#1 Od Erena do Kagamiego

Czas akcji: końcówka lata przed 3 rokiem studiów.
Pora dnia: południe.
Miejsce: jadący pociąg, oddzielny przedział.
P.o.v.: autor.

Dla lepszego klimatu (czytania) sceny:
* Atmosfera pociągu: 
https://www.youtube.com/watch?v=0Yvdm_ZgEOY&t=4499s&ab_channel=NewBliss
* Soundtrack: 
https://www.youtube.com/watch?v=60hovYfePXk&ab_channel=DooPiano

 Padające na szybę krope deszczu, przedzierający się do środka przez uchylone okno wiatr, wraz z cyklicznie powtarzającym się stukotem jadącego po torach pociągu, już od kilku godzin rozbrzmiewały w przedziale, w którym siedział Eren i jego zwierzęcy towarzysze. Wilk chłopaka, zwany również Ayato, pogrążony we śnie, leżał na jednej z kanap. Podobnie jak jego przyjaciel - kruk Kaito, który odpoczywał tuż obok niego. Natomiast Eren siedział na sofie przy oknie i ze słuchawkami w uszach wpatrywał się w nieustannie zmieniający się krajobraz po drugiej stronie szyby - góry i przełęcze górskie, jeziora i rzeki, łąki i lasy, pola uprawne i wioski oraz miasta i miasteczka...

 Nie było w tym nic nadzwyczajnego - ot, kolejna, nużąca podróż przez kolejne krainy geograficzne różniące się od siebie tylko i wyłącznie fauną i florą. Nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Jednak dla brązowłosego ta sytuacja wydawała się nieco bardziej... intrygująca. Taka dziwna, niespotykana, niczym 'nie z tej Ziemii'. Jakby nigdy przedtem nie siedział w podobnym pociągu. Jakby nigdy przedtem nie gapił się w okno tak jak gapi się w nie teraz. Jakby widział to wszystko po raz pierwszy w swoim życiu. Mimo, że istnieje na tym świecie już ponad dwadzieścia lat, Eren czuł się jak małe dziecko, jak ten mały chłopiec, który dopiero zaczął wszystko odkrywać i się uczyć. Złotooki sam do końca nie wiedział, dlaczego ma takie wrażenie i dlaczego się tak czuje. Czy to świat zmienił się tak bardzo, że go już nie poznaje i musi 'nauczyć się go' na nowo? Czy to on po prostu zmienił się tak diametralnie, że wszystko dookoła zaczęło się wydawać dziwne? A może i to i to?   
 Pogrążony w swoich myślach, zadając milion pytań bez odpowiedzi, wciąż wpatrywał się tępo w widok, odcinając się od rzeczywistości...

P.o.v.: Eren.

 Jak tak teraz pomyślę... To rzeczywiście jest to pierwszy raz, kiedy podróżuję gdzieś sam, tak na własną rękę. Od dziecka przecież nie mogłem się oddalać poza granice królestwa bez opieki. A gdy już
zaistniała taka potrzeba, to zawożono mnie tam limuzynami, samolotami, czy Bóg wie czym. Ale ciągle ktoś musiał być obok mnie, ciągle ktoś musiał mnie niańczyń. Nawet jak byliśmy w domu, to zawsze musiałem być pod kontrolą ojca lub pod okiem mamy, albo straży. A teraz? Teraz jestem sam. Zupełnie sam, bez nikogo obok mnie oprócz tych śpiących potworków na kanapie. W końcu nie muszę nikogo słuchać i mogę decydować sam za siebie... Może to dlatego wszystko wydaje się takie dziwne? Bo w końcu pozbyłem się tego więzienia i tej klatki?
 Cóż. Kiedyś, moją 'klatką' był mój pokój i sala treningowa, w których spędzałem całe dnie i noce. Nie mogłem wychodzić stamtąd dopóki nie zrobiłem tego, co mi kazano, albo gdy nie dostałem na to pozwolenia ojca. Później, moją klatką stała się izolatka, która w moment ograniczyła mój cały świat do jednego, zamkniętego pomieszczenia. Tam, wszystko było na wyciągnięcie mojej ręki, a jedyne, co mogłem dostrzec to ta śnieżnobiała, rażąca w oczy biel, która pokrywała wszystkie ściany dookoła mnie.
 Doprowadzało mnie to do szału. Nienawidziłem tego koloru. Nienawidziłem tego pomieszczenia, a jeszcze bardziej nienawidziłem tego, że był dla mnie wtedy całym światem. Był jak marzenie, którego wydawało się, że nigdy nie uda mi się osiągnąć. To dlatego chciałem go zniszczyć za wszelką cenę.
Bo był wszystkim, czym ja chciałem być. Te białe ściany były tak nieskazitelne i tak czyste, a ten pokój tak perfekcyjnie zorganizowany i przeraźliwie spokojny. Bez żadnej plamy, zadrapania, najmniejszej skazy, zabrudzenia, ani bez żadnych niepotrzebnych gratów... Był zupełnym przeciwieństwem mnie, na które musiałem patrzeć za każdym razem, gdy otwierałem swoje oczy. Za każdym razem musiałem patrzeć na jego świętość, zorganizowanie i niesplamioną perfekcję. Coś, czego od zawsze mi brakowało. Coś, co ogarnęło by ten chaos w mojej głowie i starło wszystkie moje myśli do tej jednej, białej, nieskazitelnie czystej i pustej ściany. Nie ważne, gdzie spojrzałem, zawsze widziałem tylko to. To był jedyny widok, na który mogłem sobie pozwolić i tylko to potrafiłem dostrzec swoim umysłem. Raz brzydziło mnie to tak, że musiałem zamykać oczy na całe dnie, a raz ten 'obraz' był tak fascynujący, że nie mogłem odwrócić od niego wzroku.
 Sam nawet nie wiem, jak udało mi się odzyskać swoje zmysły i wyjść z tego więzienia. Nie pamiętam, co się dokładnie stało, ale z czasem ta biel zamieniła się też w inne kolory, a świat stanął przede mną otworem. W końcu stałem się wolny, a te cztery ściany przestały mnie już ograniczać. Przez te piekło straciłem tak dużo, ale w tym samym czasie zyskałem tak wiele... Mój świat przeniósł się z jednego koloru na setki innych, o których zdążyłem już zapomnieć. Wszystko tak bardzo się zmieniło. My też się bardzo zmieniliśmy... Może to dlatego tak dziwnie jest teraz na to wszystko patrzeć?
 Tak bardzo się boję. Czy będę w stanie normalnie żyć i poradzić sobie w tym nowym otoczeniu? Czy uda mi się dopasować? Nie chcę, by ludzie odkryli, kim naprawdę jestem... Nie chcę, by ktoś się dowiedział. Ale czy uda mi się to ukryć? Kurwa, ale jak będę ciąglę uciekać zamiast stawić temu czoła to wpadnę w błędne koło... No i co ja mam teraz zrobić? Nic już rozumiem. To jest zbyt skomplikowane. Żeby tylko znalazł się ktoś taki, kto wyjaśniłby mi to wszystko i nauczył mnie, jak żyć...

_________________________________________________________________________________

Czas: kilka godzin później, po południu.
Miejsce: dworzec, peron.
P.o.v.: autor.


 Po kilku nużących i wyczerpujących godzinach podróży, pociąg w końcu dotarł do wyznaczonego celu. Drzwi się otworzyły, a Eren wyszedł z pojazdu wraz ze swoimi zwierzakami oraz bagażem, by następnie stanąć na chodniku jednego z wielu peronów dworca w Lalien. 
 Pierwsze, co złotooki zrobił tuż po wyjściu, to rozglądnął się dookoła i wziął głęboki oddech, by się uspokoić i złagodzić nerwy. Serce biło mu jak szalone - wszędzie jest tyle ludzi, a znajomej twarzy brak. Co ma teraz ze sobą począć? Nie miał ktoś na niego czekać?

- Eren! - nagle, z tłumu wyłonił się znajomy głos, co przyciągnęło uwagę bruneta.

Eren momentalnie obrócił swoją głowę w kierunku krzyku i dostrzegł przepychającego się przez tłum czarnowłosego chłopaka w okularach. Złotooki od razu ropoznał zbliżającego się do niego mężczyznę, a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.

- Aaron! - krzyknał Eren, pełen radości, i zaczął biec w stronę swojego brata, uprzednio puszczając swoją walizkę.

Po krótkiej chwili, obaj mężczyźni padli sobie w obięcia po wielu miesięcach nie widzenia się. Eren ścisnął mocno brata, chowając swoją twarz w jego ramieniu, a Aaron oddał ciasny przytulas, zamykając swoje oczy i lekko klepiąc bruneta po plecach.

- Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że cię widzę... - szepnął Eren.
- Ja też... Cieszę się, że w końcu tu jesteś, Eren... - Aaron odparł cicho i po chwili odsunął się od brata, patrząc mu prosto w oczy. - Jak się czujesz? Wszystko w porządku?
- Ta, jest ok. Na pewno lepiej niż było. - Eren zaśmiał się lekko, odwracając swój wzrok na brukowaną podłogę i po chwili znów powracając do oczu Aarona. - A ty jak się trzymasz?
- Cóż... Nie narzekam. - Aaron kiwnął głową, później kładąc rękę na ramieniu chłopaka. - No dobra, nie ma co tracić czasu. Bierz walizkę i jedziemy do domu. Trzeba się ogarnąć, wszyscy czekają na nas.
- Huh? - złotooki odparł nieco zaskoczony, ostatecznie uśmiechając się kątem ust i odwracając się do swoich zwierzaków. - Ej, Ayato, Kaito! Idziemy!

Gdy Eren krzyknął, Ayato zerwał się na równe nogi i od razu zaczął pchać walizkę chłopaka swoim dużym pyskiem, radośnie machając przy tym swoim puchatym ogonem. Po chwili, Eren złapał swój bagaż i pogłaskał przerośniętego wilka, który zaczął szczekać i biegać wokoło nich ze szczęścia. Kaito natomiast podleciał bliżej i usiadł na ramieniu bruneta, nie wykrztuszając przy tym z siebie ani jednego dźwięku.

- Dobra, gotowi? To jedziemy!

_________________________________________________________________________________

Czas: koło 30min - 1h później, po południu.
Miejsce: mieszkanie Aarona.
P.o.v.: autor.

Dla lepszego klimatu (czytania) sceny:
*Soundtrack:
https://www.youtube.com/watch?v=EpAcbyy14IA

 Po wzięciu szybkiego, zimnego prysznica, Eren ubrał się w ciemnoniebieskie jeansy i czarną bluzę z kapturem bez nadruku, nie zapominając również o założeniu na szyję swojego złotego klucza i schowaniu go pod koszulkę. Następnie, złotooki związał swoje lekko wilgotne, długie włosy w kok i po przeglądnięciu się po raz ostatni w lustrze, w końcu wyszedł z łazienki, zamykając za sobą drzwi. Szybkie odświeżenie to to, czego było mu teraz trzeba - zmyć wszystko z siebie, przygotować swój umysł na nowe wyzwania i choć trochę się ożywić po tej długiej, nużącej podróży. Ale mimo wszystko, prysznic dużo mu nie dał. Eren wciąż bał się jak cholera - im mniej czasu było do spotkania, tym większy strach i obawa rosły w jego sercu. W głębi duszy wiedział, że niby nie ma się czego bać, bo w końcu spotyka się ze swoim rodzeństwem, a nie z jakimiś nieznajomymi... Ale i tak nie mógł przestać o tym wszystkim myśleć. Nie mógł przestać myśleć, że coś się stanie, że coś pójdzie nie tak...
 Po wyjściu z łazienki, Eren skierował się prosto do salonu, gdzie zastał swojego brata, siedzącego na kanapie i przeglądającego coś w telefonie. Aaron, słysząc nadchodzące kroki, momentalnie podniósł wzrok z telefonu na Erena, poprawiając przy tym swoje okulary.

Aaron: Już, gotowy? - zapytał Aaron, chowając swój telefon do kieszeni.
Eren: Ta... - odparł Eren, podchodząc do stolika i dopijając herbatę z kubka.
Aaron: To co? Jedziemy? - czarnowłosy zapytał ponownie, wstając z kanapy i przeciągając się.
Eren: Huh? Co? - zapytał Eren, w tym samym czasie odstawiając kubek z powrotem na stół.
Aaron: Pytałem, czy już możemy jechać?
Eren: A, tak, tak...

Po tym, Aaron i Eren udali się do przedpokoju i po nałożeniu butów, wyszli razem z mieszkania czarnowłosego. Następnie, obaj skierowali się do samochodu, Aaron siadając na miejscu kierowcy, a Eren tuż obok niego. Przed odjazdem, obaj zapięli pasy bezpieczeństwa i wkrótce po tym, samochód ruszył do wyznaczonego wcześniej celu. Całą drogę, podczas, gdy Aaron był skupiony na jeźdźcie, Eren patrzył się nieustannie w szybę, nie wyduszając przy tym z siebie ani słowa. Nie uszło to uwadze czarnowłosego, który co jakiś czas zerkał na swojego brata, zauważając przy tym jego niezmienny, nieco zagubiony wyraz twarzy. Lecz mimo to, Aaron również zachował milczenie i postanowił nie zadawać zbyt wielu pytań. Chłopak bowiem zdawał sobie sprawę, że Eren potrzebuje czasu, by się z tym wszystkim oswoić i przyzwyczaić zarówno do nowej rzeczywistości, jak i do nowego otoczenia. W końcu, był odizolowany od nich wszystkich i od zewnętrznego świata przez tyle czasu, więc powrót do tak zaludnionego, nieprzewidywalnego i głośnego otoczenia, nawet jeżeli jest to jego rodzina, musi być trudny. Dlatego nie chciał męczyć go lawiną pytań, na które Eren prawdopodobnie sam nie znał dokładnej odpowiedzi.

_________________________________________________________________________________

Czas: mniej więcej w tym samym czasie, po południu.
Miejsce: kawiarnia niedaleko kampusu uniwersyteckiego.
P.o.v.: autor.

Dla lepszego klimatu (czytania) sceny:
*Soundtrack: 
https://www.youtube.com/watch?v=w0I2iOu1I6k&ab_channel=DooPiano

 Czwórka rodzeństwa - Satoru, Rin, Hiyori i Hiroto - siedziała razem przy jednym, dosyć dużym stoliku przy oknie w kawiarni. Gadali oni ze sobą o wszystkim i o niczym, by zabić choć trochę czasu podczas oczekiwania na pozostałą dwójkę braci - Erena i Aarona. Właśnie nadszedł temat ich następnego, planowanego albumu i głównego tracku, aż nagle, dźwięk przychodzącej wiadomości z telefonu Rina wciął się w środek zdania Satoru, tym samym natychmiastowo przerywając ich rozmowę. Niebieskooki od razu wziął swój telefon z blatu i odblokował go, następnie odczytując wiadomość wysłaną przez Aarona.

Satoru: Kto to?
Rin: Aaron. Napisał, że powinni być gdzieś za 10 minut. - odparł Rin, podnosząc wzrok z telefonu na swoich braci i siostrę.
Satoru: Pf, no w końcu. - burknął Satoru, zakładając ręce na piersi i opierając się wygodniej o krzesło.
Hiyori: Aw, tak za nim tęskniłeś, że aż nie możesz się doczekać, Sato?
Satoru: Pf, ja? Oczywiście, że nie? - czerwonooki burknął ponownie, przewracając przy tym oczami.
Hiroto: Mhm, ta. Patrz, bo ci nos urośnie od tych kłamstw.
Satoru: A co ja, pinokio jestem?
Hiroto: Dużo ci nie brakuje.
Satoru: Ty, młody, nie podskakuj.
Hiroto: Ohh, odezwał się, kurwa, stary dziadek.
Rin: Mmm... ''Za moich czasów...'' 
Satoru: Oj, cicho bądź! - Satoru kopnął Rina pod stołem w piszczel, a wszyscy zaśmiali się głośno.
Rin: Au! - Rin krzyknął, nadal nie mogąc powstrzymać swojego śmiechu, i złapał się za nogę, kładąc przy tym czoło na blacie stołu.

 Po chwili, wszyscy zaczęli się powoli uspokajać, a Rin podniósł głowę ze stołu i odetchnął głęboko, nadal lekko się podśmiechując.

Rin: Ej dobra, bo trzeba powoli zamawiać te kawy. - niebieskooki wstał z siedzenia i klepnął Hiyori w ramię. - Chodź, grubasie. Pomożesz mi.
Hiyori: ... - bliźniaczka Rina spojrzała na niego morderczym wzrokiem, nie mówiąc przy tym ani słowa.
Rin: Nosz przecież żartuje no. Chodź. - Rin ponownie klepnął ją w ramię i skierował się do kasy, a Hiyori przewróciła oczami i uśmiechnęła się delikatnie kątem ust, również wstając z krzesła.
Hiyori: Dobra, co dla kogo?
Satoru: Co wybierzesz, to będzie. - Satoru wzruszył ramionami, patrząc na swoją siostrę.
Hiroto: Same.
Hiyori: No tak, jak zwykle...

 Następie, Hiyori podbiegła, dotrzymując kroku Rinowi, i oboje skierowali się do kasy. Na szczęście, nie było żadnej kolejki, więc rodzeństwo stanęło od razu tuż przy ladzie, natychmiastowo zauważając znajomą twarz po drugiej stronie blatu - wysokiego, czerwonego mężczyznę, który był ich przyjacielem z klubu muzycznego i ze szkoły. Cała trójka uśmiechnęła się szeroko, przy tym witając się ze sobą ciepło.

Rin: Yoł, Kagami! Co tam słychać? - Rin wyciągnął rękę do swojego dobrego kolegi na przywitanie.
Kagami: O, hej, Rin! Jak ja was długo nie widziałem. - czerwnowłosy zaśmiał się żartobliwie i odwzajemnił silny, męski uścisk.
Hiyori: Taa. - Hiyori radośnie przytaknęła, machając do niego. - Hej, miło cię widzieć, Kaga.
Kagami: Ciebie również. - chłopak przytaknął z uśmiechem. - Dobra, co podać? 
Rin: O wow, czekaj, sporo tego będzie dzisiaj. - Rin spojrzał na Hiyori, która jest najbardziej ogarnięta z nich wszystkich i zawsze wie, co kto chce, mimo, że oni sami jeszcze tego nie wiedzą.
Hiyori: Dobra, to tak: 6 kaw, dużych, na miejscu. Dwie czarne bez cukru, jedna z mlekiem bez cukru, jedna z mlekiem z cukrem, a dla nas... - Hiyori spojrzała na swojego brata, wyliczając zamówienie na palcach.
Rin & Hiyori: Mleko z kawą! - bliźniaki powiedzieli jednocześnie, chichocząc razem. 
Hiyori: Haha, tak. Dla nas po prosimy jakieś cappuccino z syropem. Duużo mleka, plis. 
Kagami: Oho, sporo tego. - Kagami zaśmiał się cicho pod nosem, notując wszystko w małym notatniku. - No dobra, robi się!
Rin: Dzięki, stary! - Rin uśmiechnął się ponownie, spoglądając na odchodzącego na bok przyjaciela i opierając się łokciem o blat. 

 Po złożeniu zamówienia i krótkiej pogawędce z Kagamim, Rin i Hiyori postanowili poczekać przy blacie na zamówione przez nich kawy. Minęło tak z 5 minut, a czerwonowłosy mężczyzna z powrotem znalazł się obok nich z tacą i postawionymi na niej sześcioma kawami. Rin grzecznie podziękował swojemu koledze i wyjął z kieszeni portfel, a z niego swoją kartę płatniczą, którą następnie przyłożył do czytnika, płacąc za ich całe zamówienie bez pytania nawet o sumę pieniędzy na wydatku. Jednak, w tym samym czasie, kiedy Rin płacił za ich kawy, dzwonek nad wejściem kawiarni rozbrzmiał, a drzwi do niej się otworzyły, wyjawiając przy tym dwójkę wysokich mężczyzn - bruneta i czarnowłosego chłopaka w okularach.

Hiyori: O kurwa... Rin... - Hiyori powiedziała zszokowana, uderzając swojego brata w ramię i patrząc na dwójkę wchodzących do kawiarni mężczyzn.
Rin: Au! Nie bij mnie! - Rin zmarszczył lekko brwi, odwracając wzrok na swoją siostrę i chowając kartę do portfela, a portfel do kieszeni. 
Hiyori: Patrz! - farbowana blondynka położyła swoją zimną dłoń na policzku niebieskookiego, tym samym odwracając jego głowę w bok, w stronę wejścia kawiarni.
Rin: O kurwa... - Rin szepnął, z szokiem na twarzy, który momentalnie przerodził się w szeroki uśmiech. 
Hiyori: O mój Boże... EREN! - Hiyori krzyknęła głośno, nie zważając na innych ludzi znajdujących się w kawiarni, i pobiegła z prędkością światła do swojego brata, następnie rzucając się w jego ramiona.
Eren: Woah, woah! - Eren, po zauważeniu swojej biegnącej siostry, złapał ją na ręce, obracając ją kilka razy wokół własnej osi i mocno ją obejmując. - Heeey, księżniczko!
Rin: Ej, ja też tak chce! Eren! - krzyknął zbliżający się do nich Rin.
Eren: Ta, może innym razem, Rin-chan. - brunet ostrożnie postawił swoją siostrę z powrotem na podłogę, a następnie przytulił mocno swojego brata, gdy ten do nich podszedł. - Hej, tęskniłem za tobą...
Rin: Weź, bo będę płakać. - Rin lekko zaśmiał się, wtulając się przy tym mocno w ramię swojego brata.
Aaron: *Ekhem* Ja też tu jestem. - Aaron odchrząknął, poprawiając swoje okulary, a wszyscy się zaśmiali.

 To była dla nich wszystkich bardzo wzruszająca chwila, a w szczególności dla Erena. W końcu, po
tych miesiącach rozłąki i życia w odizolowaniu, może ich wszystkich zobaczyć. Znów, może przy nich być. Przy ludziach, którzy znają i rozumieją go najlepiej na świecie. Przy ludziach, przy których może być sobą i nie musi nikogo udawać. Nie minęło nawet 5 minut, a Eren już poczuł ogromną ulgę, ciepło, spokój i bezpieczeństwo, którego nie czuł od tak dawna. Którego pragnął tak mocno, patrząc się w tą białą, pustą ścianę...
 Eren ostatni raz mocno ścisnął Rina, po czym odsunął się od niego z uśmiechem na twarzy. 

Hiyori: Dobra, nie ma co tracić czasu. Chodźcie po kawy i do stolika. Mamy duuuużo do obgadania.
Rin: Ooo tak, ploteczki i plotunie. I like it! - Rin puścił Erena, klepiąc go po ramieniu i obracając wzrok na swoją siostrę.
Aaron: Ja pierdole... - Aaron kiwnął głową z niedowierzenia, również śmiejąc się cicho pod nosem.

 Po tym, cała czwórka skierowała się do lady, przy której stał Kagami i na której nadal stały ich wszystkie zamówione kawy. Pierwsi podeszli Rin i Hiyori, biorąc pod dwie kawy każdy i jeszcze raz dziękując swojemu koledze, a następnie podszedł Aaron, który wziął dwa ostatnie kubki i przywitał się szybko z czerwonowłosym, a następnie skierował się razem z bliźniakami do stolika. Jednak Eren nadal stał przy blacie, tuż przed Kagamim, nie ruszając się na krok.

Eren: ... - brunet patrzył się wprost w oczy Kagamiego, lekko marszcząc brwi w milczeniu. Czy on go już kiedyś wiedział? Dziwne...
Aaron: Eren, idziesz? - odparł Aaron nagle, obracając się znów do brata i z powrotem przyciągając jego uwagę.
Eren: Huh? A, tak, idę, idę! - odparł Eren, lekko kłaniając się w stronę Kagamiego i szybko podbiegając go swojego rodzeństwa.

 Po krótkiej chwili, wszyscy znaleźli się przy stoliku. Rin, Hiyori i Aaron, postawili kawy odpowiednio przed każdym i usiedli na swoich miejscach. Natomiast Hiroto i Satoru przenieśli swój wzrok na stojącego obok Erena i otworzyli lekko usta zarówno ze zdziwienia, jak i z zaskoczenia.

Hiroto: O matko, Eren! - najmłodszy z rodzeństwa wyskoczył z krzesła i od razu rzucił się na swojego starszego brata, przytulając go mocno.
Eren: Hej, młody! Dobrze cię znów widzieć! - Eren odwzajemnił mocny przytulas, lekko przy tym czochrając Hiroto po włosach.

 Po mocnym, ciepłym, dosyć długim i bardzo wyczekiwanym objęciu, Hiroto usiadł z powrotem na swoje krzesło z szerokim uśmiechem na twarzy. Satoru natomiast wstał dopiero ze swojego siedzenia i stanął na przeciwko Erena w odległości kilku kroków, bez żadnego wyrazu na twarzy, zarówno bez uśmiechu, czy też radości, jak i bez żadnego słowa wypływającego z jego ust.
 Dwaj, rywalizujący i wręcz nienawidzący się mężczyźni patrzyli na siebie przez dłużą chwilę, w milczeniu i dosyć napiętej atmosferze. Po chwili jednak, Satoru wziął głęboki oddech i spojrzał w bok, wypychając swój policzek od środka za pomocą języka i przerywając tym samym niezręczną ciszę.

Satoru: Dobra, jebać... - szepnął czerwonooki, podchodząc bliżej do złotookiego. - Trochę mi brakowało tej twojej mordy, wiesz?
Eren: Aww, jak słodko. - Eren powiedział nieco sarkastycznie i podniósł jedną brew, wciąż nawiązując intensywny kontakt wzrokowy ze swoim bratem. - Aż tak za mną tęskniłeś?
Satoru: Za tobą? Zawsze. Chodź tu, słonko. - w tym momencie, Satoru ścisnął mocno Erena, gniotąc przy tym jego żebra za pomocą mocnego objęcia.
Eren: Au, Satoru... Kurwa... - Eren szepnął, marszcząc brwi z bólu, ale mimo wszystko odwzajemnił uścisk.
(...)
Satoru: Dobra, starczy tej słodkości na dzisiaj, bo się zrzygam. - po chwili Satoru odsunął się od Erena i odchrząknął, po czym oboje usiedli na swoich miejscach przy stoliku.
Rin: Oh, yeah! W końcu jesteśmy w kompletnym składzie. - Rin uśmiechnął się kątem ust i położył swoje przedramię na ramieniu Erena, upijając przy tym kawę z kubka.  
Hiyori: Dobra, Eren, opowiadaj! Jak, co, gdzie, kiedy, po co, czemu i dlaczego. 
Eren: O Jezu... - Eren zachichotał pod nosem i kiwnął głową, również biorąc łyk swojej kawy. - Dobra, od czego by tu zacząć...

 I tak, piątka rodzeństwa z powrotem zjednoczyła się ze swoim najstarszym bratem po miesiącach izolacji i rozłąki. Mijały kolejne minuty i godziny, a rozmowom i śmiechom nie było końca. Wszyscy opowiadali sobie nawzajem różne żarty, historie mniej lub bardziej poważne, lub dzielili się swoimi przeżyciami, albo pomysłami na przyszłość.
 I tym oto sposobem, słońce zaczęło się powoli chować za horyzontem, a na zewnątrz robiło się coraz ciemniej i ciemniej. W końcu, po kilku godzinach rozmów, wszyscy postanowili się powoli zbierać do swoich domów, mieszkań, bądź akademików po tym jakże miłym i fascynującym wieczorze. Każdy się z każdym pożegnał i poszedł w swoją stronę - Satoru i Hiroto oddzielnie, Rin razem z Hiyori, a Eren został z Aaronem.
 Obaj bracia skierowali się samochodem z powrotem do mieszkania czarnowłosego i tym razem, na twarzy Erena widniał szczery uśmiech i radość zamiast zmartwienia i zagubienia. Aaron, widząc to, również się uśmiechnął kątem ust i poczuł wielką ulgę w swoim sercu z tego powodu, że Eren powoli zaczął się przyzwyczajać do tego nowego otoczenia dzięki nim wszystkim. 
 Jednak, oprócz tego wszystkiego, jedna myśl nie mogła wyjść z głowy Erena - ten czerwonowłosy chłopak za ladą... Czemu on się wydawał taki... znajomy? I czemu on się tak nie niego patrzył? Prawie przez cały wieczór czuł jego wzrok na sobie... Hm, coż... Może po prostu mu się coś przywidziało, albo pomylił go z kimś? W końcu, widzieli się dzisiaj po raz pierwszy... Prawda?
 

Liczba słów: 3600

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Formularze osobowości: Yokai

Formularze postaci: Kyo

Formularze osobowości: Ren