota. - blondyn prychnął, uśmiechając się i lekko rumieniąc na samą myśl o tym.
Po tym, Katsuki rzucił się i przyssał do szyi czarnowłosego, zostawiając na niej mokre pocałunki, a Rin tylko nieco odchylił głowę do tyłu i zamknął oczy, mrucząc przy tym z przyjemności oraz kładąc rękę na łóżku i na plecach chłopaka. Wykorzystując okazję i nieuwagę mężczyzny, Yoshimura zaczął również z pozoru zdejmować koszulkę niebieskookiego, lecz na koniec po prostu ją rozerwał, podobnie jak Rin kilka sekund wcześniej, co wywołało uśmiech na jego twarzy.
Rin: Wiedziałem. Nie mogłeś pozostać dłużny, o nie... To nie byłby Katsuki, gdybyś się nie odpłacił od razu.
Katsuki: Odpłacić... To ja ci się zaraz mogę, ogoniasty...
Mówiąc to, Yoshimura popchnął Rina do tyłu, przez co ten spadł plecami na materac. Następnie, Katsuki wspiął się dalej na łóżku i zawisnął nad niebieskookim, kładąc ręce po obu stronach jego głowy. Mężczyźni wpatrywali się przez chwilę w swoje oczy, w milczeniu, wsłuchując się przy tym w odgłosy nocnego miasta i zwierząt za oknem. Za to na niebie powoli zaczął wschodzić księżyc, który z minuty na minutę coraz bardziej zaczął oświetlać pokój, ich oczy i skórę.
Katsuki: Rin, powiedz mi... Jak? Jak to się kurwa stało, że skończyłem z tobą w łóżku? Spośród wszystkich jebanych ludzi na świecie, to musiałeś być akurat ty...
Rin: Hmm, no nie wiem... Może magia? A może przeznaczenie? Kto wie? - Rin uśmiechnął się kątem ust, i zachichotał lekko.
Katsuki: Mhm ta, nie pierdol. Cośty mi kurwa zrobił? Gdybyś mnie wtedy nie pocałował... Gdybyś trzymał się kurwa z daleka...
Rin: Gdybym wtedy nic nie zrobił, to i tak i tak byś do mnie przyszedł, prędzej czy później. I to jeszcze z podkulonym ogonem. Ale to nie tak, że zrobiłem to specjalnie. Mówiłem ci już. To był po prostu zbieg okoliczności.
Katsuki: Tak kurwa, na pewno. - Katsuki wyśmiał go, nie wierząc w to, co mówi. - Patrz, bo ci uwierzę. I nie wyobrażaj sobie zbyt wiele, typie. Ja przed nikim się nie uniżam, a w szczególności przed tobą. Mówiłem ci to już.
Rin: Hah... Ąh tak? Jakoś wtedy od razu zeskoczyłeś z łóżka, by zwalić mi konia na kolanach i nie miałeś do tego żadnych obiekcji.
Katsuki: To było tylko i wyłącznie pod wpływem emocji. I twojego jebanego uroku.
Rin: Jedyny urok jaki mogłem na ciebie wtedy rzucić, to mój urok osobisty. I gdyby tak było, gdyby ci się to tak na prawdę nie podobało, to nie chciałbyś zrobić tego jeszcze raz. Nie prosiłbyś mnie o seks. W szkole. I to na dodatek na korytarzu.
Katsuki: ... - blondyn zacisnął szczękę z rosnącej w nim złości i szepnął do niego przez zęby. - Boże, jak ty mnie wkurwiasz.
Rin: Bo co? Bo mówię prawdę? - czarnowłosy uniósł jedną brew do góry, z zadziornym uśmieszkiem wyrysowanym na jego ustach. - Katsuki, bądźmy ze sobą szczerzy. Po prostu boisz się przyznać. że tylko ja byłem w stanie ukorzyć ten ból, który cię męczył... I sprawić, że poczujesz się tak dobrze, że nie będziesz w stanie zapomnieć ani o mnie, ani o tym co się między nami wydarzyło. Dlatego tłumaczysz to wszystko jakimś jebanym urokiem. Po prostu nie chce ci się wierzyć, że podobało ci się to dobrowolnie, tak po prostu.
Katsuki: Nie pochlebiaj sobie, ogoniasty. Dałbym sobie radę sam. Nie potrzebuje ciebie do niczego, a w szczególności do sprawienia sobie przyjemności. Leci na mnie tyle osób, że mogę sobie wybierać wedle mego uznania.
Rin: Cóż, może i tak. Ale teraz lizałeś i rozbierałeś się ze mną, a nie z jakąś laską, więc... Czyżby? - Rin zaśmiał się, patrząc mu prosto w oczy z pewnym siebie wyrazem twarzy. - Przyznaj, Kacchan. Podobało ci się to, czyż nie? Podobało ci się, że w końcu ktoś rządził i prowadził tobą.
Katsuki: Gówno prawda.
Rin: Byłeś tak potulny i posłuszny jak piesek, który cieszy się z pieszczot i dotyku pana... Urocze.
Katsuki: Zamknij mordę! - Yoshimura krzyknął donośnie, a następnie zacisnął swoją dłoń na szyi Rina, podduszając go.
Rin: Aż sam błagałeś o więcej i więcej. Kleiłeś się do mnie jak-...
Katsuki: Powiedziałem, zamknij się! - Katsuki zacisnął mocniej rękę na widok wciąż uśmiechającego się chłopaka, który nie robił sobie nic z jego gróźb. - Nic o mnie kurwa nie wiesz.
Rin: Mhm. Ale ten rumieniec mówi sam za siebie...
Katsuki: Milcz! - Katsuki krzyknął donośnie. - Jak ja cię kurwa nienawidzę! Ciebie i tej twojej niewyparzonej gęby! - blondyn zbliżył się twarzą do ogoniastego, wciąż trzymając rękę na jego gardle i lekko wbijając swoje paznokcie w jego skórę. - Zobaczysz, jeszcze będziesz krzyczeć i błagać mnie o litość i to, bym przestał. Odpłacę ci się za to wszystko. Za to, że tak łatwo owinąłeś mnie wokół palca, że rzuciłeś na mnie jakiś pierdolony urok i że teraz ze mnie drwisz. Przekonasz się jeszcze, kto tu kurwa rządzi. I że ze mną się nie zadziera. - szepnął groźnie, patrząc prosto w oczy Rina. Rin: Hah... - czarnowłosy zachichotał cicho, uśmiechając się przy tym lekko. - A więc na co czekasz, huh? Katsuki: Myślisz, że to jest zabawne? Ja nie żartuję. - czerwonooki uniósł jedną brew, patrząc na chłopaka ze złością w oczach. Rin: Ja też nie. - powiedział, patrząc mu prosto w oczy. Katsuki: Co? - Katsuki zmarszczył brwi, nieco zdziwiony, na co Rin się po prostu zaśmiał. - Czego rżysz? O co ci chodzi? Rin: Nie przywykłeś do czegoś takiego, co? Kastuki: Gadaj, powiedziałem! Rin: Skoro tak bardzo tego pragniesz... To po prostu to zrób. - niebieskooki szepnął, a uśmiech z jego twarzy powoli zaczął znikać, ukazując powagę jego słów. - Spraw, że będę krzyczeć, Katsuki... Odpłać cię. Pokaż jak bardzo mnie nienawidzisz. I jak bardzo nie potrafisz zaakceptować tego, że seks ze mną był po prostu zajebisty...
Rin: Katsuki... Spraw, bym znowu poczuł, że żyję... Wypełnij tą pustkę w moim sercu. Pozwól mi zapomnieć o wszystkim, choć na chwilę... - mówiąc to, jego kolano zaczęło jechać coraz wyżej i wyżej do krocza Katsukiego, by później zacząć się o nie ocierać i napierać na nie, a jego ogon zaczął oplatać się wokół jego nogi. - Od dawna nie czułem się tak dobrze, jak tamtej nocy, przy tobie... Teraz chcę jeszcze więcej. Chcę wykorzystać i wyczerpać to uczucie aż nic z niego nie zostanie albo się tym znudzę... - spojrzał na niego z nadzieją i pożądaniem w oczach. - Więc... Przelej na mnie swoją złość, Katsuki. Wylej siebie na mnie. Daj mi więcej. Daj mi całego siebie... A ja zrobię wszystko, co zapragniesz... Dam ci siebie. Pomogę ci. Nauczę cię, uspokoję... Będę tu. Katsuki: Rin... - Katsuki nagle zamknął oczy, zmarszczył nos i odwrócił wzrok, znów czując ten dziwny ucisk w klatce piersiowej i ciepło napływające do jego ciała. Rin: Spójrz na mnie. - szepnął, kładąc drugą rękę na policzku blondyna. Katsuki: ... Rin: Katsuki...
Wtedy, blondyn spojrzał na niebieskookiego jarzącymi się, wręcz krwisto-czerwonymi, zwężonymi oczami, a z jego kości ogonowej wyrósł ogon koloru blond.
Rin: Hm... - Rin uśmiechnął się, wciąż trzymając ręce na policzkach Katsukiego. - Wciąż mi nie wierzysz?
Katsuki: Nie wiem, nie rozumiem. Nie wierze, że... Nie jestem czysty... Nie jestem czysty... - powiedział cicho.
Rin: To co z tego? Bycie mieszańcem to nie jest koniec świata... - Rin uśmiechał się uspokajająco. - Co z tego, że twoja krew nie jest czysta? Za to twoja aura... Jest tak wyjątkowa. Jest tak świeża, czysta... Uspokaja mnie...
Katsuki: Ale ojciec chciał, abym był czysty. Najczystszy na ziemi... - powiedział, odwracając wzrok. - Uh... - szepnął.
Rin: Jebać to. Jebać, co oczekiwał od ciebie twój ojciec. I tak nie masz na to wpływu. - szepnął, powoli zjeżdżając rękoma do jego szyi. - Skup się na mnie, Katsuki...
Katsuki: ... - blondyn ponownie odwrócił wzrok, wpatrując się w lśniące, wręcz hipnotyzujące oczy Rina.
Rin: Bądź wolny razem ze mną. Rozwiń skrzydła. Wpadnij w moją pułapkę... A ja dam ci wszystko, czego zapragniesz... - czarnowłosy powiedział z zadziornym, pewnym siebie uśmiechem.
Katsuki: Wszystko?
Rin: Wszystko.
Rin: Auć! Katsuki...! - Rin krzyknął, próbując zamknąć swoje nogi, lecz blondyn siłą je rozszerzył, nie dając mu za wygraną. - Hah... O wow... - czarnowłosy się po prostu zaśmiał, czekając aż Katsuki wyjmie z niego swoje zęby.
Katsuki: Teraz jesteśmy kwita. - powiedział czerwonooki, powracając wzrokiem do Rina i ponownie nad nim zwisając.
Rin: Ta... Zadowolony? - czarnowłosy rzekł z uśmiechem, ocierając kciukiem krew z jego warg.
Katsuki: Zadowolony to ja będę, kiedy tak cię zmęczę i wyrucham, że nie będziesz w stanie się ruszać.
Rin: Czyżb-... Ah! Ok... To było szybkie... - niebieskooki nie zdążył dokończyć zdania, wydając z siebie dosyć głośny jęk, gdy Katsuki wsadził palce w jego wejście i zaczął nimi ruszać, by rozluźnić jego mięśnie.
Katsuki: Nie powiem, podoba mi się twoja twarzy, gdy jesteś uległy...
Rin: Oh, daddy...!
Katsuki: ...
Rin: Haha! Ah! Przecież żartuję! - Rin zaśmiał się między jękami, lekko uderzając ręką tors chłopaka, i zatrzymując się na nim. - Kacchan... Starczy... - wyszeptał Rin po chwili, chwytając krocze chłopaka w swoją drugą rękę i zaciskając się na nim.
Na to, Katsuki się mocniej zarumienił i wydał z siebie cichy jęk przyjemności, nie spuszczając chłopaka z oczu.
Rin: Po prostu chcę cię poczuć w sobie... - czarnowłosy spojrzał w oczy blondynowi, na co ten przygryzł wargę, lekko kiwnął głową i zdjął szybko swoje spodnie wraz z bokserkami, ustawiając się po tym członkiem przy wejściu niebieskookiego.
Katsuki: Gotowy? - zapytał Katsuki, patrząc na Rina.
Rin: Mhm...
Niedługo po tym, Yoshimura wszedł głęboko w czarnowłosego, nie dając mu za bardzo czasu, by przyzwyczaił się do jego wielkości. Rin natomiast otworzył szerzej usta, nabierając dużo powietrza do swoich płuc i wywrócił oczami do tyłu, wydychając powietrze z jękiem. Bez większych ceregieli, blondyn zaczął dosyć szybko poruszać się w chłopaku, sprawiając przyjemność zarówno sobie, jak i jemu. Rin odchylił głowę do tyłu, a mięśnie na jego plecach napięły się z przyjemności. Ręce chłopaka powędrowały z torsu Katsukiego do jego szyi i ramion, a ręce blondyna opierały się o łóżko, by zachować balans, i udo czarnowłosego, dodatkowo rozszerzając jego nogi.
Obaj pochłonęli się w wielkiej przyjemności. Z czasem, Katsuki zaczął uderzać czułe miejsce chłopaka, wywołując jego głośniejsze jęki oraz zaciśnięcie się jego rąk na jego włosach. I po chwili, oboje doszli w podobnym czasie - Katsuki we wnętrzu Rina, a Rin na swoim brzuchu i torsie.
Próbując złapać swój oddech, blondyn został jeszcze chwilę w miejscu, a następnie powoli wyszedł z chłopaka, zniżając się nieco i zlizując spermę ze skóry niebieskookiego.
Rin: Katsuki... Usiądź... - powiedział Rin, dosyć rozkazującym tonem, również próbując złapać swój oddech.
Katsuki: Oho, już się boję... - blondyn powiedział sarkastycznie, odsuwając się i siadając obok na łóżku na kolanach.
Rin natomiast podniósł się również do pozycji siedzącej, będąc nieco obolałym i zdrętwiałym tam na dole od dosyć intensywnej rundy, a następnie pochylił się nad Katsukim, a dokładniej - nad jego członkiem. Zanim czarnowłosy zrobił cokolwiek, spojrzał do góry, w oczy Yoshimury, a na jego twarzy ponownie pojawił się zadziorny uśmieszek. Nie mówiąc nic, Rin wziął prawie całą męskość czerwonookiego do ust, delikatnie ją podgryzając i oblizując. Katsuki wywrócił oczami do tyłu, na okazywaną mu przyjemność, i zaczął wydawać z siebie dźwięki zadowolenia. Czarnowłosemu dosyć szybko udało się doprowadzić blondyna do limitu, co skutkowało jego dojściem prosto do ust niebieskookiego. Rin wtedy uśmiechnął się z satysfakcją i podniósł się, patrząc prosto na blondyna i połykając jego spermę.
Rin: To jak? Gotowy na kolejną rundę?
Czas: Jakiś czas później.
Miejsce: Mieszkanie Rina.
P.o.v.: Autor.
Po intensywnym, kilkurundowym seksie, w końcu nadszedł czas na odpoczynek. Rin i Katsuki jeszcze gadali ze sobą przez chwilę, przy świetle księżyca, próbując przy tym złapać oddech i odpocząć trochę. Jednak przed snem, zmienili poplamioną spermą pościel na świeżą oraz umyli się, każdy z osobna.
Katsuki leżał już w łóżku, czekając na Rina, który właśnie wyszedł z łazienki.
Katsuki: Ooh, biedny... - powiedział sarkastycznie Katsuki, z usatysfakcjonowanym uśmiechem na twarzy.
Rin: Mhm, toś się odpłacił... - niebieskooki mimo wszystko zaśmiał się pod nosem i wskoczył szybko na łóżko, pod kołdrę, kładąc się tuż obok blondyna.
Rin od razu odwrócił się bokiem, napotykając wzrokiem już patrzącego się na niego, pół nagiego Katsukiego. Chwilę patrzyli sobie w oczy, a na twarzy Rina pojawił się ten charakterystyczny, prawie że nigdy nie znikający, kojący uśmiech, ukazujący również jego śnieżnobiałe kły.
Rin: Boop. - czarnowłosy dotknął lekko palcem nos Katsukiego, chichocząc pod nosem. - Dzisiaj było super. Dzięki, że jednak postanowiłeś dać mi szansę... Chociaż z czasem tego pożałujesz.
Katsuki: To znaczy? - blondyn zapytał z podniesioną brwią.
Rin: Sekret!
Rin spojrzał na Katsukiego ostatni raz, a potem zamknął oczy, usadawiając się wygodniej na łóżku. Czerwonooki również zamknął oczy, próbując zasnąć, lecz czarnowłosy padł znacznie szybciej od niego. Blondyn zaczął się wtedy wpatrywać w twarz śpiącego Rina, spoglądając również na ich ogony, zawinięte gdzieś pod kołdrą. Chłopak sięgnął wtedy ręką do swojego ogona, delikatnie muskając go w dłoni, i patrząc na niego z lekkim niedowierzaniem. Jednak nagle, wokół jego ogona owinął się czarny ogon Rina, jakby próbując go chronić, lub... pocieszyć? Mimo wszystko, Katsuki lekko się zarumienił na ten widok i wkrótce zamknął oczy, oddając się w przytulne objęcia Morfeusza...











Komentarze
Prześlij komentarz