#3 Od Erena do Kagamiego

Czas: ???
Miejsce: ???
P.o.v.: autor.

 Spokój i przerażająca cisza. Ptaki przestały śpiewać, sowy przestały huczeć, koty miauczeć, wilki wyć, a psy szczekać. Wiatr przestał szumieć, deszcz przestał obijać się o okna domów i wieżowców, a zarówno samochody, jak i całe miasto nagle zamarły w miejscu bez życia. W tle słychać było tylko mocne, rytmiczne bicie czyjegoś serca, które rozchodziło się jak echo po cichym, nocnym lesie... i już nigdy nie powróciło. Natomiast oczy potrafiły dostrzec jedynie ciemność. Wszechogarniającą, przytłaczającą nicość i pustkę.

"Gdzie ja jestem? Co to za miejsce?" - pomyślał Eren, rozglądając się nerwowo dookoła. - "Jest tu kto?Czy ktoś mnie słyszy?!'' - zawołał.

 Lecz brak odzewu. Odpowiedziała mu jedynie cisza. 
Po tym, brązowowłosy odetchnął głęboko i po chwili, zaczął iść przed siebie, co chwila się rozglądając. Szedł tak i szedł bez końca. Kroczył przez otchłanie pustki, słuchając ciszy i muzyki swego serca... Aż nagle, w tle rozbrzmiał głośny dźwięk świątynnych dzwonków i drewnianych tabliczek, obijających się o siebie. Zdezorientowany Eren rozglądnął się momentalnie, próbując dostrzec źródło dziwnego dźwięku, lecz nie zastał nic. Tylko pustkę i ciemność. Brak żywej duszy wokoło. Jedyne, co udało mu się dostrzec, oprócz ogarniającej go ciemności, to jaskrawa, cieniusieńka i wyróżniająca się na czarnym tle nić, która wiła się tuż u jego stóp. Chłopak zdziwił się i zmarszczył brwi na widok dziwnej nici, a następnie ostrożnie podniósł ją z podłogi.

''Co? Co to jest?" - rzekł zdziwiony Eren, przyglądając się tajemniczemu sznurkowi w jego dłoni.

 Po chwili jednak, nić mocniej się zaświeciła, wskazując tym samym drogę prowadzącą... nawet nie wiadomo gdzie. Eren ponownie zmarszczył brwi i po chwili zastanowienia oplótł sznurek dookoła swojego nadgarstka, tworząc coś w rodzaju bransolety. Gdy to zrobił, jego serce nagle przyspieszyło, a w jego głowie pojawiła się myśl, która nie dawała mu spokoju.

"Muszę znaleźć drugi koniec nici...''

_________________________________________________________________________________

Czas: kilka dni później, ranek.
Miejsce: apartament Aarona, gościnny pokój.
P.o.v.: autor.

 Ranek. Promienie słoneczne rozświetlały pięknie cały pokój, a świeże powietrze dostawało się do środka przez uchylone okno, rozwiewając przy tym delikatnie białe zasłony.
 Na łóżku leżał Eren, który pochłonięty był przez słodki sen i cieplutkie objęcia kołdry. Natomiast na podłodze leżał zwinięty w kulkę Ayato, który z otwartymi oczami i głową ułożoną na swoich łapach, czekał aż jego pan się obudzi. Jednak mijały kolejne minuty i kwadranse, a Eren wciąż smacznie spał, przewracając się na łóżku z boku na bok. Wraz z upływem czasu, Ayato zaczęło się strasznie nudzić, lecz mimo to, nie chciał on budzić swojego przyjaciela z tak błahego powodu jakim była zwykła nuda. Postanowił więc poczekać jeszcze chwilkę, aż Eren sam w końcu się obudzi, lecz ku jego zdziwieniu, złotooki nagle mruknął pod nosem i zmarszczył brwi, powoli się przebudzając. Wilk, słysząc to, od razu podniósł się z podłogi i ostrożnie wskoczył na łóżko, a następnie ułożył się wygodnie koło Erena i zaczął delikatnie trącać jego policzek swoim wilgotnym nosem. Pod wpływem miłego dotyku, Eren zmarszczył nos i w końcu otworzył swoje oczy, od razu napotykając wzrokiem swojego puchatego przyjaciela. Na jego twarzy momentalnie pojawił się szeroki uśmiech, a jego jedna ręka wyślizgnęła się spod kołdry, by pogłaskać i przywitać się z swoim przerośniętym wilkiem.

Eren: Heeej, grubasie... - Eren odparł ochrypłym głosem, przymrużając oczy z uśmiechem.
Ayato: W końcu wstałeś! - Ayato odszczeknął radośnie, machając przy tym ogonem i liżąc brązowowłosego po twarzy.
Eren: Haha! Ayato, przestań, to łaskocze! - złotooki zaśmiał się, próbując się wyrwać z uścisków i całusów pupila. - Już, już, też się cieszę, że cię widzę!

 Po chwili czułości i porannym przywitaniu z pupilem, Eren w końcu wstał z łóżka, pościelił je ładnie, a następnie skierował się do łazienki, zamykając za sobą drzwi. Po wejściu, pierwsze co zrobił, to głośno odetchnął, przetarł swoje jeszcze ospałe, lekko opuchnięte oczy, a następnie podszedł do blatu i spojrzał w lustro.

Eren: O Jezu... - chłopak zaśmiał się lekko, patrząc na swoje ''przerażające'', poranne odbicie w lustrze.

Chwilę później, złotooki wziął szczotkę do ręki i zaczął rozczesywać swoje splątane, jeszcze lekko wilgotne po wieczornym prysznicu włosy, by następnie związać je w niedbały kok z tyłu głowy. Po tym, Eren przeprowadził resztę swojej porannej toalety, czyli wziął szybki prysznic, dokładnie umył i nawilżył swoją twarz, spryskał się jakimiś perfumami, wziął leki, a na końcu ubrał się w wygodne, lecz wciąż stylowe ubrania, czyli czarne dresy ze ściągaczami i zwykłą koszulkę w tym samym kolorze.
 Po ogarnięciu się, brązowowłosy udał się prosto do kuchni. W związku z tym, że Aarona nie było już w mieszkaniu, Eren bez zastanowienia zrobił śniadanie tylko dla siebie, dodatkowo zaparzając sobie kawę z ekspresu. Gdy miał już chować mleko z powrotem do lodówki, po wlaniu odrobiny do kubka z kawą, złotooki zauważył żółtą karteczkę, która przylepiona była do drzwiczek chłodziarki. Eren więc schował szybko karton z mlekiem, a następnie wziął kartkę do ręki, marszcząc brwi zastanawiająco.


''Hej, Eren! Słuchaj, dzisiaj od rana mnie nie będzie w domu i wrócę raczej 
późnym wieczorem, więc nie czekaj na mnie z niczym. Jak coś to będę w 
klubie muzycznym, bo musimy przygotować i obgadać parę rzeczy przed 
rokiem szkolnym. Jak coś to dzwoń, mam telefon przy sobie.
(ale w sumie to fajnie by było jakbyś wpadł. Będzie tam dużo osób oprócz 
nas, więc może uda ci się kogoś poznać? Spacer też ci nie zaszkodzi ;)
Adres klubu: xxxxxxx.)''

Eren: Ehh... ''Kogoś poznać'', huh? - Eren westchnął i powiedział do siebie, wyrzucając przy tym karteczkę do śmietnika. - Tak, bo ja jestem taki kurwa świetny w zapoznawaniu się z nowymi osobami. - dodał ironicznie. - Nie ma opcji, nigdzie nie idę. 
Ayato: A może to nie jest taki zły pomysł? Potrzebujesz nowych znajomości i rozerwania się po tym wszystkim, Eren. Wyjdzie ci to na dobre. - odparł Ayato, wchodząc do kuchni i siadając na podłodze obok Erena.
Eren: Pf, serio? Przecież mnie znasz, Ayato. Socjalizowanie się to nie jest moja bajka. - brązowowłosy spojrzał przelotnie na swojego pupila, a następnie wziął kubek z kawą w jedną rękę, a kanapkę w drugą, kierując się potem do salonu. 
Ayato: No oto właśnie chodzi, Eren. Powinieneś zacząć to robić, wyjść do ludzi, a nie ciągle siedzieć w domu i ukrywać się po kątach. - odparł ponownie wilk, idąc za Erenem do salonu i siadając na przeciwko niego, gdy ten usiadł na sofę.
Eren: Eh... Ta, jasne...- westchnął Eren, biorąc gryza kanapki i odstawiając kubek na stoliczek.
Ayato: Mówię poważnie. Nie wychodziłeś nigdzie od przyjazdu, nie licząc kawiarni. Jak tak dalej pójdzie to z jednej izolatki wpadniesz w drugą. Tego właśnie chcesz? 
Eren: No nie, ale-
Ayato: No to w czym problem? Wyjście z domu to nie koniec świata, wiesz?
Eren: Nie rozumiesz, że się po prostu boję? Nie wychodziłem na miasto od... chuj wie kiedy! Ciężko mi teraz tak nagle wtopić się w otoczenie jak gdyby nigdy nic. To nie jest takie proste... - Eren powiedział głośniej, powoli kończąc kanapkę i upijając kawę z kubka.
Ayato: Nie przekonasz się dopóki nie spróbujesz, Eren.
Eren: Wow, powiedział, kurwa, to co wiedział. Może jeszcze powiesz mi, bym poszedł na spacer, by oczyścić swój umysł?
Ayato: A żebyś wiedział.
Eren: ... - Eren spojrzał na wilka bez słowa, z irytacja na twarzy, i wziął ostatniego gryza swojej kanapki.
Ayato: Oj, Eren... - Ayato podszedł bliżej chłopaka, kładąc przy tym swój włochaty łeb na jego udach. - Nie ma się czego bać. Twoje rodzeństwo przecież też tam będzie, prawda? Będzie dobrze, zobaczysz! 

Eren westchnął ponownie, odwracając wzrok na okno i głaszcząc zwierzaka po jego łbie z mieszanym wyrazem twarzy. Może Ayato ma jednak rację? Może rzeczywiście przydałoby mu się coś takiego? W końcu, tak przywykł do samotności i izolacji, że jak nic z tym nie zrobi to będzie jeszcze gorzej... Musi się jakoś zmusić do ponownego ''wstąpienia'' w tej świat. Nie ma innego wyjścia.

Eren: Eh... No może i masz trochę racji.. - odpowiedział złotooki, dopijając kawę i wstając z siedzenia. - Dobra, pójdę tam, niech ci będzie. Ale nic nie obiecuje. Jak mi się nie spodoba. to od razu wracam.
Ayato: Nie musisz mi nic obiecywać. Robisz to dla siebie, a nie dla mnie.
Eren: Ta... - odparł Eren, zostawiając kubek na stole i powoli kierując się do wyjścia. 

 Po tym, Eren włożył na nogi swoje trampki, pomijając bluzę, i pożegnał się z Ayato, a następnie wyszedł z mieszkania Aarona, wcześniej wkładając do kieszeni portfel, telefon i klucze. Następny przystanek - klub muzyczny!

_________________________________________________________________________________

Czas: kilka minut później.
Miejsce: miasto, niedaleko klubu muzycznego.
P.o.v.: autor.

 Eren spacerował przez tętniące życiem miasto, mijając ogromne wieżowce, tłumy ludzi, kawiarnie, sklepy, rowery i samochody... Wszyscy wydawali się być czymś zajęci. Albo szli do pracy w pospiechu, albo już pracowali od samego rana przy straganach z ubraniami, kwiatami bądź jedzeniem. Niektórzy robili też zakupy, a inni siedzieli w telefonie, rozmawiali ze swoją sympatią w kawiarni, czekali na autobus, bądź kłócili się kto spowodował stłuczkę i kto płaci. Wszystko wydawało się płynąć tak naturalnie i swobodnie. Dla nich to było nic dziwnego. Jednak dla Erena, po części, to był zupełnie nowy świat. A może raczej, nowe oblicze świata, który znał już wcześniej, a teraz zaczął po prostu odkrywać go na nowo.
 Chłopak, ze słuchawkami i muzyką w uszach, nieustannie przyglądał się wszystkim po kolei. To przechodniom, to kierowcom w samochodach, to pracownikom sklepów, to całującym się i trzymającym za ręce parom. Mimo, że był w takim wielkim tłumie, co sekundę się zmieniającym, nadal czuł się sam. Jakby był w innym wymiarze, jakby widział ich przez niewidzialną szybę, jakby nie należał do tej całej zgrai. Sam nie wiedział, czemu się tak czuł. Może po prostu potrzebuje więcej czasu, by na nowo to zrozumieć i się do tego przyzwyczaić?

(...)

 Po paru minutach wędrówki przez miasto, Eren w końcu dotarł na miejsce. Brązowowłosy otworzył drzwi do budynku, którego adres znajdował się na kartce od Aarona, a następnie szybko wbiegł po schodach i wszedł do lokalu, w którym znajdował się klub muzyczny. Pierwsze, co przykuło uwagę chłopaka, to wielkość sali, a drugie - ilość ludzi, którzy tam się znajdowali. Niektórzy rozmawiali ze sobą w grupkach, odnawiając kontakt ze swoimi przyjaciółmi po wakacjach. Niektórzy zajmowali się wnoszeniem pudeł i ekwipunku, niektórzy ślęczeli nad papierkową robotą, a inni zajmowali się strojeniem i przygotowywaniem instrumentów. Nie był to jakiś bardzo wielki tłum, ale był na tyle duży, że dostrzeżenie w nim któregokolwiek z jego rodzeństwa było niezłym wyzwaniem. Eren więc zaczął pośpiesznie rozglądać się po pomieszczeniu, obracając się dookoła własnej osi niczym zagubione dziecko w sklepie, zapominając o Bożym świecie. Nagle jednak, wpadł na kogoś przez swoją nieuwagę, stykając się z tym kimś plecami. Eren od razu wyjął słuchawki z uszu i momentalnie obrócił się do tego kogoś z lekkim szokiem na twarzy i tymi sarnimi, złotymi oczami. 

Eren: O-... Przepraszam, nie zauważyłem cię... - odparł Eren, obracając i patrząc się na wysokiego, czerwonowłosego chłopaka, który stał tuż przed nim.
Kagami: Nie ma za co. - czerwonowłosy chłopak odpowiedział z uśmiechem. - Ej... My nie widzieliśmy się już przypadkiem? Kojarzę cię skądś. - dodał radośnie.
Eren: Ee... E... Nie... wiem? - Eren zająknął się z niepewnością, wciąż wpatrując się w przystojnego chłopaka. 

''Kurwa, ale on jest hot... Boże, Eren stop! Ale w sumie... to wydaje się całkiem znajomy. Gdzie go ja wcześniej widziałem? Cholera mam pustkę w głowie... Czekaj, a to nie jest ten typ z kawiarni i parku? Wygląda podobnie. Ahh, nie mam pamięci do twarzy!''

Eren: Czekaj... A to nie ty jesteś tym znajomym młodych z kawiarni? Aa-... Mam na myśli znajomym mojego rodzeństwa? - odparł Eren, panikując w środku.
Kagami: O, tak! Kawiarnia, pamiętam! Tak w ogóle to... Jestem Kagami Taiga. Miło mi cię poznać! - czerwonooki wyciągnął rękę na zapoznanie.

''Kagami? Skąd ja znam to imię... Wydaje się takie znajome...''

Eren: Eren. Mi również miło... - Eren ścisnął rękę chłopaka z lekkim zawahaniem i zastanowieniem na twarzy.
Kagami: Choć tak naprawdę... Jestem pewny, że gdzieś ciebie widziałem już wcześniej, jeszcze przed tym spotkaniem w kawiarni... - dodał Kagami, kończąc zapoznawczy uścisk dłoni.
Eren: Serio? - rzekł Eren, podnosząc jedną brew ze zdziwienia. - Nie, nie sądzę, haha! Pewnie ci się coś przywidziało... - Eren zaśmiał się nerwowo i podrapał się po karku, przypominając sobie niedawny pobyt w szpitalu.
Kagami: Hm... Jestem wręcz pewny tego... No, ale nie ważne! - czerwonowłosy uśmiechnął się ponownie. - Wydawało się, że szukasz kogoś? 
Eren: A, tak... Szukałem Aarona, mojego brata. Mówił mi, że będzie tutaj dzisiaj...?
Kagami: Aaron? A tak, wyszedł gdzieś na chwilę... Podobno ma zaraz wrócić. 
Eren: Oh, ok.
Kagami: A więc... Może chcesz gdzieś usiąść? Jakoś tłoczno tu dzisiaj, haha! - Kagami zaśmiał się lekko, wskazując na fotele i sofę w rogu pomieszczenia. 
Eren: Em, w sumie, to... Czemu nie? - Eren uśmiechnął się kątem ust i wzruszył ramionami. 

Po tym, dwoje mężczyzn udało się w róg hali, by następnie usiąść na fotelach blisko małego barku, odcinając się do reszty świata. 

Kagami: To może... Poznajmy się lepiej? Co cię interesuje? Czego lubisz słuchać? - Kagami spojrzał na Erena, nie zdejmując szerokiego uśmiechu z twarzy.
Eren: Ee... Cóż, trochę tego, jest, haha... - Eren zaśmiał się nieco niezręcznie pod nosem, szybko spoglądając na czerwonowłosego i odwracając wzrok na podłogę. - Lubię... Rock, metal, pop... Zależy w sumie co mi wpadnie w ucho. A tak poza tym, to... Mam całkiem dużo hobby. Ugh... - Eren zastanowił się, następnie wyliczając wszystkie rzeczy na palcach. - Lubię rysować, oglądać, czytać, grać... A ty? Co lubisz robić? - Eren spojrzał ponownie na Kagamiego, odpowiadając na jego pytanie.
Kagami: A ja... - Kagami zastanawiał się przez krótką chwilę. - Ja lubię sobie pogotować, pograć w kosza, na gitarze, a czasami nawet śpiewam! - rzekł radośnie. - Ale nie mam za bardzo na nic innego czasu, bo koszykówka i praca... No, trochę czasu i energii to zajmuje.
Eren: Mm, kumam... - Eren przytaknął, kiwając głową. 

 Po krótkiej pogawędce, między chłopakami zapadła cisza. Kagami nie wiedział, co ma powiedzieć, ani o co ma zapytać złotookiego, a z drugiej strony, Eren nie był na tyle rozmowny, by kontynuować rozmowę z własnej woli i bez przymusu. Jednak, nie trwało to długo, bo nagle, ktoś podszedł do nich i położył ręce na ramionach brązowowłosego, stojąc tuż za nim.

Rin: Heey wam! Co tam słycha-... - odparł radośnie Rin, podchodząc bliżej chłopaków. - Ooo! Eren! Ale zaskoczenie! Co cię tu sprowadza? - wykrzyknął z uśmiechem, gdy zauważył swojego brata.
Eren: O Jezu... - Eren lekko się wystraszył i po chwili położył głowę na oparciu fotela, by spojrzeć na stojącego za nim Rina. - Aa... Pomyślałem, że wpadnę na chwilę. 
Aaron: O, czyli jednak. - rzekł Aaron, podchodząc bliżej nich i witając się również z Kagamim. 
Rin: Ooooh, tylko na chwilę? Nie zostaniesz z nami dłużej? - niebieskooki odparł ze smutkiem w głosie, puszczając przy tym ramiona brązowowłosego.
Eren: Nie, sorki Rin. Mam do załatwienia jeszcze parę spraw. - Eren podniósł się, obracając się do swoich braci.
Aaron: Niech zgadnę. Mieszkanie? - zapytał Aaron, trzymając pudło w rękach.
Eren: Ta... 
Aaron: Ahh.. Przecież mówiłem ci, że możesz zostać u mnie. - westchnął czarnowłosy, lekko marszcząc brwi.
Eren: Aaron, rozmawialiśmy już o tym.
Aaron: Wiem, wiem... Dobra tam, rób jak chcesz. 
Rin: Oho. A znalazłeś już coś konkretnego?
Eren: Ee... Nie... - Eren kiwnął głową przecząco, z mieszanym wyrazem twarzy. - Dużo miejsc jest zajętych, bo zbliża się rok szkolny. Albo cena jest za wysoka, a warunki średnie.
Kagami: Ja mogę ci tanio wynająć pokój! - powiedział nagle Kagami, jak zwykle z uśmiechem. - Mam akurat jeden wolny, więc to żaden problem. A mieszkanie jest bardzo duże! - dodał radośnie. 
Eren: O-... - Eren momentalnie spojrzał na czerwonowłosego ze zdziwieniem, podobnie jak Aaron i Rin. - Ee...
Rin: O, no widzisz! - Rin przerwał mu z uśmiechem. - Kagami to spoko ziom! A poza tym, Eren, myślę, że lepiej ci teraz będzie mieszkać ze znajomym niż z jakimiś randomowymi typami.
Aaron: Tak, Rin ma rację. To najlepsze wyjście. - Aaron przytaknął.
Eren: ... - złotooki spojrzał na swoich braci i na Kagamiego, a następnie uśmiechnął się delikatnie i podjął szybką decyzję. - Tak, chyba tak... Dziękuję! Skorzystam z twojej propozycji!
Kagami: Oo! To bardzo się cieszę! Przyjdź kiedy chcesz do kawiarni. Po pracy zabiorę cię do siebie. Mam na dzieję, że będzie ci się dobrze mieszkało!
_________________________________________________________________________________

 I tak oto Eren zaczął się powoli stabilizować i przyzwyczajać do nowej rzeczywistości. Chłopak odnowił relację z rodzeństwem, poznał nowych ludzi, załatwił sobie mieszkanie i pracę... Wszystko szło jak dotąd dobrze. 
 Po spotkaniu w klubie muzycznym, Eren i Kagami zaczęli więcej ze sobą rozmawiać i spędzać ze sobą więcej czasu. Wtedy, od razu wymienili się numerami telefonów, a ich rozmowy szybko przeszły ze spraw formalnych na takie zwykłe, przyjacielskie pogawędki. Choć Eren nadal był skryty i nieco zdystansowany w stosunku do czerwonowłosego, bo nadal nie wyjawił mu żadnej ze swoich tajemnic i problemów, to jednak dobrze mu się z nim rozmawiało i spędzało z nim wolne chwile. Eren powoli zaczął przekonywać się do niego, co było początkiem wielkiej przyjaźni. Jednak nadal krążyła w jego głowie ta jedna myśl... Czemu wydaje się mu taki znajomy? 
 Jeżeli chodzi natomiast o mieszkanie i sprawy formalne, to kilka dni po spotkaniu w klubie, Eren zajrzał do kawiarni, w której pracuje Kagami i razem poszli do jego mieszkania. Kagami oprowadził go po miejscu, opowiedział mu najważniejsze szczegóły, a Eren dodatkowo poznał młodszego brata Kagamiego - Behemotha.
 A jeżeli chodzi o starych znajomych Erena... To chłopak w międzyczasie spotkał się też z Amarinem i Takeshim, dodatkowo załatwiając sprawy z pracą. Brązowowłosy opowiedział im dużo rzeczy, wylewając wszystko z siebie, przez co ich relacja znowu stanęła na nogi zamiast raczkować po ziemi. A jeżeli chodzi o Mikasę... To jeszcze dosyć skomplikowana sprawa. 

_________________________________________________________________________________

Czas: kilkanaście dni później, ostatnie tygodnie wakacji, popołudnie.
Miejsce: mieszkanie Kagamiego.
P.o.v.: autor.

 Przeprowadzka trwała. Eren, oczywiście z pomocą Kagamiego, przenosił walizki i pudła z samochodu do swojego nowego pokoju. Do tej pory, mężczyźni przenieśli już większość rzeczy, a teraz szli po schodach z ostatnią partią w rękach. Wkrótce, doszli do pokoju brązowowłosego i postawili ostatnie pudła na podłodze, przy reszcie walizek i kartonów.

Eren: O matko... To chyba już wszystko... - powiedział Eren, stawiając ostatnie pudło na podłodze. - Dziękuję, Kagami. Bez twojej pomocy zajęłoby mi to o wieeele więcej czasu... - złotooki uśmiechnął się, przenosząc swój wzrok na czerwonowłosego.
Kagami: Przecież wiesz, że to żaden problem. Jestem silny, więc... - Kagami zaśmiał się. - Dobra, czas na kolację. Masz na coś chęć? - dodał radośnie. 
Eren: W sumie to... Obojętne mi to. Co zrobisz, to będzie. - Eren odwzajemnił uśmiech.
Kagami: Ok! Zrozumiano!

 Wtedy, Kagami uśmiechnął się szeroko, patrząc prosto w oczy Erena. Nastała magiczna chwila, a czas jakby zatrzymał się w miejscu, gdy ci wlepiali swój wzrok w siebie nawzajem. Z początku, brązowowłosy również się uśmiechał, zatapiając się w tym cudownym momencie razem z Kagamim, lecz im dłużej patrzył w jego oczy, tym szybciej uśmiech zaczął znikać z jego twarzy. Ten uśmiech... Ten szczery uśmiech i te czerwono-szkarłatne oczy... Czemu jego serce tak bolało, jak na nie patrzył? Czym było to dziwne uczucie?
 Wszystko nagle zaczęło wydawać się takie... odległe, niewyraźne i zamazane, jak za mgłą. W jego uszach pojawił się szum, głos Kagamiego zaczął zanikać gdzieś w oddali, a świat dookoła zaczął wirować. Głowa Erena momentalnie zaczęła boleć i pulsować, więc chłopak instynktownie złapał Kagamiego za ramię, ściskając je mocno i wbijając paznokcie w jego skórę, a jego wzrok przeniósł się na podłogę. Z tyłu głowy, Eren zaczął słyszeć ten znajomy głos i płacz, którego nie słyszał już od miesięcy, a nawet lat - głos Ethan'a.


''To tak bardzo boli...''


Eren: Kur... wa... - Eren powiedział cicho, nie puszczając ręki Kagamiego. 

Liczba słów: 3155

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Formularze osobowości: Yokai

Formularze postaci: Kyo

Formularze osobowości: Ren